The Blog

Nie muszę robić za darmo

Porównanie agencji reklamowej do salonu fryzjerskiego dobrze sprawdza się w książkach do marketingu. Ale kiedy przychodzi do rozmów z Klientem, nie jest już tak prosto.

Wyobraź sobie: wchodzisz do salonu fryzjerskiego i mówisz: „Ta pani mnie zafarbuje, a salon obok zrobi ondulację. Zapłacę temu, kogo praca bardziej mi się spodoba”. Rezultat? Z markowych salonów można wylecieć z hukiem, te mniej markowe ograniczą się do pokiwania głową z politowaniem.

A teraz sytuacja bardzo podobna: wchodzisz do agencji reklamowej i mówisz: „Zleciłem projekt opakowania jednej agencji, a teraz zlecam wam. Pieniądze dostanie ten, czyje prace bardziej mi się spodobają”. I co? Klient jest oburzony, kiedy agencja pokaże mu drzwi! A wiele firm reklamowych zgadza się na takie traktowanie — chętnie pracują za darmo za obietnicę przyszłych zarobków.

Dlaczego to piszę? Właśnie przeprowadziłem taką mniej więcej rozmowę:

- Przejrzałam strony agencji reklamowych i wybrałam dwie firmy. Agencję Y i waszą. No więc proszę, takie opakowanie trzeba zaprojektować. — mówi Pani Prezes
- Nie ma problemu. Koszt projektu to X PLN. — odpowiadam.
- Ale… My już zleciliśmy to zadanie agencji Y, chcieliśmy zlecić państwu i zobaczyć, który projekt będzie lepszy.
- Widziała pani nasze poprzednie projekty, więc dobrze pani wie, jaką jakość prezentujemy. Wykonamy pracę, jeśli podpiszemy zlecenie — naszą gwarancję zapłaty.
- W takim razie przykro mi, że marnował pan swój cenny czas… Agencja Y zgodziła się bez problemu na takie warunki.
- Mam zatem nadzieję, że będzie pani zadowolona z ich usług.

Twoim zdaniem: czy to ja byłem nieuprzejmy w stosunku do potencjalnego kontrahenta, czy kontrahent nie próbował nawet okazać szacunku dla mojej pracy?

Zdaję sobie sprawę, że mamy wolny rynek i Klient ma prawo wyboru. Jeśli jest agencja, która zgadza się robić za darmo, bez gwarancji zapłaty, to Klient, dla którego cena jest ważniejsza od jakości, byłby głupi, gdyby z tej możliwości nie skorzystał. Z mojego punktu widzenia jednak takie praktyki to psucie rynku — ile rzeczy trzeba zrobić za darmo, żeby utrzymać firmę?

Nie zamierzam jednak narzekać. Wprost przeciwnie. Tym wpisem chciałem pokazać, że równie ważny jak zarobki, jest dla mnie styl prowadzenia firmy. Jestem dumny z naszych Klientów i robię wszystko, aby oni byli zadowoleni z nas.

Współpraca z nami to partnerstwo — my mamy swoje obowiązki i wykonujemy je z poświęceniem, najlepiej jak potrafimy. Tego samego oczekujemy od naszych Klientów. Tylko w taki sposób możemy budować zdrowe, długotrwałe relacje. Jeśli którakolwiek ze stron zacznie swoje obowiązki zaniedbywać, powinniśmy o tym szczerze porozmawiać (np. w taki sposób, jak wyżej). Jeśli któraś ze stron deklaruje na samym początku, że nie zamierza wykonywać swoich obowiązków — nie powinniśmy w ogóle rozpoczynać współpracy.

Część z Was powie pewnie, że „inaczej bym śpiewał, gdybym nie miał co do garnka włożyć”. Być może. Ale moim zdaniem naszą markę budujemy między innymi tym, że pracujemy na szacunek naszych Klientów. Kiedy nie zgadzam się na pracę za darmo, mogę więcej czasu poświęcić tym, z którymi współpracujemy na zdrowych zasadach. A oni z kolei — doceniając to — polecają nasze usługi swoim znajomym. I z własnej woli zaznaczają przy tym, by ktoś nie wyskoczył z propozycją „zapłacę, jak mi zaimponujecie”.

Powtarzam: jestem dumny z takich Klientów i bez żalu (do samego siebie przede wszystkim) pozostawiam konkurencji „tych innych”.

