O płaceniu za informacje w internecie
Od jakiegoś czasu trwa zagorzała debata nad tym, czy dostęp do informacji w internecie powinien być płatny. Za takim rozwiązaniem są oczywiście wydawcy, ośmieleni przez odważne ruchy Ruperta Murdocha. Użytkownicy, przyzwyczajeni do internetowej „darmochy” są sondowani za pomocą akcji takich, jak ostatnie ogłoszenia u Pawła Wimmera czy na blogu Antyweb.
Rok 2010 być może przyniesie rozstrzygnięcie tej kwestii, jednak nie w sposób, jakiego większość z Was się spodziewa. Dlaczego? Ponieważ model wymiany informacji na pieniądze, forsowany przez wydawców, w internecie z założenia nie ma prawa się sprawdzić.
Waluty internetu
Wydawcy prasy zakładają, że informację wymienia się na pieniądze. To jednak błąd. Czym zatem płaci się za informację w internecie? I ile ona jest warta?
Internet sprawił, że informację można bez wysiłku skopiować. Zatem o tym samym wydarzeniu (takim jak np. tsunami uderzające w wybrzeże USA czy premiera nowego systemu operacyjnego) możemy dowiedzieć się z kilku źródeł. Jeśli wydawca nie ma wyłączności na informację, zapłatą za jej udostępnienie jest sama uwaga czytelników – przecież zamiast czytać treść na jego stronie, mogą ją czytać w setce innych miejsc w Sieci. Poświęcenie uwagi jest walutą, a do wydawców należy zamiana jej na jakieś wymierne korzyści.
Kolejnym czynnikiem, który powinno się wziąć pod uwagę przy analizie kosztów informacji, jest reputacja źródła. Ta sama informacja może mieć diametralnie różną wartość w zależności od źródła, które ją podaje. Gdybyś, drogi Czytelniku, przeczytał informację „sprzedaj akcje Orlenu” na moim blogu, jest spora szansa, że informacja ta byłaby niewiele warta – nie zajmuję się zawodowo finansami, nie mam dostępu do żadnej specjalistycznej wiedzy. Jednak ta sama informacja na stronie doradcy finansowego jest warta więcej, prawda? A ile byłbyś gotów zapłacić za taką informację pochodzącą od prezesa Orlenu? Cały czas rozmawiamy o lakonicznym „sprzedaj akcje Orlenu”, jednak wartość tego zdania zmienia się wraz ze źródłem, z którego pochodzi.
Czytelnik nie płaci zatem za samą informację, ale za reputację jej źródła. Ta zależność działa także w odwrotnym kierunku – jako wydawca mogę obniżać cenę informacji, zdobywając reputację zamiast pieniędzy. Gdyby np. Antyweb zaczął dziś kasować 10 PLN za miesiąc korzystania z serwisu, byłbym pierwszym, który te 10 PLN by zainwestował, a następnie rozdawał te same informacje za darmo. Jak myślicie, ilu czytelników wolałoby te same informacje za darmo, a ilu zdecydowałoby się jednak płacić za dostęp do Antyweb? Oczywiście cały czas rozmawiamy tu o informacjach „generycznych” typu „Opera wypuściła nową wersję beta swojej przeglądarki”.
Informacja jest droga wtedy, kiedy jest unikalna. Analiza specjalisty od finansów, wywiad z człowiekiem, do którego sam bym nie był w stanie dotrzeć – to przykłady informacji, które mają wartość, nie są „generyczne”. Ich powielanie także jest łatwe, ale tu mamy prawo, które sankcjonuje nielegalne kopiowanie – o ile informacji o tsunami nie można zastrzec, o tyle wywiad udzielony konkretnej osobie, już tak. I to będzie jedna z dróg, którymi będą musiały pójść „płatne” media – głębsza analiza zamiast „generycznych” newsów.
Czas, kolejna z walut
Jest jeszcze jedna rzecz, którą bardzo chętnie wymieniamy na pieniądze. To czas. Każdy z nas ma do dyspozycji te same 24 godziny w ciągu doby i chętnie płacimy za wszystko, co pozwoli nam osiągnąć więcej w ramach tych 24 godzin.
