Przeskocz do zawartości

3 sierpnia 2009

Marka „Trzeźwość”

Organizacje pożytku publicznego powinny inwestować nie tylko w budowanie marek dla swoich instytucji, ale także dla swoich celów. Czy „cel” może być marką? Skoro marką może być pozbawiona znaczenia nalepka „Intel inside”, to może być nią także jakieś zbiorowe dążenie, np. „trzeźwość”. W jaki sposób wziąć się za kreowanie takiej marki? „Społeczny case study”…

Jak robi się to dzisiaj?
„Ostatnie badania pokazują, że w ostatnich latach coraz więcej młodych ludzi sięga po alkohol” – niedosłowny cytat z dzisiejszej odezwy biskupów z okazji corocznej sierpniowej kampanii trzeźwości w Kościele katolickim. Co jest nie tak z tym komunikatem? Całkiem sporo…

Jeśli dowiadujemy się, że coraz więcej młodych ludzi zaczyna nadużywać alkoholu, dowiadujemy się o jakimś zataczającym szerokie kręgi zjawisku. Jeśli byłbym młodym człowiekiem, pomyślałbym „dlaczego ja nie jestem tego częścią?”. Reguła ta nazywa się „społecznym dowodem słuszności”. Mówi w skrócie: jeśli wielu podobnych do mnie korzystało z danego rozwiązania i odniosło korzyści, przyniesie ono korzyści także i mnie. Pokazywanie, że „młodzi ludzie nadużywają alkoholu” sankcjonuje niejako te nadużycia. „Częścią bycia młodym człowiekiem jest nadużywanie alkoholu” – to jest niezamierzony komunikat wysyłany w świat.

Dowód? Badania pokazują, że w roku ogłoszenia abolicji podatkowej, więcej ludzi unika płacenia podatków. Dlaczego? Myślą: „skoro unikanie podatków jest tak potężnym zjawiskiem, że trzeba na to uchwalać ustawę, to znaczy, że wiele osób to robi, zrobię i ja”.

Picie alkoholu jako marka
Picie alkoholu jest jedną z tych czynności, które podejmujemy ze względu na tożsamość, przynależność czy aspiracje, a nie ze względu na realne potrzeby. Aby rozpocząć walkę z nadużywaniem alkoholu, należy rozpocząć kampanię przywiązującą tę czynność z jakąś „negatywną tożsamością”, z klubem, do którego nie chcielibyśmy przystąpić.

Jak? Bardzo prosto. Alkohol tradycyjnie był narzędziem… podboju narodów. Rosjanie rozdawali go za darmo każdemu, kto chciał brać, w taki sam sposób postępowali Europejczycy, kiedy próbowali zdobyć dominację w obu Amerykach. O wiele łatwiej narzucić swoją wolę społeczeństwu, które co wieczór leży pijane w rowie, niż takiemu, które na trzeźwo analizuje swoją sytuację. Oczywiście niektórzy w podbijanych narodach dokładnie wiedzieli, co się święci. Ale inni brali darmowy alkohol i przedkładali „poddaństwo i pijaństwo” nad „trzeźwość i niepodległość”.

Alkohol = „bierny i mierny”. Jeśli udałoby się uczynić z trzeźwości element naszej tożsamości narodowej, przemówiłoby to przynajmniej do niektórych. Można oczywiście uderzyć w mocniejsze argumenty, stworzyć „wrogów” (od zawsze wiadomo, że najlepiej jednoczyć przeciwko komuś), których możemy się bać i dziś („dziadek w Wehrmachcie” pokazuje, że ta strategia działa bardzo gładko) i powiązać picie z „oddawaniem się w ręce wroga”. Patriotyczna rozmowa przy wódeczce dostanie zupełnie nowego wymiaru…

Piję, więc jestem (studentem)
Kolejny problem to rozprawienie się z grupami, które „tradycyjnie piją”. Tu również picie jest jakimś elementem tożsamości. Studenci zdobywają specyficzny „mir” czy też sławę wśród sobie podobnych za swoje pijackie wyczyny. Ale czy do tego na pewno potrzebny jest alkohol? Badania przeprowadzone w USA pokazują, że większa część „alkoholizmu” to legenda – studenci byli proszeni o ocenienie, ile wypił ich „szalejący na parkiecie” kolega. Ten sam kolega był potem poproszony o opowiedzenie, ile wypił. Jednocześnie fakty były weryfikowane przez obserwatorów na imprezie, którzy skrupulatnie liczyli, ile kto rzeczywiście w siebie wlał. Co się okazało? Liczba „oceniana” i liczba „wspominana” były kilkakrotnie wyższe od rzeczywistej. Czyli: student, który wlał w siebie 2 piwa i świetnie się bawi jest oceniany jako ten, który wlał w siebie co najmniej 5. Następnego dnia opowiada, że wypił co najmniej 5… Rozprawienie się z mitami jest pierwszą częścią kampanii, którą należałoby podjąć.

