Naszą reputację budujemy całe życie — oddając w terminie (lub nie) książki do biblioteki, płyty DVD do wypożyczalni, dotrzymując terminów w pracy lub zawalając je. Dobra reputacja ułatwia załatwienie pewnych rzeczy: Kowalski, kolega Ygrekowskiego przenocuje Cię, jeśli Ygrekowski poręczy za Ciebie (zagwarantuje swoją reputacją, że nie zdemolujesz domu). A jeśli nie masz takiego kolegi Ygrekowskiego? Przydałoby się narzędzie do… zarządzania reputacją.
O social networking (sieciach znajomości) pisałem jakiś czas temu. Ten artykuł jest rozwinięciem opisywanej tam koncepcji, więc polecam zapoznanie się z nim, zanim zaczniesz czytać dalej.
Dziś nie mamy jednej „centralnej” reputacji — możemy mieć doskonałe notowania w bibliotece i wypożyczalni (bo oddajemy książki i płyty w terminie), a tragiczną reputację w pracy i na uczelni (bo zawalamy terminy, nie oddajemy prac semestralnych na czas…). Dobra reputacja — jak napisałem wyżej — może nam pomóc w życiu. Już dziś doświadczamy tego np. przy ubezpieczaniu samochodu: ubezpieczalnie dają nam zniżki za bezwypadkową jazdę (czyli de facto dobrą reputację jako kierowca).
Dobra reputacja w jednej dziedzinie może nam posłużyć jako „podkład” w innej, w której inni dopiero muszą sobie wyrobić o nas zdanie. Ten „podkład” może dawać nam np. prawo do zniżki za konkretne produkty lub usługi lub w ogóle dostęp do danej rzeczy (wspomnianego już wyżej pokoju Iksińskiego czy klubu, gdzie trzeba poręczyć za nowych członków). Takim „podkładem” — oprócz potwierdzonej reputacji w innej dziedzinie życia — może też być poręczenie przez wspólnego znajomego.
Poręczenie przez wspólnego znajomego… Już to gdzieś słyszeliśmy, prawda? Tak, tak, to sieci znajomości — tym razem na zupełnie nowym poziomie.
Jak napisałem wyżej, dziś mamy „osobne reputacje” w różnych dziedzinach życia. Jednak już w niedalekiej przyszłości wymiana informacji pomiędzy instytucjami czy jednostkami będzie dużo bardziej intensywna — nie uda nam się tak łatwo ukryć olbrzymich kar w bibliotece czy niezapłaconych mandatów, nie uda nam się „przykryć” ich dobrą reputacją z wypożyczalni. Dlatego tak ważne będzie poręczanie przez innych (osoby lub firmy) naszej „wiarygodności”.
Zalążek takiego systemu zarządzania reputacją mamy już dziś np. w sieci LinkedIn, gdzie nasi podwładni, pracodawcy czy kontrahenci mogą wystawiać nam „recenzje” (tzw. endorsements) dotyczące różnych aspektów naszego życia. Możemy zatem dostać endorsement od byłego kolegi z uczelni czy byłego pracodawcy.
W przyszłości taki system „zarządzania reputacją” może się bardzo przydać — chętnie skorzystają z niego firmy zajmujące się świadczeniem usług wymagających pewnego zaufania (wynajem samochodów, wynajem pokoi, wszelkiego rodzaju wypożyczalnie sprzętów), chętnie skorzystają pracodawcy (sprawdzą, czy ich przyszły pracownik nie będzie się spóźniał do pracy)… Z kolei sami użytkownicy tego systemu mogą liczyć na korzystne zniżki w przypadku dobrej reputacji oraz dostęp do zniżek w „nowych dziedzinach” (korzystających z tego samego systemu).
Dobra reputacja będzie oznaczać również ułatwiony start w niektórych dziedzinach życia. Przedsmak tego mamy już dziś na serwisach aukcyjnych — użytkownik z dobrą reputacją (dużą ilością pozytywnych komentarzy) ma większe szanse na sprzedanie przedmiotu, niż użytkownik sprzedający to samo, za tę samą cenę, ale z paskudnymi ocenami (złą reputacją).
Reasumując — zarządzanie reputacją to branża bardzo podobna do zarządzania ryzykiem w transakcjach finansowych. Dziś zła historia kredytowa utrudnia nam dostęp do produktów bankowych czy np. preferencyjnego zakupu telefonu komórkowego. W przyszłości ta sama „zła historia” (tylko już bez pieniędzy) może uniemożliwić nam zapisanie się do wypożyczalni kaset wideo. A na rynku pojawią się firmy zajmujące się sprawdzaniem reputacji (jak dzisiejsze wywiadownie gospodarcze), świadczeniem usług dla ludzi ze złą reputacją (za podwyższoną opłatą — jak dzisiejsze karty kredytowe dla bankrutów, z olbrzymim oprocentowaniem) czy… poprawianiem reputacji (niektórzy zapłacą pieniądze innym, aby pilnowali ich terminów). Oczywiście niektóre sektory będą zarezerwowane dla „gigantów przetwarzania informacji” (Wy też myślicie o Google? ;)), ale jest sporo miejsca na wymyślenie czegoś nowego i kreatywnego.
Artykuł zainspirowany prezentacją Applied Dreams 2.2 RentAThing autorstwa Dave’a Chiu i Didiera Hilhorsta. Prezentację możecie obejrzeć na filmie (z udziałem autorów) lub jako prezentację (tylko slajdy) na flickr.com.



