Zrobiliśmy sobie wczoraj z Patrycją maraton filmowy. Ostatni dzień, kiedy Bąbel był u dziadków, trzeba korzystać :) Na 20 obejrzeliśmy Karol, człowiek, który został papieżem, a o północy premierowy pokaz Wojny światów Spielberga. Recenzje pojawią się, kiedy znajdę chwilkę, ale nie o tym chciałem.
Przed Wojną światów pośród reklam znalazł się spot o takiej mniej-więcej treści:
„Nie kradniesz samochodów, nie kradniesz torebek, nie kradniesz płyt w sklepie. Ściąganie filmów to piractwo. Piractwo to kradzież! Przerwij to!”
Nareszcie ktoś wziął się za walkę z piractwem od właściwej strony. Zamiast tylko karać piratów należy przede wszystkim uświadomić ludziom, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy kradzieżą auta, a nielegalnym kopiowaniem płyt, filmów, książek czy programów. To jest taka sama kradzież!
Ja jestem w tej nielicznej mniejszości, która ma w domu legalne Windows (i Photoshopa, jakby kto pytał). Zamiast MS Office używam OpenOffice, zamiast Windows (gdzie mogę) instaluję Linuksa, aktywnie wspieram oprogramowanie Open Source. Zarabiam na prawach autorskich i daleki jestem od nazywania Adobe czy Microsoftu „złodziejami” — wiem, ile pracy kosztuje napisanie nowego, dobrego programu. Jednak prowadzę firmę i jeśli mogę, używam darmowych alternatyw. Ale nie lubię piractwa.
Wszelkie tłumaczenia typu „jestem studentem i nie stać mnie na Photoshopa, więc go ściągam” uważam za hipokryzję. Nikt nie zmusza Cię do używania Photoshopa, tak samo jak nie zmusza Cię do używania MS Office, czy Windows. Te same zadania możesz wykonać za pomocą darmowego Gimpa, OpenOffice czy Linuksa. A jeśli potrzebujesz konkretnie funkcjonalności Photoshopa, to go kup! Niekoniecznie pełną wersję — jest darmowa (tak tak!) wersja Album Starter Edition, jest okrojona (ale kosztująca ułamek ceny pełnej wersji) wersja Elements. Uczyń wysiłek i rozejrzyj się za alternatywami, zamiast iść po najmniejszej linii oporu i ukraść.



