The Blog

Analiza: Czym zaskoczy nas Apple A.D. 2009?

Przemówienie Steve’a Jobsa nie otworzy w styczniu wystawy Macworld Expo, zamiast niego wystąpi Phil Shiller, wiceprezes Apple do spraw marketingu. Mało tego, firma z Cupertino ogłosiła, że nie będzie się więcej wystawiać na Macworld. Niektórzy analitycy twierdzą, że przyczyną tego jest pogarszający się stan zdrowia Jobsa (kilka lat temu stoczył walkę z rakiem trzustki). Inni twierdzą, że Apple po prostu nie ma co pokazać, że nimb innowacyjnej firmy powoli odchodzi w niepamięć. Czy na pewno?

Moim zdaniem Apple szykuje się do dużego skoku w nową technologię. Pokażę kilka znaków, które na to wskazują. Pozostaje pytanie: kiedy ujrzy ona światło dzienne? Zakładam, że światowy kryzys mógł w jakimś stopniu wpłynąć planowany czas wprowadzenia tej technologii, ale zobaczymy ją prędzej czy później. Zanim jednak przejdziemy do analizy „znaków”, należy przyjrzeć się rynkowi komputerowemu dzisiaj.

Notebooki i netbooki
Sprzedaż przenośnych komputerów w ostatnich latach rosła o wiele szybciej, niż komputerów stacjonarnych. Laptopy w wielu aspektach dogoniły swoich biurkowych konkurentów, a ostatnio pojawił się nowy trend: netbooki. Ultra-przenośne komputery, które oferują bardzo małą wagę i bardzo długi czas pracy na bateriach, kosztem wydajności czy wygody pracy. Netbooki mają małe ekrany, słabe procesory i ściśnięte klawiatury, ale można w nich pisać maile przez całą drogę pociągiem z Wrocławia do Gdańska. Standardowe laptopy rozładują się po ok. 3 godzinach…

Jeśli nie siedzisz akurat w pociągu z Wrocławia do Gdańska, jest szansa, że siedzisz w biurze. Masz dostęp do stałego zasilania i zależy Ci na wygodzie. Tu netbooki wypadają słabo. Nawet zwykłe laptopy przegrywają na biurku rywalizację ze standardowymi komputerami, wyposażonymi w duży, jasny monitor, pełnowymiarową klawiaturę i mysz oraz szybki procesor (albo dwa, albo trzy, albo cztery…).

Jednak używanie dwóch komputerów jest kłopotliwe: po pierwsze z ekonomicznego punktu widzenia mało się opłaca, po drugie synchronizacja danych, zwłaszcza dla ludzi często podróżujących, to udręka. Dlatego pojawiła się „proteza”: pomysł, aby komputer przenośny przekształcać w biurze w komputer stacjonarny za pomocą stacji dokującej. Można w ten sposób podłączyć do niego standardowy monitor, klawiaturę, mysz…

Większość niedogodności komputera przenośnego znika. Poza jedną, olbrzymią. Energooszczędny procesor nigdy nie będzie mógł konkurować z mocą zasilanych pełnym prądem czterech czy ośmiu rdzeni.

Myślę, że Apple planuje wprowadzenie stacji dokującej (czy może powinienem powiedzieć: modularnego komputera), która… będzie oferowała dodatkową moc obliczeniową, rozmywając granicę pomiędzy komputerem stacjonarnym a przenośnym. Wyobraź sobie: pracujesz w biurze na komputerze takim jak iMac w pełnym komforcie i z pełną prędkością. Kiedy musisz wyjść, wyciągasz tylko to, czego potrzebujesz: zmniejszoną klawiaturę, zmniejszony ekran i… energooszczędny procesor.

Dowody? Jest kilka poszlak, które na to wskazują. Przeanalizujmy je po kolei.