Jak? Skoro alkohol i dobra zabawa chodzą w parze, to dlaczego nie zrobić kampanii pokazującej „prawdziwą świetną zabawę”? Hasło „maksymalnie 2 piwa” i świetna impreza. Wykresy pokazujące „poziom zabawy” po 1, 2 piwach (rośnie), po 3, 4, 5 (nie rośnie, a potem spada ze względu na problemy żołądkowe) przemówią do wyobraźni przynajmniej niektórych. Pozwolą także „brać poprawkę” na kolegę, który opowiada, jak świetnie bawił się po wlaniu w siebie 8 piw…

Anty-autorytet
Sprawa kolejna: antyautorytety. Skoro pokazywanie statystyk w kampanii – jak pokazałem wyżej – przynosi efekt odwrotny od zamierzonego, to co w takim razie pokazywać? Znowu: posłużę się konkretną grupą docelową, czyli studentami. Zobrazowanie hasła „studenci piją” za pomocą zaskakującej historii z antyautorytetem. Jak? Pomysł: przysłowiowa „impreza w akademiku”, ludzie świetnie się bawią, telewizory lecą z okien, całość opowiada narrator spoza kadru. Ostatnia scena: narratorem okazuje się student na wózku, który złamał kręgosłup skacząc „za telewizorem”. „Nigdy więcej nie zdarzyło mi się balować na lepszej imprezie” nabiera nowego znaczenia…

„Picie alkoholu” jest marką, elementem stylu życia. W taki sposób pokazują to reklamy alkoholu – piwo pijemy, by intensywniej przeżywać sportowe emocje albo „zacieśnić więzi” z przyjaciółmi (z przyjaciółkami w przypadku piwa dla kobiet). Tak pokazują picie koncerny alkoholowe. Walka z tym poprzez pokazywanie statystyk jest z góry skazana na porażkę. Dopóki organizacje odpowiedzialne za promowanie trzeźwości nie wezmą się z głową za „markę trzeźwość”, będziemy narzekać na pijanych kierowców, pijących studentów i Polaków pijących na umór…

  • http://twitter.com/paweltkaczyk paweltkaczyk

    #marketing #branding „Marka Trzeźwość”, społeczny case study. Nowy wpis na #blog’u: http://bit.ly/xDhv4
    This comment was originally posted on Twitter

  • http://twitter.com/paweltkaczyk paweltkaczyk

    #marketing #branding „Marka Trzeźwość”, społeczny case study. Nowy wpis na #blog’u: http://bit.ly/xDhv4

    This comment was originally posted on Twitter

  • http://secondgate.pl zx

    Do mnie twoja propozycja nie trafia. Nie przejąłbym się w ogóle czymś takim.

    Uderzyłbym raczej w coś, co ludzi boli. Status społeczny. Bo prawda jest taka, że im więcej pijesz, tym najczęściej niżej w tej ‘drabinie’ jesteś. Więc pokazanie, że byle dres pije dużo i jest tym, kim jest, a kogoś, kto pije z umiarem, jako dodatek a nie główny element i np. ma fajnych przyjaciół, ciekawe życie.

    I nawet jakby część machnęła ręką, poszła do kumpli pić dalej, to jestem przekonany, że nie czuli by się już tak komfortowo.

  • http://secondgate.pl zx

    Do mnie twoja propozycja nie trafia. Nie przejąłbym się w ogóle czymś takim.

    Uderzyłbym raczej w coś, co ludzi boli. Status społeczny. Bo prawda jest taka, że im więcej pijesz, tym najczęściej niżej w tej ‘drabinie’ jesteś. Więc pokazanie, że byle dres pije dużo i jest tym, kim jest, a kogoś, kto pije z umiarem, jako dodatek a nie główny element i np. ma fajnych przyjaciół, ciekawe życie.

