<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Paweł Tkaczyk &#187; Komiksy</title>
	<atom:link href="http://paweltkaczyk.midea.pl/category/moje-najmojsze/komiksy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://paweltkaczyk.midea.pl</link>
	<description>Branding, marketing, reklama i social media. The Jedi way.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 20:00:29 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Watchmen (Strażnicy)</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/watchmen-straznicy/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=watchmen-straznicy</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/watchmen-straznicy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Mar 2009 20:28:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>
		<category><![CDATA[Komiksy]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[komiks]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=1111</guid>
		<description><![CDATA[Komiks Watchmen Alana Moore&#8217;a i Dave&#8217;a Gibbonsa uważam za drugi (po Sandmanie Neila Gaimana) najlepszy komiks wszech czasów. Przez długie lata seria ta (podobnie jak Sandman) uchodziła za „nie do sfilmowania”. Jednak po sukcesie ekranowych adaptacji Sin City i 300, przemysł filmowy coraz śmielej sięga po „trudne” komiksy. Czy słusznie? Po obejrzeniu filmu Watchmen mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Komiks <em>Watchmen</em> Alana Moore&#8217;a i Dave&#8217;a Gibbonsa uważam za drugi (po <em>Sandmanie</em> Neila Gaimana) najlepszy komiks wszech czasów. Przez długie lata seria ta (podobnie jak <em>Sandman</em>) uchodziła za „nie do sfilmowania”. Jednak po sukcesie ekranowych adaptacji <em>Sin City</em> i <em>300</em>, przemysł filmowy coraz śmielej sięga po „trudne” komiksy. Czy słusznie? Po obejrzeniu filmu <em>Watchmen</em> mam mieszane uczucia&#8230;<br />
<span id="more-1111"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>Przewrotnie zacznę od podsumowania recenzji: uważam, że film da się oglądać nie ze względu na efekty wizualne (które są całkiem znośne), ale ze względu na rewelacyjną fabułę napisaną przez Alana Moore&#8217;a. I nie wiem, czy jest to pochwała, czy nagana dla filmu&#8230;</p>
<p><strong>Komiks</strong><br />
<em>Watchmen</em> to historia przewrotna. Opowiada o superbohaterach&#8230; bez superbohaterów. Alan Moore wymyślił alternatywną historię USA, która „oddziela się” od tej, którą znamy zaraz po drugiej wojnie światowej. W świecie <em>Strażników</em> mamy rok 1985 (seria komiksowa ukazała się na przełomie 1986 i 1987 roku, więc historia pokazuje „współczesność”), prezydentem nadal jest Nixon, a USA po drodze wygrały wojnę w Wietnamie. Zimna wojna trwa w najlepsze, a wokoło panuje ogólny strach przed nuklearną zagładą. Rosjanie zgromadzili rekordowy arsenał nuklearny, aby obronić się przed potężną bronią USA: super-człowiekiem o kryptonimie Doktor Manhattan.</p>
<p>Doktor Manhattan to nazwa wymyślona przez speców od PR amerykańskiego rządu, ma przypominać o słynnym „Projekcie Manhattan” z czasów drugiej wojny światowej (w ramach tego projektu USA opracowały bombę atomową). A kim naprawdę jest Doktor Manhattan? To fizyk, Jonathan Ostermann, który uległ wypadkowi w laboratorium. Potrafi siłą woli zmieniać strukturę atomów, co czyni go praktycznie wszechpotężnym.</p>
<p>Poza Doktorem Manhattanem, powojenna historia USA przedstawiona w <em>Watchmen</em> jest wypełniona innymi „superbohaterami”. Piszę to w cudzysłowiu, ponieważ Alan Moore w perwersyjny sposób przekręcił w swojej historii archetyp superbohatera, którym przez 40 lat karmiły nas amerykańskie komiksy. Zamaskowani mściciele Moore&#8217;a to zwykli ludzie bez żadnych super-mocy, którzy po prostu postanowili wziąć prawo w swoje ręce. Słowo „zwykli” też należałoby ująć w cudzysłów&#8230; Ich motywy były różne: jedni byli policjantami i chcieli „dokończyć sprawy” tam, gdzie prawo nie sięgało. Inni, jak Rorschach (którego oczami widzimy całą tę historię) byli socjopatami z „poczuciem misji” – leczyli świat nie oglądając się na koszty. Jeszcze inni, jak Komediant, byli po prostu sadystami, którzy dzięki maskom mogli dać upust swoim niezdrowym fantazjom i żądzom.</p>
