<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Paweł Tkaczyk &#187; Filmy</title>
	<atom:link href="http://paweltkaczyk.midea.pl/category/recenzje-filmy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://paweltkaczyk.midea.pl</link>
	<description>Branding, marketing, reklama i social media. The Jedi way.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 20:00:29 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Watchmen (Strażnicy)</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/watchmen-straznicy/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=watchmen-straznicy</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/watchmen-straznicy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Mar 2009 20:28:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>
		<category><![CDATA[Komiksy]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[komiks]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=1111</guid>
		<description><![CDATA[Komiks Watchmen Alana Moore&#8217;a i Dave&#8217;a Gibbonsa uważam za drugi (po Sandmanie Neila Gaimana) najlepszy komiks wszech czasów. Przez długie lata seria ta (podobnie jak Sandman) uchodziła za „nie do sfilmowania”. Jednak po sukcesie ekranowych adaptacji Sin City i 300, przemysł filmowy coraz śmielej sięga po „trudne” komiksy. Czy słusznie? Po obejrzeniu filmu Watchmen mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Komiks <em>Watchmen</em> Alana Moore&#8217;a i Dave&#8217;a Gibbonsa uważam za drugi (po <em>Sandmanie</em> Neila Gaimana) najlepszy komiks wszech czasów. Przez długie lata seria ta (podobnie jak <em>Sandman</em>) uchodziła za „nie do sfilmowania”. Jednak po sukcesie ekranowych adaptacji <em>Sin City</em> i <em>300</em>, przemysł filmowy coraz śmielej sięga po „trudne” komiksy. Czy słusznie? Po obejrzeniu filmu <em>Watchmen</em> mam mieszane uczucia&#8230;<br />
<span id="more-1111"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>Przewrotnie zacznę od podsumowania recenzji: uważam, że film da się oglądać nie ze względu na efekty wizualne (które są całkiem znośne), ale ze względu na rewelacyjną fabułę napisaną przez Alana Moore&#8217;a. I nie wiem, czy jest to pochwała, czy nagana dla filmu&#8230;</p>
<p><strong>Komiks</strong><br />
<em>Watchmen</em> to historia przewrotna. Opowiada o superbohaterach&#8230; bez superbohaterów. Alan Moore wymyślił alternatywną historię USA, która „oddziela się” od tej, którą znamy zaraz po drugiej wojnie światowej. W świecie <em>Strażników</em> mamy rok 1985 (seria komiksowa ukazała się na przełomie 1986 i 1987 roku, więc historia pokazuje „współczesność”), prezydentem nadal jest Nixon, a USA po drodze wygrały wojnę w Wietnamie. Zimna wojna trwa w najlepsze, a wokoło panuje ogólny strach przed nuklearną zagładą. Rosjanie zgromadzili rekordowy arsenał nuklearny, aby obronić się przed potężną bronią USA: super-człowiekiem o kryptonimie Doktor Manhattan.</p>
<p>Doktor Manhattan to nazwa wymyślona przez speców od PR amerykańskiego rządu, ma przypominać o słynnym „Projekcie Manhattan” z czasów drugiej wojny światowej (w ramach tego projektu USA opracowały bombę atomową). A kim naprawdę jest Doktor Manhattan? To fizyk, Jonathan Ostermann, który uległ wypadkowi w laboratorium. Potrafi siłą woli zmieniać strukturę atomów, co czyni go praktycznie wszechpotężnym.</p>
<p>Poza Doktorem Manhattanem, powojenna historia USA przedstawiona w <em>Watchmen</em> jest wypełniona innymi „superbohaterami”. Piszę to w cudzysłowiu, ponieważ Alan Moore w perwersyjny sposób przekręcił w swojej historii archetyp superbohatera, którym przez 40 lat karmiły nas amerykańskie komiksy. Zamaskowani mściciele Moore&#8217;a to zwykli ludzie bez żadnych super-mocy, którzy po prostu postanowili wziąć prawo w swoje ręce. Słowo „zwykli” też należałoby ująć w cudzysłów&#8230; Ich motywy były różne: jedni byli policjantami i chcieli „dokończyć sprawy” tam, gdzie prawo nie sięgało. Inni, jak Rorschach (którego oczami widzimy całą tę historię) byli socjopatami z „poczuciem misji” – leczyli świat nie oglądając się na koszty. Jeszcze inni, jak Komediant, byli po prostu sadystami, którzy dzięki maskom mogli dać upust swoim niezdrowym fantazjom i żądzom.</p>
<p>Esencją <em>Watchmen</em> są właśnie „ludzkie” losy bohaterów. Wielu przed Moorem próbowało „humanizować” Batmana czy Supermana, jednak nikomu nie udało się pokazać „życia bez maski” tak dobrze jak Alanowi Moore&#8217;owi. Historia ta jest okrutna, naturalistyczna, dla niektórych może nawet za bardzo. Ale przez to jest prawdopodobna. Zamknięty w więzieniu Rorschach, który krzyczy do żądnych zemsty przestępców (których wcześniej sam tu osadził) „To nie ja jestem tu zamknięty z wami, to wy jesteście zamknięci ze mną” jest o wiele bardziej wiarygodny od Bruce&#8217;a Wayne&#8217;a, który w <em>Batman. Początek</em> ćwiczy wytrzymałość w dalekowschodnim więzieniu&#8230;</p>
<p>Co jeszcze wyróżnia <em>Watchmen</em>? Narracja, której niestety nie dało się przenieść do filmu. Poza dziennikiem Rorschacha (który w filmie się ostał) o alternatywnej rzeczywistości dowiadujemy się z powtykanych między karty komiksu wycinków z gazet, fragmentów książek i rozpraw naukowych. Jest tam także ciekawy eksperyment „równoległej narracji”. W pewnym momencie dostajemy do przeczytania&#8230; historię o piratach (którą jeden z bohaterów <em>Strażników</em> czyta pod kioskiem z gazetami). Wydarzenia z pirackiej historii pozwalają nam spojrzeć z innej perspektywy na to, co dzieje się równolegle w komiksie. Nie muszę chyba dodawać, że w filmie nie ma po tym eksperymencie śladu (chłopak czytający piracką historię pojawia się na chwilę, ale nic nie mówi, nic nie czyta).</p>
<p><strong>Film</strong><br />
Co zatem pozostaje w filmie, po zabraniu eksperymentów narracyjnych i wątków pobocznych? Główna historia. Działania zamaskowanych mścicieli zostały zdelegalizowane tzw. ustawą Keene&#8217;a. Niektórzy z nich przeszli na emeryturę i prowadzą normalne życie. Kilku z nich ujawniło swoją tożsamość, jeden zbił na tym fortunę. Jeszcze inni działają nadal, tyle że pod skrzydłami rządu (wśród nich jest Komediant oraz Doktor Manhattan). Rorschach jako jedyny zdecydował się kontynuować działalność, jest zatem oficjalnie poszukiwany przez policję&#8230; Tyle tła.</p>