    I nawet jakby część machnęła ręką, poszła do kumpli pić dalej, to jestem przekonany, że nie czuli by się już tak komfortowo.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    zx: Dzięki za pomysł. Do każdego pewnie przemawia co innego. Jeśli chodzi o status społeczny: znam całe wioski, które żyją na zasiłkach przedemerytalnych, za 600 PLN miesięcznie. To, co mają, wydają na alkohol. Nie sądzę, żeby status społeczny był dla nich wyznacznikiem czegokolwiek… Ale do nich pewnie przemówiłoby coś innego…

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    zx: Dzięki za pomysł. Do każdego pewnie przemawia co innego. Jeśli chodzi o status społeczny: znam całe wioski, które żyją na zasiłkach przedemerytalnych, za 600 PLN miesięcznie. To, co mają, wydają na alkohol. Nie sądzę, żeby status społeczny był dla nich wyznacznikiem czegokolwiek… Ale do nich pewnie przemówiłoby coś innego…

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    Nie bardzo wierzę, by były tu skuteczne krytyczne apele. Ostrzeżenia na papierosach jakoś nie bardzo pomagają.

    Prawdziwym zadaniem – bardzo trudnym – jest lansowanie form rozrywki, zwłaszcza form towarzyskich, w których picia nie ma. Pokazanie owym studentom czegoś, co mogliby fajnie robić razem.

    A z dowodem społecznym oczywiście masz rację.

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    Nie bardzo wierzę, by były tu skuteczne krytyczne apele. Ostrzeżenia na papierosach jakoś nie bardzo pomagają.

    Prawdziwym zadaniem – bardzo trudnym – jest lansowanie form rozrywki, zwłaszcza form towarzyskich, w których picia nie ma. Pokazanie owym studentom czegoś, co mogliby fajnie robić razem.

    A z dowodem społecznym oczywiście masz rację.

  • http://secondgate.pl zx

    W takim razie doszliśmy ładnie do wniosku, że trzeba by rozbić target na dużo mniejsze grupy i do każdego podchodzić inaczej. To jest zdecydowanie trudne, ale biorąc pod uwagę pieniądze, które się w to ładuje… powinno być zrobione dużo lepiej niż jest.

    Marcin: Wiesz jak to działa? Paintball kosztuje 50 zł, dwa piwa 8.

  • http://secondgate.pl zx

    W takim razie doszliśmy ładnie do wniosku, że trzeba by rozbić target na dużo mniejsze grupy i do każdego podchodzić inaczej. To jest zdecydowanie trudne, ale biorąc pod uwagę pieniądze, które się w to ładuje… powinno być zrobione dużo lepiej niż jest.

    Marcin: Wiesz jak to działa? Paintball kosztuje 50 zł, dwa piwa 8.

  • hoody

    hmy! zgadzam się
    oczywiście można polemizować na temat skuteczności dotarcia do jakiś grup…
    jednak od czegoś trzeba zacząć…
    nawet jeśli miało by to na pierwszym razem nie wypalić!!!

    przemawianie do świadomości społecznej jest ważne i warte zachodu…

    jeśli ludzie oglądają reklamę proszku i mówią że „głupia reklama” „na mnie to nie działa” a potem idą do hiperu i kupują ten proszek to może warto jednak iść tą drogą skoro komercyjnie jest przetarta i w sumie się jakoś sprawdza!

    Pozdrowienia
    ps. ostatni podcast super!

  • hoody

    hmy! zgadzam się
    oczywiście można polemizować na temat skuteczności dotarcia do jakiś grup…
    jednak od czegoś trzeba zacząć…
    nawet jeśli miało by to na pierwszym razem nie wypalić!!!

    przemawianie do świadomości społecznej jest ważne i warte zachodu…

    jeśli ludzie oglądają reklamę proszku i mówią że „głupia reklama” „na mnie to nie działa” a potem idą do hiperu i kupują ten proszek to może warto jednak iść tą drogą skoro komercyjnie jest przetarta i w sumie się jakoś sprawdza!

    Pozdrowienia
    ps. ostatni podcast super!