<p>Esencją <em>Watchmen</em> są właśnie „ludzkie” losy bohaterów. Wielu przed Moorem próbowało „humanizować” Batmana czy Supermana, jednak nikomu nie udało się pokazać „życia bez maski” tak dobrze jak Alanowi Moore&#8217;owi. Historia ta jest okrutna, naturalistyczna, dla niektórych może nawet za bardzo. Ale przez to jest prawdopodobna. Zamknięty w więzieniu Rorschach, który krzyczy do żądnych zemsty przestępców (których wcześniej sam tu osadził) „To nie ja jestem tu zamknięty z wami, to wy jesteście zamknięci ze mną” jest o wiele bardziej wiarygodny od Bruce&#8217;a Wayne&#8217;a, który w <em>Batman. Początek</em> ćwiczy wytrzymałość w dalekowschodnim więzieniu&#8230;</p>
<p>Co jeszcze wyróżnia <em>Watchmen</em>? Narracja, której niestety nie dało się przenieść do filmu. Poza dziennikiem Rorschacha (który w filmie się ostał) o alternatywnej rzeczywistości dowiadujemy się z powtykanych między karty komiksu wycinków z gazet, fragmentów książek i rozpraw naukowych. Jest tam także ciekawy eksperyment „równoległej narracji”. W pewnym momencie dostajemy do przeczytania&#8230; historię o piratach (którą jeden z bohaterów <em>Strażników</em> czyta pod kioskiem z gazetami). Wydarzenia z pirackiej historii pozwalają nam spojrzeć z innej perspektywy na to, co dzieje się równolegle w komiksie. Nie muszę chyba dodawać, że w filmie nie ma po tym eksperymencie śladu (chłopak czytający piracką historię pojawia się na chwilę, ale nic nie mówi, nic nie czyta).</p>
<p><strong>Film</strong><br />
Co zatem pozostaje w filmie, po zabraniu eksperymentów narracyjnych i wątków pobocznych? Główna historia. Działania zamaskowanych mścicieli zostały zdelegalizowane tzw. ustawą Keene&#8217;a. Niektórzy z nich przeszli na emeryturę i prowadzą normalne życie. Kilku z nich ujawniło swoją tożsamość, jeden zbił na tym fortunę. Jeszcze inni działają nadal, tyle że pod skrzydłami rządu (wśród nich jest Komediant oraz Doktor Manhattan). Rorschach jako jedyny zdecydował się kontynuować działalność, jest zatem oficjalnie poszukiwany przez policję&#8230; Tyle tła.</p>
<p>Fabuła zaczyna się od tajemniczego morderstwa: ktoś morduje Komedianta, a Rorschach postanawia znaleźć zabójcę. W poszukiwania wciąga dawnego partnera, Dana Dreiberga (w czasach bohaterów występował pod pseudonimem Night Owl, nie ujawnił swojej tożsamości) oraz Adriana Veidta (będąc bohaterem przedstawiał się jako Ozymandiasz, ujawnił swoją tożsamość i zbił na tym fortunę). Próbuje też wciągnąć Dra Manhattana oraz jego dziewczynę, Laurie (Silk Spectre), ale oni mają własne problemy&#8230;</p>
<p>Motywy zabójstwa okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż Rorschach był w stanie podejrzewać&#8230;</p>
<p>Co o filmie? Jest&#8230; poprawny. Nakręcony przez Zacka Snydera (który wcześniej popełnił wizjonerskie <em>300</em>), jest wierną adaptacją komiksu. Aż tyle i tylko tyle. Aż tyle, bo komiks rzeczywiście ciężko przenieść na ekran. Tylko tyle, bo nie wniósł nic, co warto byłoby wspominać&#8230;</p>
<p>Jeśli więc wybierasz się na film, a wcześniej nie czytałeś <em>Watchmen</em>, nie spodziewaj się za wiele. Film jest długi (komiks składał się z 12 części), wizualnie efektowny, ale nie jest to fajerwerk w rodzaju <em>300</em>. Jeśli zaś czytałeś komiks, obejrzysz po prostu sprawną ekranizację. Bez niespodzianek, wierną oryginałowi. I dobrze :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/watchmen-straznicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>300: o komiksie i jego adaptacji</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/300-o-komiksie-i-jego-adaptacji/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=300-o-komiksie-i-jego-adaptacji</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/300-o-komiksie-i-jego-adaptacji/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Apr 2007 13:39:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>