<p>Fabuła zaczyna się od tajemniczego morderstwa: ktoś morduje Komedianta, a Rorschach postanawia znaleźć zabójcę. W poszukiwania wciąga dawnego partnera, Dana Dreiberga (w czasach bohaterów występował pod pseudonimem Night Owl, nie ujawnił swojej tożsamości) oraz Adriana Veidta (będąc bohaterem przedstawiał się jako Ozymandiasz, ujawnił swoją tożsamość i zbił na tym fortunę). Próbuje też wciągnąć Dra Manhattana oraz jego dziewczynę, Laurie (Silk Spectre), ale oni mają własne problemy&#8230;</p>
<p>Motywy zabójstwa okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż Rorschach był w stanie podejrzewać&#8230;</p>
<p>Co o filmie? Jest&#8230; poprawny. Nakręcony przez Zacka Snydera (który wcześniej popełnił wizjonerskie <em>300</em>), jest wierną adaptacją komiksu. Aż tyle i tylko tyle. Aż tyle, bo komiks rzeczywiście ciężko przenieść na ekran. Tylko tyle, bo nie wniósł nic, co warto byłoby wspominać&#8230;</p>
<p>Jeśli więc wybierasz się na film, a wcześniej nie czytałeś <em>Watchmen</em>, nie spodziewaj się za wiele. Film jest długi (komiks składał się z 12 części), wizualnie efektowny, ale nie jest to fajerwerk w rodzaju <em>300</em>. Jeśli zaś czytałeś komiks, obejrzysz po prostu sprawną ekranizację. Bez niespodzianek, wierną oryginałowi. I dobrze :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/watchmen-straznicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>300: o komiksie i jego adaptacji</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/300-o-komiksie-i-jego-adaptacji/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=300-o-komiksie-i-jego-adaptacji</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/300-o-komiksie-i-jego-adaptacji/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Apr 2007 13:39:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>
		<category><![CDATA[Komiksy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/633/</guid>
		<description><![CDATA[Film &#8222;300&#8243; przetoczył się głośnym echem zarówno po blogosferze, jak i salach kinowych. Chciałem przeczekać nieco ten &#8222;hype&#8221; i napisać własną recenzję. Nie tylko z filmu, ale także komiksu, który posłużył za jego podstawę. Zacznijmy może od tego, że jestem wielkim fanem amerykańskiego komiksu. A nie da się mówić o amerykańskim komiksie bez Franka Millera, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Film &#8222;300&#8243; przetoczył się głośnym echem zarówno po blogosferze, jak i salach kinowych. Chciałem przeczekać nieco ten &#8222;hype&#8221; i napisać własną recenzję. Nie tylko z filmu, ale także komiksu, który posłużył za jego podstawę.<br />
<span id="more-633"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>Zacznijmy może od tego, że jestem wielkim fanem amerykańskiego komiksu. A nie da się mówić o amerykańskim komiksie bez Franka Millera, toteż jego dzieła od dawna zalegają na moich półkach. Od &#8222;Powrotu mrocznego rycerza&#8221; (który ukazał się w ostatnich latach w Polsce) przez &#8222;Elektrę&#8221; (jedna część ukazała się u nas na początku lat dziewięćdziesiątych) i &#8222;Ronina&#8221; (nikt nie pokusił się o sprowadzenie tego dzieła do Polski, a szkoda, bo to jeden z najlepszych komiksów Millera) po &#8222;Sin City&#8221; (które &#8212; po ekranizacji &#8212; zapoczątkowało &#8222;milleromanię&#8221;). Jednak &#8222;300&#8243; w mojej kolekcji do tej pory nie było. Dlaczego?</p>
<p>W dużym skrócie dlatego, że sam komiks jest &#8212; jak na millerowskie standardy &#8212; po prostu przeciętny. Historia bohaterskiej bitwy w wąwozie pod Termopilami nie ma ani dusznej narracji, z której zasłynął Miller w &#8222;Powrocie mrocznego rycerza&#8221; i którą doprowadził do perfekcji w &#8222;Sin City&#8221;, ani nowatorskiej kreski, która ujawnia jego fascynację kulturą Wschodu (podziwiam ją do dziś w &#8222;Elektrze&#8221; czy &#8222;Roninie&#8221;), ani unikatowej historii. Wprost przeciwnie &#8212; narracja jest zwięzła, kreska pozbawiona artyzmu (ma co prawda rozpoznawalny styl Millera, ale daleko jej do &#8222;Ronina&#8221;), a historia &#8212; w porównaniu choćby do &#8222;Damulki wartej grzechu&#8221; &#8212; po prostu &#8222;zwykła&#8221;. Wierzcie mi, amerykański komiks ma setki lepszych historii, na które można wydać swoje pieniądze. Co też skwapliwie czyniłem przez ostatnie lata ;-)</p>
<p>Dlaczego zatem film na podstawie przeciętnego komiksu jest tak oklaskiwany? Ano dlatego, że Hollywood, nauczone lekcją &#8222;Sin City&#8221; nareszcie uczy się przenosić komiksy na duży ekran. Komiks to przede wszystkim sztuka graficzna, gdzie nastrój jest budowany przez charakterystyczną kreskę, układ świateł i cieni, dobór koloru. Miliony dolarów wydane na efekty specjalne nie powinny iść w kaskaderskie popisy, a w próbę odtworzenia tego właśnie nastroju. Udało się to pierwszym &#8222;Batmanom&#8221; Tima Burtona (kolejne litościwie pominę), nie udało się przy adaptacji &#8222;Daredevila&#8221; czy &#8222;Elektry&#8221; (na obie te postaci Frank Miller miał przemożny wpływ w komiksowym świecie, jednak nie produkował filmów o nich). </p>
<p>Kiedy pierwszy raz obejrzałem trailer do &#8222;300&#8243;, miałem szczękę na ziemi. Każda scena sfilmowana z pietyzmem, każdy detal służący oddaniu nastroju. Mało kontaktu z rzeczywistością &#8222;filmową&#8221;, dużo bardziej wierny wizji Millera, którą widziałem na kartach komiksu. To wszystko robi wrażenie, naprawdę. Teraz jedynym zadaniem twórców filmu było &#8222;poszerzenie&#8221; trailera w taki sposób, żeby owa plastyczność rozciągnęła się na cały film. Udało im się. Film &#8212; jak przeczytałem w którejś recenzji &#8212; dorównuje trailerowi.</p>
<p>Film w dużym skrócie to 130% komiksu. Dlaczego 130%? Ponieważ sceny i dialogi przeniesiono żywcem z kart dzieła Millera, dodając co nieco od siebie. I to &#8222;co nieco&#8221; &#8212; muszę powiedzieć &#8212; zaniża poziom prostej i jasnej fabuły. W komiksie żołnierze Leonidasa maszerują ze Sparty do wąwozu Termopile, tam walczą i giną. Akcja nie wraca już do Sparty. W filmie próbowano dorobić &#8222;drugie dno&#8221;, pokazując łóżkowo-polityczne zagrywki zakulisowe, które rozgrywają się w Sparcie pod nieobecność króla. Po co, pytam się? Żeby na siłę stworzyć współczesną paralelę? Ech, najbardziej widoczne w tym wszystkim było &#8222;na siłę&#8221;. Przykro mi&#8230;</p>
<p>Pod względem wizualnym film jest naprawdę dopracowany do ostatniego szczegółu. Jak wspomniałem wyżej, wierność rzeczywistości (zarówno tej historycznej, jak i filmowej) nie była priorytetem twórców &#8212; i bardzo dobrze. Krytycy filmu podnosili głosy, że prawda historyczna jest zakłamana, że film nie jest realistyczny. Cóż, gdybym chciał film realistyczny, poszedłbym na &#8222;Nad Niemnem&#8221;. Tu dostałem fabułę osnutą wokół jakiejś tam rzezi, podaną w bardzo atrakcyjny wizualnie sposób. Nie spodziewałem się niczego więcej i nie zawiodłem się. Do tego zamiast &#8222;atrakcyjnie wizualnie&#8221; dostałem &#8222;bardzo atrakcyjnie wizualnie&#8221;, więc tym bardziej byłem zadowolony :-)</p>
