Przeskocz do zawartości

25 lipca 2006

Masz Klienta? Znajdź mu sponsora!

Szkoły nie mają pieniędzy na ekstrawagancje, o tym wiemy wszyscy. Próbują zatem oszczędzać, jak mogą i na czym tylko się da. To nic złego, gospodarność jest w cenie. Jak jednak mają zachować się firmy, które właśnie ze szkołami handlują?

Kiedy pracowałem w wydawnictwie i kontaktowaliśmy się ze szkolną biblioteką w sprawie zakupu naszych książek, bardzo często słyszałem „Przykro nam, nie mamy pieniędzy na zakup nowych książek. Ale zawsze możecie je nam podarować…” Cóż, wspieranie młodzieży to szczytny cel, ale do garnka też coś włożyć trzeba… W tamtych czasach po prostu odpuszczałem sobie taki handel. Ale czy słusznie?

Wczoraj odebrałem telefon. „Czy Pańska firma, panie prezesie, byłaby skłonna wesprzeć jedno z wrocławskich liceów? Pakiet map za 120 PLN…” Odpowiedziałbym od razu, że tak, ale „panie prezesie” zaświeciło mi ostrzegawczą lampkę pod nazwą „szkolenie dla handlowców”.

„Chętnie, ale czy mógłbym dostać jakieś pismo w tej sprawie?” „Oczywiście panie prezesie. Bo widzi pan, ja reprezentuję firmę sprzedającą te mapy. Dostarczymy Panu fakturę na kwotę, jaką Pan zadeklarował się wesprzeć młodzież i od razu pismo od liceum”.

Niezłe. Jeśli szkoła nie ma pieniędzy i szuka sponsorów, to — jeśli chcemy ubić ze szkołą interes — dobrze jest pomóc im w tym szukaniu. Nie zrozumcie mnie źle, nie potępiam tego pomysłu, uważam go za świetną zagrywkę rynkową. Szkoła mapy chce, ale ma pilniejsze potrzeby i nie zawsze ma na nie pieniądze. Jeśli znajdą się sponsorzy, to szkoła mapy kupi. My mamy mapy, chcemy pieniędzy (z samego sponsorowania wyżyć się nie da), więc pomożemy szkole znaleźć sponsorów. I sprzedawca syty, i owca cała, a płaci sponsor ;)

Ten przykład pokazuje doskonale, że szans rynkowych nie należy szukać tylko na „trasie transakcji” (pomiędzy sprzedającym a kupującym). Odpowiednia doza kreatywności pozwala nam znaleźć je także u „trzeciej strony”. Z całkiem dobrym — co widać po moim przykładzie — skutkiem.

To ja idę szepnąć słówko w dziale marketingu pewnego wydawnictwa ;-)

Przeczytaj więcej o 01. Marketing & branding
  • http://komarnicki.webd.pl Paweł Komarnicki

    Widzisz – kiedyś miałbyś dwa kroki :D A teraz musisz przez całe miasto jechać :D

    IMO ciekawa sprawa, chociaż coś takiego było już ponad 6 lat temu :) Że firmy dawały „coś” i potem na apelach się im dziękowało :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Paweł Komarnicki: Jest przecież internet ;)

  • http://danowski.pl Bartek Danowski

    Pawle, pewno chodzi o firmę Piętka ze Śląska. Oni dzwonią nie tylko po firmach ale i ludziach prywatnych. Dla mnie to spamerzy i jak nie chciałem wspomóc map to mi oferowali sereg innych produktów.

    Na koniec mała ciekawostka. Mam domek w górach w takiej wiosce. Nie wiem jakim trafem, ale Piętka do mnie dzwoniło i chciało bym wspomógł zakup map dla szkoły z mojej wioski. Tak jak i Ty poprosiłem o maila ze szczegółami. Oczywiście dostałem ale nic tam nie było ciekawego. Jako, że wioska jest mała i wszyscy się tam znają przez zaprzyjaźnionych gospodarzy dotarłem do dyrektora szkoły, który powiedział, że mu mapy na siłę wciskają bo wcale ich nie chce i ma pilniejsze potrzeby. Umówiłem się więc, że chętnie wpłacę to co chciało Piętka na konto szkoły i ona sama zadecyduje na co wyda 100% mojej wpłaty a nie tylko jakąś tam część.

    Piętką zadzwonił późnej raz jeszcze i był bardzo niezadowolony z mojej odmowy i tego, że wpłacę pieniądzę do szkoły a nie do nich.

    Co ciekawe teraz co jakiś czas wydzwaniają do mnie i wciskają różne pierdoły. Ostatnio atlas samochodowy. Prosiłem o to aby mnie usunęli ze spamerskich bazy ale nie dociera. Więc jak dzwonili kolejny raz zaproponowałem, że jak kupią ode mnie stare grabie to zastanowie się nad ich ofertą ;). Niby od kilku dni nie dzwonią więc może wreszcie zrozumieli…

  • AdamK

    Nie do konca uczciwy proceder. Janusz Weiss sie kiedys tym zajmowal. Te mapy sa nieco drozsze od normalnie kupowanych.

  • keady

    Czyli jak zwykle sprawa ma drugie dno… „Silny prezydent, uczciwa Polska” ;p

  • http://e-alw.com Andrzej-Ludwik

    Też z nimi miałem do czynienia. Trafili w moment mojego powrotu ze szkoły gdzie na zebraniu omawiana była także rewelacyjna oferta map za friko. Ich map. Sprawa pewnie by przeszła w szkole bo za friko ale po telefonie „sponsora” do mnie zweryfikowaliśmy ceny. Na szczęscie jedna z mam okazala się pracownicą księgarni z… mapami no i wyszło że oferta, ta do mnie, ma prawie 2 razy wyższą cenę niż w detalu. Skończyło się na tym samym co opisał Bartek Danowski – szkoła dostala kasę i mogła dużo więcej.

blog comments powered by Disqus