		<category><![CDATA[Komiksy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/633/</guid>
		<description><![CDATA[Film &#8222;300&#8243; przetoczył się głośnym echem zarówno po blogosferze, jak i salach kinowych. Chciałem przeczekać nieco ten &#8222;hype&#8221; i napisać własną recenzję. Nie tylko z filmu, ale także komiksu, który posłużył za jego podstawę. Zacznijmy może od tego, że jestem wielkim fanem amerykańskiego komiksu. A nie da się mówić o amerykańskim komiksie bez Franka Millera, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Film &#8222;300&#8243; przetoczył się głośnym echem zarówno po blogosferze, jak i salach kinowych. Chciałem przeczekać nieco ten &#8222;hype&#8221; i napisać własną recenzję. Nie tylko z filmu, ale także komiksu, który posłużył za jego podstawę.<br />
<span id="more-633"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>Zacznijmy może od tego, że jestem wielkim fanem amerykańskiego komiksu. A nie da się mówić o amerykańskim komiksie bez Franka Millera, toteż jego dzieła od dawna zalegają na moich półkach. Od &#8222;Powrotu mrocznego rycerza&#8221; (który ukazał się w ostatnich latach w Polsce) przez &#8222;Elektrę&#8221; (jedna część ukazała się u nas na początku lat dziewięćdziesiątych) i &#8222;Ronina&#8221; (nikt nie pokusił się o sprowadzenie tego dzieła do Polski, a szkoda, bo to jeden z najlepszych komiksów Millera) po &#8222;Sin City&#8221; (które &#8212; po ekranizacji &#8212; zapoczątkowało &#8222;milleromanię&#8221;). Jednak &#8222;300&#8243; w mojej kolekcji do tej pory nie było. Dlaczego?</p>
<p>W dużym skrócie dlatego, że sam komiks jest &#8212; jak na millerowskie standardy &#8212; po prostu przeciętny. Historia bohaterskiej bitwy w wąwozie pod Termopilami nie ma ani dusznej narracji, z której zasłynął Miller w &#8222;Powrocie mrocznego rycerza&#8221; i którą doprowadził do perfekcji w &#8222;Sin City&#8221;, ani nowatorskiej kreski, która ujawnia jego fascynację kulturą Wschodu (podziwiam ją do dziś w &#8222;Elektrze&#8221; czy &#8222;Roninie&#8221;), ani unikatowej historii. Wprost przeciwnie &#8212; narracja jest zwięzła, kreska pozbawiona artyzmu (ma co prawda rozpoznawalny styl Millera, ale daleko jej do &#8222;Ronina&#8221;), a historia &#8212; w porównaniu choćby do &#8222;Damulki wartej grzechu&#8221; &#8212; po prostu &#8222;zwykła&#8221;. Wierzcie mi, amerykański komiks ma setki lepszych historii, na które można wydać swoje pieniądze. Co też skwapliwie czyniłem przez ostatnie lata ;-)</p>
<p>Dlaczego zatem film na podstawie przeciętnego komiksu jest tak oklaskiwany? Ano dlatego, że Hollywood, nauczone lekcją &#8222;Sin City&#8221; nareszcie uczy się przenosić komiksy na duży ekran. Komiks to przede wszystkim sztuka graficzna, gdzie nastrój jest budowany przez charakterystyczną kreskę, układ świateł i cieni, dobór koloru. Miliony dolarów wydane na efekty specjalne nie powinny iść w kaskaderskie popisy, a w próbę odtworzenia tego właśnie nastroju. Udało się to pierwszym &#8222;Batmanom&#8221; Tima Burtona (kolejne litościwie pominę), nie udało się przy adaptacji &#8222;Daredevila&#8221; czy &#8222;Elektry&#8221; (na obie te postaci Frank Miller miał przemożny wpływ w komiksowym świecie, jednak nie produkował filmów o nich). </p>
<p>Kiedy pierwszy raz obejrzałem trailer do &#8222;300&#8243;, miałem szczękę na ziemi. Każda scena sfilmowana z pietyzmem, każdy detal służący oddaniu nastroju. Mało kontaktu z rzeczywistością &#8222;filmową&#8221;, dużo bardziej wierny wizji Millera, którą widziałem na kartach komiksu. To wszystko robi wrażenie, naprawdę. Teraz jedynym zadaniem twórców filmu było &#8222;poszerzenie&#8221; trailera w taki sposób, żeby owa plastyczność rozciągnęła się na cały film. Udało im się. Film &#8212; jak przeczytałem w którejś recenzji &#8212; dorównuje trailerowi.</p>
