Co to jest „backchannel”?
Przy okazji podsumowania konferencji Internet Beta, chciałbym opowiedzieć o nowym zjawisku, zwanym backchannel. W Rzeszowie można je było obserwować szczególnie wyraźnie.
Backchannel to komunikacja uczestników prelekcji, wykładu czy innego spotkania, prowadzona „na żywo”, równolegle do tej prelekcji. Oczywiście w czasie takiego wystąpienia nie można rozmawiać, więc uczestnicy piszą, niejako „za plecami prowadzącego”.
Słuchanie wykładu „wzbogaconego” o backchannel to rewelacyjne przeżycie (pod warunkiem, że widownia jest dojrzała, a nie składa się tylko z gimnazjalistów). W kanale można znaleźć komentarze, dodatkowe informacje, linki. To jak pasek z informacjami znany z TVN24, ale podający dane związane z tym, co się dzieje wokół nas.
Backchannel to także rewelacyjne narzędzie dla prelegentów (pod warunkiem, że mają dość dystansu do siebie, aby przeczytać uwagi – czasem kąśliwe – bez wpadania w gniew). Pozwala na poprawienie swoich umiejętności (jeśli ktoś mówi za cicho, za głośno, za szybko albo nudno, na pewno taka informacja znajdzie się w backchannel) i stanie się lepszym prelegentem. A jeśli backchannel jest publicznie dostępny (ostatni raz widziałem to na wrocławskim Barcampie), przysłowiowe „kończ waść, wstydu oszczędź” rzucone z sali jest wyraźnym znakiem, że prezentacja się dłuży.
Od strony narzędziowej do backchannelingu najlepiej nadaje się któreś z narzędzi „sieci czasu rzeczywistego” (real time web – świetną prezentację o tym miał Marcin Jagodziński, twórca Blipa), jak np. Blip czy Twitter.
Jak to wygląda w praktyce? To jest backchannel z mojej prezentacji na Internet Beta. Czyta się od dołu do góry. Oczywiście dużo lepiej czyta się go na żywo, ale „przeglądania wsteczne” daje mnóstwo informacji (tak naprawdę pod tym linkiem jest backchannel całej konferencji, ale jest ciężki do ogarnięcia).
W ogóle to dziękuję za świetne przyjęcie mojej prezentacji na Internet Beta. Naprawdę miałem tremę ;) Niepotrzebnie ;)





Zjawisko „backchannel” na przykładzie konferencji Internet Beta http://paweltkaczyk.midea.pl/2009/09/25/backchannel/
This comment was originally posted on Twitter
Wystąpienie faktycznie było świetne i jeszcze raz – gratuluję. Natomiast, jeśli chodzi o Blipa i jego użycie na konferencjach/BarCampach 7.1 etc, to przyznam, że miewam z tym związane pewne dylematy. Przede wszystkim – myślę, że łatwo komuś zrobić krzywdę takim niechcianym feedbackiem. Jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy i przeczulony na swoim punkcie, to nawet lekko złośliwą uwagę może odchorowywać długie miesiące, a zamiast spróbować popracować nad sobą, zniechęci się jeszcze bardziej. Poza tym, mam czasem wrażenie, że przy takich okazjach zaczyna działać psychologia tłumu, która każe kolejnej osobie być jeszcze bardziej złośliwą, niż poprzedniej, dochodzi do pewnego rodzaju nagonki na prelegenta.
A tak naprawdę ci, wobec których było najwięcej chyba zastrzeżeń na konfie i tak blipa nie mają i nie dowiedzą się, czemu nie chcieliśmy odpowiadać na pytanie „po co jest internet?” ;).
Marta Klimowicz: Myślę, że po pierwsze, zależy to od konferencji. Jeśli wstęp jest darmowy, można tolerować „przypadkowego” prelegenta (ucierpi marka konferencji, ale „darowanemu koniowi…”). Natomiast na konferencji, za którą płacę grube pieniądze oczekuję najlepszych ludzi, zweryfikowanych w boju :)
Co do „delikatnej psychiki” prelegenta… Jeśli zależy Ci na dobrej konferencji, nie martw się o prelegentów ;) Lepiej przeczytać backchannel, niż być gdzieś wygwizdanym otwarcie.
Świadomość backchannelu pomaga mi osobiście planować prezentację – myślę o tym, ile ludzie wytrzymają i co można im zabawnego powiedzieć. I to nie w stylu „teraz zapowiadam slajd na wyśmianie się” ;)
Przyznasz, że więcej było tam towarzyskich rozmów i tej uszczypliwości niż merytorycznych rzeczy, linków, informacji uzupełniających. Ale oceniam to jako ciekawe zjawisko i warte rozpowszechnienia.
Aaa… i żeby przypadkiem nie przesadzić z tym rozmawianiem na blipie, co już zauważyłeś:
„paweltkaczyk: #internetbeta Na zwykłej konferencji o biznesie rozmawia się w kuluarach. Na konferencji geeków (jak ta) rozmawia się na Blipie czy innym #goldenline ;)” :)
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Szczerze mówiąc nie znoszę tego. Ludzie zamiast słuchać wystapienia to wszyscy są z nosami w laptopach i blipuja mniej lub bardziej (z przewaga mniej) sensowne komentarze. Zaczyna się zabawa, ktoś napisze coś zabawnego, sala wybucha śmiechem, a prelegent zdezorientowany. Poza tym mam podobne zdanie jak wyżej koleżanka z B71, słowem „jestem na nie” ;)
Nie jest łatwo być prelegentem w takiej sytuacji, gdy wiesz jaka jest presja sali i wiesz co jest „za plecami”. Nie zawsze jest merytorycznie, ale… taki jest już urok takich narzędzi. To też kolejny przykład „komunikacyjnego przewrotu” – natychmiastowy feedback.
Na pewno wymaga to wiekszych nerwów (na wodzy), elastycznego podejscia i dystansu do siebie. Każdy z nas ma jakies wady i zalety, na pewno takie wystapienia pozwalaja wyciagnąć wnioski, nad czym jeszcze popracować i co zmienić w swojej prezentacji (tak to odczytuje). Co do Bety – występując przedostatnim, po całym dniu siedzenia w klimatyzowanej sali (jak ktoś ma kłopoty z zatokami, wie o czym mówie) i wiedzac co sie dzieje… nie było mi łatwo mówić.
Jacek Gadzinowski: Wiesz, Ty miałeś jeden problem. Inni nawet przy dobrym głosie nie daliby tak dobrej prezentacji :)
Co prawda na konferencji nie byłem, ale widziałem Twoją sesję tutaj: http://blip.tv/file/2657027. Spodobała mi się. Przyznaję się bez bicia.
Co do zjawiska backchannelu podczas prowadzenia sesji to, moim zdaniem, wymaga to dużych nerwów i dystansu do siebie. Każdy z nas, bądź większość, nie przyjmuje tak sobie lekko uwag krytycznych i mogą one zdenerwować. Wówczas najlepiej byłoby zachować zimną krew i wyciągnąć wnioski po sesji. Pod warunkiem, że nie można nic już zmienić w trakcie jej prowadzenia, bo gdy można to trzeba od razu.
Jak o zrobić? Myślę, że trzeba wyjść, mówić, a po zejściu przemyśleć i przeanalizować co było nie tak. Trudne? Hm, chcąc się doskonalić trzeba włożyć trochę wysiłku.