The Blog

OpenSource

Ta historia mogła wydarzyć się naprawdę…
10.000 lat przed naszą erą, osada gdzieś w Afryce. Prehistoryczny człowiek (nazwijmy go Mbongo) wynalazł koło. Szybko pędzi pochwalić się tym osiągnięciem współplemieńcom. Wszyscy podziwiają, chwalą, pytają jak to zrobił. Mbongo chętnie opowiada, wyjaśnia. Kilka tygodni później kolega Mbonga (nazwijmy go Mzimu) używa koła do taczki swojego projektu. Dzięki taczce (Mzimu powiedział wszystkim, jak ją skonstruować) plemię może wozić więcej zbiorów z pola – wszystkim żyje się lepiej. Jednocześnie kolejny człowiek (może nawet w tej samej wiosce) postanawia udomowić koniki. Jak się nietrudno domyślić, niedługo ktoś wpada na pomysł połączenia taczki i konika – teraz plony z pola zwożą już ciągnione przez konie wózki.

Historia toczy się dalej. Ktoś ulepsza koło – teraz zamiast z kamienia robi się je z drewna. Wozy są lżejsze i mogą zabierać więcej towarów. Potem ktoś inny krzyżuje różne rasy koni – pojawia się doskonała rasa konia pociągowego. I tak dalej. Wiedza udostępniona ogółowi ludzkości służy jej – a na jej podwalinach powstają coraz nowsze, lepsze rozwiązania…

2. A mogłoby też być tak…
10.000 lat przed naszą erą gdzieś w Afryce. Prehistoryczny człowiek (nazwijmy go Mbongo) wynalazł koło. Czym prędzej opatentował swój wynalazek, po czym pobiegł pochwalić się współplemieńcom. Od tej pory koło można było kupić tylko u Mbongo, a każdy kto chciał ten wynalazek użyć musiał uiszczać opłaty. Mzimu chciał zrobić swoją taczkę, jednak nie mógł użyć w niej koła (nie miał na opłaty licencyjne). Obszedł ten problem stosując ośmiokąt zamiast koła, ale to nie było to samo… Sąsiad Mbonga był drwalem. Wymyślił, że koło mogłoby być znacznie lepsze, gdyby zrobić je z drewna zamiast kamienia. Niestety – Mbongo nie zgodził się na ulepszenie swojego produktu (nie potrafił obrabiać drewna, tylko kamień – nie mógłby na tym zarabiać), a sąsiad nie miał licencji na wykorzystanie koła…
Mbongo był bardzo upartym człowiekiem. Dorobił się pieniędzy na sprzedaży kamiennych kół, ale plemię nie rozwijało się i w końcu zostało podbite przez inne, które nie stosowało patentów – ich rydwany były szybkie, a broń śmiercionośna i dużo bardziej zaawansowana.

Te opowiastki to tylko alegoria. O wiele łatwiej rozmawia się o rzeczach fizycznych (jak choćby kamienne koło), niż o niematerialnych (jak oprogramowanie). Ale idea jest ta sama. Program komputerowy to nic innego, jak wynalezienie kolejnego zastosowania dla wspólnej wiedzy wypracowanej przez pokolenia przed Tobą. Dlaczego zatem nie udostępnić tego programu innym, aby mogli go bez przeszkód ulepszać i wymyślać nowe rzeczy w oparciu o niego? Henry Ford (a więc znany biznesmen, a nie jeden z długowłosych idealistów) powiedział kiedyś, że jeśli jakaś firma jest w stanie produkować te same fordy, ale tańsze bądź doskonalsze, to Ford powinien od tej firmy kupować. Jeśli ktoś jest w stanie poprawić Twój program, to nie ma się co obrażać – trzeba się spiąć i napisać jeszcze lepszy. A konsumenci mają pewność, że używają naprawdę najlepszego programu, a nie „najlepszego, na jaki Cię dziś stać”. To jest właśnie motor postępu.

Na tym właśnie polega idea Open Source, czy bardziej ogólnie Free Software. Wolne oprogramowanie oznacza, że każdy ma dostęp do źródeł programu, może je dowolnie modyfikować, przetwarzać i ulepszać. Warunek jest tylko jeden. Modyfikacje, których dokonał muszą być również dostępne za darmo dla innych. Dowodów na zalety tego rozwiązania nie trzeba daleko szukać. Wolne oprogramowanie – pisane za darmo, w wolnym czasie przez grupki zapaleńców bardzo szybko dogania (a nierzadko prześciga) oprogramowanie komercyjne, pisane przez dobrze opłacanych speców. OpenOffice czy sam Linux bardzo szybko dojrzewają. O ile kilka lat temu nie dało się jeszcze na tym pracować (lub potrzeba było znacznej dozy wiedzy i cierpliwości), o tyle dziś z Linuksa do zastosowań biurowych może korzystać już przeciętny użytkownik. Trudności wynikają raczej ze zmiany przyzwyczajeń, niż wad samego oprogramowania. Ilość „zgrzytania zębami” po przesiadce z Windows na Linuksa byłaby porównywalna do przesiadki z Windows na MacOS-a (a więc komercyjne oprogramowanie).