<p>Podsumowując: jeśli spodziewasz się współczesnych odniesień w filmie luźno opartym na starożytnej historii, zawiedziesz się. Jeśli spodziewasz się głębszych rozważań na temat dobra, zła, wojny, pokoju itp. &#8212; zawiedziesz się. Jeśli jednak podobała Ci się &#8222;lekka&#8221; (w sensie braku odniesień do poważnych problemów) fabuła komiksu, urzekł Cię jego nastrój &#8212; nie możesz przegapić tego filmu. Aż tyle i tylko tyle&#8230;</p>
<p><em>Film nie zrobił na mnie wrażenia takiego jak &#8222;Sin City&#8221;. Tak samo, jak wcześniej nie kupiłem komiksu, tak dwa razy się zastanowię, czy zainwestować w DVD do mojej &#8222;komiksowo-adaptacyjnej&#8221; kolekcji. Ale do obejrzenia jeden raz &#8212; w sam raz.</p>
<p>A w Wikipedii właśnie przeczytałem, że na fali &#8222;milleromanii&#8221; szykuje się adaptacja &#8222;Ronina&#8221;. To, proszę państwa, dopiero będzie COŚ :-)</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/300-o-komiksie-i-jego-adaptacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Bones&#8221; dziś o 22:00 w TV4</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/bones-dzis-o-2200-w-tv4/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=bones-dzis-o-2200-w-tv4</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/bones-dzis-o-2200-w-tv4/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Mar 2007 20:32:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/621/</guid>
		<description><![CDATA[Zawiadamiam trochę późno, ale dopiero udało mi się zajrzeć w gazetę z programem. TV4 emituje dziś pierwszy odcinek serialu, od którego jestem dosłownie uzależniony &#8212; &#8222;Bones&#8221;. Tytuł jest pseudonimem dr Temperance Brennan, więc przetłumaczenie go jako &#8222;Kości&#8221; jest dość niefortunne. O czym jest serial i dlaczego go tak lubię? Dr Brennan jest antropologiem, szefową specjalnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://image.com.com/tv/images/processed/photo_viewer/7c/09/12309.jpg" alt="Bones Logo" align="left" />Zawiadamiam trochę późno, ale dopiero udało mi się zajrzeć w gazetę z programem. TV4 emituje dziś pierwszy odcinek serialu, od którego jestem dosłownie uzależniony &#8212; &#8222;Bones&#8221;. Tytuł jest pseudonimem dr Temperance Brennan, więc przetłumaczenie go jako &#8222;Kości&#8221; jest dość niefortunne.<br />
<span id="more-621"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>O czym jest serial i dlaczego go tak lubię? Dr Brennan jest antropologiem, szefową specjalnej komórki uniwersytetu Smithsonian, która pomaga FBI rozwiązywać sprawy, w których tradycyjne laboratoria kryminalistyczne nie dają sobie rady (głównie dlatego, że ciała są zbyt stare, by identyfikować je tradycyjnymi metodami, pozostaje patrzenie na tytułowe kości, w czym dr Brennan jest niezastąpiona). Mamy zatem zagadki kryminalne na wzór CSI (drugi z moich ulubionych seriali). </p>
<p>Różnica polega na humorze i budowaniu postaci. Dr Brennan nie występuje w serialu sama &#8212; towarzyszy jej agent FBI Seely Booth (od początku coś między nimi iskrzy, choć oboje się do tego nie przyznają) oraz zespół antropologów, oderwanych od rzeczywistości naukowców (Booth nazywa ich &#8222;squints&#8221;), którzy być może doskonale orientują się w swojej pracy, ale nie dają sobie rady w &#8222;realnym życiu&#8221;. Problem ten dotyczy również dr Brennan.</p>
<p>Każdy odcinek to nowa zagadka, jednak w miarę rozwoju akcji (w USA emitowana jest już druga seria), dowiadujemy się coraz więcej o poszczególnych postaciach, o ich przeszłości i aktualnych problemach. </p>
<p>Serial łączy w sobie sporą dawkę humoru (nieco innego, niż ironia prezentowana w <em>CSI</em>), akcji i kryminalnych zagadek. Doskonała mieszanka jak dla mnie. </p>
<p>Odcinek 1 pierwszej serii możemy zobaczyć dziś w TV4. Polecam :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/bones-dzis-o-2200-w-tv4/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>34</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Casino Royale &#8212; Bond jak nie Bond</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/casino-royale-bond-jak-nie-bond/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=casino-royale-bond-jak-nie-bond</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/casino-royale-bond-jak-nie-bond/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Nov 2006 09:14:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/595/</guid>
		<description><![CDATA[O tym, że 21. film z agentem 007 będzie różny od pozostałych wiedzieliśmy już od dawna. Pytania, które należałoby zadać to: jak bardzo będzie różny? I czy ta różnica spodoba się fanom Jamesa Bonda? Po wczorajszym pokazie przedpremierowym (o godz. 0:07) mogę powiedzieć: mnie się podobało. Kolejne filmy z Piercem Brosnanem zaczynały przypominać już ewolucję [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.moviegoods.com/Assets/product_images/1000/393540.1000.A.jpg" alt="Casino Royale" align="right" />O tym, że 21. film z agentem 007 będzie różny od pozostałych wiedzieliśmy już od dawna. Pytania, które należałoby zadać to: jak bardzo będzie różny? I czy ta różnica spodoba się fanom Jamesa Bonda? Po wczorajszym pokazie przedpremierowym (o godz. 0:07) mogę powiedzieć: mnie się podobało.<br />
<span id="more-595"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>Kolejne filmy z Piercem Brosnanem zaczynały przypominać już ewolucję Bondów za czasów Rogera Moore&#8217;a &#8212; coraz więcej gadżetów, coraz więcej wybuchów, więcej nieprawdopodobnych scen&#8230; Cykl Moore&#8217;a stworzył konwencję Bonda z przymrużeniem oka, rozwijał się aż do &#8222;Moonrakera&#8221;, którego akcja działa się w przestrzeni kosmicznej (co w 1979 roku było naprawdę szczytem szczytów) &#8212; trzeba było coś zrobić, aby agent 007 nie stał się parodią samego siebie. Powstały &#8222;For Your Eyes Only&#8221; (z powrotem na ziemi, już bez tak wielu fajerwerków), a potem &#8222;Octopussy&#8221; (znowu niebezpiecznie blisko pastiszu). Ileż można? Rolę Bonda przejął Timothy Dalton, a jego filmy były bardziej realistyczne, dużo bliżej Seana Connery niż Rogera Moore&#8217;a.</p>
