„Uber geek” jest parafrazą niemieckiego „Uber Mensch” (które podczas drugiej wojny światowej okryło się u nas niemiłą sławą). Kim jest uber geek chyba tłumaczyć nie trzeba.
Niejako w hołdzie dla tego określenia, specjalna klawiatura dla uber geeków została nazwana Das Keyboard. Cacko na stronie producenta kosztuje 79,95 dolarów i — zgodnie z informacjami z tej samej strony — podkreśla osobowość jej posiadacza. Geekową osobowość, żeby nie było niedomówień.
Czym zatem charakteryzuje się ten cud geek-inżynierii? Wygląda jak zwykła klawiatura, tylko że… bez oznaczeń na klawiszach. Prawdziwy geek ich nie potrzebuje, a lamer przynajmniej nie będzie na niej pisał ;-)
To nie wszystko. Producent twierdzi, że używanie takiej klawiatury tak naprawdę przyspiesza pisanie. Podobno oznaczenia na klawiszach są „ułatwieniem” dla naszego mózgu — jeśli nie musi się nauczyć żyć bez nich, to z tego korzysta. Dopiero uwolnienie mózgu od tego „ułatwienia” wyzwala jego prawdziwy potencjał i możemy naprawdę pisać bezwzrokowo (bo jakżeby inaczej na takiej klawiaturze).
Niejako efektem ubocznym usunięcia oznaczeń jest olbrzymia kompatybilność tej klawiatury. Użytkownicy Windows dostają wersję z (nieoznaczonym) Windows Key, a użytkonicy Maków mają (nieoznaczony) klawisz Jabłko ;-) Klawiatura grecka, rosyjska? Wszystko jest wbudowane — ogranicza nas tylko wyobraźnia ;-)
Producenci chyba mają rację — ja w ogóle nie patrzę na klawisze podczas pisania, a kiedy patrzę na klawiaturę, piszę wolniej. Czy to czyni mnie już uber geekiem? ;)