Powyższe wcale nie oznacza, że na wolnym oprogramowaniu nie można zarabiać. Po prostu model zarabiania jest inny. Zamiast robić pieniądze na sprzedawaniu licencji i zabranianiu innym korzystania z naszych rozwiązań, można oferować wsparcie techniczne, dostosowanie do konkretnych rozwiązań itp. I firmy są skłonne za to płacić, czego dowodem jest coraz dynamiczniej rozwijający się sektor oferujący wsparcie dla technologii linuksowych.

Sam jestem tego przykładem. Prowadzę własną firmę, nie jestem „idealistycznym maniakiem Linuxa”, wszystko przeliczam na złotówki. Jeśli muszę zapłacić za przygotowanie aplikacji dostosowanej do potrzeb mojej firmy, wolę oprzeć ją o wolne oprogramowanie. Darmowy serwer baz danych, darmowy system operacyjny, a ja płacę tylko za dostosowanie go do moich potrzeb i napisanie specjalnie dla mnie konkretnej aplikacji.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wolne oprogramowanie ma jeszcze długą drogę do przejścia. Cały dział graficzny firmy pracuje na Windows (i nikt nawet nie myśli o zmianie), bo Photoshopa, InDesigna czy Illustratora nie da się uruchomić na Linuksie. Nie ma ich „wolnych” odpowiedników (lub są w fazie tworzenia, nie nadając się jeszcze do normalnej pracy). Ale wierzę, że ta sytuacja się zmieni. Albo wolne oprogramowanie w tej dziedzinie dojrzeje i zacznie się dynamicznie rozwijać (jak stało się to w przypadku OpenOffice), nieuchronnie doganiając programy komercyjne (może nawet je przewyższając), albo Adobe zdecyduje się, że lepiej udostępnić kod źródłowy, pozwolić programistom go poprawiać, a samemu od czasu do czasu wypuszczać „oficjalną” wersję programu (jak Sun i jego StarOffice). Osobiście chętniej zobaczyłbym tę drugą wersję. Nie ma sensu wyważać otwartych drzwi – a są kwestie, które Adobe już dawno rozwiązała optymalnie. Doganianie Photoshopa to jak konstruowanie taczki bez użycia koła. Można użyć ośmiokątu, nawet dwunastokątu, ale nigdy nie będzie to – oczywiste w tym przypadku, lecz chronione patentem – koło ;-)

Jest też dziedzina oprogramowania, w której Open Source wydaje się jedynym słusznym rozwiązaniem. To algorytmy szyfrujące. Rzymianie mawiali „Quis custodiet ipsos custodes?”, czyli „Kto pilnuje tych, co pilnują?” Nie znam się na programowaniu na tyle, by sprawdzić działanie algorytmu szyfrującego. Jednak chciałbym mieć pewność, że nie ma on luk i „tylnych wejść”, które np. pozwoliłyby na odszyfrowanie moich tajnych danych przy podaniu jednego „ogólnego” hasła. Tę pewność daje mi tylko taki algorytm, który jest publicznie dostępny, a przez to na wskroś sprawdzony przez ludzi, którzy się na tym znają i nie są poddawani żadnym naciskom. I takiemu algorytmowi jestem w stanie zaufać.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlatego, że wierzę w wolne oprogramowanie. A rozwija się ono tym lepiej, im więcej osób uda się „zarazić” tą ideą. To jest zatem mój wkład w jego rozwój. Jeśli używasz komputera do typowych zastosowań – przeglądanie internetu, praca w edytorze tekstu, arkuszu kalkulacyjnym, rozmowy na żywo itp. – jest spora szansa, że masz w domowym komputerze pirackie Windows (1.200 PLN) i Office’a (2.000 PLN). Jest też spora szansa, że będziesz mógł/mogła robić dokładnie to samo na komputerze wyposażonym w wolne oprogramowanie. Trzeba będzie zmienić parę przyzwyczajeń, ale kilka zgrzytnięć zębami jest warte chyba oszczędzonych 3.200 PLN i czystego sumienia, prawda? A dostajesz dużo więcej. Dostajesz wybór.

  • Adam

    EEEEE………. Paweł połamało cię??, skąd ten Father i Husband????

  • Adam

    EEEEE………. Paweł połamało cię??, skąd ten Father i Husband????

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Pewnie dlatego, że mam żonę i synka? :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Pewnie dlatego, że mam żonę i synka? :)

  • http://youtube.pl Aleksander Skrzyński

    Witaj ! W zupełności popieram twoje poglądy. Jednak mam pewien problem bo chciałbym opatentować silnik spalinowy na dowolne paliwo alkohol benzyna ropa a nawet powietrze i paliwa stale o wydajnosci do 75% jednak nie mam pieniedzy na opatentowanie go i nie mam zamiaru pobierac pieniedzy za jego wynalezienie. Co w tym momencie zrobic dofinansowanie z unii ?

  • http://youtube.pl Aleksander Skrzyński

    Witaj ! W zupełności popieram twoje poglądy. Jednak mam pewien problem bo chciałbym opatentować silnik spalinowy na dowolne paliwo alkohol benzyna ropa a nawet powietrze i paliwa stale o wydajnosci do 75% jednak nie mam pieniedzy na opatentowanie go i nie mam zamiaru pobierac pieniedzy za jego wynalezienie. Co w tym momencie zrobic dofinansowanie z unii ?