Pierwszy z serii artykułów podsumowujących rok 2007 i pokazujący trendy w 2008 roku. Tym razem zajmiemy się internetem i fenomenem nasza-klasa.pl.
Nie-profesjonalny social networking
Social networking (czyli pielęgnowanie i powiększanie sieci znajomości za pomocą dedykowanych serwisów) było wcześniej domeną internetowych zapaleńców, a co za tym idzie, najszybciej rosły „zawodowe” sieci znajomości, takie jak GoldenLine czy Profeo.
To wszystko zmieniło się za sprawą portalu nasza-klasa, który przebojem podbił serca internatutów, przekraczając pod koniec roku 3 miliony użytkowników. Co ważniejsze, nasza-klasa wciągnęła w social networking także osoby sporadycznie korzystające z internetu. Wcześniejsze próby przebicia się do ogólnej świadomości (podejmowane m.in. przez Grono czy Generację Gadu) spaliły na panewce, ponieważ dla większości „nowicjuszy” były… zbyt skomplikowane. Nasza-klasa pod względem funkcjonalności wypada prymitywnie na tle innych tego typu portali — można tam stworzyć profil, zapisać się do swojej byłej klasy, dodać zdjęcia i wysyłać wiadomości do znajomych. To właściwie tyle… Ale w tej prostocie tkwi właśnie jej siła. Przyzwyczajeni do potęgi Facebook’a niewiele znajdą tam atrakcji, ale nasza-klasa wychowa sobie bardziej zaawansowanych użytkowników. Za kilka lat.
Jeszcze słowo ostrzeżenia: nasza-klasa jest wzorowana na jednym z najstarszych tego typu projektów, amerykańskim classmates.com. Ten ostatni odniósł w tym roku spektakularną porażkę, próbując pozyskać finansowanie z giełdy — inwestorzy ocenili go jako zbyt mało zaawansowany projekt, porównując go z MySpace czy Facebookiem. Nasza-klasa powinna zadbać o to, aby rozwijać się równomiernie, a nie utknąć na podstawowej funkcjonalności, jak Classmates.com.