Tags: ,

Bądźmy w kontakcie

Zapisz się na powiadomienia o nowych wpisach lub połącz się ze mną w sieciach społecznościowych.

  • http://komarek.blogspot.com Paweł

    Czyżby to była ta agencja, o której dzisiaj wspominałeś? :D Ja im szczerze współczuję, ale u nas jeszcze się nie zdarzyło coś takiego :D (I dobrze, bo to ja bym wyprosił takiego naiągacza, i to szybciej niż szefowa :D)

  • http://komarek.blogspot.com Paweł

    Czyżby to była ta agencja, o której dzisiaj wspominałeś? :D Ja im szczerze współczuję, ale u nas jeszcze się nie zdarzyło coś takiego :D (I dobrze, bo to ja bym wyprosił takiego naiągacza, i to szybciej niż szefowa :D)

  • http://blog.sauo.com sauo

    Całkowicie Cię popieram. Taką propozycję uważam za kompletny brak szacunku do Was, jako potencjalnych zleceniobiorców. Po to prezentuje się swoje portfolio by zleceniodawca mógł ocenić możliwości danej firmy. Za pracę należy płacić i nieuczciwością jest składanie podobnej propozycji wg. mnie.

  • http://blog.sauo.com sauo

    Całkowicie Cię popieram. Taką propozycję uważam za kompletny brak szacunku do Was, jako potencjalnych zleceniobiorców. Po to prezentuje się swoje portfolio by zleceniodawca mógł ocenić możliwości danej firmy. Za pracę należy płacić i nieuczciwością jest składanie podobnej propozycji wg. mnie.

  • http://komarek.blogspot.com Paweł

    Swoja drogą ostatnio natrafiliśmy (my w sensie ja i moi koledz z pracy) na firmę, która chce 2 referencje – chcą do nich zadzwonić, zapytać, pomarudzić, bo niestety portfolio im nie starcza :D (inna sprawa że myt ak naprawdę nie mamy portfolio :D)

  • http://komarek.blogspot.com Paweł

    Swoja drogą ostatnio natrafiliśmy (my w sensie ja i moi koledz z pracy) na firmę, która chce 2 referencje – chcą do nich zadzwonić, zapytać, pomarudzić, bo niestety portfolio im nie starcza :D (inna sprawa że myt ak naprawdę nie mamy portfolio :D)

  • http://www.mikolajski.net Mikołaj

    Ech, żeby tak jeszcze myśleli wszyscy ci, którzy odpowiadają na spam wysyłany na pl.comp.www czy pl.praca.oferowana. Ileż tam jest „konkursów”, gdzie trzeba przesłać swoją propozycję, którą ktoś później „wybierze”. Klienci powoli się przyzwyczajają, że zrobi im się w pełni funkcjonalny serwis, oni go przetestują, a potem sobie jakiś wybiorą i zapłacą grosze.

  • http://www.mikolajski.net Mikołaj

    Ech, żeby tak jeszcze myśleli wszyscy ci, którzy odpowiadają na spam wysyłany na pl.comp.www czy pl.praca.oferowana. Ileż tam jest „konkursów”, gdzie trzeba przesłać swoją propozycję, którą ktoś później „wybierze”. Klienci powoli się przyzwyczajają, że zrobi im się w pełni funkcjonalny serwis, oni go przetestują, a potem sobie jakiś wybiorą i zapłacą grosze.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Mikołaj: Zgadzam się, że tam szczególnie widać nagromadzenie takich „jeleni”. Na ich usprawiedliwienie można powiedzieć, że dla młodego grafika bez dorobku praca za darmo jest jednym ze sposobów na zrobienie portfolio. Jednak dużo lepiej dla nich by było, gdyby projektowali „pod skrzydłami” jakiejś agencji (nawet za darmo) — mogliby zdobyć wiedzę, do której dochodzą sami, ucząc się na swoich błędach (kosztem Klientów nierzadko). Ale to temat na osobne rozważania (które nawet kiedyś zacząłem tutaj.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Mikołaj: Zgadzam się, że tam szczególnie widać nagromadzenie takich „jeleni”. Na ich usprawiedliwienie można powiedzieć, że dla młodego grafika bez dorobku praca za darmo jest jednym ze sposobów na zrobienie portfolio. Jednak dużo lepiej dla nich by było, gdyby projektowali „pod skrzydłami” jakiejś agencji (nawet za darmo) — mogliby zdobyć wiedzę, do której dochodzą sami, ucząc się na swoich błędach (kosztem Klientów nierzadko). Ale to temat na osobne rozważania (które nawet kiedyś zacząłem tutaj.