  • http://orest.tabaka.eu Orest Tabaka

    Bardzo dobry artykuł. Uważam, że z dobrej strony poruszyłeś temat. Też jestem zdania, że lepiej promować pozytywne postawy i zachowania niż próbować deprecjonować te negatywne.

    Marcin Kasperski:
    Napisy na papierosach są tylko napisami. Reklamy na których palący facet wypluwa płuco, które to płuco nastąpnie ucieka są z pewnością skuteczniejsze. Jednak wciąż brak kampani w których niepalący mają lepsze życie.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  • http://orest.tabaka.eu Orest Tabaka

    Bardzo dobry artykuł. Uważam, że z dobrej strony poruszyłeś temat. Też jestem zdania, że lepiej promować pozytywne postawy i zachowania niż próbować deprecjonować te negatywne.

    Marcin Kasperski:
    Napisy na papierosach są tylko napisami. Reklamy na których palący facet wypluwa płuco, które to płuco nastąpnie ucieka są z pewnością skuteczniejsze. Jednak wciąż brak kampani w których niepalący mają lepsze życie.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  • http://matipl.pl matipl

    Zupełnie inny niż zwykle, ale za to świetny tekst..
    Czytała się z przyjemnością.

  • http://matipl.pl matipl

    Zupełnie inny niż zwykle, ale za to świetny tekst..
    Czytała się z przyjemnością.

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Mekk

    @zx Paintball kosztuje 50 ale już np. gra w mafię kosztuje 0. W kontekście czysto rozrywkowym, lepszy efekt od jakichkolwiek apeli antyalkoholowych może mieć np. uczenie tańca (najlepiej takiego troszkę trudniejszego). Itd.

    {A przede wszystkim – żadna, najlepsza nawet anty-kampania nie przyniesie jakiegokolwiek efektu, jeśli nie proponuje nic zamiast.}

    @OrestTabaka Cytat z Lindstroema:

    Nic nie przebije ostrzeżeń z Kanady, Tajlandii, Australii lub Brazylii: krwawe, pokazywane z medyczną precyzją kolorowe zdjęcia raka płuc, gangrenowatych kończyn, otwartych ran, wypadających przy raku jamy ustnej zębów. Można by pomyśleć, że takie widoczki powstrzymają palaczy. (…) Byłem w sklepie w Australii, gdzie sprzedawca pytał klienta, czy woli paczkę ze zdjęciem płuc, seraca, czy może stóp. Zapytałem, jak często klienci sami wybierają zdjęcia, odparł że „W połowie przypadków” (…)

    Potem jest o badaniach fMRI (skanowanie aktywności mózgu), z których wyszło im, że ostrzeżenia nie tylko w ogóle nie zmniejszają ochoty na papierosa, ale nawet, z jakiegoś przewrotnego powodu, powodują pobudzenie ośrodka przyjemności. Nie chcę wchodzić w dyskusje o neuromarketingu ale w końcu nawet zwykła statystyka pokazuje, iż wielkie kampanie antynikotynowe mają bardzo nędzne efekty.

    Celowo wyciągam te papierosy, bo jest to dziedzina, w którą władowano dużo marketingowego wysiłku.

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Mekk

    @zx Paintball kosztuje 50 ale już np. gra w mafię kosztuje 0. W kontekście czysto rozrywkowym, lepszy efekt od jakichkolwiek apeli antyalkoholowych może mieć np. uczenie tańca (najlepiej takiego troszkę trudniejszego). Itd.

    {A przede wszystkim – żadna, najlepsza nawet anty-kampania nie przyniesie jakiegokolwiek efektu, jeśli nie proponuje nic zamiast.}

    @OrestTabaka Cytat z Lindstroema:

    Nic nie przebije ostrzeżeń z Kanady, Tajlandii, Australii lub Brazylii: krwawe, pokazywane z medyczną precyzją kolorowe zdjęcia raka płuc, gangrenowatych kończyn, otwartych ran, wypadających przy raku jamy ustnej zębów. Można by pomyśleć, że takie widoczki powstrzymają palaczy. (…) Byłem w sklepie w Australii, gdzie sprzedawca pytał klienta, czy woli paczkę ze zdjęciem płuc, seraca, czy może stóp. Zapytałem, jak często klienci sami wybierają zdjęcia, odparł że „W połowie przypadków” (…)

    Potem jest o badaniach fMRI (skanowanie aktywności mózgu), z których wyszło im, że ostrzeżenia nie tylko w ogóle nie zmniejszają ochoty na papierosa, ale nawet, z jakiegoś przewrotnego powodu, powodują pobudzenie ośrodka przyjemności. Nie chcę wchodzić w dyskusje o neuromarketingu ale w końcu nawet zwykła statystyka pokazuje, iż wielkie kampanie antynikotynowe mają bardzo nędzne efekty.

