<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Paweł Tkaczyk &#187; Recenzje książek</title>
	<atom:link href="http://paweltkaczyk.midea.pl/category/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://paweltkaczyk.midea.pl</link>
	<description>Branding, marketing, reklama i social media. The Jedi way.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 20:00:29 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Carlos Ruiz Zafon „Gra Anioła”</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/gra-aniola-zafon/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=gra-aniola-zafon</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/gra-aniola-zafon/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Aug 2009 13:29:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=1358</guid>
		<description><![CDATA[„Gra Anioła” nie jest „Cieniem Wiatru”. Kropka. Trzeba to sobie powiedzieć na początku. Do tej lektury przystąpiłem z niepokojem. Czemu? Bo „Cień wiatru” to tytuł, który z czystym sumieniem mógłbym umieścić na liście dziesięciu najlepszych książek, jakie czytałem w życiu. Stała się punktem odniesienia, do którego porównywałem sporo kolejnych moich lektur. Jak mógłbym nie porówywać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.stereo.pl/skany/1024/3/8/7/9/5/6/387956.jpg" alt="Carlos Ruiz Zafon, „Gra Anioła”" width="120" /><a href="http://www.graaniola.pl">„Gra Anioła”</a> nie jest „Cieniem Wiatru”. Kropka. Trzeba to sobie powiedzieć na początku.</p>
<p>Do tej lektury przystąpiłem z niepokojem. Czemu? Bo <a href="http://paweltkaczyk.com/2005/05/28/cien-wiatru/">„Cień wiatru”</a> to tytuł, który z czystym sumieniem mógłbym umieścić na liście dziesięciu najlepszych książek, jakie czytałem w życiu. Stała się punktem odniesienia, do którego porównywałem sporo kolejnych moich lektur. Jak mógłbym nie porówywać do niej kolejnego dzieła Zafona?</p>
<p>Nie. I kropka.<br />
<span id="more-1358"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>„Gra Anioła” jest inna. Co prawda akcja nadal dzieje się w Barcelonie (choć pokolenie wcześniej, niż wydarzenia opisane w „Cieniu wiatru”), tu także mamy Cmentarz Zapomnianych Książek oraz księgarnię Sempere. Ale to właściwie wszystko, co oba tytuły mają ze sobą wspólnego. Poza autorem, oczywiście.</p>
<p>David Martin jest młodym pisarzem, który swoją pozycję zbudował na pisaniu krwawych i mrocznych opowieści dla „ciemnego ludu”. Nie był to jednak szczyt jego marzeń. Dlatego, kiedy otrzymał propozycję napisania nietypowej opowieści od tajemniczego wydawcy z Paryża (propozycję wspartą bajeczną sumą pieniędzy), nie wahał się długo, choć wątpliwości od początku dawały o sobie znać&#8230;</p>
<p>David pisze, jednak im dłużej pracuje nad nowym dziełem, tym bardziej interesuje go nie tylko sama powieść, ale także osoba wydawcy. Tym bardziej, że za sprawą wydawcy właśnie, wokół Davida zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Rozwiązanie tej zagadki będzie go kosztować więcej, niż jest w stanie sobie wyobrazić.</p>
<p>„Gra Anioła” jest mroczna. Jest mrugnięciem Zafona w stronę stylu powieści Davida Martina. Nie ma tam momentów, w których można śmiać się w głos, nie ma tak wyrazistych postaci, jak Fermin z „Cienia wiatru”. Co jest? Szybkie, ostre i cięte riposty, przoduje w nich Isabela, niechciana asystentka Davida. Jest szybka i wciągająca akcja, a przede wszystkim jest tajemnica. Książka ma 600 stron, a po przeczytaniu 500 z nich nadal nie miałem pojęcia, jak to wszystko się skończy. </p>
<p>Jest jedna rzecz w zakończeniu, która mi się nie podobała, ale żeby ją opisać, musiałbym zdradzić za dużo. Oceńcie sami.</p>
<p>Jak mogę „Grę Anioła” podsumować jednym zdaniem? To nie jest „Cień wiatru”. Mroczna zagadka i klimat przywodzi na myśl powieści Edgara Allana Poe. Akcja wciąga, książkę się dosłownie pochłania (odstawiłem dla niej „Lód” Dukaja, niech mi będzie wybaczone). Jeśli zatem szukasz ciekawej zagadki na długie zimowe wieczory, „Grę Anioła” polecam z czystym sumieniem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/gra-aniola-zafon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pachnidło</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/pachnidlo/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=pachnidlo</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/pachnidlo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Jan 2007 21:16:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/615/</guid>
		<description><![CDATA[Książka&#8230; dziwna. Dobrze napisana, z ciekawą fabułą, ale nie wyobrażam sobie jej ekranizacji. Zacznijmy jednak może od początku. Wrażenia z pierwszych stron: dobrze napisana proza. Książka obraca się wokół świata zapachów, zapisanie go słowami wydaje się zadaniem trudnym, karkołomnym, jeśli nie niemożliwym. Jednak Patrick Suskind zmierzył się z tym zadaniem i &#8212; moim zdaniem &#8212; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Książka&#8230; dziwna. Dobrze napisana, z ciekawą fabułą, ale nie wyobrażam sobie jej ekranizacji. Zacznijmy jednak może od początku.<br />
