Web 2.0 – jeszcze długa droga przed nami
W blogosferze już jakiś czas temu pojawiają się dyskusje na temat tego, co zastąpi Web 2.0, jaka będzie Web 3.0 i tak dalej. Na konferencjach typu Barcamp zastanawiamy się, jaka będzie przyszłość internetu i w co warto inwestować swój czas i pieniądze… Tymczasem przed „starym” Web 2.0 jest jeszcze całkiem długa droga, zanim w ogóle ulokuje się w zbiorowej świadomości.
Tego artykułu właściwie nie powinienem umieszczać na blogu, tylko w jakimś papierowym czasopiśmie. To, że czytasz blog, drogi Czytelniku, czyni z Ciebie już bardzo zaawansowanego użytkownika internetu.
Tzw. „reguła jednego procenta” mówi, że na 100 użytkowników będących online, 1 (czyli tytułowy jeden procent) stworzy treść (czyli np. napisze wpis na blogu), 10 wejdzie z nim w jakąś interakcję (podlinkuje, skomentuje), a 89 będzie po prostu czytać. Reguła nie jest poparta żadnymi empirycznymi badaniami (o których bym wiedział), ale wgląd w statystyki blogu i porównanie z ilością komentujących pozwala się z nią zgodzić.
Ważne pytanie natomiast brzmi: jak dużo jest użytkowników, którzy w ogóle nie widzieli tego contentu (czyli: w ogóle nie zaglądają na blog)? To nadal całkiem spora grupa! Ba, zaryzykowałbym tezę, że to nawet większość!
W środę miałem przyjemność prowadzić prezentację na temat nowych trendów w budowaniu wizerunku instytucji finansowych w czasie konferencji organizowanej przez Gazetę Bankową. W konferencji uczestniczyli ludzie, którzy na różnych szczeblach zajmują się marketingiem w bankach, ubezpieczalniach czy firmach zajmujących się pośrednictwem finansowym. Temat mojej prezentacji zahaczał między innymi o attention marketplace i wszelkiego rodzaju „łebdwazerowe” aktywności online.
Kiedy zapytałem tych marketerów, jak wielu z nich czyta blogi, zgłosiło się… ok. 10% sali. Nikt blogów nie komentował, ani nikt nie pisał (albo nie chciał się do tego przyznać). Kiedy zapytałem, jak wielu z nich wie, co to Wykop… nie zgłosił się nikt. Kiedy mówiłem o potencjale marketingowym serwisów tego typu, o marketingu wirusowym, blogach, społecznościach itp., dla wielu z tych ludzi była to całkowita nowość lub coś, co nadal traktują jako „pieśń przyszłości”.
Dzień później uczestniczyłem we wrocławskim Barcampie. Dla uczestników tej konferencji Wykop jest symbolem, blog ma praktycznie każdy. Live streaming z konferencji czy relacja na żywo na Blipie to także „normalka” dla większości. Ten kontrast bardzo mnie uderzył. Czy my przypadkiem nie żyjemy w trochę innym świecie, niż znakomita większość „zwykłych” użytkowników sieci?
Jeśli chcemy tworzyć i reklamować produkty dla nich, musimy mieć świadomość tego, że ich nawyki różnią się znacznie od tego, co zwykle w internecie robisz Ty, drogi Czytelniku. Plus czeka nas spora praca u podstaw, jeśli chcemy uczynić sieć lepszym miejscem ;)
Kilka dni temu wprowadziłem możliwość zapisywania się na powiadomienia mailem o nowych wpisach na blogu. Kiedy napisałem o tym na Blipie, jeden z użytkowników zdziwił się (jako dowcip, oczywiście), że robię takie rzeczy w 2008 roku… Okazuje się, że znakomita większość użytkowników sieci nie ma pojęcia, co to RSS. I ukłon w stronę ich nawyków to najlepsze, co mogę zrobić. Wy także o tym pamiętajcie.
To co, wykopujesz? ;-)





Wykopałem :) Może mała konferencja na ten temat?
Pawle, mam dokładnie te same doświadczenia… dwa światy. Chciaż smutne czasem jest to, że branża, która powinna trzymać rękę na pulsie ma takie tyły. I trzeba o tym pamiętać.
Jeszcze jedno spostrzeżenie: staroć dla blogerów i wykopowiczów film z mentosami i colą (ten z kolesiami w fartuchach) jeszcze niedawno widziałem na jakiejś prezentacji branżowej i nadal wywołuje rozbawienie (łał, nowość!).