<p>Film w dużym skrócie to 130% komiksu. Dlaczego 130%? Ponieważ sceny i dialogi przeniesiono żywcem z kart dzieła Millera, dodając co nieco od siebie. I to &#8222;co nieco&#8221; &#8212; muszę powiedzieć &#8212; zaniża poziom prostej i jasnej fabuły. W komiksie żołnierze Leonidasa maszerują ze Sparty do wąwozu Termopile, tam walczą i giną. Akcja nie wraca już do Sparty. W filmie próbowano dorobić &#8222;drugie dno&#8221;, pokazując łóżkowo-polityczne zagrywki zakulisowe, które rozgrywają się w Sparcie pod nieobecność króla. Po co, pytam się? Żeby na siłę stworzyć współczesną paralelę? Ech, najbardziej widoczne w tym wszystkim było &#8222;na siłę&#8221;. Przykro mi&#8230;</p>
<p>Pod względem wizualnym film jest naprawdę dopracowany do ostatniego szczegółu. Jak wspomniałem wyżej, wierność rzeczywistości (zarówno tej historycznej, jak i filmowej) nie była priorytetem twórców &#8212; i bardzo dobrze. Krytycy filmu podnosili głosy, że prawda historyczna jest zakłamana, że film nie jest realistyczny. Cóż, gdybym chciał film realistyczny, poszedłbym na &#8222;Nad Niemnem&#8221;. Tu dostałem fabułę osnutą wokół jakiejś tam rzezi, podaną w bardzo atrakcyjny wizualnie sposób. Nie spodziewałem się niczego więcej i nie zawiodłem się. Do tego zamiast &#8222;atrakcyjnie wizualnie&#8221; dostałem &#8222;bardzo atrakcyjnie wizualnie&#8221;, więc tym bardziej byłem zadowolony :-)</p>
<p>Podsumowując: jeśli spodziewasz się współczesnych odniesień w filmie luźno opartym na starożytnej historii, zawiedziesz się. Jeśli spodziewasz się głębszych rozważań na temat dobra, zła, wojny, pokoju itp. &#8212; zawiedziesz się. Jeśli jednak podobała Ci się &#8222;lekka&#8221; (w sensie braku odniesień do poważnych problemów) fabuła komiksu, urzekł Cię jego nastrój &#8212; nie możesz przegapić tego filmu. Aż tyle i tylko tyle&#8230;</p>
<p><em>Film nie zrobił na mnie wrażenia takiego jak &#8222;Sin City&#8221;. Tak samo, jak wcześniej nie kupiłem komiksu, tak dwa razy się zastanowię, czy zainwestować w DVD do mojej &#8222;komiksowo-adaptacyjnej&#8221; kolekcji. Ale do obejrzenia jeden raz &#8212; w sam raz.</p>
<p>A w Wikipedii właśnie przeczytałem, że na fali &#8222;milleromanii&#8221; szykuje się adaptacja &#8222;Ronina&#8221;. To, proszę państwa, dopiero będzie COŚ :-)</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/300-o-komiksie-i-jego-adaptacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po co jest XHTML i CSS?</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/design-i-okolice/po-co-jest-xhtml-i-css/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=po-co-jest-xhtml-i-css</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/design-i-okolice/po-co-jest-xhtml-i-css/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Sep 2005 20:39:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[02. Design]]></category>
		<category><![CDATA[Komiksy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/308/</guid>
		<description><![CDATA[Komarek dziś na blogu narzeka, że standardy internetowe to ściema i zastanawia się, po co jest XHTML i CSS. No więc, mój drogi, po to. CSS pozwala uniezależnić treść od wyglądu (poklikajcie na listę po prawej stronie, zobaczycie cuda). (znalezione u Setha Godina) :)]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://komarek.blogspot.com/">Komarek</a> dziś na blogu narzeka, że standardy internetowe to ściema i zastanawia się, po co jest XHTML i CSS. No więc, mój drogi, <a href="http://www.csszengarden.com/">po to</a>. CSS pozwala uniezależnić treść od wyglądu (poklikajcie na listę po prawej stronie, zobaczycie cuda).<br />