<span id="more-615"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p><a href="http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/490535"><img src="http://www.merlin.com.pl/images_product/5/83-247-0258-X.jpg" align="right" style="border:1px solid black" alt="Pachnidło" /></a>Wrażenia z pierwszych stron: dobrze napisana proza. Książka obraca się wokół świata zapachów, zapisanie go słowami wydaje się zadaniem trudnym, karkołomnym, jeśli nie niemożliwym. Jednak Patrick Suskind zmierzył się z tym zadaniem i &#8212; moim zdaniem &#8212; wyszedł z niego zwycięsko. Książka dosłownie &#8222;ocieka&#8221; zapachami. Tym mnie wciągnęła i urzekła.</p>
<p>Akcja powieści rozgrywa się w XVIII-wiecznej Francji. W Paryżu rodzi się dziwne dziecko &#8212; samo nie pachnie, natomiast ma genialnie rozwinięty zmysł powonienia. Dziecko to rozwija się inaczej, niż jego rówieśnicy, jest niemalże upośledzone we wszystkich innych, poza wąchaniem, dziedzinach życia. Nie potrafi nazywać rzeczy, jeśli te nie pachną. Nie potrafi nawiązywać relacji z innymi ludźmi, otoczenie charakteryzuje wyłącznie za pomocą nosa&#8230; Jego pamięć zapachów nie ma sobie równych, potrafi analitycznie rozłożyć wszystko, co poczuje. Niczym genialny kompozytor potrafi w myślach układać z pojedynczych składników najdziwniejsze zapachy &#8212; od najpiękniejszych po te najbardziej ohydne. Ten dar jest jednocześnie przekleństwem. Indywiduum to pożąda &#8222;doskonałego zapachu&#8221; &#8212; jego ślad po raz pierwszy wyczuł w młodej dziewczynie w nocy, na paryskim podwórku. Idea tego zapachu prześladuje go, dręczy, każe mu doskonalić się w perfumeryjnym fachu tylko po to, by móc ten zapach odtworzyć, utrwalić, udoskonalić. Jeśli po drodze musi zabijać&#8230; Jego powykrzywianej psychice nie sprawia to różnicy.</p>
<p>Książkę czyta się doskonale. Narrator nadaje swojemu bohaterowi aurę tajemniczości, opisując np. tragiczny koniec wszystkich tych, z którymi Grenouille się zetknął: nędznie kończy właścicielka domu dziecka, w którym się wychowuje, ginie garbarz, u którego młody bohater terminował, śmierć spotyka perfumiarza, który nauczył go podstaw fachu. Nie jest to bynajmniej w żadnym razie sprawka Grenouille&#8217;a &#8212; ludzie ci giną w wypadku dziwnego splotu okoliczności, ale to właśnie dodaje bohaterowi tej tajemniczości, o którą chodzi autorowi.</p>
<p>Jak napisałem na początku, nie wyobrażam sobie ekranizacji tej powieści. Spora część akcji rozgrywa się w głowie Grenouille&#8217;a, a o atrakcyjności fabuły w wielu miejscach świadczy perspektywa narratora, który ujawnia niedostrzegalne na pierwszy rzut oka szczegóły dotyczące postaci &#8212; często dotyczące jej przeszłości czy sposobu myślenia. Boję się, że <em>Pachnidło</em> w wersji filmowej będzie zwykłą opowieścią o seryjnym mordercy&#8230; Nie zmienia to faktu, że na film się wybieram.</p>
<p>Krótkie podsumowanie? Dobry kawałek prozy z wciągającą akcją i zaskakującym zakończeniem. Ciężko mi porównać ją z jakąś inną powieścią historyczną. Gęstymi, pachnącymi opisami przypomina miejscami <em>Cykl barokowy</em>, jednak narracja &#8212; niemal ze współczesnego punktu widzenia &#8212; znacznie się od powieści Stephensona różni. Mnie się podobała :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/pachnidlo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>67</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chłopaki Anansiego</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/chlopaki-anansiego/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=chlopaki-anansiego</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/chlopaki-anansiego/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Mar 2006 17:36:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/478/</guid>
		<description><![CDATA[Nareszcie porządna książka. Po beznadziejnej Generacji Z i trochę nudnym Historyku znalazłem w EMPiK-u najnowszą powieść Neila Gaimana. To jeden z moich ulubionych pisarzy (nie tylko książek, także komiksów i opowieści graficznych, o tym kiedy indziej), a ostatnią książkę typowo dla dorosłych (Amerykańscy bogowie) napisał parę ładnych lat temu. Z tym większą ochotą i nadzieją [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/441884;jsessionid=7167BA324F0754CA3BD57B43E5D97815"><img src="http://www.merlin.com.pl/images/30/83-7480-020-8.jpg" alt="Chłopaki Anansiego" align="right" border="1" /></a>Nareszcie porządna książka. Po beznadziejnej <em>Generacji Z</em> i trochę nudnym <em>Historyku</em> znalazłem w EMPiK-u najnowszą powieść Neila Gaimana. To jeden z moich ulubionych pisarzy (nie tylko książek, także komiksów i opowieści graficznych, o tym kiedy indziej), a ostatnią książkę typowo dla dorosłych (<em>Amerykańscy bogowie</em>) napisał parę ładnych lat temu. Z tym większą ochotą i nadzieją sięgnąłem po <em>Chłopaków Anansiego</em>.<br />
<span id="more-478"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>W przypadku książek Gaimana bardzo ciężko jest napisać, o czym tak naprawdę opowiada fabuła. Bo jeśli powiem, że o dwóch braciach, którzy kiedyś byli jednym (a przy tym jeden z nich jest pająkiem) &#8212; zabrzmi to bardzo&#8230; nietypowo? Niewiarygodnie? Fenomen Gaimana polega jednak na tym, że potrafi pisać o takich rzeczach w sposób zupełnie naturalny &#8212; wplata we współczesny świat najstarsze mity i legendy pochodzące z różnych kultur i tworzy z nich niesamowitą fabułę. </p>
