Porównanie agencji reklamowej do salonu fryzjerskiego dobrze sprawdza się w książkach do marketingu. Ale kiedy przychodzi do rozmów z Klientem, nie jest już tak prosto.
Wyobraź sobie: wchodzisz do salonu fryzjerskiego i mówisz: „Ta pani mnie zafarbuje, a salon obok zrobi ondulację. Zapłacę temu, kogo praca bardziej mi się spodoba”. Rezultat? Z markowych salonów można wylecieć z hukiem, te mniej markowe ograniczą się do pokiwania głową z politowaniem.
A teraz sytuacja bardzo podobna: wchodzisz do agencji reklamowej i mówisz: „Zleciłem projekt opakowania jednej agencji, a teraz zlecam wam. Pieniądze dostanie ten, czyje prace bardziej mi się spodobają”. I co? Klient jest oburzony, kiedy agencja pokaże mu drzwi! A wiele firm reklamowych zgadza się na takie traktowanie — chętnie pracują za darmo za obietnicę przyszłych zarobków.
Dlaczego to piszę? Właśnie przeprowadziłem taką mniej więcej rozmowę:
- Przejrzałam strony agencji reklamowych i wybrałam dwie firmy. Agencję Y i waszą. No więc proszę, takie opakowanie trzeba zaprojektować. — mówi Pani Prezes
- Nie ma problemu. Koszt projektu to X PLN. — odpowiadam.
- Ale… My już zleciliśmy to zadanie agencji Y, chcieliśmy zlecić państwu i zobaczyć, który projekt będzie lepszy.
- Widziała pani nasze poprzednie projekty, więc dobrze pani wie, jaką jakość prezentujemy. Wykonamy pracę, jeśli podpiszemy zlecenie — naszą gwarancję zapłaty.
- W takim razie przykro mi, że marnował pan swój cenny czas… Agencja Y zgodziła się bez problemu na takie warunki.
- Mam zatem nadzieję, że będzie pani zadowolona z ich usług.
Twoim zdaniem: czy to ja byłem nieuprzejmy w stosunku do potencjalnego kontrahenta, czy kontrahent nie próbował nawet okazać szacunku dla mojej pracy?
Zdaję sobie sprawę, że mamy wolny rynek i Klient ma prawo wyboru. Jeśli jest agencja, która zgadza się robić za darmo, bez gwarancji zapłaty, to Klient, dla którego cena jest ważniejsza od jakości, byłby głupi, gdyby z tej możliwości nie skorzystał. Z mojego punktu widzenia jednak takie praktyki to psucie rynku — ile rzeczy trzeba zrobić za darmo, żeby utrzymać firmę?
Nie zamierzam jednak narzekać. Wprost przeciwnie. Tym wpisem chciałem pokazać, że równie ważny jak zarobki, jest dla mnie styl prowadzenia firmy. Jestem dumny z naszych Klientów i robię wszystko, aby oni byli zadowoleni z nas.
Współpraca z nami to partnerstwo — my mamy swoje obowiązki i wykonujemy je z poświęceniem, najlepiej jak potrafimy. Tego samego oczekujemy od naszych Klientów. Tylko w taki sposób możemy budować zdrowe, długotrwałe relacje. Jeśli którakolwiek ze stron zacznie swoje obowiązki zaniedbywać, powinniśmy o tym szczerze porozmawiać (np. w taki sposób, jak wyżej). Jeśli któraś ze stron deklaruje na samym początku, że nie zamierza wykonywać swoich obowiązków — nie powinniśmy w ogóle rozpoczynać współpracy.
Część z Was powie pewnie, że „inaczej bym śpiewał, gdybym nie miał co do garnka włożyć”. Być może. Ale moim zdaniem naszą markę budujemy między innymi tym, że pracujemy na szacunek naszych Klientów. Kiedy nie zgadzam się na pracę za darmo, mogę więcej czasu poświęcić tym, z którymi współpracujemy na zdrowych zasadach. A oni z kolei — doceniając to — polecają nasze usługi swoim znajomym. I z własnej woli zaznaczają przy tym, by ktoś nie wyskoczył z propozycją „zapłacę, jak mi zaimponujecie”.
Powtarzam: jestem dumny z takich Klientów i bez żalu (do samego siebie przede wszystkim) pozostawiam konkurencji „tych innych”.




Pingback: konkursy - czyli praca za darmo… at monochrome | weblog
Pingback: Ja, RAFi » Archiwum » Pracować za free nie będę i nie muszę
Pingback: Tako rzecze Shrew… » O konkursach łowiących talenty