Snow Leopard: system bez nowych funkcji
Kiedy Apple zapowiedział następcę aktualnego systemu operacyjnego Leopard, nazwał go Snow Leopard. Nazwa nieprzypadkowo niewiele różni się od poprzednika, wg samego Apple, system… nie będzie miał wielu nowych funkcji. Główną przesłanką za wprowadzeniem nowego systemu jest optymalizacja i odchudzenie istniejącego kodu. Nie będzie wodotrysków, przynajmniej tych widocznych dla oczu.

Jaka firma inwestuje 18 miesięcy prac w system bez nowych funkcji? Taka, która nie jest jeszcze gotowa pokazać, do czego jej te 18 miesięcy prac będzie potrzebne. Jednak specyfikacja techniczna Snow Leoparda daje nam małą wskazówkę. Nazywa się…

Grand Central
Grand Central to technologia wewnątrz OS X Snow Leopard, która pozwala na rozdzielanie zadań pomiędzy rdzeniami i procesorami na bardzo niskim poziomie. Co to oznacza? Apple przygotowuje optymalizację szybkości działania systemu pod dużą liczbę rdzeni. Jak dużą? Właściwie dowolną. Im więcej procesorów dołożymy do naszego komputera, tym szybciej będą działały programy.

Czytelnicy mniej zainteresowani technikaliami mogą zapytać „A czy dziś nie jest tak, że można dołożyć drugi procesor i komputer będzie działał szybciej?”. Otóż nie. Program działający na komputerze wykonuje pojedyncze zadania na pojedynczym procesorze. Jeśli pojedynczego zadania nie da się rozbić na mniejsze procesy, możemy mieć w obudowie i osiem procesorów, program i tak będzie wykorzystywał tylko jeden. Podział zadań to praca z jednej strony autorów programu (którzy duże zadania rozdzielają na mniejsze, które jednocześnie może wykonywać kilka procesorów), a z drugiej strony praca systemu operacyjnego (który zarządza rozdzieleniem zadań pomiędzy poszczególne procesory). Zatem bez optymalizacji systemy z większą ilością procesorów wcale nie działają szybciej.

OpenCL
Kolejną nowością, którą wprowadzi Snow Leopard (a która będzie się liczyć tylko dla programistów) jest OpenCL, czyli standard, który umożliwi przekazanie części obliczeń z programu komputerowego do procesora graficznego, a nawet… do zewnętrznego procesora.

Co to oznacza w praktyce? Dziś obliczenia, które musi wykonać procesor komputera są wysyłane do procesora komputera (CPU). Tam i tylko tam. Jeśli CPU pracuje na pełnych obrotach, reszta obliczeń musi czekać w kolejce. Jednak w każdym z współczesnych komputerów jest druga, o wiele potężniejsza jednostka obliczeniowa, która na dodatek przez większość czasu się nudzi. To procesor graficzny (GPU), montowany na kartach graficznych. Dziś wysyłane są do niego obliczenia graficzne i nic więcej. Gdyby istniał jednolity język, którym można by opisać, co trzeba policzyć i gdzie oddać wyniki (i gdyby zarówno CPU jak i GPU rozumiały ten język), system operacyjny mógłby wykorzystać drzemiącą w GPU moc do potężnego przyspieszenia naszych „zwykłych” prac.

To, że GPU marnują się we współczesnych komputerach, dostrzegają także inni producenci. Photoshop zaczął wykorzystywać moc GPU od wersji CS4, ale wymagało to tak naprawdę przepisania wnętrza aplikacji od nowa. Dane wysyłane do CPU i GPU to nadal dwa osobne światy. A gdyby tak „wolną moc obliczeniową” zebrać w jedno i pozwolić systemowi operacyjnemu decydować, co policzyć gdzie? To właśnie proponuje OpenCL – język opracowany przez Apple i opublikowany jako otwarty standard.

OpenCL został zaadoptowany przez nVidię (a Apple ostatnio przestawił się z GPU Intela i ATI na nVidię) oraz AMD.

