Relikty marketingu
To, że nasz umysł rozwija się szybciej, niż nasz mózg jest faktem znanym od dawna — technologia i nauka idą do przodu o wiele szybciej, niż jesteśmy się w stanie ewolucyjnie dostosowywać. Jednak to przyspieszenie jest o wiele większe: nieraz technologia musi „cofać się o krok wstecz”, aby zmiana nie była dla konsumenta zbyt drastyczna.
Przykład? Cyfrowe aparaty fotograficzne. Zastąpiły już niemal całkowicie tradycyjne aparaty, które z kolei były z nami przez ładnych kilka dziesięcioleci. Od swoich analogowych przodków aparaty cyfrowe różnią się znacznie mniejszą liczbą ruchomych części — nie ma już potrzeby przewijania rolki z filmem, nie ma potrzeby przesuwania lamelek migawki… Te wszystkie mechaniczne czynności składały się na charakterystyczny dźwięk podczas robienia zdjęcia — rzecz nie mającą racji bytu w cyfrowych aparatach. A jednak znaczna część z nich przy robieniu zdjęcia wydaje z siebie ten niezapomniany „pstryk”. Dlaczego? Przecież do jego zaimplementowania potrzebne są głośniki (rzecz zupełnie zbędna w aparacie fotograficznym), aparat bez tego byłby tańszy w produkcji… Jeśli już chcemy zaakcentować moment zrobienia zdjęcia, zamiast „pstryku” moglibyśmy przecież podstawić dowolny inny dźwięk — od piania koguta do uderzenia piorunu. Tymczasem „w głowie konsumenta” taki aparat nie byłby aparatem! Nasza zdolność do akceptowania zmian ma swoje (dość poważne) ograniczenia.
Nasi użytkownicy wcale nie musieli wcześniej używać analogowych aparatów fotograficznych, aby przyzwyczaić się do „pstryka” — po prostu istniał on w ich świadomości od zawsze, nierozerwalnie związany z robieniem zdjęć. Zatem wprowadzając nowy produkt lub usługę należy zawsze wziąć pod uwagę to, do czego konsumenci są przyzwyczajeni dzisiaj i w jakim stopniu będą w stanie zaakceptować zmianę.
Często nowy produkt czy usługa wymaga niemal pokolenia, aby zmienił się styl życia, a nowi konsumenci mieli czas się dostosować. Sam internet jest tego doskonałym przykładem — wielu z nas (szczególnie tych aktywnych internautów, czytających czy piszących blogi) traktuje go jak coś oczywistego. Szukanie niemal każdej informacji rozpoczynamy od zapytania wyszukiwarki internetowej. Jednak jest całkiem spore grono osób, dla których globalna sieć z jej bogactwem usług i wiadomości nie jest niezbędna. Całe „starsze pokolenie” dawało sobie przez większość życia doskonale radę bez komputerów jako takich, więc nie czują się wyobcowani kiedy nie uczestniczą w pogoni za najnowszymi gadżetami. Jednak już ich dzieci (które dziś zakładają blogi „szAlOnYch NaSToLatKoof”) nie wyobrażają sobie życia bez Google’a czy Gadu-Gadu. Ktoś, kto w przyszłości będzie chciał „zdetronizować” te produkty lub usługi będzie musiał zadać sobie sporo trudu, aby swoją rewolucją nie poszedł o krok za daleko…
A Wy? Jakie znacie „relikty marketingu”? :-)





Ja mogę podać przykład New Coke. Okazało się, że klienci nie chcieli nowej, słodszej, „fajniejszej” Coli. Woleli Colę „Classic”, do której się po prostu przyzwyczaili. I pewnie dlatego receptura oryginalnej Coli nie zmieniła się od kilkudziesięciu lat.
Jeśli dobrze kojarze to mysz Apple – Mighty Mouse ma głośnik, który klika. Sytuacja jak z cyfrakami.
hmmm to ciekawe, bo moja naprawdę klika %) Ale bez głośnika :)
Paweł Komarnicki: Hmm… może pomyliłem modele…
Z tym pstrykiem to straszna rzecz. Miałem do czynienia z aparatami w których tego się wyłączyć nie dało. A robienie zdjęć zwierząt czy owadów jest znacznie utrudnione, ponieważ najczęściej taki odgłos je odstrasza (a wtedy już nie ta ostrość).
Jeśli chodzi o same relikty, to chyba można o nich mówić w stosunku do 85% społeczeństwa – reszta patrzy raczej na użyteczność danej rzeczy. I dla tych 85% ten przykładowy pstryk ma coś w sobie, tworzy jakiś klimat.
Pstryk jest także informacją dla osób, którym robi się zdjęcie – no dobra, już się nie uśmiechajcie. W wielu cyfrówkach jest dosyć cichy i tak zastyga się z głupią miną, choć zdjęcie już dawno wykonane.
„Cofać się o krok wstecz” trochę dziwnie brzmi :)
maślany pleonazm ;)
Zegarkom elektronicznym też zdarza się wydawać różne dźwięki.
A gdyby rzesze szAlOnYch NaSToLatKoof korzystały z Google’a świat byłby lepszy.
OIDP, dźwięk przy „pstrykaniu fotki” jest wymagany przez regulacje prawne, ale nie jestem pewnien czy nie dotyczy to tylko urządzeń, które nie są aparatami fotograficznymi (np. telefony z aparatem). Generalnie chodzi o zachowanie prywatności i utrudnienie robienia zdjęć z ukrycia.
W większości telefonów (o ile nie we wszystkich) tego dźwięku nie można wyłączyć.
Jarosław, niestety nie można tego wyłączyć w najnowszych telefonach komórkowych (przynajmniej ja nie znam nowego telefonu, w którym można). W związku z tym robienie zdjęć nauczycielom jest troszkę utrudnione ;)
BartekR – żałuję, że moje nauczycielki nie były takie ładne, żeby im zdjęcia robić… Zresztą, wtedy niewiele osób miało komórki. Kolorowych wyświetlaczy jeszcze nie było…
PS.
Facetom też ukradkiem robisz zdjęcia? ;)
Moje też nie są ładne, ale czasem wpadnie do szkoły jakaś młoda praktykantka ;) Czasem robi się też zdjęcia facetom-nauczycielom, na pamiątkę :) Trzeba tylko uważać, żeby wyłączyć lampę błyskową bo już kiedyś nam się zdarzyło zobaczyć błysk flesza z tym charakterystycznym pstrykiem. Nasz psor od matmy nie wiedział co powiedzieć ;)
BartekR:
Można, można. Nawet w amerykańskiej Motoroli można :P
Paweł te szalone trzynastolatki i GOOGLE ?! buhahahaha buhahahaha hahahaha hahahaha hahahaha hahahaha hahahaha hahahaha – nie no rozbawiłeś mnie :] słuchaj – może wyjątki, ale nie większość CIEMNOTA – tenbit, onet i do przodu – nawet najgłupszej informacji nie potrafią znaleźć, że słowem o MP3 czy innych wydziwieniach nie wspomne
Dawid: Nie przesadzaj, jak Ty miałeś 12-13 lat to też nie wiedziałeś wszystkiego ;)