Google Wave

Google WaveKoncern Google przedstawił w tym tygodniu nowy produkt, który – zdaniem twórców – ma zrewolucjonizować sposób, w jaki komunikujemy się w Sieci. Cudo nazywa się Google Wave (fala) i moim zdaniem warto mu się przyglądać, bo rzeczywiście ma zadatki na rewolucyjne narzędzie. Poniżej omówienie koncepcji (bo Wave to na razie przede wszystkim koncepcja) i jej możliwych zastosowań.

Czym jest Google Wave?
Najbardziej trafnie przedstawili to sami twórcy Wave. Powiedzieli coś takiego: „E-mail pozostaje jedną z najczęściej używanych usług w sieci. Jest tak niezmiennie od lat, choć e-mail wynaleziono w czasach, kiedy nie było jeszcze WWW, Twittera, komunikatorów i innych podobnych wynalazków, które ułatwiają nam komunikację. Jak wyglądałby e-mail, gdyby wymyślano go dziś? Google Wave to właśnie próba odpowiedzi na to pytanie.”

Google Wave jak e-mail…
Moim zdaniem, kluczowym czynnikiem, który przyczyni się do sukcesu Google Wave jest jego ewolucyjny, a nie rewolucyjny charakter. Możliwości Google Wave zapierają dech w piersiach, ale nieobeznany z technologią osobnik może używać go… jak zwykłego maila. I nie zauważy żadnej różnicy. Wiadomość od osoby A ląduje w skrzynce osoby B…

…ale e-mail na sterydach.
Magia zaczyna się, kiedy odpowiadamy na maila. Dzisiaj, żeby odnieść się do dyskusji, muszę nadawcy odesłać zacytowany fragment mojego maila, plus moją odpowiedź. W Wave odpowiadam dokładnie tak samo: zaznaczam fragment, na który chcę odpowiedzieć i piszę odpowiedź. Różnica polega na tym, że pierwotny nadawca nie otrzyma ode mnie kolejnego maila z cytatami i odpowiedzią. Kiedy odpowiem, zmieni się… jego pierwotny mail (będzie pokazywał moje odpowiedzi pomiędzy akapitami nadawcy). Nie ma wielu kopii tego samego tekstu, dyskusja toczy się w jednej i tej samej wiadomości. Już samo to „sprzedałoby” mi koncepcję nowego programu pocztowego.

Plus komunikator
E-mail to komunikacja asynchroniczna. List leży w skrzynce i czeka, aż na niego odpowiem. Jednak w Internecie komunikujemy się dużo szybciej. Wiele dyskusji, które prowadzę przez e-mail przenosi się do komunikatorów, bo tak jest nam wygodniej. Mając Wave, nie będzie trzeba już czynić tego rozróżnienia. Jeśli piszę odpowiedź na wiadomość dla drugiej osoby, a ta osoba również na nią patrzy, widzi moją odpowiedź pojawiającą się znak po znaku. Jak w komunikatorze. To kolejny punkt, który będzie decydował o sukcesie Wave: użytkownik nie musi już decydować, czy wybrać mail, czy komunikator. Produkt „staje się” odpowiednim narzędziem w zależności od okoliczności (i ustawień, bo oczywiście powiadamianie o pisaniu można wyłączyć).

Plus forum
A co w sytuacji, kiedy do konwersacji chcemy dołączyć kolejną osobę? Jeśli do tej pory rozmawialiśmy przez e-mail, po prostu dołączam kolejnego odbiorcę do listy adresatów. Problem z tym podejściem jest taki, że „ten trzeci” nie dostaje wszystkich poprzednich listów w wątku, jedynie ten ostatni. Jeśli X i Y umawiają się na pizzę i Y rzucił propozycję, aby wziąć Z, Z dostanie tylko ostatniego maila. Nie wie, czy już ustalono godzinę wyjścia itp.

Wave rozwiązuje ten problem dwojako. Po pierwsze, należy pamiętać, że nie ma już „wątku”. Jest pojedyncza „fala”, którą edytujemy, a nie odpowiadamy na nią. Dodanie kolejnej osoby do fali przekazuje jej falę w całości. Jednak i wtedy dodana osoba może nie ogarnąć wszystkiego. Dlatego inżynierowie Google Wave pokazali doskonałe narzędzie o nazwie „playback”. W dużym skrócie: playback pozwala na „odtworzenie” fali z jej wszystkimi modyfikacjami. Osoba dodana na końcu po obejrzeniu „powtórki” dokładnie wie, kto, co i kiedy powiedział. Ogarnięcie nawet rozległej dyskusji jest dzięki temu dużo łatwiejsze.