Jednak zastosowania OpenCL nie ograniczają się do wykorzystania GPU. O wiele bardziej interesujące może okazać się… wykorzystanie zewnętrznego CPU. Jeśli tylko dane będą odpowiednio szybko przesyłane w obie strony, możemy do naszego komputera podłączyć moc obliczeniową praktycznie z dowolnej maszyny. Nic nie stoi na przeszkodzie zatem, aby w stacji dokującej zamontować CPU, z którego komputer będzie korzystać, kiedy jest podłączony do sieci. Kiedy go odłączysz, zostawiasz tylko wbudowany, energooszczędny procesor…

Jaki to miałby być procesor? Apple w tej chwili używa w komputerach przenośnych chipów Intela. Jednak firma zainwestowała ostatnio w fabrykę energooszczędnych procesorów. Spekulowano, że będzie produkowała na potrzeby przyszłych iPhone’ów. Ale czy tylko? Czas pokaże…

Monitor i stacja dokująca
Apple DockJak taka stacja miałaby wyglądać? Niemal równo rok temu Sieć obiegła wiadomość o patencie, o jaki wystąpił Apple. Połączenie monitora (który wygląda jak iMac) i stacji dokującej, z której po prawej stronie wysuwa się normalny laptop.

W samym roku 2008 Apple pokazał nowe modele swoich laptopów: MacBooka i MacBooka Pro. Co ciekawe, w obu modelach wszystkie porty zostały przeniesione na lewą stronę. Z kolei napęd szczelinowy wylądował po prawej stronie (wcześniej płyty wysuwały się z przodu), pozostawiając przód komputera praktycznie pusty. Ten design idealnie wpasowuje się w koncepcję „wysuwanego” laptopa. Prawda?

Kiedy?
Wszystko, co napisałem wyżej to oczywiście spekulacje. Ale klocki wydają się układać w logiczną całość, chaotyczne pozornie ruchy (jak zapowiedź systemu operacyjnego bez nowości, czy bardzo lekki redesign MacBooków Pro) stają się częścią jakiegoś większego planu. Plus, proszę pamiętać, firma Steve’a Jobsa od ponad roku nie pokazała właściwie nic nowego – aktualizuje tylko istniejące linie produktów.

Rozmycie granicy pomiędzy komputerem stacjonarnym a laptopem to byłby bardzo ciekawy krok. Pytanie tylko, czy rynek, który pogrąża się w kryzysie, jest gotowy na takie innowacje? Stawiam jednak, że produkt pojawi się w 2009 roku. Wiecie, kiedy Apple wprowadziło najwięcej nowych produktów? W okolicach roku 2003, po pęknięciu „bańki internetowej”. Trzymam kciuki, Apple :)

Tags: , , , , ,

  • http://amag.net.pl amag

    Świetny wpis! Przekonałeś mnie do swojego przypuszczenia o planach Apple.

    Jeśli rzeczywiście Apple wyjdzie z taką technologią w 2009 roku, to Microsoft ze swoim Windows Seven będzie miał poważne problemy w walce o domowych użytkowników. Przerzucenie obliczeń „na zewnątrz” jest bardziej przełomową technologią niż to co proponuje MS- przerzucenie części obliczeń graficznych na procesor. Niestety ale znając życie Apple zaproponuje zaporową cenę za ewentualnego netbooka i za (hmmm…) stację dokującą (? może ktoś zaproponuje dobrą nazwę na to coś? :-)

  • http://amag.net.pl amag

    Świetny wpis! Przekonałeś mnie do swojego przypuszczenia o planach Apple.

