Dziś do firmy przyszło bardzo dziwne zapytanie ofertowe. Firma — załóżmy — Super GSM z Warszawy przysłała nam list…
Jak napisałem, firma jest z Warszawy. Niestety, nie mogę tego sprawdzić, bo adres co prawda jest, ale telefon jest tylko komórkowy. Pieczątka na kopercie z jakiejś wsi pod Opolem. A w kopercie list treści mniej więcej następującej:
Firma ogłasza przetarg na produkcję 100.000 kalendarzyków na rok 2007. Zgłoszenia do przetargu powinny zawierać:
- proponowaną cenę (to rozumiem — przypisy kursywą moje)
- projekt graficzny proponowanego kalendarzyka (ha ha, ale czytam dalej)
- zeskanowany dowód wpłaty wadium w wysokości 300 PLN, płatne na konto Inteligo, w tytule przelewu proszę wpisać tylko tajemniczy numer 1234/567 (no, to już pachnie przekrętem na milę)
Łączymy wyrazy szacunku
Super GSM S.A. (czy coś)
Do listu dołączona była (spinaczem!) wizytówka wydrukowana na plujce.
Abstrahując od tego, czy jest to przekręt, czy nie… Wadium? Mam zapłacić za możliwość odpowiedzi na ofertę w momencie kiedy to Ty się do mnie zwracasz z zapytaniem? Strasznie mnie kusiło naskrobanie w odpowiedzi: Szanowni Państwo, dziękujemy za wysłanie zapytania, w celu otrzymania oferty wpłaćcie 600 PLN na nasze konto — poziom absurdu mniej więcej podobny. Rozumiem ideę wadium w przypadku wielkich i pracochłonnych przetargów, chcemy się pozbyć niepoważnych oferentów. Ale produkcja kalendarzyków? Wycena zajmuje 30 minut, produkcja pewnie 1 dzień, gdzie tu miejsce na wadium?
Bardzo jestem ciekaw, ile firm (zdesperowanych chyba) da się nabrać na coś takiego…