    Celowo wyciągam te papierosy, bo jest to dziedzina, w którą władowano dużo marketingowego wysiłku.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Mekk: O tym samym cytacie pomyślałem, dzięki za wyprzedzenie mnie :) Do ostrzeżeń się po prostu przyzwyczajamy. A przyzwyczajenie wyłącza praktycznie czujność czy predyspozycję do przyswajania nowych informacji…

    zx: Dokładnie, target trzeba rozbić na mniejsze grupy. Ja wziąłem na celownik studentów, bo łatwo mi się tłumaczy na konkretnym przykładzie. Grupą, w której jest dość mocny etos „nie piję” są np. sportowcy – to też nadaje się do komunikatu „chcesz osiągnąć sukces w tej dziedzinie, chcesz być sportowcem, odstawiasz kielicha”.

    Orest: Dokładnie. Pokazanie, że „niepalenie” równa się „spełnienie marzeń”. Można to pokazać tak samo, jak AXE pokazuje swoje działanie (psikasz się, masz sukces u kobiet).

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Mekk: O tym samym cytacie pomyślałem, dzięki za wyprzedzenie mnie :) Do ostrzeżeń się po prostu przyzwyczajamy. A przyzwyczajenie wyłącza praktycznie czujność czy predyspozycję do przyswajania nowych informacji…

    zx: Dokładnie, target trzeba rozbić na mniejsze grupy. Ja wziąłem na celownik studentów, bo łatwo mi się tłumaczy na konkretnym przykładzie. Grupą, w której jest dość mocny etos „nie piję” są np. sportowcy – to też nadaje się do komunikatu „chcesz osiągnąć sukces w tej dziedzinie, chcesz być sportowcem, odstawiasz kielicha”.

    Orest: Dokładnie. Pokazanie, że „niepalenie” równa się „spełnienie marzeń”. Można to pokazać tak samo, jak AXE pokazuje swoje działanie (psikasz się, masz sukces u kobiet).

  • http://orest.tabaka.eu Orest Tabaka

    Mekk:
    Na podstawie tego co przytoczyłeś można podejrzewać, że polska najnowsza „drastyczna” kampania przestrzegająca przed szaleńczą jazdą samochodem może niewiele dać albo nawet nic:
    http://www.tvn24.pl/28377,1612856,1,1,kampania-drogowa,fakty_wiadomosc.html

    No tak. W papierosy dużo włożono wysiłku, teraz w bezpieczną jazdę samochodem i odstawienie kieliszka. Ciekaw jestem efektów.

    Paweł:
    AXE robi to świetnie. Jego reklamy mogą być inspiracją dla wielu:
    http://launching.blox.pl/2009/07/Bieg-pozadania.html

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  • http://orest.tabaka.eu Orest Tabaka

    Mekk:
    Na podstawie tego co przytoczyłeś można podejrzewać, że polska najnowsza „drastyczna” kampania przestrzegająca przed szaleńczą jazdą samochodem może niewiele dać albo nawet nic:
    http://www.tvn24.pl/28377,1612856,1,1,kampania-drogowa,fakty_wiadomosc.html

    No tak. W papierosy dużo włożono wysiłku, teraz w bezpieczną jazdę samochodem i odstawienie kieliszka. Ciekaw jestem efektów.

    Paweł:
    AXE robi to świetnie. Jego reklamy mogą być inspiracją dla wielu:
    http://launching.blox.pl/2009/07/Bieg-pozadania.html

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Mekk

    Jestem dość pewien, że ta kampania samochodowa też nic nie da, w tej dziedzinie mamy szczególnie mocno rozwinięte poczucie „to nie ja”. Kierowcy dzielą się na wariatów (Ci co jeżdżą szybciej niż ja), normalnych (=) i ciamajdów (wolniejszych). Ta kampania będzie o wariatach.