Plus blog i CMS
Dowolny fragment fali można w dowolnym momencie opublikować np. na blogu czy własnej stronie www. Publikować można tekst, obrazki, filmy, dosłownie wszystko. Opublikowany fragment jest na stałe połączony z oryginalną falą. Oznacza to, że jeśli w przyszłości zdecydujemy się poprawić fragment tekstu czy dodać podpis do zdjęcia, Wave automatycznie uaktualni wszystkie miejsca, które dany fragment tekstu czy zdjęcie będą zawierać. Wspólna praca nad treścią strony internetowej jest w Wave tak samo łatwa jak napisanie maila. Znowu: Google uczynił wszystko, aby narzędzie było proste w obsłudze. Pani Krysia z marketingu nie musi wiedzieć, jak tekst, który poprawia ląduje na witrynie firmowej (o to zadba jej dział IT). Ważne jest, że wykonanie tego zadania nie wymaga od niej opanowania praktycznie żadnych nowych umiejętności.

Plus Twitter
Dzięki otwartej architekturze (więcej o tym na końcu wpisu) developerzy mogą pisać dowolne rozszerzenia, które będą integrować Falę z innymi usługami. W czasie demonstracji pokazano Falę, która publikowała wpisy na Twitterze oraz inną, która agregowała komentarze na blogu. Pokazano także falę, która pozwalała na rozdzielanie zadań w systemie poprawiania błędów… Możliwości są praktycznie nieograniczone.

Dwie prezentacje, które moim zdaniem najlepiej pokazywały nieograniczone możliwości platformy to sprawdzanie pisowni i tłumacz. Obie te funkcje są realizowane po stronie serwera przez tzw. roboty.

Sprawdzanie pisowni w kontekście
Dlaczego sprawdzanie pisowni uważam za rewolucyjne? Bo Google wyszedł poza standardowe podkreślanie błędnie napisanych wyrazów. Od dawna mówiło się, że olbrzymia baza stron internetowych zgromadzonych przez Google to perfekcyjne narzędzie analizy językowej. I Google postanowił tę bazę zaprząc do roboty. Słownik zbudowany przez nich jest świadomy kontekstu pisanych wyrazów i podkreśla nawet te, które występują w słowniku. Przykład? „Morze się okazać, że pojedziemy nad może” – mój wbudowany słownik nie podkreślił żadnego wyrazu, choć ewidentnie zdanie jest błędnie napisane. Słownik Google Wave doskonale wie, że w zwrocie „może się okazać” piszemy „może” przez ż, a w zwrocie „jedziemy nad morze” mamy „to drugie, mokre” morze. Przykłady w prezentacji pochodziły z języka angielskiego, ale leksykalna baza Google’a funkcjonuje we wszystkich językach.

Tłumaczenie
Tłumaczenie maili pojawiło się w Gmail’u jako usługa eksperymentalna już jakiś czas temu. Jednak w prezentacji Wave’a programiści z Google znowu poszli o krok dalej. Pokazali Falę-czat na żywo, prowadzoną po angielsku i francusku. Dodanie do fali kolejnego odbiorcy – robota-tłumacza – sprawiło, że obie strony widziały czat tłumaczony „na żywo” słowo po słowie na swoje języki. Robot ten mówi podobno czterdziestoma językami i jest częścią standardowej funkcjonalności Wave.

Bezpieczeństwo i otwartość
Dlaczego Google Wave od początku do końca będzie otwartym systemem? Tu znowu twórcy powołali się na analogię do maila. Wiele organizacji, nawet tych konkurujących ze sobą, może mieć własne serwery pocztowe. I te serwery wymieniają się wiadomościami bez żadnych problemów. Chyba, że polityka firmy stanowi inaczej. Tak samo będzie z serwerami Wave. Kod serwera jest otwarty i każda organizacja będzie mogła postawić własny serwer Wave u siebie. Jeśli serwer nie będzie zamknięty, będzie przyjmował zaproszenia do Fali z dowolnego innego serwera Wave na świecie. Architektura jest zaprojektowana w taki sposób, że jeśli np. dwie osoby z tej samej organizacji wymieniają się prywatnymi wiadomościami wewnątrz publicznej fali (takiej, do której dostęp mają osoby z zewnątrz organizacji), ich wiadomości nie tylko nie wyświetlają się u innych odbiorców, ale także nie opuszczają nigdy wewnętrznych serwerów.