  • http://www.mikolajski.net Mikołaj

    Dyskusja na temat pustego portfolio była kiedyś na pl.comp.www, ale nie chce mi się jej teraz szukać :)
    W każdym razie wnioski dla początkujących były oczywiste – niech nie psują rynku, a portfolio i doświadczenie niech zdobywają na różnych instytucjach społecznych, typu domy opieki, domy dziecka etc. Stron potrzebują tak samo, jak wszyscy, a nie stać ich na płacenie za nie. Dobra strona domu dziecka w portfolio nie różni się niczym od dobrej strony jakiejś małej firmy. Ba, może wręcz sugerować, że autora stać na to, żeby od czasu do czasu zrobić coś charytatywnie.
    Niestety, jeśli skleroza mnie nie myli, to wnioski były tradycyjne – „muszem mnieć piniondze”…

  • http://www.mikolajski.net Mikołaj

    Dyskusja na temat pustego portfolio była kiedyś na pl.comp.www, ale nie chce mi się jej teraz szukać :)
    W każdym razie wnioski dla początkujących były oczywiste – niech nie psują rynku, a portfolio i doświadczenie niech zdobywają na różnych instytucjach społecznych, typu domy opieki, domy dziecka etc. Stron potrzebują tak samo, jak wszyscy, a nie stać ich na płacenie za nie. Dobra strona domu dziecka w portfolio nie różni się niczym od dobrej strony jakiejś małej firmy. Ba, może wręcz sugerować, że autora stać na to, żeby od czasu do czasu zrobić coś charytatywnie.
    Niestety, jeśli skleroza mnie nie myli, to wnioski były tradycyjne – „muszem mnieć piniondze”…

  • http://komarek.blogspot.com Paweł Komarnicki

    Paweł: Popieram popieram :D Taki mecenat, nie? ;)

  • http://komarek.blogspot.com Paweł Komarnicki

    Paweł: Popieram popieram :D Taki mecenat, nie? ;)

  • http://ja.rafi.pl RAFi

    @Marvel
    Cóż, bodajże raz na coś takiego się zgodziłem. Oczywiście zgadnij, nie wybrano mojej pracy, ale ja zawsze mam takie jakieś dziwne szczęście, że chcąc nie chcąc ktoś, kto chciał mnie wydymać zostaje wydymany przeze mnie. ;) Po pół roku zgłosiła się ta sama agencja szukając jelonka zapewne, żeby im coś wykonać, na konkurs, oczywiście, jeśli klient wybierze ich projekt (robiony przeze mnie), to mi płacą, jak nie wybierze, to analogicznie nie płacą. Powiedziałem OK. Byłem na spotkaniu, bo ja lubię sobie od czasu do czasu dotlenić szare komórki, dzwonili się upewnić, że wszystko przebiega wg planu, a gdy przyszedł czas dedlajnu, tak jakoś „zapomniałem” o tym, by im dać znać, że mam ich w głębokim poważaniu, ale zapewne sami do tego doszli, gdy już było po sprawie. =)
    Osobiście jako firma, nie przystępuję do tego typu spraw, której fragment przytoczyłeś w swoim poście. Uważam, że postąpiłeś słusznie. Czasy, żeby robić coś za friko, a może Ciebie wybiorą dawno minęły, a tylko gówniane agencje czy też zjadający spod siebie „frilanserzy” potrafią bawić się w coś takiego.

    @Mikołaj, przestań czytać p.c.w. ;) Ja już to dawno zrobiłem i świat wydaje się być lepszym.

