Remember, remember the fifth of November
Autor: Paweł Tkaczyk, dnia 5 lis 2006 w kategorii Recenzje filmy
Dziś będzie rocznicowa recenzja doskonałego filmu: “V for Vendetta”. Dlaczego rocznicowa? Tytułowa data 5 listopada gra tutaj bardzo ważną rolę… A film jest o… braku tolerancji i straszeniu społeczeństwa, co prowadzi do strasznego totalitaryzmu. Bardzo na czasie.
“V for Vendetta” to adaptacja komiksu autorstwa Alana Moore’a, jednego z najlepszych komiksowych scenarzystów naszych czasów (stawiam go w jednym rzędzie z Frankiem Millerem). Oryginalnie publikowany jako strip w brytyjskim magazynie Warrior swój pełny kształt uzyskał dzięki firmie DC Comics i ich serii wydawnictw dla dorosłych Vertigo.
Trochę o komiksie, a potem przejdziemy do filmu, ok? Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości w totalitarnej Wielkiej Brytanii. Kiedy komiks publikowano (połowa lat osiemdziesiątych), niedaleką przyszłością był koniec XX wieku. Film powstał w roku 2005, więc “niedaleka przyszłość” przesunęła się troszkę dalej…
Totalitarna Wielka Brytania przypomina bardzo mroczne wizje przedstawione w Roku 1984 Orwella — godzina policyjna, centralny system telewizji, monitorowanie obywateli, patrole policyjne (i “obywatelskie”), wszechobecna i wszechwładna bezpieka. To wszystko jest następstwem małej wojny nuklearnej, która zniszczyła większość Europy. Wielka Brytania pozostała neutralna, więc wyszła z niej bez szwanku. Jednak na bazie lęków społeczeństwa, obawy przed nuklearną zagładą, władze zbudowały swoją pozycję, która nie ma nic wspólnego z demokracją.
W takim państwie spotykamy Evey Hammond (Natalie Portman), która wychodzi z domu po godzinie policyjnej i ma nieszczęście natknąć się na “cywilny patrol” (tzw. fingermen — niczym nasze dawne ZOMO). “Funkcjonariusze” chcą ją zgwałcić, a dziewczynę ratuje nieznajomy przebrany w czerwony kostium i maskę Guya Fawkesa.
Tło historyczne: Guy Fawkes to człowiek, który 5 listopada 1605 roku próbował wysadzić brytyjski parlament (próba zabójstwa króla Jerzego VI), jednak spisek (znany jako Gunpowder Plot) został odkryty i życie Guya zakończył proces, oskarżenie o zdradę stanu i egzekucja.
Przebrany mściciel zabiera Evey na dach budynku, gdzie dziewczyna jest świadkiem wysadzenia parlamentu. V (tak nazywa siebie przebrany nieznajomy) tłumaczy dziewczynie, że próbuje stworzyć chaos, aby obywatele przebudzili się z letargu, w który wpędziła ich władza.
Następnym wyczynem V jest przejęcie na chwilę budynku telewizji, skąd nadaje płomienne przemówienie do obywateli, obiecując im zakończenie swojej terrorystyczno-anarchistycznej akcji w kolejną Noc Guya Fawkesa, w kolejny 5 listopada.
Władze Wielkiej Brytanii, dowodzone przez Adama J. Susan, robią wszystko, by odnaleźć V i powstrzymać go przed sianiem anarchii. Do śledztwa zostaje przydzielony detektyw Eric Finch, który powoli odkrywa straszną prawdę — nie tylko o tym, kim jest V, ale także o tym, czego dopuścił się Susan by dorwać się do władzy.
Zarówno komiks, jak i film na nim oparty, mają sporo zaskakujących zwrotów akcji, więc nie będę opisywał całej fabuły. Jednak nie zwroty akcji są najważniejsze. Siłą filmu są doskonałe dialogi (przemówienie V w telewizji naprawdę jest porywające, a jego pierwszy monolog to iście teatralny styl) oraz bardzo dokładne przedstawienie procesu, w którym demokracja zmienia się małymi kroczkami w totalitaryzm. Historia dziewczyny zamkniętej w więzieniu za to, że jest lesbijką (brzmi znajomo?), straszenie społeczeństwa wyimaginowanym układem (brzmi znajomo?), powolne zamykanie wolnych mediów… Ludzie zgadzający się na zabranie im kawałka wolności w zamian za poczucie bezpieczeństwa (realne lub nie), którzy po pewnym czasie budzą się w państwie rządzonym przez reżim policyjny…
Film jest doskonale zrealizowany — V jest postacią bardzo dramatyczną (w teatralnym sensie tego słowa) i tak też wygląda w filmie, proces “przebudzenia sumienia” Evey jest przekonująco zagrany, a akcja jest wartka. Nie zdradzę Wam wszystkich szczegółów, ale naprawdę go polecam. Zwłaszcza, przed wyborami samorządowymi ;)
A zdanie “Remember, remember the fifth of November” będzie Wasz prześladować jeszcze długo :)
Podobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim z innymi! Dodaj go do któregoś z serwisów społecznościowych za pomocą poniższego przycisku. Dziękuję :-)
stały link | trackback url | |
Jeśli podobał Ci się ten wpis, zobacz inne podobne:



CoSTa | 5 lis 2006 | Odpowiedz
na dachu to jej pokazywał jak w powietrze leci budynek zdaje się sądu. na parlament pora jest później nieco :)
film faktycznie fajny i warto wyłączyć w diabły napisy, szczególnie przy pierwszym pojawieniu się V – ta jego gadka z samymi słowami zaczynajacymi się na “v” powala po prostu :). a smaczków językowych ponoć tam kuupaaaaa… szkoda cholera, że angielskie na tyle nie znam, by się nimi cieszyć :/.
niezłe, inteligentne kino. z naciskiem na inteligentne. mnie porwała scena, w kótej policjant wykładał jak chłopaki dochodzili do władzy – świetny montaż i porywa scenka jak diabli. mniodzio. film do wciągnięcia na dwa-trzy razy dla wyłapania większosci smaczków.
