Rewolucja w stylu Web 2.0
Nie można głosić pewnych haseł, a potem wycofać się z nich w imię jakichśtam celów. Czasy, kiedy polityk „dał słowo narodowi” a potem po prostu „dał nowe” powoli odchodzą do przeszłości. A wszystko za sprawą… Web 2.0.
Digg to jeden z symboli Web 2.0 — nowatorska witryna, w której sami użytkownicy decydują o tym, co jest wartościową informacją (oddając na nią swój głos, promują ją z poczekalni na stronę główną), a co nie zasługuje na uwagę. Pomysł łatwy do skopiowania (o czym świadczą niezliczone klony Digga w różnych krajach), jednak o sile serwisu stanowi społeczność, która go tworzy. To użytkownicy sami dbają o porządek na „swojej” witrynie, sami tworzą jej zawartość. Władza w ręce ludu — czyli Web 2.0 na całego. Użytkownicy tę władzę sobie cenią i ją szanują. Wbrew temu, czego można by oczekiwać, patologii (czyli np. próby wkupienia się na główną stronę Digg-a) jest bardzo mało…
Kiedyś było takie powiedzenie: kto wchodzi do szefa ze swoimi poglądami, wychodzi z poglądami szefa. Na Digg-u wbrew pozorom szefami nie są administratorzy serwisu (choć tak im się mogło wydawać), ale właśnie użytkownicy. I to oni z „kolizji poglądów” wyszli dziś zwycięsko. Oto historia:
W lutym na jednym z undergroundowych forów pojawiła się informacja, w jaki sposób złamać zabezpieczenia DRM w dyskach HD-DVD i Blu-Ray. Chodzi o ciąg szesnastkowych liczb, które — wprowadzone w odpowiednim miejscu — umożliwiają kopiowanie dysku, odtwarzanie go na „nielicencjonowanym” sprzęcie itp. Nie byłoby w tym nic dziwnego — na rynku mamy przecież odtwarzacze DVD, które ignorują ustawienia regionów, a słynny DVD Jon już jakiś czas temu podał, jak złamać zabezpieczenia tradycyjnych DVD.
Jednak organizacja odpowiedzialna za te zabezpieczenia wysłała armię prawników, którzy zaczęli wysyłać pisma cease & desist (z prośbą o usunięcie) nie tylko do bloggerów, ale… nawet do Google. Niektórzy posłuchali — jednym z bardziej prominentnych jest Cory Doctorow. W blogosferze trochę pobuczało, ale generalnie miało się już ku spokojnemu zakończeniu, kiedy… wpis z „tajemnicznym numerem” został usunięty z głównej strony Digg-a. No i się zaczęło…
Użytkownicy po prostu zbuntowali się przeciw cenzurze. Niemal każdy kolejny wpis, który lądował na stronie głównej Digg-a miał feralny numer w tytule, opisie, komentarzach. Doszło do zabawnej sytuacji, w której każdy wpis na stronie głównej Digg-a odnosił się w jakimś stopnio do „numerowej afery”. Admini próbowali się tłumaczyć na blogu — powoływali się na warunki użytkowania i to, że wszystkie wpisy w Digg-u muszą być zgodne z prawem (wg amerykańskiego bardzo restrykcyjnego DMCA nawet ciąg cyfr w komputerze jest jakąś formą własności intelektualnej). Użytkownicy zatem zaczęli wplatać te cyfry w zdania, historie, zakładać sklepy z kubkami i koszuklami (DMCA obowiązuje tylko w przypadku komputerów, na koszulce ciąg cyfr nie jest już własnością intelektualną). Każdy wpis o „feralnych liczbach” zbierał rekordowe liczby diggów (głosów)…
Rezultat? Całkowicie odwrotny do zamierzonego. O ile crack do zwykłych DVD funkcjonuje sobie gdzieś w sieciowym undergroundzie (i jeśli ktoś wie jak, bez problemu do niego dotrze), o tyle crack do HD-DVD stał się symbolem buntu, próby cenzurowania głosu ludu (nieudanej próby) i każdy natknie się na niego choćby przypadkiem. Użytkownicy zrozumieli, że w ich jedności jest siła — nie da się pozwać całej społeczności, całego Internetu — i korzystają z tego.
Nawiązując do nieco politycznego wstępu — a może by tak witryna, gdzie możnaby było „diggować” konkretnych polityków na podstawie jakichś doniesień o nich? Niektórym być może otworzyłoby to oczy na parę spraw ;)





Dodać można jeszcze że użytkownicy zakopywali (Bury) każdy inny news. Dali czadu. ;)
„nie da się pozwać całej społeczności, całego Internetu” ale się da pozwać administratorów digga
i kto wtedy pójdzie siedzieć? Dobrze że społeczność zrzuci się pewnie na paczki do celi :-)
„i kto wtedy pójdzie siedzieć?”
A akcje „Free Kevin” pamiętasz?
Zaś owa liczba doczekała się nawet wersji śpiewanej :)
Jakubek: Masz rację, da się pozwać administratorów. I tak się pewnie skończy, bo Kevin Rose na swoim blogu napisał, że nie zamierza się sprzeciwiać woli użytkowników i nie będzie już kasował wpisów o cracku HD-DVD. Oznacza to prawdopodobnie proces dla niego, ale sam będę jednym z pierwszych, którzy zrzucą się na jego prawnika. To ważne, aby przywódca społeczności nie stał do niej w opozycji (nawet, jeśli niekoniecznie jest mu to na rękę).
i jeszcze nasz glos do tej dyskusji o nowej sile, oczywiscie zgodny:
http://www.creamteam.imfrom.eu/blog/index.php/2007/07/03/world-is-changing-now/
z kilkoma przykladami filmowymi.