  • http://ja.rafi.pl RAFi

    @Marvel
    Cóż, bodajże raz na coś takiego się zgodziłem. Oczywiście zgadnij, nie wybrano mojej pracy, ale ja zawsze mam takie jakieś dziwne szczęście, że chcąc nie chcąc ktoś, kto chciał mnie wydymać zostaje wydymany przeze mnie. ;) Po pół roku zgłosiła się ta sama agencja szukając jelonka zapewne, żeby im coś wykonać, na konkurs, oczywiście, jeśli klient wybierze ich projekt (robiony przeze mnie), to mi płacą, jak nie wybierze, to analogicznie nie płacą. Powiedziałem OK. Byłem na spotkaniu, bo ja lubię sobie od czasu do czasu dotlenić szare komórki, dzwonili się upewnić, że wszystko przebiega wg planu, a gdy przyszedł czas dedlajnu, tak jakoś „zapomniałem” o tym, by im dać znać, że mam ich w głębokim poważaniu, ale zapewne sami do tego doszli, gdy już było po sprawie. =)
    Osobiście jako firma, nie przystępuję do tego typu spraw, której fragment przytoczyłeś w swoim poście. Uważam, że postąpiłeś słusznie. Czasy, żeby robić coś za friko, a może Ciebie wybiorą dawno minęły, a tylko gówniane agencje czy też zjadający spod siebie „frilanserzy” potrafią bawić się w coś takiego.

    @Mikołaj, przestań czytać p.c.w. ;) Ja już to dawno zrobiłem i świat wydaje się być lepszym.

  • http://amag-pl.info/blog amag

    Ja zawsze myślałem, że na rynku reklamowym to tak właśnie wygląda, że zleceniodawca ogląda projekt czy coś podobnego, a dopiero potem wybiera. Tyle, że swoją wiedzę czerpałem jedynie z filmów made in USA i to pewnie dlatego miałem spaczone pojęcie o tym.

  • http://amag-pl.info/blog amag

    Ja zawsze myślałem, że na rynku reklamowym to tak właśnie wygląda, że zleceniodawca ogląda projekt czy coś podobnego, a dopiero potem wybiera. Tyle, że swoją wiedzę czerpałem jedynie z filmów made in USA i to pewnie dlatego miałem spaczone pojęcie o tym.

  • http://ja.rafi.pl RAFi

    Takie coś ma miejsce np., gdy chodzi o wykonaniu budynku na podstawie wcześniej opracowanego i zaakceptowanego projektu. Oczywiście przygotowujesz projekt danej budowli, często wykonujesz makietę, ale nie budujesz klientowi chaty, by ten mógł ocenić i ew. zdecydować się na Twoją propozycję.

    Przy tego typu projektach sprawa obraca się zupełnie wokół innych pieniędzy, dla których ja również byłbym w stanie zajechać się, by zrobić mega projekt, makietę i prezentację dla klienta. ;)

  • http://ja.rafi.pl RAFi

    Takie coś ma miejsce np., gdy chodzi o wykonaniu budynku na podstawie wcześniej opracowanego i zaakceptowanego projektu. Oczywiście przygotowujesz projekt danej budowli, często wykonujesz makietę, ale nie budujesz klientowi chaty, by ten mógł ocenić i ew. zdecydować się na Twoją propozycję.

    Przy tego typu projektach sprawa obraca się zupełnie wokół innych pieniędzy, dla których ja również byłbym w stanie zajechać się, by zrobić mega projekt, makietę i prezentację dla klienta. ;)

  • rufin

    Wiele z tego co piszesz, to niestety smutna prawda. Ja mam trochę inny punkt widzenia (studio przy drukarni), inną specyfikę pracy. Wydaje mi się, że szeroko rozumiana reklama, wlasciwie konkretnie poligrafia, to nie jest już jakaś tajemnicza profesja, wiedza dla wybranych. Dziś proces druku oparty jest w ogromnej mierze na pracy komputerów. Niestety ich dostępność spowodowała, ze wielu, którzy je posiadają, mając zainstaloanego Worda, wydaje im się, że mogą stworzyć projekt do druku. Niestety, do dziś spotyka sie klientów, którzy myślą, że projekt wysyła się do drukarki, i za chwilę ma gotowy produkt. Jeszcze wiecej uważa, że wejdzie od razu do grafika, usiądą przy komputerze, zrobią coś od ręki i do druku. Bardzo często jest tak, że klienci, którzy widzą prace grafików mówią najczęściej: „Tu Pan kliknie, tam Pan kliknie i już gotowe”. Banalne ;) Przeciż to nie wymaga myślenia – tylko klikac ;)
    Drugą sprawą jest poziom wiedzy naszych marketingowców, ludzi odpowiedzialnych za promocje firm. W dużej mierze nie potrafią być konsekwentni. Są bardziej księgowymi i interesuje ich bardziej niż projekt cena. Ale ten problem aktualnie dotyczy większości Polaków.
    Generalnie temat rzeka…. Życze jednak jak najdłuższego wytrwania w swoich pogladach i klientów potrafiących trafnie wybierac. Szkoda, że wszystko kończy sie na…pieniądzach :(