Google doskonale zdaje sobie sprawę z tego, z czym kojarzy się ich potęga. Dlatego świadomie podejmują decyzję o odcięciu się od części informacji, oddając całość platformy w ręce developerów. Otwarte jest praktycznie wszystko – Google zdefiniował i uwolnił protokoły plus przykładową implementację. Nie ma jednak przeszkód, aby firmy pisały własne klienty Wave, rozbudowane o kolejne możliwości. Pokazane przez Google’a programy do obsługi Wave pracowały w przeglądarkach i opierały się o HTML 5 (zgodnie z globalną polityką firmy, by „wszystko było w przeglądarce”). Mogę sobie jednak spokojnie wyobrazić klienty Wave dla Windows, Linuksa czy Maka pisane przez entuzjastów. A także wewnętrzne korporacyjne implementacje. Możliwości są nieograniczone.

Gdzie tkwią problemy?
Problemy, paradoksalnie, tkwią – moim zdaniem – w opisanej wyżej otwartości. Ponieważ Wave można zintegrować z dowolną usługą sieciową, a usług tych są tysiące, wyobrażam sobie natychmiastowe „obciążenie” Wave’a koniecznością instalowania dziesiątek, setek dodatkowych rozszerzeń. Jedno do Facebooka, drugie do Twittera, trzecie do Naszej-klasy, czwarte do wyświetlania Flasha i tak dalej… Przypomnijcie sobie, ile kontrowersji wzbudza do dziś „rozczłonkowanie” maila na plain-text i HTML. A to tylko jedno rozgałęzienie… Czy Wave nie stanie się ofiarą własnego sukcesu i otwartości?

Mam nadzieję, że nie. Chciałbym zobaczyć choćby podstawową implementację Wave’a zastępującą stary, dobry e-mail i komunikator jednym, zunifikowanym narzędziem. Bez dodatków i wodotrysków to i tak krok w dobrym kierunku.

Cały film (nieco ponad 1,5 godz.) można zobaczyć na stronie wave.google.com

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zobacz inne podobne:

2 Tweets

Komentarzy: 14

  1. paweltkaczyk | 31 maj 2009 | Odpowiedz

    RE: Aż tak bym nie przesadzał. Trzymając się analogii maila: znam dziś osoby, które nie używają programów pocztow… http://tinyurl.com/nrm84x

    This comment was originally posted on Twitter

  2. harnir | 31 maj 2009 | Odpowiedz

    Pawle, ale po co odgałęzienia? Przecież i Facebook, i Twitter i Nasza Klasa (grupy userów) – to będzie wszystko wbudowane już na poziomie protokołu Wave. Te serwisy po prostu przestaną mieć znaczenie, a po pewnym czasie umrą z braku userów. To może trochę potrwać ale będzie raczej nieuniknione.

  3. Paweł Tkaczyk | 1 cze 2009 | Odpowiedz

    Aż tak bym nie przesadzał. Trzymając się analogii maila: znam dziś osoby, które nie używają programów pocztowych, a najwięcej korespondencji uprawiają na naszej-klasie. Serwisy te raczej nie znikną, przecież internet to dużo więcej niż komunikacja, nawet tak bardzo zaawansowana jak Wave ;)

  4. CoSTa | 1 cze 2009 | Odpowiedz

    No nie przesadzajmy – komentowanie sobie wpisów na blogasku może i można podpiąć pod jakąś falę ale funkcjonalności serwisu żadna fala raczej nie zastąpi. Raczej może stać się fajnym ułatwieniem w śledzeniu dyskusji.

    Choć i z tym ułatwieniem też bym nie przesadzał. Oto bowiem powstaje kolejny kanał porozumiewania się. Czy okaże się niezbędny i w ogóle potrzebny? Czy przysłowiowa pani Kasia ogarnie to w domu? Czy moja ciotka to ogarnie? Hell, czy mnie się to do czegoś w ogóle przyda? Niech mi Google zunifikuje te wszystkie Twittery, Facebooki czy inne Blipy i to może okazać się przydatne. W innym wypadku to dla większości okaże się być wprowadzaniem kolejnego zamieszania w dobrze już znanym środowisku e-mail/Facebook/Twitter.

