„Groundswell” to książka napisana przez ludzi z firmy konsultingowej jako zwieńczenie przeprowadzonego przez ich firmę badania użytkowników internetu. Jak mogę ją krótko podsumować? „Książka o web 2.0 od ludzi z firmy konsultingowej dla ludzi z kadry zarządzającej”. Możesz ją kupić w prezencie szefowi, który nie wie, co to blog – książka wyjaśni mu to łopatologicznie. Jeśli jednak czytasz blogi, komentujesz, uczestniczysz w tym wszystkim, co mieści się w etykiecie „web 2.0”, odpuść sobie.
Dlaczego? Bo wiesz lepiej. Z książki boleśnie wyziera to, że „konsultanci” patrzą na całe to badanie z zewnątrz. Popełniają błędy rzeczowe, których być może nie popełniliby, gdyby choć przez chwilę skorzystali z narzędzi, które opisują. Możemy się zatem dowiedzieć, że iTunes to „witryna internetowa” a Digg służy do… przechowywania zakładek. Jest tego więcej.
W wielu miejscach ksiązki widać także, że jest to „obszerny opis do badania” – podawane fakty nie mają umocowania w treści, wyskakują jak Filip z konopii. Czytamy zatem o tagowaniu jako aktywności użytkowników, a w następnym zdaniu dowiadujemy się, jaki procent mieszkańców Korei taguje. Po co mi ta informacja? Robiliście badanie, wrzućcie tabelę ;)
Książka opisuje wszystkie zjawiska związane z aktywnością użytkowników w sieci – blogi, social news, tagowanie, user generated content itp. Niestety, w kontekście „wprowadzenia dla szefa” – mamy zatem przedstawienie, czym są blogi, opis narzędzi do blogowania, a także rozdział na temat tego „dlaczego są zagrożeniem dla Twojej organizacji”. W sam raz do przestraszenia zainteresowanego blogowaniem szefa ;)
Książkę czytałem zaraz po Crowdsourcing Howe’a i może ten kontrast wpłynął na moją ocenę. Obie opisują crowdsourcing i inne aktywności użytkowników sieci, ale jedna jest napisana ze swadą przez człowieka, który „był obecny na linii ognia”, a druga przez „badaczy, którzy obserwowali i wysnuwają wnioski”. Przykro mi, ale uważam, że jest jeszcze za wcześnie, by kreować się na „ekspertów od social media”.
W skrócie zatem: moim zdaniem książka to blef. Może podziałać na szefa, który uważa, że blogi to pamiętniki nastolatek. Tobie, który czytasz blogi i masz konta w serwisach społecznościowych, odradzam. Spokojnie dasz sobie radę bez niej. A wiedza o tym, ilu ludzi taguje w Korei? Obejdzie się ;)




Pingback: (R)ewolucja Briana Solisa – odsłona pierwsza : Blog.Mediafun.pl