    Jeśli rzeczywiście Apple wyjdzie z taką technologią w 2009 roku, to Microsoft ze swoim Windows Seven będzie miał poważne problemy w walce o domowych użytkowników. Przerzucenie obliczeń „na zewnątrz” jest bardziej przełomową technologią niż to co proponuje MS- przerzucenie części obliczeń graficznych na procesor. Niestety ale znając życie Apple zaproponuje zaporową cenę za ewentualnego netbooka i za (hmmm…) stację dokującą (? może ktoś zaproponuje dobrą nazwę na to coś? :-)

  • Reinmar

    Świetny artykuł. Mnie też przekonales ze takie mogą mieć plany. Co wiecej -juz marze o takim komputerze!

  • Reinmar

    Świetny artykuł. Mnie też przekonales ze takie mogą mieć plany. Co wiecej -juz marze o takim komputerze!

  • http://costa.kofeina.net CoSTa

    Ładnie to Pawle podsumowałeś ale ja jednak pozostaję sceptyczny wobec tych pomysłów i przypuszczeń. Sądzę, że jabłku bliżej do modelu Cinema Display robiącego za większy ekran notebooka w domu a nie do idei jakichś wielu procesorów, stacji dokujących itd. Wykorzystanie GPU – jak najbardziej ale nie sądzę, by jabcok zdecydował się na coś więcej, niż sensowne rozszerzenie możliwości Xgrida. Wraz z szybkim USB3 jako magistralą przesyłu danych może to być całkiem proste i eleganckie rozwiązanie dla zastosowań profesjonalnych, w których łączenie kilku i kilkunastu komputerów ma sens. W domu jest to zupełnie zbyteczne a nie oszukujmy się, rozwiązania profesjonalne to tylko część jabłkowego tortu.

    Najprawdopodobniej jabcok zrezygnuje z FireWire na rzecz USB3, będzie jeszcze mocniej wdrażało ideę cloud computingu (bez MobileMe będzie coraz ciężej korzystać z ich komputerów, z których będą znikały porty na rzecz przerzucenia wymiany danych przez sieć), dokona się być może nareszcie zaakceptowanie Blu-raya i być może nareszcie jabłko zacznie przyciągać deweloperów gier i rozrywki (nowe MacBooki to już całkiem sympatyczne maszynki do grania). Bardziej rok 2009 widzę jako kolejne programistyczne nowalijki od Apple i optymalizację rozwiązań już istniejących (co nie oznacza, że nie będzie aktualizacji w sprzęcie, po prostu nie ma zbytnio imo miejsca na rewolucyjne rozwiązania). Wszystko po to, by stworzyć wydajne i spójne środowisko programistyczne podparte w miarę sensownym hardware. Nie zapominaj, że Snow będzie też sporo współdzielił z iPhone OS. I tu raczej widzę drogę rozwoju w najbliższym roku, nie w sprzęcie.

  • http://costa.kofeina.net CoSTa

    Ładnie to Pawle podsumowałeś ale ja jednak pozostaję sceptyczny wobec tych pomysłów i przypuszczeń. Sądzę, że jabłku bliżej do modelu Cinema Display robiącego za większy ekran notebooka w domu a nie do idei jakichś wielu procesorów, stacji dokujących itd. Wykorzystanie GPU – jak najbardziej ale nie sądzę, by jabcok zdecydował się na coś więcej, niż sensowne rozszerzenie możliwości Xgrida. Wraz z szybkim USB3 jako magistralą przesyłu danych może to być całkiem proste i eleganckie rozwiązanie dla zastosowań profesjonalnych, w których łączenie kilku i kilkunastu komputerów ma sens. W domu jest to zupełnie zbyteczne a nie oszukujmy się, rozwiązania profesjonalne to tylko część jabłkowego tortu.

