Dzisiejsza Gazeta Wyborcza podaje za Financial Timesem informacje o tym, że Microsoft cenzuruje blogi w Chinach. Chodzi o usługę MSN Spaces, dostępną w otwartym w maju tego roku portalu MSN China. Gigant z Redmond ocenzurował takie słowa jak „demokracja”, „falungong” (nielegalna w Chinach sekta religijna), „chiny i korupcja”, „prawa człowieka” czy „4 czerwca” (data masakry studentów na placu Niebiańskiego Spokoju).
Microsoft nie jest pierwszą firmą, która zdecydowała się na takie praktyki w celu zdobycia olbrzymiego chińskiego rynku internetowego. Wcześniej treści wyświetlane na swoich stronach ocenzurowały m.in. chińskie Yahoo! czy Google.
Wszystkie te firmy twierdzą, że robią to w imię przestrzegania standardów lokalnego prawa. Takie działania rodzą jednak niebezpieczny precedens i powinny być ostro piętnowane. Coś takiego ciężko sobie wyobrazić w demokratycznym państwie, ale jak pisałem wcześniej, demokracja nie umiera od razu — proces ten postępuje małymi kroczkami. Internet bez swojej przynależności terytorialnej powinien być oazą wolności nawet w miejscach (a może szczególnie właśnie tam), gdzie w „realnym świecie” tej wolności brakuje.