<p>Pod tym względem <em>Chłopaki Anansiego</em> to bardzo &#8222;gaimanowska&#8221; książka. Akcja (no, większość akcji) &#8212; podobnie jak w <em>Sandmanie</em> czy <em>Amerykańskich bogach</em> &#8212; dzieje się współcześnie w Anglii i na karaibskiej wyspie Saint Andrews. Jednak rzeczywistość nie do końca jest taka, jaką znamy. Tak jak Tolkien stworzył świat Śródziemia zamieszkały przez orków i hobbitów, jak C.S. Lewis stworzył świat po drugiej stronie lustra zamieszkały przez&#8230; no, różne stwory, tak Neil Gaiman stworzył współczesny świat, w którym po ziemi chodzą bogowie. Nie tak potężni, jak w czasach, kiedy mieli tysiące wyznawców, musieli dostosować się do zmieniającego się świata, jednak nie odeszli. Są wśród nas, być może mieszkają w domu obok. Nie tylko ci wielcy, także pomniejsze bóstwa z każdej możliwej mitologii, z każdej legendy. W takim świecie rozgrywa się akcja <em>Sandmana</em> (władcy snów), taki świat przemierza Cień w powieści <em>Amerykańscy bogowie</em>, taką też rzeczywistość mamy w <em>Chłopakach Anansiego</em>.</p>
<p>Ta wtórność wcale nie jest wadą &#8212; wprost przeciwnie. Kiedy przestajemy się dziwić takiej wizji świata, łatwiej nam skupić się na misternie skonstruowanej intrydze. Przy tym Gaiman jest świetnym narratorem &#8212; książka jest miejscami zabawna, ma sugestywne i straszne momenty, a przy tym jest doskonałą obserwacją współczesnego społeczeństwa. To wszystko składa się na doskonałą powieść fantastyczną, przy której naprawdę nie da się nudzić. I wciąga, diabelnie wciąga &#8212; książkę kupioną wczoraj skończyłem &#8212; korzystając z wyjazdu Pawełka &#8212; dziś po południu :)</p>
<p>Jeśli zatem podobali Ci się <em>Amerykańscy bogowie</em> lub jeśli lubisz powieści z zagadką (które nie są bezmyślną sensacyjną papką, ale nad którymi można się zastanowić i uśmiechnąć), spodobją Ci się <em>Chłopaki Anansiego</em> :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/chlopaki-anansiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Harry Potter i Książę Półkrwi</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/harry-potter-i-ksiaze-polkrwi/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=harry-potter-i-ksiaze-polkrwi</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/harry-potter-i-ksiaze-polkrwi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Feb 2006 19:28:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/446/</guid>
		<description><![CDATA[Książki z przygodami młodego czarodzieja nie są może najwyższą formą literatury, ale lubię je. To niezła rozrywka na moje coraz częstsze podróże pociągiem&#8230; No i ostatni wydany tom &#8212; Harry Potter i Książę Półkrwi &#8212; okazał się nieco lepszy od swojego poprzednika. Poprzednia część &#8212; Harry Potter i Zakon Feniksa &#8212; była moim zdaniem najmniej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/434583"><img src="http://www.merlin.com.pl/images/8/83-7278-168-0.jpg" alt="Harry Potter i Książę Półkrwi" align="right" /></a>Książki z przygodami młodego czarodzieja nie są może najwyższą formą literatury, ale lubię je. To niezła rozrywka na moje coraz częstsze podróże pociągiem&#8230; No i ostatni wydany tom &#8212; <em>Harry Potter i Książę Półkrwi</em> &#8212; okazał się nieco lepszy od swojego poprzednika.<br />
<span id="more-446"></span><br />
<br clear="all" /><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>Poprzednia część &#8212; <em>Harry Potter i Zakon Feniksa</em> &#8212; była moim zdaniem najmniej udana z całego cyklu. Wszystkie poprzednie opisywały jakąś przygodę, zamnkniętą całość, doprawioną do tego humorystycznymi relacjami ze świata czarodziejów. <em>Zakon Feniksa</em> to właściwie żadna przygoda &#8212; szczerze mówiąc poza śmiercią Syriusza ciężko mi przypomnieć sobie cokolwiek wartego uwagi (nastolatki na pewno podniecały się pierwszym pocałunkiem Harry&#8217;ego, ale mnie jakoś to nie kręciło).</p>
<p>Pod tym względem <em>Książę Półkrwi</em> jest krokiem w stronę lepszych, pierwszych części. Fabuła jest mroczna (świat czarodziejów jest w stanie otwartej wojny ze zwolennikami Voldemorta i nim samym), ale pani Rowling chyba poważnie konsultowała się ze specami od <em>public relations</em>. Po premierach poprzednich książek pojawiały się oskarżenia, że Harry Potter nie niesie ze sobą żadnych wartości dydaktycznych. Wprost przeciwnie &#8212; młody czarodziej wymigiwał się karom pomimo tego, że otwarcie łamał reguły obowiązujące innych. Nastoletni fani oczywiście nie przejmowali się tym zbytnio, ale rodziców dużo ciężej było namówić na wydanie prawie 50 PLN na książkę &#8222;moralnie niejednoznaczną&#8221;. </p>
<p>Więc w tej części Harry jest już bardziej poprawny, a dydaktyka przecieka między wierszami dużo częściej, niż poprzednio. Również większy nacisk położony został na podkreślenie przyjaźni i miłości. Dzięki tym zabiegom &#8222;pod publiczkę&#8221; wydawca mógł umieścić na wewnętrznej stronie okładki recenzje zachwalające wspomnianą wyżej dydaktykę i afirmację przyjaźni. Chyba podziałało ;)</p>
<p>Co mi się podobało? Splatanie fabuły w dwuznaczności, które znajdą &#8212; mam nadzieję &#8212; rozwiązanie w siódmej, ostatniej części przygód młodego czarodzieja. Nic, co wydarzyło się w <em>Księciu Półkrwi</em> nie jest już jednoznaczne i definitywne. Czy Snape jest śmierciożercą, czy tylko udaje? Czy ten, kto zginął, zginął naprawdę, czy to tylko mistyfikacja? Czy przepowiednia (usłyszana jeszcze w <em>Zakonie Feniksa</em>) odnosi się do Harry&#8217;ego, czy Neville&#8217;a? Te wątpliwości, niby wyjaśnione, choć nie do końca, pozwalają z niecierpliwością czekać na ciąg dalszy.</p>