    Najprawdopodobniej jabcok zrezygnuje z FireWire na rzecz USB3, będzie jeszcze mocniej wdrażało ideę cloud computingu (bez MobileMe będzie coraz ciężej korzystać z ich komputerów, z których będą znikały porty na rzecz przerzucenia wymiany danych przez sieć), dokona się być może nareszcie zaakceptowanie Blu-raya i być może nareszcie jabłko zacznie przyciągać deweloperów gier i rozrywki (nowe MacBooki to już całkiem sympatyczne maszynki do grania). Bardziej rok 2009 widzę jako kolejne programistyczne nowalijki od Apple i optymalizację rozwiązań już istniejących (co nie oznacza, że nie będzie aktualizacji w sprzęcie, po prostu nie ma zbytnio imo miejsca na rewolucyjne rozwiązania). Wszystko po to, by stworzyć wydajne i spójne środowisko programistyczne podparte w miarę sensownym hardware. Nie zapominaj, że Snow będzie też sporo współdzielił z iPhone OS. I tu raczej widzę drogę rozwoju w najbliższym roku, nie w sprzęcie.

  • Pingback: blog.fotogenia.info » Czego wam nie życzę…

  • http://web.me.com/heidi17 Heidi

    Pomysł monitora w roli stacji dokującej jest kuszący i genialny w swej prostocie, ale, jako znany w pewnych kręgach zły duch Internetu, nie mogę oprzeć się pokusie, aby nie wsadzić kija w szprychy.

    Po pierwsze, wspomniane przez Ciebie funkcje systemu wymagają, jak mi się zdaje, trochę bardziej bezpośredniego połączenia między procesorami komputera a kartą graficzną i procesorami stacji dokującej niż gniazda, w które wyposażone są macbooki lub macbooki pro. Owszem, zostały owe gniazda przeniesione na lewą stronę, ale wykorzystanie ich do komunikacji między procesorami byłoby, moim zdaniem, nieporozumieniem.

    Pod drugie, nowe notebooki i, co ważniejsze, nowe monitory zostały przedstawione światu raptem w październiku 2008. Monitory, których konstrukcja powoduje, że nadają się one wyłącznie dla nowych macbooków, macbooków air i macbooków pro. Taka stacja dokująca, szczególnie gdyby nie posiadała własnych procesorów, a bazowała co najwyżej na wykorzystaniu GPU, nie byłaby znacznie droższa, o ile w ogóle, niż współcześnie sprzedawane monitory LED Cinema Display. W rezultacie pojawienie się owej stacji dokującej spowodowałoby w praktyce zabicie monitorów LED Cinema Display w formie, w jakiej te monitory są sprzedawane obecnie.

    Dlaczego o tym piszę? Ponieważ nie wydaje mi się, żeby współczesne notebooki Apple umożliwiały konstrukcyjnie zastosowanie stacji dokującej w roli zapasowego źródła mocy obliczeniowej. Apple musiałoby w tym roku zaprezentować zupełnie nowe linie notebooków. O ile jest to nawet możliwe, ponieważ linie notebooków są aktualizowane mniej więcej co pół roku (chociaż są to raczej aktualizacje konfiguracji, niż całej konstrukcji), o tyle musiałaby temu towarzyszyć zmiana linii monitorów, która oznaczałaby koniec modelu LED Cinema Display. A monitory Apple miały do tej pory „żywotność” około dwóch lat.

    Pod koniec roku pojawić się mógłby, moim zdaniem, współczesny LED Cinema Display ze zmienionym sposobem podłączania notebooka z dokiem zamiast kabla, ale, z drugiej strony, takie rozwiązanie pozbawia możliwości korzystania z obu monitorów. Łatwość podłączenia wydaje się być zbyt wysoką ceną za utratę tej funkcji, więc wątpię, aby Apple zdecydowało się na taki krok.

    Reasumując, Twoją stację dokującą z zapasem mocy obliczeniowej widziałbym raczej w okolicach 2010 roku, a może nawet jeszcze później. A w tym roku oczekiwałbym raczej nowości w oprogramowaniu. Na przykład nowe funkcje w iLife ’09 na pewno u paru osób wywołają „ochy i achy”. A półtora roku pracy nad systemem, w którym nie ma nowości, nie oznacza, że owych nowości nie ma. Są, ale ukryte pod widocznymi dla użytkowników i tak lubianymi wodotryskami. Apple doszło do momentu, kiedy musiało zdecydować się na taki krok, ponieważ ich system przestał nadążać za rozwojem sprzętu. I to dobrze, że się na to zdecydowali, bo w końcu to system jest ich najważniejszą bronią.