  • rufin

    Wiele z tego co piszesz, to niestety smutna prawda. Ja mam trochę inny punkt widzenia (studio przy drukarni), inną specyfikę pracy. Wydaje mi się, że szeroko rozumiana reklama, wlasciwie konkretnie poligrafia, to nie jest już jakaś tajemnicza profesja, wiedza dla wybranych. Dziś proces druku oparty jest w ogromnej mierze na pracy komputerów. Niestety ich dostępność spowodowała, ze wielu, którzy je posiadają, mając zainstaloanego Worda, wydaje im się, że mogą stworzyć projekt do druku. Niestety, do dziś spotyka sie klientów, którzy myślą, że projekt wysyła się do drukarki, i za chwilę ma gotowy produkt. Jeszcze wiecej uważa, że wejdzie od razu do grafika, usiądą przy komputerze, zrobią coś od ręki i do druku. Bardzo często jest tak, że klienci, którzy widzą prace grafików mówią najczęściej: „Tu Pan kliknie, tam Pan kliknie i już gotowe”. Banalne ;) Przeciż to nie wymaga myślenia – tylko klikac ;)
    Drugą sprawą jest poziom wiedzy naszych marketingowców, ludzi odpowiedzialnych za promocje firm. W dużej mierze nie potrafią być konsekwentni. Są bardziej księgowymi i interesuje ich bardziej niż projekt cena. Ale ten problem aktualnie dotyczy większości Polaków.
    Generalnie temat rzeka…. Życze jednak jak najdłuższego wytrwania w swoich pogladach i klientów potrafiących trafnie wybierac. Szkoda, że wszystko kończy sie na…pieniądzach :(

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    amag: Odniosłeś po prostu złe wrażenie. Duże agencje sieciowe przygotowują prezentację dla Klienta, jeśli np. walczą o budżety rzędu milionów dolarów. Ale dobra praktyka w USA była/jest taka, że za tę prezentację Klient… płacił. Każdej agencji, którą zaprosił (a zapraszał tylko najlepszych, więc byle kto nie mógł przyjść i skusić go „darmową prezentacją”).

    rufin: Nie wszystko kończy się na pieniądzach. Są firmy gotowe zapłacić trochę więcej, żeby dostać produkt najwyższej jakości. Chodzi tylko o to, żeby sami Klienci potrafili rozróżnić dobry projekt od złego, żeby wiedzieli ile pracy wymaga zrobienie czegoś porządnego. Słowem — chodzi o edukację, o której pisałem tu już parę razy. Po to właśnie moja agencja reklamowa ma dział „Baza wiedzy”.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    amag: Odniosłeś po prostu złe wrażenie. Duże agencje sieciowe przygotowują prezentację dla Klienta, jeśli np. walczą o budżety rzędu milionów dolarów. Ale dobra praktyka w USA była/jest taka, że za tę prezentację Klient… płacił. Każdej agencji, którą zaprosił (a zapraszał tylko najlepszych, więc byle kto nie mógł przyjść i skusić go „darmową prezentacją”).

    rufin: Nie wszystko kończy się na pieniądzach. Są firmy gotowe zapłacić trochę więcej, żeby dostać produkt najwyższej jakości. Chodzi tylko o to, żeby sami Klienci potrafili rozróżnić dobry projekt od złego, żeby wiedzieli ile pracy wymaga zrobienie czegoś porządnego. Słowem — chodzi o edukację, o której pisałem tu już parę razy. Po to właśnie moja agencja reklamowa ma dział „Baza wiedzy”.