<p>Co mi się nie podobało? Cóż, obawiam się, że jest to już w większej części książka nie dla mnie. Opisy młodzieńczych miłości zajmujące większość fabuły z pewnością wywołują rumieńce na policzkach nastoletnich czytelników, ja jednak szukam innej rozrywki. W poprzednich częściach urzekająca była nowość samego świata czarodziejów, potem zaś ciekawe przygody (<em>Więzień Azkabanu</em> czy Turniej Trójmagiczny). W tej chwili fabuła powoli się &#8222;przejada&#8221;, a w ostatnich częściach przygody schodzą jakby na dalszy plan. Wszystko prowadzi do nieuchronnego finału i cała nadzieja w tym, że nie zawiedzie oczekiwań. </p>
<p>Podsumowując &#8212; ostatnią część Pottera czytałem przez czysty sentyment, starając się nie zrażać niskim (moim zdaniem) poziomem <em>Zakonu Feniksa</em>. Nie bawiłem się tak dobrze jak przy <em>Czarze Ognia</em> i nie była to najlepsza książka, jaką ostatnio czytałem. Ale nie stawiałem jej wysokich oczekiwań &#8212; te rezerwuję dla finału.</p>
<p>Zatem &#8212; fani będą zachwyceni. Nowicjusze niewiele zrozumieją. Moja recenzja niewiele zmieni ;-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/harry-potter-i-ksiaze-polkrwi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>238</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gra Endera</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/gra-endera/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=gra-endera</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/gra-endera/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Nov 2005 19:48:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=349</guid>
		<description><![CDATA[Rzadko się zdarza, aby nagrody Hugo i Nebula (najważniejsze nagrody w dziedzinie fantastyki naukowej) w jednym roku wygrała ta sama książka. Gra Endera zdobyła je zupełnie zasłużenie. Orson Scott Card napisał książkę, której fabułę trudno jest streścić, oddając choćby częściowo jej zalety. Ale spróbujmy. Ziemia przyszłości przeżyła dwie inwazje najeźdźców z kosmosu, zwanych Robalami (w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/418268"><img src="http://www.merlin.com.pl/images/17/83-7469-095-X.jpg" alt="Gra Endera" align="right" border="1" /></a>Rzadko się zdarza, aby nagrody Hugo i Nebula (najważniejsze nagrody w dziedzinie fantastyki naukowej) w jednym roku wygrała ta sama książka. <em>Gra Endera</em> zdobyła je zupełnie zasłużenie.<br />
<span id="more-349"></span><br />
Orson Scott Card napisał książkę, której fabułę trudno jest streścić, oddając choćby częściowo jej zalety. Ale spróbujmy. Ziemia przyszłości przeżyła dwie inwazje najeźdźców z kosmosu, zwanych Robalami (w oryginale jest <em>buggers</em>, co ma mniej &#8222;robalowy&#8221;, a bardziej ogólny charakter). Ostatnią inwazję przeżyła o włos &#8212; zawdzięczając zwycięstwo błyskotliwym manewrom genialnego dowódcy &#8212; Mazera Rackhama. Od tej pory wysiłki wszystkich Ziemian zjednoczył jeden cel: pokonać Robale podczas trzeciej inwazji.</p>
<p>Rządy zjednoczonych krajów narzuciły drakońską politykę gospodarczą i rodzinną: aby ludzie nie &#8222;przejadali&#8221; cennych surowców, każda rodzina może mieć tylko dwójkę dzieci. W krajach mniej rozwiniętych &#8212; zwanych Niesubordynowanymi &#8212; zakazy te nie są przestrzegane, ale reszta świata patrzy na nich z pogardą. </p>
<p>Wśród wszystkich dzieci trwają poszukiwania geniusza, który będzie zdolny poprowadzić flotę kosmiczną do kolejnego zwycięstwa. Młodych z predyspozycjami zabiera się do Szkoły Bojowej, umieszczonej na orbicie okołoziemskiej, aby od najmłodszych lat kształcić ich na żołnierzy, a potem dowódców.</p>
<p>W Polsce, jednym z niesubordynowanych krajów, geniusz rodzi się &#8212; jak na ironię &#8212; jako szóste czy siódme z kolei dziecko inteligenckiej rodziny. Jan Paweł Wieczorek czyta na poziomie uniwersyteckim w wieku trzech lat, jednak nawet jego rodzice nie zdają sobie sprawy, jakiego geniusza mają pod swoim dachem. Jan Paweł urodził się jednak za wcześnie, by być dowódcą podczas inwazji. Za to jego dziecko &#8212; oczywiście z odpowiednim partnerem &#8212; może zdążyć na czas. Władze zabierają rodzinę Wieczorków z Polski do USA, gdzie ich życie toczy się pod dyktando młodego geniusza.</p>
<p>Ender Wiggins rodzi się jako trzecie dziecko Jana Pawła i jego nowej żony. Poprzednia dwójka rodzeństwa (najstarszy Peter i Valerie) nie spełniła pokładanych w nich nadziei. Ender (a właściwie Andrew) zdaje jednak testy i wojskowi zabierają go do Szkoły Bojowej.</p>
<p>W tym miejscu zaczyna się właściwa <em>Gra Endera</em>. Chłopiec musi stawić wyzwanie najbardziej perfidnemu treningowi, jaki wymyślili dla niego nauczyciele, a jednocześnie musi walczyć o swoją pozycję w szkolę. Obserwujemy kształtowanie się (a właściwie kształtowanie przez makiawelicznego architekta) osobowości dowódcy, który w przyszłości ma ocalić Ziemię. Wszystko jest grą, toczącą się na kilku poziomach: w szkole, w Sali Bitew i w wirtualnym świecie stworzonym specjalnie dla Endera przez szkolny komputer, a w końcu także i w dowództwie, gdzie różni ludzie usiłują wpłynąć na &#8222;program nauczania&#8221;.</p>
<p>Książka wciąga. Akcja jest wartka i pełna zwrotów. Całość fabuły nie jest niczym nowym, choć zakończenie zaskakuje. Ale nawet jeśli uda się nam odgadnąć je wcześniej, sama historia warta jest poznania, opowiedziana ze swadą i zaangażowaniem. Dawno nie czytałem książki, w której chciałem poznać kolejny rozdział tak mocno, że niemal zasypiałem nad nią. Pochłonąłem ją (a raczej opowieść pochłonęła mnie) w kilka dni.</p>
