Jakiś czas temu czytałem esej o tym, dlaczego gazety nie powinny dostarczać płatnego contentu, jeśli utrzymują się z reklam. Jego głównym przesłaniem było to, że jeśli ja, użytkownik, zadaję sobie trud wyszukania tej konkretnej gazety w Internecie, otwarcia jej (wraz z reklamami) i czytania akurat jej (porzucając w tym czasie możliwość czytania tysiąca innych), to dlaczego jeszcze mam za to płacić?
Moja uwaga, zainteresowanie, ma pewną wartość — płacę nią za informacje, zgadzając się jednocześnie na reklamy. Informacja ma być na tyle atrakcyjna, aby przyciągnąć moją uwagę, co przekłada się na zainteresowanie reklamodawców — gazeta online z dużym audytorium na pewno na reklamach zarabia więcej, niż byle gazecina z obrzeży Internetu. Skoro więc następuje wymiana: content za moją niepodzielną uwagę, dlaczego niektórzy każą płacić osobno za content?
Tę wymianę można zastosować nie tylko w przypadku dostarczania treści, ale też w przypadku dostarczania… reklam. Są sytuacje, kiedy potrzebujemy konkretnego produktu. Firmy go oferujące wydają olbrzymie pieniądze na to, aby informacja o tym produkcie znalazła się w telewizji, radio, żeby wyskakiwała Ci jako okienka pop-up na różnych stronach… A dlaczego nie mieliby zapłacić właśnie Tobie za to, żebyś skorzystał z tej reklamy? W końcu to Ty jesteś tak naprawdę jej celem, a te wszystkie firmy to pośrednicy, którzy wciskają Ci reklamę między wierszami na stronach internetowych czy między programami w telewizji. Może by tak ominąć pośredników, powiedzieć reklamodawcy dokładnie, czego potrzebujesz, i czekać, aż przygotuje ofertę specjalnie dla Ciebie?
Z takiego właśnie założenia wyszli twórcy serwisu PureProfile, który reklamuje się szumnym hasłem „Reverse the Search”. Na stronie PureProfile zamiast szukać, pozwalasz się znaleźć. Zarejestrowani użytkownicy tworzą własne profile, w których piszą, jakimi produktami są zainteresowani. W preferencjach ustawiają też, kiedy i w jakiej formie chcą odbierać reklamy oraz — jeśli chcą — od kogo tych reklam sobie nie życzą.
Potem, zamiast szukać sprzedawcy czy producenta, „pozwalają się znaleźć”, otwierając reklamy od firm, które oferują swoje produkty pasujące do ich profilu. Za każdą otwartą reklamę system wypłaca im pieniądze (1 funta), które potem (jeśli nazbiera się ich przynajmniej 25) można wydać na książki czy gadżety.
Reklamodawcom taki układ się opłaca, bo ze swoją ofertą trafiają do konkretnego, zainteresowanego zakupem, Klienta. Z kolei Klient — jeśli nie zależy mu na czasie — może niskim nakładem środków zgromadzić i porównać konkurencyjne oferty. Dla niego przewaga nad typowym serwisem porównującym ceny (np. Froogle) jest taka, że za przeglądanie tych ofert ktoś mu płaci :)
Bardzo jestem ciekaw, czy oferta się przyjmie, czy będzie kolejną internetową efemerydą. Aha, żądnych funtów muszę przystopować — PureProfile jest przeznaczony tylko dla mieszkańców Wielkiej Brytanii. Na rodzimą podobną usługę chyba przyjdzie nam trochę zaczekać :)