  • http://www.mikolajski.net Mikołaj

    RAFi, od trzech tygodni (jak nie dłużej) nie odpalałem nawet Hamstera – nie mam czasu na Usenet. Ale na p.c.w zaglądać lubię, czasem ktoś się zapomni i wrzuci ciekawy link, a czasem ktoś podniesie ciekawy problem. Rzadko się tak dzieje, ale zawsze jest to jakaś okazja do dokształtu ;)

  • http://www.mikolajski.net Mikołaj

    RAFi, od trzech tygodni (jak nie dłużej) nie odpalałem nawet Hamstera – nie mam czasu na Usenet. Ale na p.c.w zaglądać lubię, czasem ktoś się zapomni i wrzuci ciekawy link, a czasem ktoś podniesie ciekawy problem. Rzadko się tak dzieje, ale zawsze jest to jakaś okazja do dokształtu ;)

  • http://ja.rafi.pl RAFi

    @Mikołaj
    dokształ to już chyba rzadkość na p.c.w., chociaż spotkać można tam wielu mądrych ludzi.

    @rufin
    zgadzam się z rufinem, gdyż spotykam się z podobnymi sytuacjami na codzień. Moim ulubionym stwierdzeniem „fachowców” jest:
    Panie Rafale, a tego plafonu nie można powiększyć przeciągając myszką cały obrazek? :D

  • http://ja.rafi.pl RAFi

    @Mikołaj
    dokształ to już chyba rzadkość na p.c.w., chociaż spotkać można tam wielu mądrych ludzi.

    @rufin
    zgadzam się z rufinem, gdyż spotykam się z podobnymi sytuacjami na codzień. Moim ulubionym stwierdzeniem „fachowców” jest:
    Panie Rafale, a tego plafonu nie można powiększyć przeciągając myszką cały obrazek? :D

  • Pingback: konkursy - czyli praca za darmo… at monochrome | weblog

  • Pingback: Ja, RAFi » Archiwum » Pracować za free nie będę i nie muszę

  • Pingback: Tako rzecze Shrew… » O konkursach łowiących talenty

  • Shvistack

    Co tu dyplomacić. Od czasu poważnego „przysiadu” rynku, namnożyło się cudaków święcie przekonanych, że jak kto jeszcze na rynku to napewno taki despero, że połknie co rzucą…
    To co? Skoro temat wypłynął przydało by się teraz logo jakieś mądre opracować by zamieszczone na stronach oficjalnie informowało, że „testerom dziękujemy”.

  • Shvistack

    Co tu dyplomacić. Od czasu poważnego „przysiadu” rynku, namnożyło się cudaków święcie przekonanych, że jak kto jeszcze na rynku to napewno taki despero, że połknie co rzucą…
    To co? Skoro temat wypłynął przydało by się teraz logo jakieś mądre opracować by zamieszczone na stronach oficjalnie informowało, że „testerom dziękujemy”.

  • http://www.pejot.com pejot

    Myślę, że pozostaje zacisnąć pośladki i przyjąć słuszną zasadę podpisywania umowy i brania zaliczki przed podjęciem prac projektowych. Ta zasada obowiązuje także przy „konkursach”. Poważne firmy same proponują takie rozwiązania.
    Osobiście zawsze się do tego stosuję, zarówno do moich klientów jak i podwykonawców.
    Nie masz kasy, żeby zapłacić za mój czas? Do zobaczenia następnym razem.
    Jeśli nie będziemy szanować sami siebie, to klienci tym bardziej będą nas robić „na mydełko” :)

  • http://www.pejot.com pejot

    Myślę, że pozostaje zacisnąć pośladki i przyjąć słuszną zasadę podpisywania umowy i brania zaliczki przed podjęciem prac projektowych. Ta zasada obowiązuje także przy „konkursach”. Poważne firmy same proponują takie rozwiązania.
    Osobiście zawsze się do tego stosuję, zarówno do moich klientów jak i podwykonawców.
    Nie masz kasy, żeby zapłacić za mój czas? Do zobaczenia następnym razem.
    Jeśli nie będziemy szanować sami siebie, to klienci tym bardziej będą nas robić „na mydełko” :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    pejot: Od początku forsuję taką zasadę, choć pamiętam, że niektórzy się dziwili ;)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    pejot: Od początku forsuję taką zasadę, choć pamiętam, że niektórzy się dziwili ;)

  • http://www.salomon.cc Leszek

    Skoro Paweł o tym pisze, to problem jak się okazuje nie dotyczy tylko prowincji na której działam, ale calej naszej branży. Zresztą zakres takich praktyk już wcześniej unaoczniły mi dyskusje na forum reklamowym portalu signs.pl. Ja bym się z chęcią zastanowił jak z tym walczyć. Na innym forum poruszyłem już temat powołania stowarzyszenia twórców reklamy które w jakiś sposób mogłoby weryfikować i nobilitować twórców – twierdzę, że w dłuższej perspektywie mogłoby to działać na nasz rynek bardzo korzystnie.