<p>Do czego można porównać <em>Grę Endera</em>? Pomimo, że poszczególne kawałki fabuły bardzo łatwo mi wpasować w ten czy inny kawałek literatury s-f, całość jest już trudniejsza do zaklasyfikowania. I to właśnie czyni tę książkę tak ciekawą i tak wyjątkową.</p>
<p>Miłej lektury :)</p>
<p><em>Orson Scott Card napisał również drugą opowieść, której akcja dzieje się równolegle z &#8222;Grą&#8230;&#8221;. &#8222;Shadow&#8221; (nie ukazała się jeszcze w Polsce) opisuje historię Groszka, jednego z najzdolniejszych dzieci w armii Endera. Od początku do końca Groszek żyje w cieniu wielkiego dowódcy, ale jego historia jest &#8212; podobno, nie miałem jeszcze okazji przeczytać &#8212; również warta opowiedzenia.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/gra-endera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>34</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Traveler</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/traveler/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=traveler</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/traveler/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Sep 2005 19:16:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/275/</guid>
		<description><![CDATA[Mocno przereklamowana pozycja. Skusiła mnie zmasowana akcja marketingowa w RMF i sięgnąłem po pierwszy tom. Kolejnych raczej nie kupię. Książka jest typowym wakacyjnym czytadłem. Sensacja bez żadnej głębi, choć autor usiłuje podeprzeć się antyglobalistycznymi (alterglobalistycznymi, tak się teraz pisze) ideami i teoriami spisku wszelkiej maści. Fabuła w skrócie (nie ma spoilerów, bo i żadnych niespodzianek [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mocno przereklamowana pozycja. Skusiła mnie zmasowana akcja marketingowa w RMF i sięgnąłem po pierwszy tom. Kolejnych raczej nie kupię.<br />
<span id="more-275"></span><br />
<img src="http://www.merlin.com.pl/images/19/83-89779-22-6.jpg" alt="Traveler - okładka"  align="right" border="1" />Książka jest typowym wakacyjnym czytadłem. Sensacja bez żadnej głębi, choć autor usiłuje podeprzeć się antyglobalistycznymi (alterglobalistycznymi, tak się teraz pisze) ideami i teoriami spisku wszelkiej maści.</p>
<p>Fabuła w skrócie (nie ma spoilerów, bo i żadnych niespodzianek w akcji nie ma): nasz świat jest tylko jednym z wymiarów. Żyjemy w nim jak konie z klapkami na oczach, dając się manipulować &#8222;szarym eminencjom&#8221; stojącym za rządami czy wielkimi korporacjami. Pod pozorem bezpieczeństwa sprzedaje się nam totalną kontrolę (było, było, było&#8230;), a my &#8212; nieświadome owieczki &#8212; na wszystko się bezwiednie godzimy w imię lepszego (czytaj: bardziej konsumpcyjnego) życia. Było.</p>
<p>Jednak są wśród nas tacy, którzy potrafią się poruszać między wymiarami, a po powrocie burzą stabilny ład społeczny, promując wolność, niezależność itepe. Rządy nazywają ich terrorystami, wielkie korporacje nazywają ich chuliganami, a mądrzy ludzie nazywają ich wyzwolicielami. W książce nazywa się ich Travelerami. Było po stokroć.</p>
<p>Jest też kasta rycerzy (zwanych w książce Arlekinami), których życiową misją jest ochrona Travelerów przed zakusami Wielkich Korporacji (wielkie litery są Bardziej Dramatyczne, prawda?). A wśród samych Arlekinów mamy (ku naszej olbrzymiej niespodziance): takich, którzy przeszli na stronę wroga; takich, którzy chcą zerwać ze swym fachem, ale okoliczności (nic bardzo wydumanego, śmierć członka rodziny) ich zmuszają do zmierzenia się z przeznaczeniem itepe. Brzmi znajomo? Brawo :)</p>
<p>No więc Maya (młody Arlekin) chciała wieść normalne życie, odcinając się od swych arlekińskich przodków. Jednak Wielkie Korporacje (zwane tu Tabulami) zabiły jej ojca zaraz po tym, jak powierzył jej Bardzo Ważną Misję. Maya chcąc nie chcąc udaje się do Ameryki, aby chronić ostatnich pozostałych przy życiu (tak tak!) Travelerów &#8212; dwóch braci Corriganów. Bracia oczywiście są bardzo różni &#8212; jeden goni za pieniądzem, a drugi za wolnością. Konflikt mamy nieunikniony. Mam opowiadać dalej? Porzucam tylko kliszami: sojusznik, który przeszedł na stronę wroga; kuszenie braci przez Wielkie Korporacje (kto uległ? stawiamy zakłady?), rozdzielenie, misja ratunkowa, bla bla bla.</p>
<p>Autor <em>Travelera</em> kryje się pod pseudonimem &#8222;John Twelve Hawks&#8221;. I wcale mu się nie dziwię :) Książka przetacza się po wszystkich amerykańskich kliszach i stereotypach &#8212; od mesjanistycznych, przez wspomniane już wyżej alterglobalistyczne aż po teorie spiskowe, zahaczając zgrabnie o fakty historyczne (Jezus był oczywiście Travelerem). </p>
<p>Jeśli ktoś szuka odmóżdżającej wakacyjnej lektury, mogę z czystym sumieniem polecić <em>Travelera</em> &#8212; książka nie wymaga nawet minuty zastanowienia. Nikomu innemu niestety już nie. Nawet zapaleni fani teorii spiskowych czy alterglobaliści powinni się poczuć obrażeni uproszczeniami.</p>
<p>Trudno. Były wakacje, to przeczytałem :) </p>