<em>(znalezione u <a href="http://sethgodin.typepad.com/seths_blog/2005/09/wow_a_great_vir.html">Setha Godina</a>) :)</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/design-i-okolice/po-co-jest-xhtml-i-css/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Piled Higher and Deeper</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/komiksy/piled-higher-and-deeper/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=piled-higher-and-deeper</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/komiksy/piled-higher-and-deeper/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Jul 2005 21:52:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Komiksy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/188/</guid>
		<description><![CDATA[Wędrując po blogach znalazłem link do phdcomics.com. Czytam od godziny (mam zaległości od 1997 roku :D). Ląduje w ulubionych :) Ostrzegam: humor jest nieco podobny do User Friendly &#8212; optimized for geeks :)]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wędrując po blogach znalazłem link do <a href="http://www.phdcomics.com/comics/comics.php">phdcomics.com</a>. Czytam od godziny (mam zaległości od 1997 roku :D). Ląduje w ulubionych :)<br />
Ostrzegam: humor jest nieco podobny do <a href="http://www.userfriendly.org/">User Friendly</a> &#8212; <em>optimized for geeks</em> :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/komiksy/piled-higher-and-deeper/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Microsoft i Marvel vs. Sony i DC</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/o-grach-i-graniu/microsoft-i-marvel-vs-sony-i-dc/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=microsoft-i-marvel-vs-sony-i-dc</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/o-grach-i-graniu/microsoft-i-marvel-vs-sony-i-dc/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Jul 2005 18:12:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Komiksy]]></category>
		<category><![CDATA[O grach i graniu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/184/</guid>
		<description><![CDATA[Popularność World of Warcraft pokazała, że jest olbrzymi popyt na gry MMO (Massive Multiplayer Online) &#8212; analitycy twierdzą, że to właśnie w wieloosobowych rozgrywkach online leży przyszłość rynku gier. Nic dziwnego, że producenci konsol szukają pomysłów na podbicie tego rynku. Obaj konsolowi giganci (Microsoft, producent Xbox-a i Sony, producent PlayStation) postawili na pewniaki &#8212; komiksowych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Popularność <em><a href="http://www.worldofwarcraft.com/">World of Warcraft</a></em> pokazała, że jest olbrzymi popyt na gry MMO (<em>Massive Multiplayer Online</em>) &#8212; analitycy twierdzą, że to właśnie w wieloosobowych rozgrywkach online leży przyszłość rynku gier. Nic dziwnego, że producenci konsol szukają pomysłów na podbicie tego rynku.</p>
<p>Obaj konsolowi giganci (<a href="http://www.microsoft.com">Microsoft</a>, producent <a href="http://www.microsoft.com/xbox/">Xbox</a>-a i <a href="http://www.sony.com">Sony</a>, producent <a href="http://www.playstation.com/">PlayStation</a>) postawili na pewniaki &#8212; komiksowych bohaterów. Sony ogłosił kilka dni temu, że zamierza wyprodukować grę MMO z bohaterami świata <a href="http://www.dccomics.com/">DC</a> (m.in. Batman, Superman). Microsoft nie dał długo czekać na odpowiedź &#8212; sprzymierzył się z rywalem DC, <a href="http://www.marvelcomics.com/">Marvel Comics</a> (właścicieli m.in. Spider-mana, Hulka, Fantastycznej Czwórki). Jak donosi <a href="http://www.nytimes.com/2005/07/15/technology/15game.html?ex=1279080000&#038;en=3ed943e732ee06e3&#038;ei=5090&#038;partner=rssuserland&#038;emc=rss">New York Times</a>, premiera planowana jest na rok 2008. Zobaczymy :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/o-grach-i-graniu/microsoft-i-marvel-vs-sony-i-dc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowa kategoria: komiksy</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/komiksy/nowa-kategoria-komiksy/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=nowa-kategoria-komiksy</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/komiksy/nowa-kategoria-komiksy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Jul 2005 21:18:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Komiksy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/112/</guid>
