Przeskocz do zawartości

1 czerwca 2006

Marka korporacyjna czy marka produktowa?

Kilka tygodni temu prowadziłem szkolenie pt. Logo, logotyp, marka dla wadowickiego Maspeksu. Podczas omawiania różnych koncepcji budowania marki pojawiło się pytanie: kiedy lepiej budować markę korporacyjną, a kiedy produktową?

Maspex produkuje m.in. soki Tymbark, Kubuś, Caprio, w portfelu ich marek jest też m.in. makaron Lubella oraz kilka produktów na rynki zagraniczne. Inwestują w marki produktowe oraz budują marki parasolowe (jak Tymbark Fit), natomiast marka korporacyjna jest świadomie pozostawiona na drugim planie. Wiecie, jak wygląda ich logo? :)

Nie są zresztą jedyni — światowy gigant kosmetyczny Procter & Gamble słynie ze swoich szamponów Pantene, pieluszek Pampers i wielu innych wyrobów. Tu również marka produktowa stoi na pierwszym miejscu (choć P&G czasem pokazuje także korporacyjne logo).

Z drugiej strony mamy Nokię czy Sony — potężne korporacyjne marki, które firmują dziesiątki (jeśli nie setki) produktów oznaczonych mniej lub bardziej czytelnymi symbolami: Nokia 6670 czy Sony DV-115. Kiedy zatem opłaca się stosować markę korporacyjną, a kiedy odpowiedniejszą strategią jest budowanie marek produktowych?

Kilka lat temu odpowiedź była stosunkowo prosta: markę korporacyjną stosujemy, kiedy nasze produkty są w miarę homogeniczne, skierowane do jednorodnych grup konsumentów. Wtedy jakość reprezentowana przez jeden produkt przenosi się na wszystkie kolejne, a cały wachlarz produktów synergicznie buduje potęgę korporacyjnego brandu. Jeśli konsumenci stwierdzają, że Toyota się nie psuje, opinię tę będą miały wszystkie wyprodukowane pod tą marką samochody. Konsekwentnie budowany wizerunek w dłuższym okresie procentuje.

Marka korporacyjna daje firmie wymierne korzyści: jeden przekaz reklamowy na jak największej ilości rynków to oszczędności idące w miliardy dolarów. Czekolada Nestle i jej marki potomne (Aero, Nescafe, KitKat itp.) wprowadzają w kilku krajach te same reklamy. Przy wchodzeniu na nowy rynek narodowy firma ma już w miarę ugruntowaną pozycję (jest znana przynajmniej części konsumentów). Również przy wprowadzaniu nowości „podpięcie” ich pod globalną markę Nestle daje sporą przewagę już na starcie.

Także od strony Klientów korporacyjna marka znaczy całkiem sporo. Pozwala im na lepsze identyfikowanie się z firmą i jej produktami a także długotrwałe podkreślenie związku z daną firmą — konsument się rozwija i „pnie się w górę drabiny produktowej” trzymając się jednej firmy. Mamy z tym do czynienia np. w przypadku samochodów (Ford Ka na początek, potem Focus, potem Mondeo) czy np. Apple (MacBook do college’u, MacBook Pro do pracy). Silna marka informuje Klientów o jakości i innych „uniwersalnych” wartościach.

Również na arenie międzynarodowej marka korporacyjna spełnia rolę „najmniejszego wspólnego mianownika” łączącego różne kultury. I choć np. logotyp Carlsberg wygląda inaczej na Wschodzie, inaczej w Europie a jeszcze inaczej w Grecji (na to zróżnicowanie mają wpływ różne alfabety — logo Carlsberga to przede wszystkim litery), o tyle zawsze oznacza on doskonałe piwo. Tak samo McDonald’s — w różnych krajach serwuje różne odmiany swojego menu (pamiętacie dyskusję o McRoyal’u w Pulp Fiction?), jednak zawsze ma ten najmniejszy wspólny mianownik i uniwersalne wartości niesione przez markę.