  • http://web.me.com/heidi17 Heidi

    Pomysł monitora w roli stacji dokującej jest kuszący i genialny w swej prostocie, ale, jako znany w pewnych kręgach zły duch Internetu, nie mogę oprzeć się pokusie, aby nie wsadzić kija w szprychy.

    Po pierwsze, wspomniane przez Ciebie funkcje systemu wymagają, jak mi się zdaje, trochę bardziej bezpośredniego połączenia między procesorami komputera a kartą graficzną i procesorami stacji dokującej niż gniazda, w które wyposażone są macbooki lub macbooki pro. Owszem, zostały owe gniazda przeniesione na lewą stronę, ale wykorzystanie ich do komunikacji między procesorami byłoby, moim zdaniem, nieporozumieniem.

    Pod drugie, nowe notebooki i, co ważniejsze, nowe monitory zostały przedstawione światu raptem w październiku 2008. Monitory, których konstrukcja powoduje, że nadają się one wyłącznie dla nowych macbooków, macbooków air i macbooków pro. Taka stacja dokująca, szczególnie gdyby nie posiadała własnych procesorów, a bazowała co najwyżej na wykorzystaniu GPU, nie byłaby znacznie droższa, o ile w ogóle, niż współcześnie sprzedawane monitory LED Cinema Display. W rezultacie pojawienie się owej stacji dokującej spowodowałoby w praktyce zabicie monitorów LED Cinema Display w formie, w jakiej te monitory są sprzedawane obecnie.

    Dlaczego o tym piszę? Ponieważ nie wydaje mi się, żeby współczesne notebooki Apple umożliwiały konstrukcyjnie zastosowanie stacji dokującej w roli zapasowego źródła mocy obliczeniowej. Apple musiałoby w tym roku zaprezentować zupełnie nowe linie notebooków. O ile jest to nawet możliwe, ponieważ linie notebooków są aktualizowane mniej więcej co pół roku (chociaż są to raczej aktualizacje konfiguracji, niż całej konstrukcji), o tyle musiałaby temu towarzyszyć zmiana linii monitorów, która oznaczałaby koniec modelu LED Cinema Display. A monitory Apple miały do tej pory „żywotność” około dwóch lat.

    Pod koniec roku pojawić się mógłby, moim zdaniem, współczesny LED Cinema Display ze zmienionym sposobem podłączania notebooka z dokiem zamiast kabla, ale, z drugiej strony, takie rozwiązanie pozbawia możliwości korzystania z obu monitorów. Łatwość podłączenia wydaje się być zbyt wysoką ceną za utratę tej funkcji, więc wątpię, aby Apple zdecydowało się na taki krok.

    Reasumując, Twoją stację dokującą z zapasem mocy obliczeniowej widziałbym raczej w okolicach 2010 roku, a może nawet jeszcze później. A w tym roku oczekiwałbym raczej nowości w oprogramowaniu. Na przykład nowe funkcje w iLife ’09 na pewno u paru osób wywołają „ochy i achy”. A półtora roku pracy nad systemem, w którym nie ma nowości, nie oznacza, że owych nowości nie ma. Są, ale ukryte pod widocznymi dla użytkowników i tak lubianymi wodotryskami. Apple doszło do momentu, kiedy musiało zdecydować się na taki krok, ponieważ ich system przestał nadążać za rozwojem sprzętu. I to dobrze, że się na to zdecydowali, bo w końcu to system jest ich najważniejszą bronią.

  • Pingback: Co dalej Apple? « Przem Kalicki - zapiski