<p>Niestety, historia lubi się powtarzać i na scenę wkroczył Pierce Brosnan, a wraz z nim kolejne &#8222;efekciarskie&#8221; Bondy. Jest w tym pewna rozrywka, ale znowu&#8230; ileż można? Niewidzialny samochód i spalanie ziemi promieniami słonecznymi przez satelitę&#8230; Ja miałem trochę dość.</p>
<p>&#8222;Casino Royale&#8221; to odpowiedź na moje (i nie tylko moje pewnie) żale. Pierwsza powieść Iana Fleminga pozwalała na przeprowadzenie &#8222;zupełnie nowego rozdania&#8221; w bondowskiej serii. Gdyby ten film tytułować w konwencji innych hollywoodzkich sequeli, nazywałby się pewnie &#8222;Bond: Początek&#8221; (jak podobne produkcje z Batmanem, teksańską piłą mechaniczną czy innym &#8222;Ringiem&#8221;).</p>
<p>Ekranizacja &#8222;Casino Royale&#8221; autorstwa Martina Campbella nie jest pierwszą &#8212; wcześniej nakręcono ją w 1954 roku jako program telewizyjny, a potem w 1967 roku jako film. Jednak ponieważ nie były to produkcje firmowane nazwiskiem Broccoli, uznaje się je za &#8222;nieoficjalne&#8221; ekranizacje.</p>
<p>Wróćmy jednak do filmu. Pierwszą rzeczą, jaka uderza widza jest absolutne zerwanie z poprzednimi Bondami. Akcja dzieje się współcześnie, ale Bond dopiero zaczyna swoją karierę &#8212; na początku filmu w mrocznej, czarno-białej sekwencji dowiadujemy się, że nie ma jeszcze statusu &#8222;00&#8243;, jest zwykłym agentem MI6. Nic zatem, co działo się w poprzednich dwudziestu filmach nie wpłynie na to, co zobaczymy w &#8222;Casino Royale&#8221;. </p>
<p>Bond grany przez Daniela Craiga ma w sobie niewiele czaru Pierce&#8217;a Brosnana. Wiele osób obawiało się, że Craig nie pasuje do roli Bonda. Mieli rację &#8212; Craig nie pasuje do roli Bonda, jakiego znaliśmy z kilku poprzednich filmów, nie mógłby zagrać bawidamka w smokingu, który z nienaruszoną fryzurą ratuje świat przed super przestępcami. Jednak ten Bond jest inny i śmiem twierdzić, że Pierce Brosnan by tu po prostu nie pasował. Agent 007 w wykonaniu Craiga jest nieociosany, surowy. Daleko mu do dobrych manier i powściągliwości, do której się przyzwyczailiśmy. Czasem bez zastanowienia &#8222;wali w ryj&#8221;, by potem zatrzymać się i pomyśleć, dlaczego. To nieokrzesanie bardzo tu pasuje &#8212; widzimy człowieka z krwi i kości, a nie maszynkę do ratowania świata w imię jej królewskiej mości.</p>
<p>Fabuła. Bond krzyżuje plany &#8222;bankierowi terrorystów&#8221; i pan Le Chiffre traci 100 milionów (które nie należały do niego). Oczywiście terroryści nie dają sobie w kaszę dmuchać (o czym pan Le Chiffre doskonale wie) i będą chcieli pieniądze z powrotem. Pan zatem organizuje w tytułowym Casino Royale grę w pokera (bo jest w tym dobry) o wysokie stawki, mając nadzieję się odkuć na bogatych frajerach. Bond zastępuje jednego frajera i rozpoczyna się gra.</p>
<p>Rolę dziewczyny Bonda gra Eva Green. Jest urzędniczką wysłaną z Ministerstwa Skarbu do pilnowania milionów, którymi 007 obraca w kasynie. Nie ma nic wspólnego z typową bondowską dziewczyną, do jakiej się przyzwyczailiśmy &#8212; nie jest głupia, nie potrafi walczyć, nie lubi Bonda (przynajmniej na początku). Ale to właśnie przed nią James otwiera się bardziej, niż przed kimkolwiek innym, chce dla niej rzucić służbę&#8230; Wątek romantyczny jest bardzo mocno rozwinięty (miejscami ocieramy się o &#8222;zbyt mocno&#8221;), ale jest ważny dla fabuły, więc nie ma co narzekać :)</p>
<p>Kolejnymi zaprzeczeniami w stosunku do mitologii całej serii są: brak gadżetów (Aston Martin bez wmontowanych rakiet ziemia-ziemia się nie liczy), czarny Felix Leiter (którego spotkaliśmy już w innych częściach sagi), brak zakończenia w ramionach kolejnej dziewczyny i brak &#8222;łubu du&#8221; w scenie przed-finałowej&#8230; Pozostał cytat &#8222;My name is Bond. James Bond.&#8221;, ale w miejscu, którego byśmy się nie spodziewali.</p>
<p>Film jest inny. W pozytywnym znaczeniu tego słowa.</p>
<p>Mój komentarz po wyjściu? Szkoda, że film taki jak &#8222;Casino Royale&#8221; można zrobić tylko raz&#8230; Bo nie wyobrażam sobie, aby kolejna fabuła pokazywała znowu taką przemianę Bonda. Agent 007 będzie mroczniejszy, mniej sypiący dowcipami, bliżej życia niż poprzednio, ale to dobrze. &#8222;Casino Royale&#8221; to zmiana na lepsze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/casino-royale-bond-jak-nie-bond/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>32</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Remember, remember the fifth of November</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/remember-remember-the-fifth-of-november/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=remember-remember-the-fifth-of-november</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/remember-remember-the-fifth-of-november/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Nov 2006 19:59:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/592/</guid>
		<description><![CDATA[Dziś będzie rocznicowa recenzja doskonałego filmu: &#8222;V for Vendetta&#8221;. Dlaczego rocznicowa? Tytułowa data 5 listopada gra tutaj bardzo ważną rolę&#8230; A film jest o&#8230; braku tolerancji i straszeniu społeczeństwa, co prowadzi do strasznego totalitaryzmu. Bardzo na czasie. &#8222;V for Vendetta&#8221; to adaptacja komiksu autorstwa Alana Moore&#8217;a, jednego z najlepszych komiksowych scenarzystów naszych czasów (stawiam go [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś będzie rocznicowa recenzja doskonałego filmu: &#8222;V for Vendetta&#8221;. Dlaczego rocznicowa? Tytułowa data 5 listopada gra tutaj bardzo ważną rolę&#8230; A film jest o&#8230; braku tolerancji i straszeniu społeczeństwa, co prowadzi do strasznego totalitaryzmu. Bardzo na czasie.<br />
<span id="more-592"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>&#8222;V for Vendetta&#8221; to adaptacja komiksu autorstwa Alana Moore&#8217;a, jednego z najlepszych komiksowych scenarzystów naszych czasów (stawiam go w jednym rzędzie z Frankiem Millerem). Oryginalnie publikowany jako <em>strip</em> w brytyjskim magazynie <em>Warrior</em> swój pełny kształt uzyskał dzięki firmie DC Comics i ich serii wydawnictw dla dorosłych <em>Vertigo</em>. </p>
<p>Trochę o komiksie, a potem przejdziemy do filmu, ok? Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości w totalitarnej Wielkiej Brytanii. Kiedy komiks publikowano (połowa lat osiemdziesiątych), niedaleką przyszłością był koniec XX wieku. Film powstał w roku 2005, więc &#8222;niedaleka przyszłość&#8221; przesunęła się troszkę dalej&#8230; </p>