  5. Paweł Tkaczyk | 1 cze 2009 | Odpowiedz

    Co do tworzenia kolejnego kanału, słyszałem ostatnio fajny cytat. „Nowego systemu operacyjnego nie projektuje się tak, aby konkurował z już istniejącym. Projektuje się go tak, aby już istniejący stał się zbędny”. I tu punkt dla Google.
    Pani Kasia nie będzie musiała „ogarniać” nowego narzędzia. Jeśli będzie chciała, będzie mogła korzystać z niego dokładnie tak, jak dziś korzysta z maila. A jeśli dojrzeje do zrobienia jednej nowej rzeczy, system będzie na nią z tym czekał. To, jak pisałem w pierwszym punkcie, jest bardzo mocna strona Wave.

  6. stopaprocentowa | 1 cze 2009 | Odpowiedz

    Świetnie opisane funkcjonalności. Większość blogerów wspomina o wave, ale tylko tu można przeczytać co tak naprawdę będzie zawierać (oczywiście jeśli nie chce się oglądać filmu).

  7. CoSTa | 1 cze 2009 | Odpowiedz

    “Pani Kasia nie będzie musiała „ogarniać” nowego narzędzia. Jeśli będzie chciała, będzie mogła korzystać z niego dokładnie tak, jak dziś korzysta z maila.”

    I dlatego jakoś Wave nie traktuję jako “rewolucję” jak to się gdzieniegdzie pisze. To może być przydatne i zastąpić istniejące rozwiązania o ile będzie zrozumiałe dla takich mośków jak ja czy też pań Kryś tudzież moich ciotek. To ogromne wyzwanie dla Google i być może firma będzie w stanie je udźwignąć. Jeśli nie da rady, Wave podzieli imo los różnych CoCommentów i tym podobnych usług – są, istnieją, ludzie z nich korzystają, rewolucji żadnej nie wprowadziły – ot kolejny sposób na wymianę informacji i zapanowanie nad coraz to większym floodem informacyjnym pochodzącym z coraz to innych źródeł.

    Wave zapowiada się bardzo ciekawie, to prawda. Pozostaje jeszcze kwestia wykonania i uczynienia technologii przyjazną dla użytkownika. Jako antyteza geeka i pro użytkownika, bardzo bym sobie życzył, by na to właśnie Google położyło szczególny nacisk.

  8. Mekk | 1 cze 2009 | Odpowiedz

    > Te serwisy po prostu przestaną mieć znaczenie, a po pewnym czasie umrą z braku userów

    O popularności serwisów “społecznościowych” nie decyduje strona techniczna, tylko grono użytkowników. Nasza klasa jest popularna bo dużo ludzi siedzi na naszej klasie. Bardziej wyrafinowany facebook się w Polsce pojawił a ludzie i tak siedzą na naszej klasie.

    Jakim bajerem wave nie będzie, impuls by duża grupa się przesiadła musiałby być bardzo mocny.

  9. christobal | 1 cze 2009 | Odpowiedz

    korporacja która wygrała na walce z monopolem, zaczyna zjadać własny ogon monopolizując rynek określonych usług.
    Jak dla mnie to jest kolejny kamyk do lawiny nieuchronnego UPADKU.
    Niekasandrycznie, sugeruję trzymać się na zdrowy dystans.

  10. Paweł Tkaczyk | 1 cze 2009 | Odpowiedz

    IMO Facebook zdobywa popularność i to lawinowo. Świadczą o tym ostatnie badania oglądalności, Facebook zawitał już do Megapanelu. Nie rzucają się na niego wszyscy, bo wymaga większej aktywności (na nk „wystarczy być”), ale ci, którzy aktywnie korzystają z netu, mają już tam konta.

  11. youlay | 3 cze 2009 | Odpowiedz

    Excited about gwave. It’s gonna be the revolution. Cool review in Polish http://bit.ly/1682YA

    This comment was originally posted on Twitter

  12. Marcin | 6 cze 2009 | Odpowiedz

    Nie przemawia do mnie przebojowość fali. Po prostu nowa usługa.

  13. arek rosak | 10 cze 2009 | Odpowiedz

    Wszystko przemawia za tym, że to się przyjmie, ale frapuje mnie jedna rzecz, czy nie będziemy zarzuceni tymi informacjami? Jak się wplączesz w jakiś wątek czy nie będziesz w nim tkwił i będzie ci się cały czas świecił jak niektóre czytniki ?