    Pomóc może a) budowa sensownych dróg, b) urealnienie przepisów (nic tak nie uczy pogardy dla ograniczeń prędkości jak 50km/h na Wisłostradzie czy 40km/h na drogach krajowych). Być może także c) rozliczanie policjantów nie z wykrywalności, mandatowości itd ale z ilości powaznych wypadków na powierzonym ich opiece obszarze (you got what you measure). Ale to już nie na temat tego artykułu….

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Mekk

    Jestem dość pewien, że ta kampania samochodowa też nic nie da, w tej dziedzinie mamy szczególnie mocno rozwinięte poczucie „to nie ja”. Kierowcy dzielą się na wariatów (Ci co jeżdżą szybciej niż ja), normalnych (=) i ciamajdów (wolniejszych). Ta kampania będzie o wariatach.

    Pomóc może a) budowa sensownych dróg, b) urealnienie przepisów (nic tak nie uczy pogardy dla ograniczeń prędkości jak 50km/h na Wisłostradzie czy 40km/h na drogach krajowych). Być może także c) rozliczanie policjantów nie z wykrywalności, mandatowości itd ale z ilości powaznych wypadków na powierzonym ich opiece obszarze (you got what you measure). Ale to już nie na temat tego artykułu….

  • Gal Anonim

    Używasz często stwierdzenia że badania coś pokazują… pytam, jakie badania? Mógłbyś na przyszłość dawać jakieś odnośniki do źródeł na które się powołujesz (książka, czasopismo, link)?

    Mam bowiem nadzieję że nie jest to jedynie drobny cios poniżej pasa w postaci obiektywnie ciekawego tekstu okraszonego lekką nutką NLPowej dekadencji;)

  • Gal Anonim

    Używasz często stwierdzenia że badania coś pokazują… pytam, jakie badania? Mógłbyś na przyszłość dawać jakieś odnośniki do źródeł na które się powołujesz (książka, czasopismo, link)?

    Mam bowiem nadzieję że nie jest to jedynie drobny cios poniżej pasa w postaci obiektywnie ciekawego tekstu okraszonego lekką nutką NLPowej dekadencji;)

  • Loopy

    Byłem przez kilka lat straight edge, więc o skuteczności kampanii antyużywkowych mogę powiedzieć sporo, również od strony bardziej podziemnej, nie tylko reklam w ogólnodostępnych mediach.

    Uwagi mam takie:
    -pokazywanie zdjęć, szokujących danych, kręcenie łzawych reklamówek, itd. moim zdaniem nic nie rozwiązuje. Odbiorcy reklam nie są głupsi od ich twórców, mniej więcej wiedzą jakie są skutki regularnej zabawy z używkami i – o czym się zapomina – tę właśnie zabawę wybierają. Można wierzyć, że szczególnie szokujący materiał sprowokuje do przemyślenia sprawy raz jeszcze, ale nie sądzę by ludzie „nawróceni” w ten sposób stanowili szczególnie liczną grupę.
    - znacznie lepsze efekty osiąga się zawsze promując, niż negując. Jakiekolwiek celowanie palcem w ludzi, którzy piją i łączenie ich z wypadkami, patologiami rodzinnymi, przestępstwami, niechcianymi ciążami, etc. z pewnością nie wzbudza ich sympatii, poza tym często uruchamia reakcję „no ale nie ja, gdybym miał problem, czułbym to”. Scena SxE jest tu fajnym przykładem, znacznie większy posłuch miały te zespoły, które nie radykalizowały poglądów, nie robiły z każdego kto pije piwo alkoholika i menela, a te, które same pokazywały, że bez narkotyków, mięsa, alkoholu i innych używek (w tym przypadkowego seksu) można się fajnie bawić i nie mieć przy tym opinii lamusa.
    - tym, co powoduje, że ludzie sięgają po większość używek (czekoladę pomijam) jest kultura. Mam prawie 30 lat i nikt nie wierzy mi, że nigdy nie miałem w ustach papierosa, ani nie brałem narkotyków. Na imprezach zawsze muszę odpowiadać na pytanie „to co jesz?!?!”, kiedy ujawniam swój wegetarianizm. Kiedy mówię, że dwa sylwestry przeszedłem bez kropli alko, nikt nie dowierza, ludzie robią sobie ze mną zdjęcia,itd. To wszystko wynik kultury, dopóki się jest jej biernym uczestnikiem nie zdaje się sprawy z jej absurdów i ograniczeń. Co weekend alko, po pracy dla relaksu też, imprezy rodzinne, święta religijne, długie weekendy, narodziny dziecka, śmierć kogoś bliskiego – w zasadzie wszystkie powtarzające się w życiu okazje nacechowane emocjonalnie są w naszej kulturze kojarzone z alkoholem. Nadużywanie % jest też postrzegane u nas jako objaw czegoś niezwykle kozackiego, kochamy (jako naród0 opowieści, kto ile wypił, w jakim czasie, co głupiego później robił, oglądamy na YT filmy ludzi śmiesznie zachowujących się po wódce, itd. Śmieszy nas to, niekiedy imponuje, a stękanie z offu, że alkohol szkodzi traktujemy mniej więcej tak, jak marudzenie rodziców, że słuchamy głupiej muzyki, bo oto krytykuje się coś tak fajnego i powszechnego. Chcesz promować trzeźwość-zacznij od siebie (nie do Ciebie, nomen omen, piję :), Paweł, wiem że jesteś tu czysty), pokaż że abstynent to niekoniecznie frajer i sztywny suchotnik w okularach, że można bez kropli wódki fajnie się bawić, być wyluzowanym, mieć odwagę cywilną, itd. Od lat patrzę, jak próbuje się przekonać Polaków do dość oczywistej prawdy, że palenie papierosów jest obciachem. Nie byłoby tu żadnego sukcesu (choć i tak prawie ich nie ma), gdyby nie ejdnoczesna promocja innego trybu życia. Im więcej ludzi w siłowniach, fitness clubach, Spa, na boiskach, kortach i halach, w wegańskich i wegetariańskich knajpach, tym mniej naćpanych, opitych i śmierdzących nikotyną.