W jaki sposób czas wiąże się z informacją? Po pierwsze, sama informacja pozwala mi oszczędzać czas i jestem gotów za to zapłacić. Przykład? Poświęciłem dzisiaj godzinę na rozesłanie życzeń świątecznych do moich znajomych. Jeśli znalazłoby się narzędzie, które pozwoliłoby mi na wysłanie tych życzeń (tak samo spersonalizowanych itp.) w ciągu pięciu minut, chętnie bym za nie zapłacił.
Po drugie, zapłacę za szybszy dostęp do informacji, jeśli będzie to dla mnie oznaczać realne korzyści. Loteria, w której pierwszych 1.000 osób, które wyśle SMS-a wygrywa iPod-a. Nie zapłaciłbyś za to, by dowiedzieć się o tej loterii szybciej od innych? Realne korzyści nie muszą oczywiście oznaczać pieniędzy. Ci sami ludzie, którzy ustawiają się w kolejkach po pierwsze egzemplarze iPhone-a czy PlayStation, zapłacą za „sneak preview” najnowszego gadżetu czy filmu.
Po trzecie wreszcie, płacimy nie tylko za samą informację, która pozwala oszczędzać czas, ale także za czas oszczędzony na znajdowaniu takiej informacji. Jeśli wiem, że interesujące mnie informacje gospodarcze znajdę w pigułce na money.pl, a informacje o najnowszym gadżecie Apple na Appleblog.pl, jestem gotów płacić za te informacje, zastępując pieniędzmi trudy wyszukiwania – choć przecież mógłbym je znaleźć gdzie indziej.
Jak widać z powyższych przykładów, „płacenie” za informację w internecie to proces o wiele bardziej skomplikowany, niż wymiana contentu na pieniądze. Jeśli swój model biznesowy opierałeś o taką prostą wymianę, zastanów się kilka razy, zanim zażądasz zapłaty za to, co udostępniasz.





O płaceniu za informacje w internecie: tradycyjny model wymiany pieniędzy za content jest wadliwy http://bit.ly/71CrUi
This comment was originally posted on Twitter
O płaceniu za informacje w internecie: Od jakiegoś czasu trwa zagorzała debata nad tym, czy dostęp do informacj.. http://bit.ly/8wc9zd
This comment was originally posted on Twitter
Muszę się zgodzić. Niestety, obecnie płatne, papierowe źródła informacji oferują nędzę, jeśli chodzi o pogłębione analizy zagadnień.
Wziąłeś Pawle na tapetę tylko jeden model dystrybucji informacji. Forma ma wpływ na postrzeganą wartość informacji. Różna treść też jest inaczej wyceniana – informacje o tym, jak np. więcej zarabiać, więcej oszczędzać mają inną wycenę niż nowości z gospodarki.
Właśnie chciałem dodać parę słów do P. Michała Ksiądzyna z którym podzielam zdanie, a mianowicie innym przykładem jest informacja ogólniedostępna a innym jest wiedza którą bloguru przekazuje na forum do wszystkich. Dlaczego zatem za taką wiedzę doświadczenie nie pobierać opłat?
Mam nadzieje ze jutro nie pojawi się abonament na tym blogu po moim wpisie :) bo nie jestem 100% zwolennikiem ale jednakże chciałem naznaczyć różnicę w informacji i jej treści która posiada wartość dodaną – wiedzę!
o nie usmiecha sie niektorym ze cos da sie za darmo.. chcieliby polozyc lape na kasie ktore potencjalnie tak fruwa… ten proces nie ma prawa przejsc tak jak piszesz – nie ma bo Internet poki co jeszcze jest wolny a swiadomosc ludzi nie ulatwia zadania wszystkim ‘premium account’ holderom…
Piękna analiza. Właśnie o to chodzi – za informacją musi stać wartość dla użytkownika, aby to się w ogóle sprzedawało. Przykładowo, co z tego, że możemy nauczyć się programowania lub pozycjonowania czytając blogi i artykuły? Trudno wyłowić potrzebne informacje, dlatego wygodniej kupić książkę, która przeprowadzić nas przez ten proces krok po kroku. Po co płacić za newsy? Jaką wartość mają newsy? W dzisiejszym pragmatycznym świecie – chyba coraz mniejszą, a dla mnie od dawna żadną, chyba że wybrane newsy branżowe z internetstandard.pl.
proces jest nieuchronny a wielki krok w tym kierunku robi nytimes http://www.nytimes.com/2010/01/21/business/media/21times.html?hp