<p>Od kilku dni czytam <em>Żywe srebro</em> &#8212; to jest dopiero Książka. Kończę pierwszy tom. Relacja po drugim :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/traveler/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cień wiatru</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/cien-wiatru/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=cien-wiatru</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/cien-wiatru/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 May 2005 14:22:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=52</guid>
		<description><![CDATA[Dostałem od Patrycji na urodziny (a właściwie kupiłem sobie na urodziny &#8211; to taka metoda na dostawanie zawsze trafionych prezentów). Skończyłem czytać przedwczoraj i musiałem sobie ułożyć w głowie, co tak naprawdę myślę o tej książce. Ostatnio moje lektury stają się monotematyczne. Czytam książki o książkach i książki o tajemnicach. Zaczęło się od Kodu Leonarda [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dostałem od Patrycji na urodziny (a właściwie kupiłem sobie na urodziny &#8211; to taka metoda na dostawanie zawsze trafionych prezentów). Skończyłem czytać przedwczoraj i musiałem sobie ułożyć w głowie, co tak naprawdę myślę o tej książce.<br />
<span id="more-52"></span><br />
<img src="http://www.merlin.com.pl/images/1/83-7319-502-5.jpg" alt="Cień wiatru" align="right" />Ostatnio moje lektury stają się monotematyczne. Czytam książki o książkach i książki o tajemnicach. Zaczęło się od <em>Kodu Leonarda da Vinci</em>, potem była <em><a href="http://paweltkaczyk.com/?p=23">Reguła czterech</a></em> i <em><a href="http://paweltkaczyk.com/?p=39">Klub Dantego</a></em>. Jednak <em>Cień wiatru</em> to inna powieść. Jest w niej co prawda zagadka &#8211; zagadka książki zatytułowanej właśnie <em>Cień wiatru</em>, którą mały chłopiec wynajduje sobie w miejscu zwanym Cmentarzem Zapomnianych Książek. Jest sensacja &#8211; młody Daniel Sempere jest tak zafascynowany lekturą, że postanawia odnaleźć jej autora, niejakiego Juliana Caraxa. Szybko okazuje się, że za osobą autora ciągnie się mroczna tajemnica, którą Daniel postanawia odkryć. <em>Cień wiatru</em>, który Daniel wyniósł z Cmentarza to unikat &#8211; od wielu lat ktoś z ogromną wytrwałością i zawziętością szaleńca systematycznie wynajduje i pali każdy egzemplarz powieści Juliana Caraxa. Mimo to chłopiec postanawia zmierzyć się z zagadką.</p>
<p>Wędrówkę po ulicach powojennej Barcelony (akcja powieści rozgrywa się w roku 1945) rozpoczynamy oglądając ją oczami dziesięcioletniego chłopca. Razem z mozolnym odkrywaniem tajemnicy, jesteśmy świadkami przemiany tego chłopca w mężczyznę, doświadczamy z nim pierwszych miłosnych uniesień i pierwszej goryczy miłosnego zawodu. Motyw nieszczęśliwej miłości Daniela łączy się w dziwnym związku z odkrywaną kawałek po kawałku tajemnicą Juliana Caraxa. W miarę jak Daniel dojrzewa (akcja powieści ciągnie się przez dziesięć lat), odkrywa coraz to nowe kawałki układanki, które prowadzą do finału, którego nikt nie mógł się spodziewać.</p>
<p>Autor <em>Cienia wiatru</em>, hiszpański pisarz Carlos Ruiz Zafon, bawi się z czytelnikiem w dość perfidną grę. Wykorzystując prawa &#8222;wszystkowiedzącego narratora&#8221; przygotowuje nas na wydarzenia, które na pewno nadejdą (choć się na to nie zanosi), a które nie zawsze chcielibyśmy widzieć. Ta nieuchronność wzmacnia emocje, które towarzyszą lekturze. Muszę przyznać, że w finale bliski byłem przysłowiowej łezki w oku.</p>
<p>Jednak jest nie tylko smutno. Osoba Fermina, którego Daniel znajduje w slumsach Barcelony, a który potem staje się jego najlepszym przyjacielem i powiernikiem tajemnicy Caraxa, to katalizator wielu komicznych sytuacji. Jego sposób wyrażania się czy poglądy na świat, zestawione z sytuacjami, z jakimi przyszło mu się zmierzyć (uświadamia Daniela w kwestiach damsko-męskich na jedyny w swoim rodzaju sposób) sprawiły, że mogłem przebrnąć przez &#8222;sentymentalne&#8221; momenty (miłość w ujęciu Fermina jest naprawdę doskonałą zabawą).</p>
<p>Fabuła, jak już napisałem wcześniej, jest naszpikowana zwrotami akcji. I to nie tylko tymi powodowanymi przez wydarzenia, ale także przez zmianę naszego punktu widzenia (za sprawą wtrąceń wszystkowiedzącego narratora). Misterna i dobrze skonstruowana intryga ukazuje się stopniowo. Jakiś czas przed zakończeniem autor zdradza nam finał (i to nie taki, jaki chcielibyśmy ujrzeć), a nam pozostaje przeczytać do końca, czekając na przepowiedziane zdarzenia.</p>
<p>Książka jest spora, ma ponad 500 stron. Nie mam jednak uczucia, jakby była przegadana. Nie nudziłem się ani przez chwilę &#8211; a przez większość czasu naprawdę świetnie się bawiłem. Jeśli zatem potrafisz sobie wyobrazić skrzyżowanie <em>Klubu Dantego</em> ze <em>100 lat samotności</em> Marqueza, spodoba Ci się także <em>Cień wiatru</em> ;-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/cien-wiatru/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>193</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Klub Dantego</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/klub-dantego/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=klub-dantego</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/klub-dantego/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 May 2005 18:26:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=39</guid>