Z kolei wspomniany już Procter & Gamble ma w swojej ofercie produkty zarówno dla małych dzieci (a właściwie ich matek), jak i gospodyń domowych, ludzi starszych, młodych przebojowych i tak dalej… Nie ma szans, aby dotrzeć do nich z jednym, spójnym przekazem reklamowym. Dlatego firma zdecydowała się na oparcie swej wartości o jak najszerszy wachlarz silnych marek produktowych. Niektóre z nich stały się w ogóle synonimem produktu swojej kategorii (np. Pampersy). Inne — jak np. szampony Pantene — pozwalają na testowanie pewnych rozwiązań na jednych rynkach, a następnie wprowadzanie ich na kolejnych.

Marka produktowa przydaje się również wtedy, kiedy zmieniają się uwarunkowania rynku. Konsumenci przyzwyczajeni do produktów Wedla nawet nie wiedzieli, że firma należała kiedyś do koncernu PepsiCo, a następnie do Cadbury… Po fuzji Citibanku z Bankiem Handlowym w Warszawie stary Handlowy pozostał jeszcze jakiś czas na rynku, aby Klienci nie przestraszyli się zbyt gwałtownych zmian…

Ostatnim zastosowaniem marki produktowej są tzw. niebezpieczne rynki. Jeśli planujemy nowe przedsięwzięcie, które jest obarczone dość wysokim stopniem ryzyka i nie chcemy, aby ucierpiała nasza globalna marka, możemy posłużyć się — przynajmniej w początkowej fazie — marką produktową, którą potem (w przypadku sukcesu) wkomponowujemy w nasz portfel lub podłączamy do marki korporacyjnej.

Dziś jednak obserwujemy trend polegający na „globalizowaniu” marek produktowych lub podnoszeniu wartości marki korporacyjnej. Dlaczego tak się dzieje? Winny jest coraz większy pęd rynku: cykl życia produktów uległ w ostatnich latach gwałtownemu skróceniu i nie zawsze opłaca się już budowanie marki produktowej dla rzeczy, która za dwa lata będzie przestarzała. To dlatego wszystkie telefony komórkowe prezentowane są pod wspólnym brandem — niektóre modele „przemykają przez rynek” tak szybko, że przeciętny konsument może ich nie zauważyć!

Oczywiście trend ten najsilniej zaznacza się w przypadku branży związanych z technologią — wcale nie oznacza to, że wszystkie firmy muszą automatycznie globalizować swoje marki. Wiele sprawdza się doskonale dokładnie tak, jak teraz…

Ale jeśli zarządzasz marką lub portfelem produktów, warto zastanowić się, czy należy je budować „od dołu” na bazie poszczególnych produktów, czy „od góry”, gdzie każdy kolejny model „dokłada się” do wizerunku firmy.

View Comments Napisz komentarz
  1. cze 1 2006

    To samo co robi Maspex, nb „zgrzytliwa nazwa” więc mnie nie dziwi ukrywanie choć to raczej nie z tego powodu, mamy u producentów proszków np. Benkiser czy Unilever oba znaki na ogół występują, o ile występują wogóle, na pleckach pudełek w bardzo małej wielkości.

  2. cze 1 2006

    Winny jest coraz większy pęd rynku: cykl życia produktów uległ w ostatnich latach gwałtownemu skróceniu i nie zawsze opłaca się już budowanie marki produktowej dla rzeczy, która za dwa lata będzie przestarzała.

    Jednak marzeniem jest takie coś jak myślisz buty sportowe i mówisz „adidasy”, albo patrzysz na pieluchę i myślisz „pampers” ;) Co z tego, że teraz te pieluchy maja wbudowaną komorę próżniową i GPS, skoro samo określenie stało się symbolem ;)

  3. keady
    cze 2 2006

    Ptaszek Maspeksu zawsze oglądany podczas spożywania napoju LIFE czerwona pomarańcza :)

  4. slawek-
    cze 2 2006

    Świetny artykuł, dzięki!

