System plagiat.pl był reklamowany jako skuteczne narzędzie do walki z nagminnym plagiatowaniem prac naukowych. Przyszli magistrowie byli straszeni tym, że nie da się już wyciągnąć z Google obszernych fragmentów tekstu i uzupełnić ich „własną inwencją” (specjalizują się w tym podobno dziennikarze Dziennika ;)).
Otóż okazuje się, że — jak spora część aplikacji o zamkniętym źródle — plagiat.pl jest pełen szkolnych (nomen omen) błędów, które pozwalają na ominięcie jego zabezpieczeń. Polecam ciekawy artykuł tutaj.
Sezon na prace magisterskie właśnie się zaczyna… Mam nadzieję, że promotorzy dwa razy się zastanowią, zanim ślepo zaufają dziurawemu oprogramowaniu…