		<description><![CDATA[Dodałem dziś nową kategorę: Komiksy. Stanowią dość ważny element mojego życia, więc chętnie się podzielę moją wiedzą na ich temat. Aha, jeśli spodziewacie się Kajka i Kokosza, Kapitana Żbika czy Thorgala, możecie się zawieść. Kolekcjonuję amerykańskie komiksy, więc będzie przede wszystkim o bohaterach (i złoczyńcach) zza oceanu. Dziś na przykład oglądałem film dokumentalny o Elektrze, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.elektra.co.uk/elektra.gif" alt="Elektra Lives Again" align="right" />Dodałem dziś nową kategorę: <strong>Komiksy</strong>. Stanowią dość ważny element mojego życia, więc chętnie się podzielę moją wiedzą na ich temat. Aha, jeśli spodziewacie się <em>Kajka i Kokosza</em>, <em>Kapitana Żbika</em> czy <em>Thorgala</em>, możecie się zawieść. Kolekcjonuję amerykańskie komiksy, więc będzie przede wszystkim o bohaterach (i złoczyńcach) zza oceanu.</p>
<p>Dziś na przykład oglądałem film dokumentalny o <em>Elektrze</em>, bohaterce wymyślonej przez Franka Millera (tego od <a href="http://paweltkaczyk.midea.pl/77/"><em>Sin City</em></a>). Kiedyś opowiem więcej. Dziś tylko oficjalna zapowiedź.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/komiksy/nowa-kategoria-komiksy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sin City</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/sin-city/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=sin-city</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/sin-city/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Jun 2005 14:41:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>
		<category><![CDATA[Komiksy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=77</guid>
		<description><![CDATA[Dla wielu z Was komiksy kojarzą się z obrazkami, w których postacie swoje kwestie wypowiadają od czasu do czasu w postaci małych dymków. Narrator wtrąca się z rzadka &#8212; mówi &#8222;Tymczasem w wiosce Gallów&#8230;&#8221; albo &#8222;Kapitan Żbik powoli uchyla drzwi&#8230;&#8221;. I dla dużej ilości komiksów jest to reguła. Jednak nie dla wszystkich. Tak było przed [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dla wielu z Was komiksy kojarzą się z obrazkami, w których postacie swoje kwestie wypowiadają od czasu do czasu w postaci małych dymków. Narrator wtrąca się z rzadka &#8212; mówi &#8222;Tymczasem w wiosce Gallów&#8230;&#8221; albo &#8222;Kapitan Żbik powoli uchyla drzwi&#8230;&#8221;. I dla dużej ilości komiksów jest to reguła. Jednak nie dla wszystkich. Tak było przed Frankiem Millerem.<br />
<span id="more-77"></span><br />
Frank Miller wprowadził do komiksu coś, z czego to medium do tej pory korzystało bardzo rzadko &#8212; gęstą, nasyconą nastrojem narrację, do której obrazki są jedynie dodatkiem. Gatunek ten przestał funkcjonować jako klasyczny komiks (dymków tam było naprawdę mało) i zaczęto go nazywać <em>graphic novel</em>. Poza tym komiks Franka Millera przestał być pożywką tylko dla wypryszczonych nastolatków, wzniósł się w okolice literatury przez duże &#8222;L&#8221;. Wystarczy wspomnieć legendarnego już dziś Batmana <em>Dark Knight Returns</em> &#8212; mroczną historię, w której leciwy już Batman (a właściwie Bruce Wayne) musi stawić czoło swojej starości oraz demonom z jego własnej przeszłości. Wystarczy wspomnieć <em>Ronina</em> czy mini-serię <em>Elektra</em> (w Polsce ukazał się tylko jeden zeszyt, gdzieś na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku) &#8212; oba tytuły pokazywały fascynację Millera kulturą Wschodu. Bez nich współczesny komiks nie dorósłby do dzieł takich jak <em>Sandman</em>.</p>
<p><em>Sin City</em> jest kontynuacją poprzednich fascynacji Franka Millera. Seria opowieści graficznych (bo przecież nie komiksów) narysowana w ostrej czerni i bieli przedstawia szumowiny z dna świata &#8212; najgorszych dzielnic Basin City. </p>