		<description><![CDATA[Przeczytałem już jakiś czas temu, ale ciągle nie mogłem się zabrać do recenzji. To znaczy raz się zabrałem, ale efekt mi się nie spodobał i recenzja wylądowała w koszu. A książka jest naprawdę warta opisania. Autor, Matthew Pearl, to stosunkowo młody człowiek (ur. w 1975), absolwent Harvardu i Yale. Klub Dantego to jego pierwsza powieść [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przeczytałem już jakiś czas temu, ale ciągle nie mogłem się zabrać do recenzji. To znaczy raz się zabrałem, ale efekt mi się nie spodobał i recenzja wylądowała w koszu. A książka jest naprawdę warta opisania.<br />
<span id="more-39"></span><br />
Autor, Matthew Pearl, to stosunkowo młody człowiek (ur. w 1975), absolwent Harvardu i Yale. <em>Klub Dantego</em> to jego pierwsza powieść i mam szczerą nadzieję, że nie bedzie ostatnią.</p>
<p><img src="http://www.merlin.com.pl/images/26/83-08-03731-3.jpg" alt="Klub Dantego" align="right" border="1" />Akcja dzieje się w Bostonie, niedługo po zakończeniu wojny secesyjnej, a osnuta jest wokół autentycznego wydarzenia &#8211; przygotowań do wydania pierwszego amerykańskiego tłumaczenia <em>Boskiej komedii</em> Dantego. Tytułowy &#8222;klub Dantego&#8221; to osoby zaangażowane w tłumaczenie, sama śmietanka towarzyska Bostonu i położonego nieopodal Harvardu. Nasi bohaterowie, wraz z całym miastem,  są świadkami bardzo okrutnych i &#8211; jeśli można tak powiedzieć &#8211; dość oryginalnych morderstw. Policja miota się nie mogąc znaleźć nawet punktu zaczepienia, a członkowie klubu (poeci i ich wydawca) z przerażeniem odkrywają, że kluczem do rozwiązania zagadki jest właśnie <em>Boska komedia</em>!</p>
<p>Doskonale zaplanowana intryga idzie w parze z głębokimi rysami charakterologicznymi postaci. Nie są one płaskie jak u Dana Browna (który, nota bene, zachęca na okładce do przeczytania książki Pearla). Autor skutecznie zwodzi nas, podsuwając pod nos kolejnych podejrzanych. Finał jednak nie jest &#8222;wydumany&#8221;, co jest wadą niektórych kryminałów. Nie dostajemy nowego podejrzanego, który pojawia się na ostatnich stronach książki jak królik z kapelusza. Po skończeniu można powiedzieć sobie: &#8222;Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem?&#8221;. I takie kryminały właśnie lubię.</p>
<p><em>Klubu Dantego</em> nie można jednak rozpatrywać tylko w kategoriach rozrywkowych. To świetnie i z dużą znajomością tematu (Boston był tematem pracy magisterskiej Pearla) naszkicowany portret miasta w kilka miesięcy po wojnie secesyjnej &#8211; z jego problemami, bolączkami i prawdziwymi (bądź mającymi prawdziwe pierwowzory) postaciami. Książkę bardzo często porównuje się z <em>Imieniem Róży</em> Umberto Eco. Poniekąd słusznie &#8211; podobnie jak u Eco fabuła jest solidna, misternie zbudowana i rozbudowana. Podobnie też rozwija się akcja: na początku powoli, wprowadzając czytelnika w świat powieści, aby potem gwałtownie go wciągnąć i nabrać tempa. Boston opisany przez Pearla jest żywy, a postacie barwne. Nie brak też sporej dawki historii, choć oczywiście nie tak wiele, jak u Eco.</p>
<p>Na końcu chciałem jeszcze zwrócić uwagę na oprawę graficzną (choć pewnie jestem jednym z niewielu czytelników, którzy &#8211; niejako z &#8222;zawodowego zboczenia&#8221; &#8211; zwracają na to uwagę). Okładka (wypukły lakier w kolorze krwi na osiemnastowiecznej rycinie Bostonu) naprawdę robi wrażenie. Środek nie jest tak dopracowany jak <em><a href="http://paweltkaczyk.com/?p=16">Jonathan Strange i Pan Norrell</a></em>, ale nie ma też rażących błędów. Książka jest sporej objętości, ale papier jest dość dobrej klasy, a oprawa solidna &#8211; nie rozpadła się po długotrwałym czytaniu w wannie, co też należy jej przyznać jako plus ;-) Wrażenie ogólne: bardzo pozytywne.</p>
<p>Co jeszcze można napisać o tej książce? O tej już pewnie nic, ale mam szczerą nadzieję, że Matthew Pearl popełni jeszcze niejedno podobnej klasy (bądź lepsze) dzieło. Naprawdę żałowałem, że <em>Klub Dantego</em> się skończył.</p>
<p>Na koniec jeszcze <a href="http://www.blogpulse.com/trend?query1=dante%27s+club&#038;label1=Klub+Dantego&#038;query2=Matthew+Pearl&#038;label2=Matthew+Pearl&#038;query3=&#038;label3=&#038;days=180&#038;x=27&#038;y=9">blogowe statystyki <em>Klubu Dantego</em></a> z ostatnich 6 miesięcy. Nie tylko ja o nim piszę :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/klub-dantego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Reguła czterech</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/regula-czterech/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=regula-czterech</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/regula-czterech/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Apr 2005 12:45:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=23</guid>
		<description><![CDATA[Przeczytałem już jakiś czas temu, ale w związku z przeprowadzką nie miałem kiedy opisać&#8230; Sami autorzy przyznają się do inspiracji Imieniem róży Umberto Eco. Wydawcy próbują też wcisnąć nam porównanie do Kodu Leonarda Dana Browna, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Regule czterech bliżej do tej pierwszej, niż ostatniej. Styl Dana Browna jest suchy, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przeczytałem już jakiś czas temu, ale w związku z przeprowadzką nie miałem kiedy opisać&#8230;<br />
