Carlos Ruiz Zafon „Gra Anioła”
„Gra Anioła” nie jest „Cieniem Wiatru”. Kropka. Trzeba to sobie powiedzieć na początku.
Do tej lektury przystąpiłem z niepokojem. Czemu? Bo „Cień wiatru” to tytuł, który z czystym sumieniem mógłbym umieścić na liście dziesięciu najlepszych książek, jakie czytałem w życiu. Stała się punktem odniesienia, do którego porównywałem sporo kolejnych moich lektur. Jak mógłbym nie porówywać do niej kolejnego dzieła Zafona?
Nie. I kropka.
Czytaj więcej
Pachnidło
Książka… dziwna. Dobrze napisana, z ciekawą fabułą, ale nie wyobrażam sobie jej ekranizacji. Zacznijmy jednak może od początku.
Czytaj więcej
Chłopaki Anansiego
Nareszcie porządna książka. Po beznadziejnej Generacji Z i trochę nudnym Historyku znalazłem w EMPiK-u najnowszą powieść Neila Gaimana. To jeden z moich ulubionych pisarzy (nie tylko książek, także komiksów i opowieści graficznych, o tym kiedy indziej), a ostatnią książkę typowo dla dorosłych (Amerykańscy bogowie) napisał parę ładnych lat temu. Z tym większą ochotą i nadzieją sięgnąłem po Chłopaków Anansiego.
Czytaj więcej
Harry Potter i Książę Półkrwi
Książki z przygodami młodego czarodzieja nie są może najwyższą formą literatury, ale lubię je. To niezła rozrywka na moje coraz częstsze podróże pociągiem… No i ostatni wydany tom — Harry Potter i Książę Półkrwi — okazał się nieco lepszy od swojego poprzednika.
Czytaj więcej
Gra Endera
Rzadko się zdarza, aby nagrody Hugo i Nebula (najważniejsze nagrody w dziedzinie fantastyki naukowej) w jednym roku wygrała ta sama książka. Gra Endera zdobyła je zupełnie zasłużenie.
Czytaj więcej
Traveler
Mocno przereklamowana pozycja. Skusiła mnie zmasowana akcja marketingowa w RMF i sięgnąłem po pierwszy tom. Kolejnych raczej nie kupię.
Czytaj więcej
Cień wiatru
Dostałem od Patrycji na urodziny (a właściwie kupiłem sobie na urodziny – to taka metoda na dostawanie zawsze trafionych prezentów). Skończyłem czytać przedwczoraj i musiałem sobie ułożyć w głowie, co tak naprawdę myślę o tej książce.
Czytaj więcej
Klub Dantego
Przeczytałem już jakiś czas temu, ale ciągle nie mogłem się zabrać do recenzji. To znaczy raz się zabrałem, ale efekt mi się nie spodobał i recenzja wylądowała w koszu. A książka jest naprawdę warta opisania.
Czytaj więcej
Reguła czterech
Przeczytałem już jakiś czas temu, ale w związku z przeprowadzką nie miałem kiedy opisać…
Sami autorzy przyznają się do inspiracji Imieniem róży Umberto Eco. Wydawcy próbują też wcisnąć nam porównanie do Kodu Leonarda Dana Browna, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Regule czterech bliżej do tej pierwszej, niż ostatniej. Styl Dana Browna jest suchy, typowa sensacyjna papka do poczytania w autobusie. Żadnych dygresji, postacie płaskie, rozdziały krótkie.
Reguła… jest inna. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ociera się nieco o literaturę przez duże L – język jest barwny, miejscami nawet poetycki, postaci rysowane porządnie. Nie ma feerii przemocy, nie ma efektownych pościgów, jest za to nieźle pomyślana zagadka, którą rozwiązujemy razem z głównymi bohaterami. Książka jest hołdem autorów dla wielkich umysłów epoki oświecenia, a w szczególności florenckich mistrzów z czasów Medyceuszy. Sama fabuła jest sensowna, a zakończenie (choć w miarę przewidywalne), nie psuje całości.
Porównanie mojego osobistego doświadczenia przy czytaniu tej ksiązki z doświadczeniem Imienia róży wypada oczywiście na korzyść tego ostatniego, a to za sprawą dużych uproszczeń, na które pozwolili sobie autorzy Reguły…. Pamiętam, że kiedy czytałem dzieło Umberto Eco, co jakiś czas musiałem odstawić książkę, żeby poszperać nieco w innych źródłach. Fascynowały mnie jego niedopowiedzenia, chciałem wiedzieć więcej o sprawach, których nie wyjaśniono na kartach powieści. Książka Thomasona i Caldwella nie pozostawia wiele miejsca na takie poszukiwania. Kiedy bohater mówi „Perseusz”, w następnym zdaniu dodaje zaraz, że to „ten, który zabił Meduzę”. Pozostaje niedosyt… Cóż, signum temporis :-)
Książkę mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi zagadki kryminalno-historyczne, a kogo nie przeraża język i przydługie opisy Umberto Eco.
Jonathan Strange i pan Norrell
Co mogę powiedzieć w dużym skrócie? Książka jest jedną z tych niewielu powieści, gdzie zmyślony przez autorkę świat wydaje się realny, zupełnie naturalny. Dużo przypisów, komentujących akcję, powołujących się na różne – prawdziwe i zmyślone – źródła historyczne – to wszystko sprawia, że kiedy czytamy o odnowieniu magii w Anglii, wydaje się to zupełnie oczywistą rzeczą.
Czytaj więcej