  14. KRN | 24 cze 2009 | Odpowiedz

    Z samego filmu widziałem, że gWave będzie bardzo dużym konkurentem dla protokołów komunikacyjnych i wspaniałym uzupełnieniem serwisów społecznościowych.
    Nie musi być to rewolucyjny skok o dwie epoki, aby ludzie chcieli się przesiąść na coś co jest zwyczajnie bardziej wygodne.
    Zastąpienie maila i messangera jednym narzędziem samo w sobie jest już wystarczającym powodem aby gWave stałs ie popularny, tym bardziej, że jak zgaduję będzie już zaimplementowany do większości usług komunikacyjnych.
    Czy wygryzie innych?
    Cóż.. część na pewno tak, ale reszta przecież może rozwijać się korzystając z Wave-a.
    Czyli wprowadzenie gWave może nie być tyle odebraniem użytkowników portalom a zunifikowanie ich i możliwość komunikowania się pomiędzy takimi społecznościami.

    Przebojowość fali nie przemawia do wszystkich, ale raczej nieuniknione aby i sceptyczne osoby dość szybko zaczęły z niego korzystać.
    Tak jak nie przemawia do ludzi przebojowość XP więc pozostają na win 95.
    Tak się nie da.
    gWave będzie dużym krokiemw kierunku zunifikowania inetrnetu do uniwersalnej metody komunikacji.
    Kiedyś musi to nastąpić. Google postanowiło, że to oni wprowadzą narzędzie, które może ten proces przyspieszyć.
    I może to zrobić bez potrzeby zmiany nawyków ludzi.
    Ci co uzywają IM, będa mogli kontynuować.. ale jesli gWave wyjdzie tak, jak się zapowiada, będzie stabilny i tak uniwersalny jak jest zapowiadany toszczerze nie znam osoby, która nie spróbowałaby sie na niego przesiąć i nie znam portalu, który nie będzie chaiał zaimplementowac u siebie takiej funkcjonalności.
    Z czasem to właśnie brak współpracy z gWavem stanie się powodem do opuszczania portalu przez użytkowników.
    Chyba, że ktoś sprzeciwia sie monopolizacji rynku przez ta korporację i będzie trwał przy GG lub poczcie WP tylko dlatego, aby zaprotestować.
    Możliwość komunikacji z ludźmi z różnych miejsc w sieci w jednym miejscu gaje gWave dużego kopa na start.
    Jeśli będzie działało jak zapowiadają, raczej rozpędu szybko nie stracą.

    Osobiście dość niecierpliwie czekam na gWave przez mozliwość natychmiastowej komunikacji literka po literce. Sam dośc dawno już szukałem konunikatora, który by to potrafił.
    gWave dodaje ta funkcję do wszystkiego więc ja nie będę osobą która będzie czekała patrząc tylko czy może Google upadnie wypuszczając to narzędzie a wręcz przeciwnie. Będę użytkował i szukał nowych zastosowań.
    Jeśli to samo będą robić inni, a zdaje się, ze takich ludzi będzie najwięcej, to gWave powinien dość szybko pojawić się niemal wszędzie, nie powodując śmierci portali społecznościowych a wręcz przeciwnie.. ich rozwój.
    Trzeba tylko umieć się znaleźć w świecie który nie stoi w miejscu.
    gWave może być sporym krokiem w ewolucji internetu i pozostanie w tyle nie wróży dobrze.
    Chęć pozostanie na ‘fali’ uzytkowników raczej nei spowoduje śmierci Google.
    Zjadanie własnego ogona?
    Jeśli Gmail umrze, czego nie przewiduję, co to zmieni dla Google?
    Jeśli cały internet ma byc docelowo przesiąknięty gWavem, Googlowi nic nie grozi niezależnie od tego czy gWave zrewolucjonizuje internet czy szybko zostanie zapomniany.

    Poza tym.. ewolucja to powolny proces.
    Gwave jest umożliwieniem ewolucji. Coś jak zapalnik, ale to użytkownicy muszą ewoluować.
    Ja chętnie ewoluuję.
    Ktoś chce zostać w tyle?
    Nie ma problemu.
    Dla takich ludzi też nie zabraknie miejsca w internecie.

Sygnałów trackback: 3

  1. 13 lis 2009: paweltkaczyk.midea.pl: Google Wave | Paweł Tkaczyk | flaker.pl

Dodaj swój komentarz

Additional comments powered by BackType