  • http://www.salomon.cc Leszek

    Skoro Paweł o tym pisze, to problem jak się okazuje nie dotyczy tylko prowincji na której działam, ale calej naszej branży. Zresztą zakres takich praktyk już wcześniej unaoczniły mi dyskusje na forum reklamowym portalu signs.pl. Ja bym się z chęcią zastanowił jak z tym walczyć. Na innym forum poruszyłem już temat powołania stowarzyszenia twórców reklamy które w jakiś sposób mogłoby weryfikować i nobilitować twórców – twierdzę, że w dłuższej perspektywie mogłoby to działać na nasz rynek bardzo korzystnie.

  • http://www.iveno.com/ Marcin Burda

    Powiem Ci tak Piotrze…

    1) Bralem ostatnio udzial w dwoch takich konkursach… w Jednym wygral Shultz w drugim nie wiem kto…

    W jednym Brand Manager twierdził, że moja oferta była najciekawsza…

    Oczywiście stan konta: +0,00 PLN

    Tez wiecej udziału w czyms takim nie wezme.

    2) Mam pomysl na cos nowego.. W kontaktach na GL masz pewna Pania ktora prowadzi Agencje.. Pobierała ode mnie 40% prowizji (tak 40) jako osoba odsprzedajaca projekty. Ponadto umowy ta Pani ze mna nie chce podpisac, opozniala sie z platnosciami dla mnie i kolegow kilka miesiecy.

    Pytanie co z robic z tym zjawiskiem?

  • http://www.iveno.com/ Marcin Burda

    Powiem Ci tak Piotrze…

    1) Bralem ostatnio udzial w dwoch takich konkursach… w Jednym wygral Shultz w drugim nie wiem kto…

    W jednym Brand Manager twierdził, że moja oferta była najciekawsza…

    Oczywiście stan konta: +0,00 PLN

    Tez wiecej udziału w czyms takim nie wezme.

    2) Mam pomysl na cos nowego.. W kontaktach na GL masz pewna Pania ktora prowadzi Agencje.. Pobierała ode mnie 40% prowizji (tak 40) jako osoba odsprzedajaca projekty. Ponadto umowy ta Pani ze mna nie chce podpisac, opozniala sie z platnosciami dla mnie i kolegow kilka miesiecy.

    Pytanie co z robic z tym zjawiskiem?

  • fiolka

    wiecie co!ja od razu mówię że h pracy kosztuje x pl
    a jak się nie podoba droga wolna. Ale tak naprawdę można wyczuć naciągacza. Można się zorientować na wstępie rozmowy. Ja takich czuję.Najbardziej mnie wkurzają klienci którzy myślą ze pracujemy 24h na dobę przyjdzie taki i o 19.00 albo później i chce coś na rano!myśli że nie mamy domu i siedzimy całą noc w robocie (tak się zdarza ale przy poważnych zleceniach)czasem ulegam zrobię posiedzę A KLIENT NIE PRZYCHODZI RANO…….!!!!!!

  • fiolka

    wiecie co!ja od razu mówię że h pracy kosztuje x pl
    a jak się nie podoba droga wolna. Ale tak naprawdę można wyczuć naciągacza. Można się zorientować na wstępie rozmowy. Ja takich czuję.Najbardziej mnie wkurzają klienci którzy myślą ze pracujemy 24h na dobę przyjdzie taki i o 19.00 albo później i chce coś na rano!myśli że nie mamy domu i siedzimy całą noc w robocie (tak się zdarza ale przy poważnych zleceniach)czasem ulegam zrobię posiedzę A KLIENT NIE PRZYCHODZI RANO…….!!!!!!