Michał Fikus | 5 lis 2006 | Odpowiedz
Film rzeczywiście rewelacja (pomijając długą nieśmiertelność V).
Jak wspomniał przedmówca – nie był to parlament a sąd (i to tylko mała część, aczkolwiek efektowana + muzyka).
Ja również polecam… pamiętając o 5.11 ;)
msierant | 5 lis 2006 | Odpowiedz
Film – rewelacja. Scena z nożami – rewelacja. No i więzienie Evey, a raczej jej “uwolnienie”… byłem w szoku.
qvist | 6 lis 2006 | Odpowiedz
heh, film masakra, ostatnio nawet bylem drugi raz na nim w kinie… aha, V jest na czarno, nie na czerwono.
Paweł Tkaczyk | 6 lis 2006 | Odpowiedz
CoSTa i Michał Fikus: W filmie rzeczywiście wyleciał w powietrze budynek sądu, w komiksie był to parlament (w sumie nie określiłem się, czy piszę o jednym, czy drugim). Za to w rocznicę w filmie wylatuje w powietrze parlament, a w komiksie siedziba premiera (10 Downing Street). Wyjaśniam zamieszanie :)
pciucho | 6 lis 2006 | Odpowiedz
niedawno pojawilo sie w Polsce DVD z tym filmem. w empik.com kosztuje chyba 60pln.
Paweł Tkaczyk | 6 lis 2006 | Odpowiedz
pciucho: Właśnie na DVD z wypożyczalni to widziałem (w kinie niestety nie zdążyłem).
Kabturek | 6 lis 2006 | Odpowiedz
Co za zbieg okoliczności – wczoraj właśnie znalazłem płytę V leżącą sobie spokojnie na półce i postanowiłem obejrzeć ponieważ wcześniej nie miałem czasu. Nie dość ze wczoraj był 5 listopada to jeszcze przychodzę Pawle na twojego bloga i widzę “Remember, remember the fifth of November” …
Zgadzam się – film znakomity.
Paweł | 6 lis 2006 | Odpowiedz
Oj żałuj, doskonale nagrany dźwięk + moment wysadzenia Parlamentu naprawdę podnosi włosy na karku :)
Choć z drugiej strony, kino można mieć u siebie w domu.
Paweł Tkaczyk | 6 lis 2006 | Odpowiedz
Paweł: Na zestaw głośników w domu nie mogę narzekać ;)
waltharius | 6 lis 2006 | Odpowiedz
No toś mnie zachęcił do obejrzenia :) Sięgnę jak tylko w zasięgu ręki się znajdzie.
PitMac | 6 lis 2006 | Odpowiedz
To ja jakis inny jestem ,bo nastwaiłem się na ten film jak na spidermana czy xmen.Wylaczam myslenie i rozkoszuje sie efektami i bajka! I co ? Nic zawiodłem sie totalnie mi sie nie podobało.Jak dla mnie to nie wypaliło z kino rozrywkowe z przeslaniem.
strideer | 7 lis 2006 | Odpowiedz
trudno jest obchodzić 5 listopada inaczej jak z tym filmem. uwadze czytających i krytyce chciałbym polecić swój komentarz dostępny tu: http://24mm.org/moleskine/2006/11/v-jak-vendetta/
rafalski | 7 lis 2006 | Odpowiedz
Rzadko mi sie zdarza wylaczyc film przed koncem, ale w tym wypadku wymieklem z ulga po 20 minutach. Komiksowosc przedstawienia odebrala m.in. scenom walki wszelki realizm i wygladaly (imo) dosc komicznie. Mowicie, ze wartaloby wytrzymac do konca?.. :)
Paweł Tkaczyk | 7 lis 2006 | Odpowiedz
rafalski i PitMac: Film jest świetny, ale proszę się nie nastawiać na adaptację komiksu. Alan Moore ma świetne pomysły (wystarczy poczytać jego Swamp Thing), a komiks (czy film) jest tylko medium. Naprawdę warto wytrzymać do końca :)
Dinven | 9 lis 2006 | Odpowiedz
Filmy naprawdę dobry. “Remember remember the 5th of November” “prześladowało” mnie chyba przez kilka tygodni… Cały notatnik pomazałam.
Realizmu się nie spodziewałam. Przecież to adaptacja komiksu, z góry było wiadomo, że realistycznym dramatem obyczajowym toto nie będzie.
Ale, ale… Obraz został zrealizowany świetnie, z “iskrą”, elementy fabuły nie gryzą się ze sobą, film daje do myślenia… A co najważniejsze: główny bohater jest niesamowicie charyzmatyczny. Brawa dla aktora i scenarzysty. V ma naprawdę interesujące kwestie. Te przemowy świetnie brzmią.
Noya | 18 lis 2006 | Odpowiedz
Uwielbiam ten film. Komiksów nie czytałam, całej historii nie znałam wcześniej i naprawdę mnie zachwyciła ;3 Nic, tylko zbierać na DVD :)