<p>Totalitarna Wielka Brytania przypomina bardzo mroczne wizje przedstawione w <em>Roku 1984</em> Orwella &#8212; godzina policyjna, centralny system telewizji, monitorowanie obywateli, patrole policyjne (i &#8222;obywatelskie&#8221;), wszechobecna i wszechwładna bezpieka. To wszystko jest następstwem małej wojny nuklearnej, która zniszczyła większość Europy. Wielka Brytania pozostała neutralna, więc wyszła z niej bez szwanku. Jednak na bazie lęków społeczeństwa, obawy przed nuklearną zagładą, władze zbudowały swoją pozycję, która nie ma nic wspólnego z demokracją.</p>
<p>W takim państwie spotykamy Evey Hammond (Natalie Portman), która wychodzi z domu po godzinie policyjnej i ma nieszczęście natknąć się na &#8222;cywilny patrol&#8221; (tzw. fingermen &#8212; niczym nasze dawne ZOMO). &#8222;Funkcjonariusze&#8221; chcą ją zgwałcić, a dziewczynę ratuje nieznajomy przebrany w czerwony kostium i maskę Guya Fawkesa.</p>
<p><em>Tło historyczne: Guy Fawkes to człowiek, który 5 listopada 1605 roku próbował wysadzić brytyjski parlament (próba zabójstwa króla Jerzego VI), jednak spisek (znany jako Gunpowder Plot) został odkryty i życie Guya zakończył proces, oskarżenie o zdradę stanu i egzekucja.</em></p>
<p>Przebrany mściciel zabiera Evey na dach budynku, gdzie dziewczyna jest świadkiem wysadzenia parlamentu. V (tak nazywa siebie przebrany nieznajomy) tłumaczy dziewczynie, że próbuje stworzyć chaos, aby obywatele przebudzili się z letargu, w który wpędziła ich władza. </p>
<p>Następnym wyczynem V jest przejęcie na chwilę budynku telewizji, skąd nadaje płomienne przemówienie do obywateli, obiecując im zakończenie swojej terrorystyczno-anarchistycznej akcji w kolejną Noc Guya Fawkesa, w kolejny 5 listopada.</p>
<p>Władze Wielkiej Brytanii, dowodzone przez Adama J. Susan, robią wszystko, by odnaleźć V i powstrzymać go przed sianiem anarchii. Do śledztwa zostaje przydzielony detektyw Eric Finch, który powoli odkrywa straszną prawdę &#8212; nie tylko o tym, kim jest V, ale także o tym, czego dopuścił się Susan by dorwać się do władzy.</p>
<p>Zarówno komiks, jak i film na nim oparty, mają sporo zaskakujących zwrotów akcji, więc nie będę opisywał całej fabuły. Jednak nie zwroty akcji są najważniejsze. Siłą filmu są doskonałe dialogi (przemówienie V w telewizji naprawdę jest porywające, a jego pierwszy monolog to iście teatralny styl) oraz bardzo dokładne przedstawienie procesu, w którym demokracja zmienia się małymi kroczkami w totalitaryzm. Historia dziewczyny zamkniętej w więzieniu za to, że jest lesbijką (brzmi znajomo?), straszenie społeczeństwa wyimaginowanym układem (brzmi znajomo?), powolne zamykanie wolnych mediów&#8230; Ludzie zgadzający się na zabranie im kawałka wolności w zamian za poczucie bezpieczeństwa (realne lub nie), którzy po pewnym czasie budzą się w państwie rządzonym przez reżim policyjny&#8230;</p>
<p>Film jest doskonale zrealizowany &#8212; V jest postacią bardzo dramatyczną (w teatralnym sensie tego słowa) i tak też wygląda w filmie, proces &#8222;przebudzenia sumienia&#8221; Evey jest przekonująco zagrany, a akcja jest wartka. Nie zdradzę Wam wszystkich szczegółów, ale naprawdę go polecam. Zwłaszcza, przed wyborami samorządowymi ;)</p>
<p><em>A zdanie &#8222;Remember, remember the fifth of November&#8221; będzie Wasz prześladować jeszcze długo :)</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/remember-remember-the-fifth-of-november/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>40</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Samotność w sieci</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/samotnosc-w-sieci/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=samotnosc-w-sieci</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/samotnosc-w-sieci/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Sep 2006 17:25:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/573/</guid>
		<description><![CDATA[Byliśmy wczoraj z Patrycją na uroczystej premierze w Heliosie. Premiera z udziałem głównych aktorów (Chyra, Cielecka), reżysera i autora książki. Nic im to nie pomoże, zamierzam się popastwić nad tym filmem ;) Książki nie czytałem. Jednak mam kilkoro znajomych, którzy sobie lekturę chwalili. Bilety na premierę dostałem więc, co miałem do stracenia? Niestety &#8212; film [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Byliśmy wczoraj z Patrycją na uroczystej premierze w Heliosie. Premiera z udziałem głównych aktorów (Chyra, Cielecka), reżysera i autora książki. Nic im to nie pomoże, zamierzam się popastwić nad tym filmem ;)<br />
<span id="more-573"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>Książki nie czytałem. Jednak mam kilkoro znajomych, którzy sobie lekturę chwalili. Bilety na premierę dostałem więc, co miałem do stracenia? Niestety &#8212; film jest&#8230; nędzny. Przykro mi, nie znajduję innego określenia. Ale zacznijmy od początku.</p>
<p>Fabuła w skrócie: ona (Cielecka) ma na imię Ewa. Ma męża, od którego &#8222;czuje, że się oddala&#8221;. Zamiast z wyżej wymienionym mężem porozmawiać, pisze do obcego gościa, który obserwuje tę samą aukcję na Allegro (nad product placement będę się pastwił niżej). Ma sens? Nie, ale to dopiero początek. On (Chyra) jest specem od genetyki w Monachium, samotny po tragicznie zakończonej miłości. Na początek ją zbywa, ale baba jest namolna. Nawiązują romans na odległość, piszą sobie o całowaniu nadgarstków. Następnie spotykają się w Paryżu, spędzają ze sobą jedną noc, ona wraca. Zaraz po powrocie mają z mężem wypadek (Bozia ją pokarała za zdradę?), a ona dowiaduje się, że jest w ciąży. Zrywa kontakty z onym. On przeżywa. Przyjeżdża do Warszawy. Ona wychodzi ze szpitala i go nie dostrzega (udaje, zołza). On załamany. On oddaje się karierze. Ona przychodzi na jego wykład. On się cieszy. Koniec.</p>
<p>WTF? Gdzie tu jakiś logiczny początek? Gdzie koniec? Za kulminację uznaję wspólną noc w Paryżu, ale gdzie reszta? Nie wiem, o czym była książka, ale jeśli o tym, to &#8212; wybaczcie &#8212; mnie nie zachwyca. Film podobno wzrusza. Mnie nie wzrusza. A ponieważ był kręcony bardzo nieudolnie (o tym za chwilę), film po prostu drażni. Wyszedłem z poczuciem zmarnowanego czasu.</p>
