Jeff Howe to człowiek, który ukuł termin „crowdsourcing” na potrzeby artykułu w magazynie Wired w 2006 roku. Od tamtej pory uczestniczył w wielu projektach, w których „potęga tłumu” była wykorzystywana zarówno w biznesie, jak i dla celów charytatywnych. Howe jest dziennikarzem, więc książka o crowdsourcingu była naturalną konsekwencją. Dobra książka, mogę dodać.
O crowdsourcingu pisałem już kilka razy (pierwszy raz właśnie po artykule Howe’a) – termin oznacza angażowanie „tłumu” do wykonania konkretnych zadań. Trend ten jest obecny w biznesie od jakiegoś czasu – sam Howe pisał o iStockPhoto (największym dziś banku zdjęć) czy InnoCentive (grupa ochotników-naukowców, wynajmowana do rozwiązywania problemów, z którymi nie dają sobie rady „mózgi” w koncernach). Książka Crowdsourcing to bardzo ciekawe źródło wiedzy dla wszystkich, którzy chcieliby ten model spróbować wdrożyć w swoich firmach czy projektach.
Książka jest pisana bardzo ciekawie – nie jest to studium przypadku oglądane z zewnątrz (taką książkę o crowdsourcingu też czytałem, recenzja wkrótce). Howe nie tylko wie, o czym pisze, ale także „odrobił zadanie domowe” – poza opisami modeli biznesowych znajdziemy tam także wywiady z kadrą zarządzającą iStockPhoto czy Innocentive, nie zabraknie też profili poszczególnych badaczy.
Jeśli termin „crowdsourcing” jest dla Ciebie nowością, znajdziesz w książce solidne podstawy wiedzy na ten temat. Autor powołuje się na przypadki, które zbadał, ale także na własne zwycięstwa i porażki na tym gruncie – crowdsourcing jest na tyle nową dziedziną wiedzy, że błędy są nieuniknione, a warto uczyć się na cudzych błędach.
Ale nie tylko amatorzy znajdą tam coś dla siebie. Książka jest pełna świetnych spostrzeżeń i zaskakujących faktów związanych z crowdsourcingiem. Jedną z rzeczy, które mnie zaskoczyły przy przedstawianiu badaczy Innocentive był ich sposób podchodzenia do rozwiązywania problemów. Okazuje się, że… większość z nich zna odpowiedź na postawiony problem od razu, lub dochodzi do niej bardzo szybko. Dlaczego badacze w korporacjach nie znaleźli odpowiedzi? Bo ogranicza ich kierunkowe wykształcenie – problemy, które zatrzymują chemików są np. rozwiązywane bez problemów przez elektryków czy matematyków. Wyzwaniem zatem nie jest zdobycie jak największej ilości wiedzy z danej dziedziny, ale „interdyscyplinarny” przepływ tej wiedzy.
Howe pokazuje, jakie warunki należy spełnić, aby taki swobodny przepływ wiedzy zaistniał na stałe w kulturze korporacyjnej. Daje przykłady tego, co mu pomaga oraz co taki przepływ wiedzy hamuje. Jeśli zatem myślisz o „zaangażowaniu tłumu” w swojej firmie, jest to pozycja obowiązkowa.
Podsumowując, „Crowdsourcing” to doskonała książka dla każdego, kogo interesuje „ekonomiczny” wymiar czegoś, co określamy mianem Web 2.0. Napisana przez znawcę tematu, zgrabnym językiem, z ciekawymi zagadnieniami. Więcej takich książek…
Książka nie ukazała się jeszcze w Polsce. A szkoda…




Pingback: Twitted by 10przykazan
Pingback: bartekrycharski: " Jedną z rzeczy, które mnie zaskoczyły przy przedstawianiu badaczy Innocentive był ich sposób otagowany crowdsourcing, ecoosystem | flaker.pl