Watchmen (Strażnicy)

Komiks Watchmen Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa uważam za drugi (po Sandmanie Neila Gaimana) najlepszy komiks wszech czasów. Przez długie lata seria ta (podobnie jak Sandman) uchodziła za „nie do sfilmowania”. Jednak po sukcesie ekranowych adaptacji Sin City i 300, przemysł filmowy coraz śmielej sięga po „trudne” komiksy. Czy słusznie? Po obejrzeniu filmu Watchmen mam mieszane uczucia…

Przewrotnie zacznę od podsumowania recenzji: uważam, że film da się oglądać nie ze względu na efekty wizualne (które są całkiem znośne), ale ze względu na rewelacyjną fabułę napisaną przez Alana Moore’a. I nie wiem, czy jest to pochwała, czy nagana dla filmu…

Komiks
Watchmen to historia przewrotna. Opowiada o superbohaterach… bez superbohaterów. Alan Moore wymyślił alternatywną historię USA, która „oddziela się” od tej, którą znamy zaraz po drugiej wojnie światowej. W świecie Strażników mamy rok 1985 (seria komiksowa ukazała się na przełomie 1986 i 1987 roku, więc historia pokazuje „współczesność”), prezydentem nadal jest Nixon, a USA po drodze wygrały wojnę w Wietnamie. Zimna wojna trwa w najlepsze, a wokoło panuje ogólny strach przed nuklearną zagładą. Rosjanie zgromadzili rekordowy arsenał nuklearny, aby obronić się przed potężną bronią USA: super-człowiekiem o kryptonimie Doktor Manhattan.

Doktor Manhattan to nazwa wymyślona przez speców od PR amerykańskiego rządu, ma przypominać o słynnym „Projekcie Manhattan” z czasów drugiej wojny światowej (w ramach tego projektu USA opracowały bombę atomową). A kim naprawdę jest Doktor Manhattan? To fizyk, Jonathan Ostermann, który uległ wypadkowi w laboratorium. Potrafi siłą woli zmieniać strukturę atomów, co czyni go praktycznie wszechpotężnym.

Poza Doktorem Manhattanem, powojenna historia USA przedstawiona w Watchmen jest wypełniona innymi „superbohaterami”. Piszę to w cudzysłowiu, ponieważ Alan Moore w perwersyjny sposób przekręcił w swojej historii archetyp superbohatera, którym przez 40 lat karmiły nas amerykańskie komiksy. Zamaskowani mściciele Moore’a to zwykli ludzie bez żadnych super-mocy, którzy po prostu postanowili wziąć prawo w swoje ręce. Słowo „zwykli” też należałoby ująć w cudzysłów… Ich motywy były różne: jedni byli policjantami i chcieli „dokończyć sprawy” tam, gdzie prawo nie sięgało. Inni, jak Rorschach (którego oczami widzimy całą tę historię) byli socjopatami z „poczuciem misji” – leczyli świat nie oglądając się na koszty. Jeszcze inni, jak Komediant, byli po prostu sadystami, którzy dzięki maskom mogli dać upust swoim niezdrowym fantazjom i żądzom.

Esencją Watchmen są właśnie „ludzkie” losy bohaterów. Wielu przed Moorem próbowało „humanizować” Batmana czy Supermana, jednak nikomu nie udało się pokazać „życia bez maski” tak dobrze jak Alanowi Moore’owi. Historia ta jest okrutna, naturalistyczna, dla niektórych może nawet za bardzo. Ale przez to jest prawdopodobna. Zamknięty w więzieniu Rorschach, który krzyczy do żądnych zemsty przestępców (których wcześniej sam tu osadził) „To nie ja jestem tu zamknięty z wami, to wy jesteście zamknięci ze mną” jest o wiele bardziej wiarygodny od Bruce’a Wayne’a, który w Batman. Początek ćwiczy wytrzymałość w dalekowschodnim więzieniu…

Co jeszcze wyróżnia Watchmen? Narracja, której niestety nie dało się przenieść do filmu. Poza dziennikiem Rorschacha (który w filmie się ostał) o alternatywnej rzeczywistości dowiadujemy się z powtykanych między karty komiksu wycinków z gazet, fragmentów książek i rozpraw naukowych. Jest tam także ciekawy eksperyment „równoległej narracji”. W pewnym momencie dostajemy do przeczytania… historię o piratach (którą jeden z bohaterów Strażników czyta pod kioskiem z gazetami). Wydarzenia z pirackiej historii pozwalają nam spojrzeć z innej perspektywy na to, co dzieje się równolegle w komiksie. Nie muszę chyba dodawać, że w filmie nie ma po tym eksperymencie śladu (chłopak czytający piracką historię pojawia się na chwilę, ale nic nie mówi, nic nie czyta).