  • Loopy

    Byłem przez kilka lat straight edge, więc o skuteczności kampanii antyużywkowych mogę powiedzieć sporo, również od strony bardziej podziemnej, nie tylko reklam w ogólnodostępnych mediach.

    Uwagi mam takie:
    -pokazywanie zdjęć, szokujących danych, kręcenie łzawych reklamówek, itd. moim zdaniem nic nie rozwiązuje. Odbiorcy reklam nie są głupsi od ich twórców, mniej więcej wiedzą jakie są skutki regularnej zabawy z używkami i – o czym się zapomina – tę właśnie zabawę wybierają. Można wierzyć, że szczególnie szokujący materiał sprowokuje do przemyślenia sprawy raz jeszcze, ale nie sądzę by ludzie „nawróceni” w ten sposób stanowili szczególnie liczną grupę.
    - znacznie lepsze efekty osiąga się zawsze promując, niż negując. Jakiekolwiek celowanie palcem w ludzi, którzy piją i łączenie ich z wypadkami, patologiami rodzinnymi, przestępstwami, niechcianymi ciążami, etc. z pewnością nie wzbudza ich sympatii, poza tym często uruchamia reakcję „no ale nie ja, gdybym miał problem, czułbym to”. Scena SxE jest tu fajnym przykładem, znacznie większy posłuch miały te zespoły, które nie radykalizowały poglądów, nie robiły z każdego kto pije piwo alkoholika i menela, a te, które same pokazywały, że bez narkotyków, mięsa, alkoholu i innych używek (w tym przypadkowego seksu) można się fajnie bawić i nie mieć przy tym opinii lamusa.
    - tym, co powoduje, że ludzie sięgają po większość używek (czekoladę pomijam) jest kultura. Mam prawie 30 lat i nikt nie wierzy mi, że nigdy nie miałem w ustach papierosa, ani nie brałem narkotyków. Na imprezach zawsze muszę odpowiadać na pytanie „to co jesz?!?!”, kiedy ujawniam swój wegetarianizm. Kiedy mówię, że dwa sylwestry przeszedłem bez kropli alko, nikt nie dowierza, ludzie robią sobie ze mną zdjęcia,itd. To wszystko wynik kultury, dopóki się jest jej biernym uczestnikiem nie zdaje się sprawy z jej absurdów i ograniczeń. Co weekend alko, po pracy dla relaksu też, imprezy rodzinne, święta religijne, długie weekendy, narodziny dziecka, śmierć kogoś bliskiego – w zasadzie wszystkie powtarzające się w życiu okazje nacechowane emocjonalnie są w naszej kulturze kojarzone z alkoholem. Nadużywanie % jest też postrzegane u nas jako objaw czegoś niezwykle kozackiego, kochamy (jako naród0 opowieści, kto ile wypił, w jakim czasie, co głupiego później robił, oglądamy na YT filmy ludzi śmiesznie zachowujących się po wódce, itd. Śmieszy nas to, niekiedy imponuje, a stękanie z offu, że alkohol szkodzi traktujemy mniej więcej tak, jak marudzenie rodziców, że słuchamy głupiej muzyki, bo oto krytykuje się coś tak fajnego i powszechnego. Chcesz promować trzeźwość-zacznij od siebie (nie do Ciebie, nomen omen, piję :), Paweł, wiem że jesteś tu czysty), pokaż że abstynent to niekoniecznie frajer i sztywny suchotnik w okularach, że można bez kropli wódki fajnie się bawić, być wyluzowanym, mieć odwagę cywilną, itd. Od lat patrzę, jak próbuje się przekonać Polaków do dość oczywistej prawdy, że palenie papierosów jest obciachem. Nie byłoby tu żadnego sukcesu (choć i tak prawie ich nie ma), gdyby nie ejdnoczesna promocja innego trybu życia. Im więcej ludzi w siłowniach, fitness clubach, Spa, na boiskach, kortach i halach, w wegańskich i wegetariańskich knajpach, tym mniej naćpanych, opitych i śmierdzących nikotyną.