  • http://www.maciek.mackowski.info Maciek

    Pawle, popieram Twoją postawę z całego serca!
    Ja podobnie postępuję w przypadku gdy ktoś próbuje się do mnie dodzwonić ale nie zostawia żadnych wiadomości jeśli nie odbiorę. Oczywiście później są pretensje – nie można się z Panem skontaktować. Przepraszam bardzo – poczta głosowa/sekretarka jest? Jest. Ile kosztuje nagranie się na nią? Niewiele. Smsy/maile są? Są.
    Sorry ale ja wychodzę z założenia, że ktoś nie potrafi mi w dwóch zdaniach przekazać dlaczego chce się ze mną skontaktować to nie mamy o czym gadać. Okej, znajomi maja taryfę ulgową ale i tak oczekuję od nich choćby hasła ‘Skontaktuj się ze mną.’ jeśli wiem o co chodzi. Jeśli nie wiem to rozumiem, że może to poczekać.
    A co do sytuacji opisanych przez Ciebie – widziałem parę zapytań ofertowych, opartych na odpowiedziach na swego rodzaju konkursy opisane przez Ciebie i z mojego doświadczenia wynika, że tracą na tym wszyscy – klient, któremu nie można już dogodzić i oferenci, którzy w pewien sposób zdążyli sobie strzelić w kolano…
    Cała para idzie w gwizdek. A to najprostsza metoda, żeby za jakis czas faktycznie nie mieć co do garnka włożyć.

  • http://www.maciek.mackowski.info Maciek

    Pawle, popieram Twoją postawę z całego serca!
    Ja podobnie postępuję w przypadku gdy ktoś próbuje się do mnie dodzwonić ale nie zostawia żadnych wiadomości jeśli nie odbiorę. Oczywiście później są pretensje – nie można się z Panem skontaktować. Przepraszam bardzo – poczta głosowa/sekretarka jest? Jest. Ile kosztuje nagranie się na nią? Niewiele. Smsy/maile są? Są.
    Sorry ale ja wychodzę z założenia, że ktoś nie potrafi mi w dwóch zdaniach przekazać dlaczego chce się ze mną skontaktować to nie mamy o czym gadać. Okej, znajomi maja taryfę ulgową ale i tak oczekuję od nich choćby hasła ‘Skontaktuj się ze mną.’ jeśli wiem o co chodzi. Jeśli nie wiem to rozumiem, że może to poczekać.
    A co do sytuacji opisanych przez Ciebie – widziałem parę zapytań ofertowych, opartych na odpowiedziach na swego rodzaju konkursy opisane przez Ciebie i z mojego doświadczenia wynika, że tracą na tym wszyscy – klient, któremu nie można już dogodzić i oferenci, którzy w pewien sposób zdążyli sobie strzelić w kolano…
    Cała para idzie w gwizdek. A to najprostsza metoda, żeby za jakis czas faktycznie nie mieć co do garnka włożyć.

  • http://whisnet.pl Daniel

    Heh to chyba plaga jakaś jest w tej branży, bo kilku klientów tego typu „oglądamy oglądamy a jak nam się spodoba to się zlitujemy i Cię wybierzemy” już spotkałem na swojej drodze. Ale prawda jest taka że jakby większość firm po prostu delikatnie wytłumaczyła klientom że to jest „bee” to tego typu sytuacje nie miały by miejsca…tak Mi się wydaje.

  • http://whisnet.pl Daniel

    Heh to chyba plaga jakaś jest w tej branży, bo kilku klientów tego typu „oglądamy oglądamy a jak nam się spodoba to się zlitujemy i Cię wybierzemy” już spotkałem na swojej drodze. Ale prawda jest taka że jakby większość firm po prostu delikatnie wytłumaczyła klientom że to jest „bee” to tego typu sytuacje nie miały by miejsca…tak Mi się wydaje.

  • http://zonya.pl Tomek

    hm..godnosc czlowiecza rzecz swieta i nie nalezy jej nikomu odbierac..

    a co do mecenatu..pracuje nad swym portfolio chetnie podjalbym wspolprace ;) prosze o kontakt na mejla:)
    pozdrawiam

  • http://zonya.pl Tomek

    hm..godnosc czlowiecza rzecz swieta i nie nalezy jej nikomu odbierac..

    a co do mecenatu..pracuje nad swym portfolio chetnie podjalbym wspolprace ;) prosze o kontakt na mejla:)
    pozdrawiam

  • Dominik

    I prawidłowo postąpiłeś. TO taki sprytny zabieg, aby zlecić kilku (naiwnym) pracę, za którą otrzymają pieniądze jeśli będzie „dobra” – i wielu się na niego nabiera. Po to w końcu mamy portfolio, aby klient zapoznał się z naszymi umiejętnościami, a nie po to aby otrzymał za free projekt.