Film
Co zatem pozostaje w filmie, po zabraniu eksperymentów narracyjnych i wątków pobocznych? Główna historia. Działania zamaskowanych mścicieli zostały zdelegalizowane tzw. ustawą Keene’a. Niektórzy z nich przeszli na emeryturę i prowadzą normalne życie. Kilku z nich ujawniło swoją tożsamość, jeden zbił na tym fortunę. Jeszcze inni działają nadal, tyle że pod skrzydłami rządu (wśród nich jest Komediant oraz Doktor Manhattan). Rorschach jako jedyny zdecydował się kontynuować działalność, jest zatem oficjalnie poszukiwany przez policję… Tyle tła.

Fabuła zaczyna się od tajemniczego morderstwa: ktoś morduje Komedianta, a Rorschach postanawia znaleźć zabójcę. W poszukiwania wciąga dawnego partnera, Dana Dreiberga (w czasach bohaterów występował pod pseudonimem Night Owl, nie ujawnił swojej tożsamości) oraz Adriana Veidta (będąc bohaterem przedstawiał się jako Ozymandiasz, ujawnił swoją tożsamość i zbił na tym fortunę). Próbuje też wciągnąć Dra Manhattana oraz jego dziewczynę, Laurie (Silk Spectre), ale oni mają własne problemy…

Motywy zabójstwa okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż Rorschach był w stanie podejrzewać…

Co o filmie? Jest… poprawny. Nakręcony przez Zacka Snydera (który wcześniej popełnił wizjonerskie 300), jest wierną adaptacją komiksu. Aż tyle i tylko tyle. Aż tyle, bo komiks rzeczywiście ciężko przenieść na ekran. Tylko tyle, bo nie wniósł nic, co warto byłoby wspominać…

Jeśli więc wybierasz się na film, a wcześniej nie czytałeś Watchmen, nie spodziewaj się za wiele. Film jest długi (komiks składał się z 12 części), wizualnie efektowny, ale nie jest to fajerwerk w rodzaju 300. Jeśli zaś czytałeś komiks, obejrzysz po prostu sprawną ekranizację. Bez niespodzianek, wierną oryginałowi. I dobrze :)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zobacz inne podobne:

Komentarzy: 8

  1. clarice | 7 mar 2009 | Odpowiedz

    i właśnie za tą wierność bardzo go cenię bo już się bałam happy endu ;)

  2. Dominik Koza | 8 mar 2009 | Odpowiedz

    Dobry film, dobrze się oglądało. Jestem na tak.

  3. CoSTa | 11 mar 2009 | Odpowiedz

    Na film się wybiorę, nie ma przeproś ale tego, że z komiksem nie miałem póki co zbyt wiele wspólnego, to się wstydam straszecznie. No nic, może jakoś te braki nadrobię…

    Dzięki za recenzję, bardzo dobrze się czytało i chyba to film dla mnie.

  4. Paweł Tkaczyk | 11 mar 2009 | Odpowiedz

    CoSTa: Komiks po polsku do nabycia w EMPiK-u ;-)

  5. Kamil Machura | 13 mar 2009 | Odpowiedz

    Byłem na pokazie przedpremierowym i film wywarł na mnie duże wrażenie. Owszem wolałbym żeby niektóre wątki nie zostały spłycone (np. komiksu w komiksie), ale nie można mieć wszystkiego. Z pewnością zaopatrzę się w wersję reżyserską, dłuższą o około 40 minut :)

  6. Weirdo | 17 mar 2009 | Odpowiedz

    W 300 było coś wizjonerskiego? Wolne żarty, powtarzanie sloganów reklamujących Watchmen’a.

Dodaj swój komentarz

Additional comments powered by BackType