<p>Scenariusz ma potworne dziury. Kiedy ona wyjeżdża do Paryża, to w hotelu (całkiem niezłym zresztą) nie ma stanowiska z internetem. Żeby napisać maila, trzeba go&#8230; podyktować recepcjoniście. Odebrane maile recepcjonista drukuje, wkłada do koperty i wsuwa pod drzwiami (ciekawe, czy goście chętnie podają mu loginy i hasła do swoich kont?). Śmieszne? To dopiero początek. Scena w paryskim muzeum, godzina druga po południu (częścią kadru jest olbrzymi zegar na ścianie). W muzeum nie ma żywej duszy&#8230; Alarm przeciwpożarowy? Scena na lotnisku. Lot nr 800 z Nowego Orleanu do Paryża rozbił się nad oceanem, nie przeżył nikt. Ona wchodzi na lotnisko, aby przywitać jego (miał lecieć tym samolotem). Na lotnisku również nie ma żywej duszy, nie ma też śladów paniki, karetek&#8230; Obsługa lotniska mówi jej ściszonym głosem o tragedii, ona rozgląda się, jedna pani mdleje w ramiona sanitariuszy&#8230; Gdzie rodziny 300 ofiar, które były na pokładzie? Tego typu potknięcia zdarzają się co 15 minut&#8230;</p>
<p>Film ma dłużyzny. Czułem się tak, jakbym oglądał trzecią część przygód Kargula i Pawlaka, w której twórcy chwalili się &#8222;kręciliśmy w USA&#8221; (co wtedy rzeczywiście mogło być jakimś osiągnięciem). Sceny kręcone w Nowym Orleanie (Murzyn z furgonetki, który zaczął śpiewać tylko dlatego, że zobaczył kamerę, rozmowa ze sprzątaczką&#8230;) nie miały żadnego umocowania w scenariuszu. Piętnaście minut chwalenia się &#8222;kręciliśmy w Nowym Orleanie&#8221;. To samo w Paryżu (choć już dużo krócej). Lepiej było popracować nad scenariuszem, a nie zapychać dziury krajobrazami&#8230;</p>
<p>Product placement. Sponsorami filmu były: Allegro, Saab, mBank i Wirtualna Polska. W pierwszej scenie miałem ochotę pochwalić nowatorski product placement &#8212; reklama mBanku dyskretnie wmontowana w szybko migające światła Warszawy. On i ona licytują na Allegro ten sam obraz&#8230; Niestety, potem było znacznie gorzej. Panorama Warszawy z wieżowcami i jedynym na nich napisem: mBank (jest taki wieżowiec w ogóle?). Ona melduje się w paryskim hotelu i mówi: &#8222;oto potwierdzenie przelewu z mBanku&#8221;. Kogo w Paryżu (czy gdziekolwiek indziej) obchodzi, jaki bank zrobił przelew? Reklamy Allegro i mBanku są też na screen saverach w kafejce internetowej (sam pomysł na reklamę fajny, ale czy jest realizowany naprawdę? W filmie wygląda sztucznie). W Paryżu oni spotykają się na lotnisku. Padają sobie w ramiona i idą na romantyczną kolację. Potem, nieźle już wstawieni, spacerują nocą po Paryżu, dobierając się do siebie. Nagle w następnej scenie jadą kabrioletem Saaba do hotelu. Skąd wzięli kabriolet w środku nocy? Ktoś im wypożyczył? Pijanym? Rano on zapala papierosa w samochodzie, dach chowa się do bagażnika. Scena trwa dwie minuty&#8230; Litości&#8230;</p>
<p>Sprawa ostatnia: komputery. Film, który ma ambicje stać się kultowym romansidłem polskich internautów (ciśnie się na usta &#8222;pokolenia Neostrady&#8221;) powinien &#8222;wirtualną rzeczywistość&#8221; oddawać w miarę wiernie. Nic z tych rzeczy. Ona ma pecetowego laptopa (i kafejki internetowe z Windows, a w pracy pecety z KDE), on ma PowerBooka w torbie, iMac-a G4 (lampka) w domu i PowerMaca w pracy. Wszyscy do odbierania poczty używają&#8230; Apple Mail. Rozumiem, że program jest świetny, ale nie portowano go jeszcze na Windows ;) To samo komunikator: oboje używają Spika (Wirtualna Polska też była sponsorem filmu). Na stronie Spika nie ma niestety klienta na Maca :( On ma stronę internetową (we Flashu) zabezpieczoną hasłem. Ona prosi kolegę, aby napisał jej&#8230; program do włamywania się na tę stronę. Ona uruchamia program w kafejce z płyty CD, a program po jednej literce łamie hasło. On wysyła maila, którego nie chciał wysłać. On dzwoni do kolegi i&#8230; prosi o usunięcie wysłanego już maila. Kolega w tym celu kładzie serwer firmowy u niej w firmie. U mnie, kiedy nie ma połączenia z serwerem, wyświetla się krótki komunikat. U niej wyskakuje okienko wielkie niemal na cały ekran i przewija się w nim lista plików z katalogu Windows (na komputerze jest Linuks i KDE). I tak dalej&#8230; </p>
<p>Film obejrzałem z bólem. W połowie bardzo już żałowałem, że nie przeczytałem książki, bo przynajmniej wiedziałbym, ile czasu zostało do końca (po fabule nie dało się takich wniosków wyciągnąć). Rekomendacja? Omijać szerokim łukiem&#8230;</p>
<p><em>Osobisty smaczek: poprzednia miłość onego, grana przez Grochowską, mieszka w starym mieszkaniu z matką (Anna Dymna). Sceny w tym mieszkaniu były kręcone we Wrocławiu, na ul. Norwida, dokładnie naprzeciwko starej siedziby MIDEA. Przez okna z mieszkania Natalii widać właśnie nasze byłe biuro ;))</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/samotnosc-w-sieci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>255</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wierność marce: tej historii lepiej nie opowiadać</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/wiernosc-marce-tej-historii-lepiej-nie-opowiadac/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wiernosc-marce-tej-historii-lepiej-nie-opowiadac</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/wiernosc-marce-tej-historii-lepiej-nie-opowiadac/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Jul 2006 08:45:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[01. Marketing & branding]]></category>
		<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/552/</guid>
		<description><![CDATA[Bohater opowieści czy legendy to taka starodawna marka &#8212; niósł ze sobą pozytywne (bądź negatywne) skojarzenia, ludzie chcieli się z nim utożsamiać, jego sława sięgała tam, gdzie nigdy nie był&#8230; W dzisiejszych czasach niewiele się zmieniło &#8212; James Bond czy Indiana Jones są traktowani jak marki, a ich wizerunki są budowane takimi samymi technikami. Jednak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bohater opowieści czy legendy to taka starodawna marka &#8212; niósł ze sobą pozytywne (bądź negatywne) skojarzenia, ludzie chcieli się z nim utożsamiać, jego sława sięgała tam, gdzie nigdy nie był&#8230; W dzisiejszych czasach niewiele się zmieniło &#8212; James Bond czy Indiana Jones są traktowani jak marki, a ich wizerunki są budowane takimi samymi technikami. Jednak nie wszyscy twórcy filmów o bohaterach zdają sobie z tego sprawę&#8230;<br />
<span id="more-552"></span><br />
<script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-8962081979829958";
google_ui_features = "rc:0";
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
google_ad_format = "468x60_as";
google_ad_type = "text_image";
google_alternate_ad_url = "?adsensem-benice=468x60";
google_color_border = "FFFFFF";
google_color_bg = "FFFFFF";
google_color_link = "0000FF";
google_color_text = "000000";
google_color_url = "";

//--></script>
<script type="text/javascript" src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js"></script>