<img src="http://www.merlin.com.pl/images/17/83-7359-267-9.jpg" alt="Reguła czterech" align="right" border="1" />Sami autorzy przyznają się do inspiracji <em>Imieniem róży</em> Umberto Eco. Wydawcy próbują też wcisnąć nam porównanie do <em>Kodu Leonarda</em> Dana Browna, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że <em>Regule czterech</em> bliżej do tej pierwszej, niż ostatniej. Styl Dana Browna jest suchy, typowa sensacyjna papka do poczytania w autobusie. Żadnych dygresji, postacie płaskie, rozdziały krótkie.<br />
<em>Reguła&#8230;</em> jest inna. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ociera się nieco o literaturę przez duże L &#8211; język jest barwny, miejscami nawet poetycki, postaci rysowane porządnie. Nie ma feerii przemocy, nie ma efektownych pościgów, jest za to nieźle pomyślana zagadka, którą rozwiązujemy razem z głównymi bohaterami. Książka jest hołdem autorów dla wielkich umysłów epoki oświecenia, a w szczególności florenckich mistrzów z czasów Medyceuszy. Sama fabuła jest sensowna, a zakończenie (choć w miarę przewidywalne), nie psuje całości.<br />
Porównanie mojego osobistego doświadczenia przy czytaniu tej ksiązki z doświadczeniem <em>Imienia róży</em> wypada oczywiście na korzyść tego ostatniego, a to za sprawą dużych uproszczeń, na które pozwolili sobie autorzy <em>Reguły&#8230;</em>. Pamiętam, że kiedy czytałem dzieło Umberto Eco, co jakiś czas musiałem odstawić książkę, żeby poszperać nieco w innych źródłach. Fascynowały mnie jego niedopowiedzenia, chciałem wiedzieć więcej o sprawach, których nie wyjaśniono na kartach powieści. Książka Thomasona i Caldwella nie pozostawia wiele miejsca na takie poszukiwania. Kiedy bohater mówi &#8222;Perseusz&#8221;, w następnym zdaniu dodaje zaraz, że to &#8222;ten, który zabił Meduzę&#8221;. Pozostaje niedosyt&#8230; Cóż, <em>signum temporis</em> :-)<br />
Książkę mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi zagadki kryminalno-historyczne, a kogo nie przeraża język i przydługie opisy Umberto Eco.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/regula-czterech/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jonathan Strange i pan Norrell</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/jonathan-strange-i-pan-norrell/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=jonathan-strange-i-pan-norrell</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/jonathan-strange-i-pan-norrell/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Mar 2005 10:45:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=16</guid>
		<description><![CDATA[Co mogę powiedzieć w dużym skrócie? Książka jest jedną z tych niewielu powieści, gdzie zmyślony przez autorkę świat wydaje się realny, zupełnie naturalny. Dużo przypisów, komentujących akcję, powołujących się na różne &#8211; prawdziwe i zmyślone &#8211; źródła historyczne &#8211; to wszystko sprawia, że kiedy czytamy o odnowieniu magii w Anglii, wydaje się to zupełnie oczywistą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co mogę powiedzieć w dużym skrócie? Książka jest jedną z tych niewielu powieści, gdzie zmyślony przez autorkę świat wydaje się realny, zupełnie naturalny. Dużo przypisów, komentujących akcję, powołujących się na różne &#8211; prawdziwe i zmyślone &#8211; źródła historyczne &#8211; to wszystko sprawia, że kiedy czytamy o odnowieniu magii w Anglii, wydaje się to zupełnie oczywistą rzeczą.<br />
<span id="more-16"></span><br />
Do tej pory znałem kilka książek, które tworzą światy (czasem dużo bardziej wymyślne) w taki sposób. Niedoścignionym wzorem są tu <i>Diuna</i> Franka Herberta i oczywiście <i>Władca pierścieni</i> Tolkiena. Kiedy rozmawiamy np. o Arrakis (planeta opisana w <i>Diunie</i>), doskonale orientujemy się w jej faunie, florze, obyczajach ludności&#8230; Potrafimy nazwać każdy przedmiot domowego użytku &#8211; choćby nie wiem jak był dziwny. Jest to zupełnie naturalne&#8230;</p>
<p>Tak samo czyta się <i>Jonathana Stange&#8217;a&#8230;</i>. Kiedy dwaj magowie rozmawiają o czarach, mówią o księgach, które już znamy z przypisów czy historiach z elfami &#8211; które również odbijają się nam echem. Nie czujemy, że nie wiemy o nich nic dlatego, że są nieprawdziwe. O nie, nie wiemy o nich, bo nie doczytaliśmy wystarczającej ilości magicznych ksiąg. A nie czytaliśmy ich, bo przez długi czas wykupywał je pan Norrell &#8211; są więc z pewnością w jego bibliotece&#8230; I tak dalej.</p>
<p>Fabuła jest bardzo misternie skonstruowana. Książka składa się z rozdziałów &#8211; każdy z nich jest jakąś magiczną historią, a wszystko składa się w większą całość. Bardzo przypomina <i>Sandmana</i> Neila Gaimana (zresztą to jego opinia na okładce skusiła mnie do sięgnięcia po książkę). Podobnie też są przedstawiani główni bohaterowie &#8211; długie wstępy, a potem epizod z udziałem maga. Jonathan Strange (który w tytule występuje jako pierwszy) pojawia się dopiero pod koniec pierwszego tomu!</p>
<p>Fakty historyczne w bardzo płynny sposób mieszają się z tymi stworzonymi przez autorkę. Po przeczytaniu książki jesteśmy gotowi uwierzyć, że Krul Kruków rzeczywiście rządził częścią Anglii przez 300 lat, a angielska magia właśnie od niego się wywodzi.</p>
<p>Generalnie &#8211; polecam jako lekturę dla wszystkich fanów powieści fantasy. Choć wydaje mi się, że ktoś, komu podobają się książki Dana Browna również znajdzie tu coś dla siebie&#8230; Najlepiej po prostu zajrzeć. Naprawdę wciąga :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/ksiazki-recenzje/jonathan-strange-i-pan-norrell/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