  5. cze 3 2006

    Bardzo ciekawy artykuł, swoją drogą, uświadomił mi, kto jest producentem Kubusia, różnych ulubionych fitów…

  6. cze 5 2006

    IMHO branding oparty na korporacji niesie napewno wieksze ryzyko…w dzisiejszych czasach firmy tak czesto sie przebranzawiaja ze producent skarpet moze byc zmuszony do produkcji ketchupu…wg mnie lepiej zawsze tworzyc brand w oderwaniu od firmy…
    ALE…..
    na rynkach wybitnie konkurenycjnych rozpoznawane nazwy FIRM moga ewidentnie wspierac sprzedaz nowego produktu (stara sprawdzona jakosc firmy X)
    IIII……
    firma nawet niepubliczna musi od razu zakladac wyjscie na gielde…Inwestor to zwykly czlowiek…marka firmy musi mu sie „kojarzyc”..myslac o danej marce powinien od razu kojarzyc cala linie roznych produktow/uslug

    a tak naprawde to dywagacje sa bez sensu
    wszystko zalezy od jakosci PRu i jego rozbiciu na konkrentnych odbiorcow…
    investor relations to jedno
    marketing pod end-consumera to drugie
    marketing pod ogniwa posrednie (hurtownie) to drugie

    wszystko musi byc prowadzone rownolegle

    to co ja mysle, Bambus.

  7. cze 6 2006

    Zenon: Po treści komentarzy widzę, że masz bardziej PR-owy background :)

  8. cze 6 2006

    Kolibra Maspeksu to znać wypada ;-).

    Bardzo ciekawy artykuł. Zastanawia mnie jednak zdecydowana niejednolitość przyjmowanych strategii i to nie w ostatnim czasie, ale i w dłuższej perspektywie.

    Przykładowo, w sektorze FMCG działają zarówno koncerny, które promują głównie marki produktowe (wspomniane P&G i Unilever), jak i takie, które bardzo silnie promują markę korporacyjną (Nestle).
    Podobnie jest w farmacji, w Polsce z jednej strony jest Polpharma, a z drugiej US Pharmacia.

    To trochę kłóci się z przedstawionymi w tekście ogólnymi zasadami. Czy to da się jakoś wytłumaczyć?

  9. lip 19 2006

    plopli: Zauważ, że FMCG to dość spory segment, a wszystko sprowadza się, tak jak napisałem, do konsumentów. O ile w przypadku produktów spożywczych Nestle można znaleźć jakiś wspólny mianownik dla płatków i batoników (zresztą sam koncern wprowadza takie „wspólne” produkty), o tyle dla wspomnianych wyżej podpasek i żyletek jest już o wiele ciężej… Stąd indywidualne marki P&G…

  10. lip 20 2006

    Na tę różnicę też zwróciłem uwagę. Dlatego uzupełniłem swoje przykładowe wyliczenie o przykład z farmacji. Zreszą i w żywności mamy do czynienia z obydwoma przypadkami, czego przykład zresztą sam dałeś (Nestle i Maspex). Są i inne. W branży chemii gosp. na markę korporacyjną stawia np. Henkel.

    Zastanawia mnie, skąd taka różnorodność. Czyżby w praktyce nie było złotego środka? Może poza oczywistościami (elektronika), wybór strategii zależy w duzym stopniu od preferencji stratega?

  11. lip 20 2006

    plopli: Na pewno nie ma „silnych dowodów” na to, że jedna strategia jest skuteczna, a inna nie. Brand bardzo ciężko zmierzyć, więc — tak jak napisałeś — sporo zależy od stratega…

  12. Tomasz Zgliczyński-Cuber
    lut 12 2008

    Costa jest marką Horteksu. Wadowice odpowiadają za Caprio. Pozdrawiam.

  13. lut 12 2008

    Tomasz Zgliczyński-Cuber: Poprawiłem, dzięki :)

Powiedz, co myślisz, wpisz komentarz.

(required)
(required)

Uwaga:Znaczniki HTML są dozwolone. Twój adres nigdy nie będzie udostępniony.

Zapisz się na powiadomienia o komentarzach

blog comments powered by Disqus