</p>
<p>Dziedzictwo marki (w naszym przypadku filmowego bohatera) ma olbrzymi wpływ na jego postrzeganie. Indiana Jones to przygody ze sporą dawką humoru i akcji. James Bond to piękne kobiety, gadżety i ratowanie świata, Hercules Poirot to wolno sunąca akcja i błyskotliwe rozwiązywanie zagadek&#8230; Takich bohaterów znamy i takimi ich lubimy. Jakakolwiek wolta może być opłakana w skutkach.</p>
<p>Dlaczego o tym piszę? Wczoraj oglądałem najnowszą (no, już kilkuletnią) ekranizację przygód jednego z takich bohaterów: Arsene Lupin, włamywacz-dżentelmen. Tak jak dziesiątki razy wcześniej spodziewałem się inteligentnej intrygi kryminalnej, spektakularnych acz dyskretnych włamań i brylowania włamywacza wśród francuskiej <em>society</em>&#8230;</p>
<p>Co dostałem? Historię o nieśmiertelnej hrabinie, zemście za zabójstwo ojca i ratowanie Francji przed spiskiem rojalistów. Co jest? Gdybym chciał oglądać coś takiego, obejrzałbym jakichś &#8222;Podrasowanych Trzech Muszkieterów&#8221;!</p>
<p>Jako konsument jestem zawiedziony. Tak samo czułbym się, gdyby ktoś zaserwował mi odcinek Bonda z fabułą rodem z kina moralnego niepokoju. Niektórych historii bohater po prostu nie powinien firmować&#8230;</p>
<p>Tak samo czułbym się, gdybym zobaczył sportowego roadstera marki Volvo czy rodzinnego vana marki Harley Davidson&#8230; To nie jest to, czego oczekują wierni marce odbiorcy. Oczywiście nie oznacza to, że marka ze swoim wizerunkiem ma stać w miejscu. Powinna ewoluować, ale stopniowo, pozostawiając swoje kluczowe wartości (<em>core values</em>) nienaruszone. Taki Bond na przykład (skoro już jesteśmy w świecie filmowych bohaterów) zmieniał się na przestrzeni lat. Ale w każdym filmie oczekujemy gadżetów, wybuchów i zabawnej konwersacji z Q. Bez tego &#8222;to nie Bond&#8221;.</p>
<p><strong>Wierność marce</strong> to jeden z bardzo ważnych aspektów zarządzania nią. Tworząc wizerunek firmy i produktu nie warto przyjmować ślepo każdej oferty reklamowej, sponsorować każdej głośnej akcji, łapać każdej okazji. To bardzo prosty sposób do osiągnięcia &#8222;miałkości i nijakości&#8221;. Tak jak pisałem <a href="http://paweltkaczyk.com/?p=435">kiedyś</a>, <strong>to, czego nie robimy jest równie ważne jak to, co robimy</strong>. Pamiętajmy o tym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/wiernosc-marce-tej-historii-lepiej-nie-opowiadac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Harry Potter i Czara Ognia</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/harry-potter-i-czara-ognia-2/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=harry-potter-i-czara-ognia-2</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/harry-potter-i-czara-ognia-2/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Nov 2005 19:42:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/378/</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli szukasz recenzji książki, to zajrzyj tutaj: &#8222;Harry Potter i czara ognia&#8222;. Dziś będzie o filmie, na który wybraliśmy się z Patrycją w sobotę. Może jednak najpierw kawałek o książce :) Ze wszystkich Potterów, które dotychczas ukazały się w Polsce, właśnie Harry Potter i czara ognia ma &#8212; moim zdaniem &#8212; najciekawszą fabułę. Jest już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli szukasz recenzji książki, to zajrzyj tutaj: &#8222;<a href="http://paweltkaczyk.midea.pl/115/">Harry Potter i czara ognia</a>&#8222;. Dziś będzie o filmie, na który wybraliśmy się z Patrycją w sobotę.<br />
<span id="more-378"></span><br />
Może jednak najpierw kawałek o książce :) Ze wszystkich Potterów, które dotychczas ukazały się w Polsce, właśnie <em>Harry Potter i czara ognia</em> ma &#8212; moim zdaniem &#8212; najciekawszą fabułę. Jest już wystarczająco mroczna, aby wciągnąć nie tylko nastolatków, a jednocześnie pełna przygód. Doskonale nadaje się do sfilmowania &#8212; wystarczy dokładnie opisać akcję, napakować efektami specjalnymi i hit mamy gotowy.</p>
<p>I tak &#8212; moim zdaniem &#8212; potraktowano ekranizację. Mnóstwo uproszczeń, skupienie się na najbardziej &#8222;efekciarskich&#8221; momentach, reszta &#8222;po łebkach&#8221;. Trzeba oddać twórcom sprawiedliwość &#8212; kolejne tomy Harry&#8217;ego Pottera są coraz grubsze i nie da się upchnąć wszystkiego w 2-godzinnym filmie. Ale mogli postarać się lepiej&#8230;</p>
<p>Siłą rzeczy porównuję <em>Czarę ognia</em> z jej poprzednikiem, <em>Więźniem Azkabanu</em> i porównanie to wypada niezmiennie na korzyść trzeciej części, nakręconej przez Cuarona. Tam rzeczywiście czuć było atmosferę podejrzeń, mroczności. Film Newella to fajerwerk wizualny, ale napięcie &#8222;gdzieś pomiędzy&#8221; się po prostu gubi.</p>
<p>Nie znaczy to oczywiście, że źle się bawiłem. Wprost przeciwnie &#8212; to najbardziej &#8222;komediowa&#8221; część przygód młodego czarodzieja, uśmiałem się do rozpuku. Szkoda, że cały ten humor upakowano w jednej, środkowej części filmu &#8212; przydałby się do rozładowywania atmosfery również w innych miejscach.</p>
<p>Zachwyca za to Ralph Fiennes jako odrodzony Lord Voldemort. Pomimo tego, że gra tylko kilkanaście ostatnich minut, budzi przerażenie jak nikt do tej pory. Doskonały wybór :)</p>
<p>Ogólnie: spodziewałem się czegoś mroczniejszego &#8212; książki z każdym tytułem są coraz bardziej przerażające &#8212; ale nie znaczy to wcale, że źle się bawiłem. Filmowi na pewno brakuje klimatu, który udało się osiągnąć Cuaronowi w poprzedniej części, ale zarówno miłośnicy młodego czarodzieja, jak i wielbiciele efektów specjalnych znajdą coś dla siebie :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/harry-potter-i-czara-ognia-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Team America &#8212; rozrywka dla anglistów</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/team-america-rozrywka-dla-anglistow/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=team-america-rozrywka-dla-anglistow</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/team-america-rozrywka-dla-anglistow/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Aug 2005 17:37:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/?p=246</guid>