<p><img src="http://hem2.passagen.se/fm4/scfro.gif" alt="Sin City 1" align="right" />Poznajemy zatem Marva (zeszyt pierwszy, <em>Sin City</em>) &#8212; wielkiego brzydala, który w podrzędnym barze spotyka dziewczynę swoich snów. Marv wie, że jest zbyt brzydki, aby ktoś taki jak Goldie mógł się nim zainteresować. Jednak oddaje się jej i spędza najlepszą noc swojego życia &#8212; po to, by rano znaleźć przy sobie zimnego trupa Goldie. Za wszelką cenę postanawia dowiedzieć się, kto i dlaczego ją zabił.</p>
<p>Poznajemy Dwighta McCarthy&#8217;ego (zeszyt drugi, <em>A Dame to Kill For</em> i trzeci <em>Big Fat Kill</em>), byłego płatnego zabójcę, który z nową twarzą rozpoczyna nowe życie. Przegania z mieszkania kelnerki jej byłego chłopaka, który pijany udaje się w okolice Starego Miasta, dzielnicy wszelkich uciech cielesnych. Pijany i napalony robi jeden fałszywy krok za dużo (a w Starym Mieście mężczyźni bardzo powinni na siebie uważać) i ginie z rąk prostytutek. Okazuje się, że był gliną &#8212; i to ważnym gliną. Kruchy rozejm między dziewczynami, policją i mafią w Starym Mieście zależy od tego, czy Dwightowi uda się pozbyć niewygodnego ciała. A nie jest to tak łatwe, jakby się mogło wydawać&#8230;</p>
<p>Poznajemy też Johna Hardigana (zeszyt czwarty, <em>That Yellow Bastard</em>) &#8212; gliniarza, któremu do emerytury została godzina pracy. Kiedy jednak dostaje cynk o Nancy Callahan, czwartej ofierze seryjnego gwałciciela dzieci Roarka (który &#8212; tak się składa &#8212; jest także synem senatora Roarka), nie waha się, tylko wchodzi wprost w paszczę lwa. Uratowanie jedenastoletniej dziewczynki będzie go to kosztowało więcej, niż był sobie w stanie na początku wyobrazić.</p>
<p>W <em>Sin City</em> objawia się jeszcze jedna fascynacja Millera &#8212; literaturą <em>noir</em> z początku ubiegłego wieku. Wielbiciele mrocznych kryminałów Dashiella Hammeta czy Raymonda Chandlera odnajdą w Mieście Grzechu wiele z tej dusznej, mrocznej atmosfery, którą tak przesiąknięty był prochowiec Philipa Marlowe&#8217;a. Odnajdą tu niebezpieczne <em>femme fatalle</em> &#8212; równie piękne, co zabójcze oraz przegranych facetów, których trzyma przy życiu żądza zemsty bądź coś jeszcze gorszego. Będą mogli upoić się narracją przesyconą dymem papierosowym i wódą, przemierzyć miasto pełne zepsucia, korupcji i grzechu.</p>
<p>Dlaczego tak bardzo rozpisuję się o literackim pierwowzorze filmu, który wczoraj widziałem? Bo uważam, że trzeba wiedzieć, na co się przygotować idąc do kina. Bez pobieżnej chociaż znajomości pierwowzoru zostaniemy uderzeni falą bezsensownej przemocy (porównywalną do <em>Kill Billa</em> czy <em>Old Boya</em>) i nie będziemy w stanie docenić artyzmu dzieła Roberta Rodrigueza. Bo jego film <a href="http://www.sincitythemovie.com/"><em>Sin City</em></a> to nic innego jak hołd złożony literackiemu oryginałowi Franka Millera. Reżyser z olbrzymim pietyzmem starał się odtworzyć klimat komiksu w medium zupełnie innym &#8212; w filmie. I udało mu się &#8212; film <em>Sin City</em> jest najbardziej &#8222;komiksową&#8221; adaptacją komiksu z ostatnich lat. A co ważne &#8212; jako film, <em>Sin City</em> nie traci nic ze swojej niepowtarzalnej atmosfery.</p>
<p>Nie wróżę <em>Sin City</em> olbrzymiego sukcesu kasowego, porównywalnego np. z filmową adaptacją <em>Spider-mana</em>. Pozostanie dziełem niszowym, przelotną modą, jak filmy <em>noir</em> z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Jednak nie zmienia to faktu, że pozostanie Dziełem &#8212; mającym stałe miejsce w historii kina, cieszącym oczy fanów na całym świecie &#8212; tak samo jak niezapomniany <em>Sokół maltański</em> nakręcony przecież kilkadziesiąt lat wcześniej.</p>
<p>Jedną ze scen nakręcił Quentin Tarantino (jako &#8222;special guest director&#8221;). Dla wprawnego oka fana nie będzie wielkiego problemu z jej znalezieniem. To co, może mały konkurs? Która to scena? ;-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/sin-city/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

