Projekt Google Print zakładał możliwość przeszukiwania zawartości książek online. Od początku budził kontrowersje, ale… ma sporo konkurentów.
Cyfrowa biblioteka jest nieunikniona. Pierwszy do gry wszedł Google, przełamując lody swoim programem Google Print. Jednak od razu podniosły się protesty: autorzy książek sprzeciwili się udostępnianiu ich treści (nawet w małych fragmentach) online. Zatem Google wycował się ze skanowania książek objętych prawem autorskim. Na razie.
Microsoft również chce kawałek „cyfrowo-bibliotecznego” tortu. Wczoraj firma ogłosiła, że w ciągu roku przeskanuje i udostępni (w ramach MSN Book Search) 100.000 tytułów z British Library. Jednak to także będą książki tzw. public domain — nie objęte prawem autorskim.
W tej grze asa w rękawie może mieć… Amazon. Firma ogłosiła, że zamierza poszerzyć swoją ofertę o dwa programy. Amazon Pages będzie oferować dostęp do wybranej części książki online. Rozwiązanie to sprawdzi się doskonale w przypadku np. książek kucharskich czy podręczników, z których potrzebujemy jedynie fragmentu. Po co kupować całość, kiedy można mieć część — za ułamek ceny? Z kolei Amazon Upgrade to dostęp do elektronicznej wersji książki po zakupie jej papierowej kopii. Po co dźwigać ze sobą opasłe tomy, kiedy można czytać w wersji elektronicznej, z dowolnego podłączonego do Sieci komputera?
Amazon może odnieść sukces tam, gdzie nie udało się Google, Yahoo i MSN. Największa księgarnia internetowa na świecie ma doskonałą pozycję do negocjacji z wydawcami i autorami — obiecuje zadbać o ich interesy podczas tworzenia elektronicznej biblioteki. I na pewno zrobi to lepiej, niż pozostali gracze (przynajmniej z tymi usługami, które oferują dzisiaj). Sprzedając fizycznie książki i oferując ich elektroniczne kopie Amazon oddala też od siebie zarzuty naruszenia prawa autorskiego (przeciwko Google Print toczą się w tej chwili już dwa procesy wytoczone przez organizacje zrzeszające autorów). No i nie można zapomnieć o olbrzymiej bazie użytkowników — każdy, kto kupuje książki w Sieci ma prawdopodobnie konto Amazon.
To wszystko może sprawić, że zarówno Google, jak i Microsoft będą się musiały sporo natrudzić, by zdobyć dominację w tym segmencie Sieci. Bo to, że elektroniczna biblioteka stanie się faktem nie budzi wątpliwości. Pytanie tylko: kto będzie rozdawał karty?