		<description><![CDATA[Najnowszy film twórców South Parku &#8212; Team America &#8212; dystrybuowany jest w Polsce z pominięciem sieci kinowej. Czyżby pełnometrażowy South Park nie przyniósł oczekiwanych zysków? Szkoda, bo film uważam za rewelacyjny. Trey Parker i Matt Stone tym razem zrezygnowali z oszczędnej animacji na rzecz kukiełkowego widowiska. Chciałbym jednak przestrzec tych, którzy spodziewają się (tak jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Najnowszy film twórców <em>South Parku</em> &#8212; <a href="http://www.apple.com/trailers/paramount/team_america/">Team America</a> &#8212; dystrybuowany jest w Polsce z pominięciem sieci kinowej. Czyżby pełnometrażowy <em>South Park</em> nie przyniósł oczekiwanych zysków? Szkoda, bo film uważam za rewelacyjny.<br />
<span id="more-246"></span><br />
Trey Parker i Matt Stone tym razem zrezygnowali z oszczędnej animacji na rzecz kukiełkowego widowiska. Chciałbym jednak przestrzec tych, którzy spodziewają się (tak jak ja się spodziewałem) &#8222;przedstawienia scenicznego&#8221; typu <em>Muppet Show</em> &#8212; bardzo się zdziwicie. Zdjęcia z udziałem kukiełek są wykonane rewelacyjnie &#8212; mroczne postaci wyłaniają się z ciemnych zaułków, postaci strzelają z karabinów, latają samolotami. Wszystko jak w &#8222;prawdziwym&#8221; filmie.</p>
<p>Fabuła &#8212; jak zwykle u Parkera i Stone&#8217;a &#8212; pokazuje poważniejszy problem poprzez bezlitosne prześmiewanie wszystkiego i wszystkich. Tym razem chodzi o hegemonistyczną politykę Stanów Zjednoczonych, które &#8212; nie zważając na głosy innych &#8212; próbuje narzucić światu swój porządek. Tytułowy Team America to specjalna jednostka do walki z terroryzmem, która &#8222;ratuje świat&#8221; (wysadzając przy okazji w powietrze spore jego kawałki), a potem dziwi się, że ludzie nie przyjmują ich z otwartymi rękami i nie dziękują im ze łzami w oczach. </p>
<p>Nie chciałbym wdawać się przy okazji tej recenzji w polityczne spory &#8212; czy takie stanowisko Ameryki jest słuszne, czy nie. Mnie film bawił ze względu na swoje przejaskrawienie, epatowanie patosem czy klisze. Lubię ten typ humoru &#8212; ale nie każdy musi&#8230;</p>
<p>W pierwszej scenie widzimy kilku terrorystów, którzy zamierzają wysadzić w powietrze jakiś zaciszny placyk w Paryżu. Team America powstrzymuje ich, niszcząc przy tym Wieżę Eiffla, Łuk Triumfalny i Luwr oraz równając z ziemią sporą dzielnicę. Na samym początku ginie oczywiście w akcji jeden z &#8222;filarów&#8221; Teamu (tuż po tym, jak się oświadczył innej jego członkini &#8212; genialna klisza). Potem następuje poszukiwanie jego zastępcy (który również ma mroczne sekrety), powolne budowanie zaufania zespołu i przy okazji kolejne ratowanie świata &#8212; tym razem przed knowaniami demonicznego Kim Dzong Ila.</p>
<p>Choć nie tylko przywódcy komunistycznej Korei Północnej się dostało. Jego głównymi sprzymierzeńcami w filmie są&#8230; aktorzy zrzeszeni w Film Actors Guild (Zrzeszeniu Aktorów Filmowych) pod przywództwem Aleca Baldwina.</p>
<p>Cały film jest bardzo mocno naszpikowany odwołaniami do <em>Gwiezdnych Wojen</em>: tawerna terrorystów w Kairze wygląda jak tawerna Mos Eisley z Epizodu IV, a obrady Związku Aktorów Filmowych są stylizowane na posiedzenie senatu Republiki z Epizodów I-III. Mamy też odwołania do <em>Matrixa</em> czy klasycznych westernowych pojedynków w samo południe. Słowem &#8212; dla każdego coś miłego :)</p>
<p>Zawiodłem się trochę na muzyce. W pełnometrażowym <em>South Parku</em> piosenki były naprawdę genialne. W <em>Team America</em> motywem przewodnim jest refren: &#8222;America, fuck yeah&#8221;, który intelektualnie i artystycznie pozostawia nieco do życzenia ;-) Ale jest świetna piosenka miłosna, kpiąca bezlitośnie z filmu <em>Pearl Harbor</em>: słyszymy m.in. &#8222;brak mi ciebie, jak w <em>Pearl Harbor</em> brakowało sensu (&#8230;) potrzebuję cię, jak Ben Afleck lekcji aktorstwa&#8221;. Aha, jest też niezła ballada &#8222;I&#8217;m lonely&#8221; w wykonaniu Kim Dzong Ila.</p>
<p>Brak dystrybucji w sieci kinowej można wyjaśnić m.in. tym, że mnóstwo gagów jest praktycznie niemożliwych (bądź bardzo trudnych) do przetłumaczenia na polski. Dotyczy to także sceny finałowej, w której członek Teamu America wygłasza przemówienie o &#8222;dicks, pussies and assholes&#8221; przed przywódcami świata. Dosłownie podane tłumaczenie (w napisach na DVD) mówio m.in. o &#8222;dupach i fiutach&#8221;, ale nie oddaje to językowych niuansów pierwowzoru. Tak samo skrót Film Actors Guild &#8212; FAG &#8212; tłumaczy się jako slangowy &#8222;pedał&#8221;, w polskim tłumaczeniu przepadł&#8230; Wrażenia z filmu dla osoby nie mówiącej po angielsku na pewno będą dużo gorsze.</p>
<p>Komu polecam? Fanom <em>South Parku</em> na pewno. Jeśli podoba Ci się absurdalny humor rodem z Monty Pythona, również możesz spróbować obejrzeć <em>Team America</em>. Zdecydowanie odradzam na romantyczne randki (choć sceny erotyczne z udziałem kukiełek są naprawdę bardzo śmiałe). Aha, przeciwnicy filmów Michaela Moore&#8217;a na pewno z przyjemnością zobaczą, jak reżyser wysadza się w powietrze w podziemnej bazie Team America ;-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/team-america-rozrywka-dla-anglistow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szeregowiec Dolot</title>
		<link>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/szeregowiec-dolot/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=szeregowiec-dolot</link>
		<comments>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/szeregowiec-dolot/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Aug 2005 16:01:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Tkaczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://paweltkaczyk.com/245/</guid>
		<description><![CDATA[Taki sobie. Nawet opisywać mi się za bardzo nie chce. Historia gołębi pocztowych dostarczających wieści z frontu podczas II Wojny Światowej komedią familijną raczej nie jest. Kilka śmiesznych scen, kilka strasznych scen, a przez większość filmu równina (i to na poziomie poniżej średniej). Madagaskar podobał się dużo bardziej zarówno Bąblowi, jak i mnie. Dolota mogę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Taki sobie. Nawet opisywać mi się za bardzo nie chce. Historia gołębi pocztowych dostarczających wieści z frontu podczas II Wojny Światowej komedią familijną raczej nie jest. Kilka śmiesznych scen, kilka strasznych scen, a przez większość filmu równina (i to na poziomie poniżej średniej). <em>Madagaskar</em> podobał się dużo bardziej zarówno Bąblowi, jak i mnie. <em>Dolota</em> mogę polecić tylko dla tych, którzy nie mają innego wyboru.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://paweltkaczyk.midea.pl/moje-najmojsze/recenzje-filmy/szeregowiec-dolot/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