Całkowicie sie z Toba zgadzam. Tak jak wczoraj wspominalem, swiadomosc jest u nas na bardzo kiepskim poziomie.
Niektore rzeczy nigdy sie nie przyjma, po prostu nasz rynek jest inny i idzie w troszeczke innym kierunku niz taki jak np. w USA.
Dlatego warto tworzyc rozwiazania pod nasz rynek, a nie kopiowac to co sie na zachodzie przyjelo.
Najlepszym przykladem jest to co mowil David na barcampie ten od Amateri.cz. W czechach, pewne rzeczy sie nie przyjma, bo maja wlasne lepsze produkty.
Ciezko mi uwierzyc, ze w czechach google ma tylko 20% udzial w rynku wyszukiwania, ale moze to prawda.
z tymi RSSami to prawda jest to ze ja uzywam od dluzszego czasu nie oznacza ze wszyscy z tego korzystaja
Prawda jest taka, ze nasze srodowisko z tego krozysta, ale poza nami nikt.
Kolega opowiadał mi kiedyś sytuację jak przy nim Pani księgowa gdy pojawił jej się jakiś błąd wyjęła żółtą karteczkę, otworzyła putty’ego, zalogowała się na konto root’a, odpaliła kilka programów z odpowiednio wymyślnymi nazwami i parametrami po czym wylogowała się i kontynuowała pracę.
Przykład bardzo dziwny, ale prawdziwy. Większości użytkowników jest w stanie nauczyć się wszystkiego tylko nie wiedzą jak i/lub gdzie…
Może brakuje w internecie czegoś takiego jak „komputer świat”? Strony na którą można odesłać delikwenta (rtfm;) i on sobie już dalej poradzi?
PS.: warto byłoby dodać linka do podstrony „Nowości na blogu: zapisz się” obok „subskrybuj wpisy (RSS)”
O, to ja mam dużo gorsze statystyki. 150-200IP na warszavce z czego średnio 10komentarzy. czyli komentuje 5-6%. Słabo.
I ja się zgodzę. Trochę się otaczamy tym środowiskiem obeznanych web2.0, które jest naprawdę sporę dlatego wydaje się, że na pewno ta reszta też coś musiała o tym słyszeć.
Ale z drugiej strony, gdziekolwiek indziej nie pójdę tam totalnie inny świat. Nieświadomy tego co się dzieje w sieci.
W takim powinniśmy ich uświadamiać żeby web2.0 dalej ruszyło do przodu i zakorzeniło się u reszty, nie?
PS: Z jakiego systemu newsletterów skorzystałeś? Jakiś darmowy serwis, wtyczka, skrypt? :)
Lan: Skrypt do WP, nazywa się Subscribe2.
Wstyd się przyznać ale o istnieniu rssów wiem może od 1,5 roku :) O tym się po prostu nie pisze. Nigdzie. Dowiedziałam się z ciekawości klikając w pomarańczową ikonkę na moim blogu. Potem zauważyłam,ze istnieje coś takiego jak czytniki rss. Ale zaczęłam używać dopiero kilka miesięcy później. Większosc ludzi czyta pudelka a tam o rssach raczej nie ma ani słowa :)
Ja staram się informować ludzi o dobrodziejstwach płynących z RSS. Jak dotąd przekonałem siostrę i kuzynkę :)
Ja również mogę potwierdzić to, o czym każdy pisze. My i Oni to zupełnie coś innego. Gdy rozmawiam ze znajomymi, którzy mają i korzystają z internetu dłuższy okres czasu (pomijam tych, co internet mają do niedawna), dziwie się często, że o czymś w ogóle nie słyszeli i nie wiedzą co to jest, w jaki sposób może to uprościć oraz przyspieszyć ich pracę. Ale jak to? Jak można było o tym nie słyszeć? Przecież to takie oczywiste. I wspomniany RSS i wiele innych rzeczy.
I tak jak napisał Paweł pod koniec tego wpisu – nie możemy patrzeć na użytkowników sieci naszymi oczami. Tworząc cokolwiek przeznaczonego dla większego grona odbiorców powinniśmy założyć okulary przeciętnego internauty i w ten sposób popatrzeć na jego potrzeby i oczekiwania.
A jeśli nie możemy założyć okularów, to zawsze można posłużyć się ‘obcymi’ ;)
W Polsce z wykorzystaniem potencjału jaki niesie za sobą korzystanie z blogów jako nośników informacji w i dla przedsiębiorstwa jest tak znikoma jak ilość wody na pustyni.