  • http://orest.tabaka.eu Orest Tabaka

    Loopy:
    Twój głos w tej dyskusji jest bardzo cenny – dzięki za niego!

    Mając inne doświadczenia sprawę widzę bardzo podobnie.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  • http://orest.tabaka.eu Orest Tabaka

    Loopy:
    Twój głos w tej dyskusji jest bardzo cenny – dzięki za niego!

    Mając inne doświadczenia sprawę widzę bardzo podobnie.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Gall Anonim: Nie lubię NLP i staram się unikać ;) Co do badań: czasem linkuję do źródeł, ale często są to np. cytaty z książek lub innych publikacji prasowych itp. Nie uzurpuję sobie prawa do wymyślania wiedzy, są lepsi ode mnie. Nie linkuję zawsze, bo zrobiłaby się z tego praca magisterska z odnośnikami i przypisami co trzecie słowo :) Wolę „przystępność czytania”, ale chętnie dzielę się źródłami, jeśli ktoś prosi.

    Jeśli chodzi o ten tekst: „społeczny dowód słuszności” opisał dokładnie Robert Cialdini w książce „Influence”, potem rozszerzył temat w ostatniej pracy „Yes, 50 scientifically proven…”. Anty-autorytet omówili bracia Heath w książce „Made To Stick” (którą recenzowałem tu na blogu jakiś czas temu) :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Gall Anonim: Nie lubię NLP i staram się unikać ;) Co do badań: czasem linkuję do źródeł, ale często są to np. cytaty z książek lub innych publikacji prasowych itp. Nie uzurpuję sobie prawa do wymyślania wiedzy, są lepsi ode mnie. Nie linkuję zawsze, bo zrobiłaby się z tego praca magisterska z odnośnikami i przypisami co trzecie słowo :) Wolę „przystępność czytania”, ale chętnie dzielę się źródłami, jeśli ktoś prosi.

    Jeśli chodzi o ten tekst: „społeczny dowód słuszności” opisał dokładnie Robert Cialdini w książce „Influence”, potem rozszerzył temat w ostatniej pracy „Yes, 50 scientifically proven…”. Anty-autorytet omówili bracia Heath w książce „Made To Stick” (którą recenzowałem tu na blogu jakiś czas temu) :)

  • http://blog.zarazinski.pl/2009/08/marka-cud-o-obchodach-bitwy-warszawskiej-z-disco-polo-w-tle/ Marka cud – o obchodach Bitwy Warszawskiej z disco polo w tle | Zaraziński BLOG

    [...] z której powinniśmy być dumni. Więcej o tworzeniu marki „Cud nad Wisłą” i jej promocji mógłby napisać Paweł Tkaczyk. Wydaje mi się jednak, że można z tego niewątpliwie jednego z kluczowych w naszej historii [...]

blog comments powered by Disqus