O crowdsourcingu pisałem w maju 2006 roku. W samej koncepcji nic się nie zmieniło — to nadal używanie „mądrości tłumu” do rozwiązywania wszelkiego rodzaju problemów. Ale przez te dwa lata zmieniły się trochę narzędzia. Chciałbym zwrócić Waszą uwagę na kilka z nich…
Twitter i Blip
Wyobraź sobie następującą sytuację: siedzisz w knajpie z grupką znajomych. Nagle mówisz: świetny film wczoraj widziałem, grała w nim Scarlet Johanson. Twoi znajomi natychmiast podchwytują temat — jeden mówi o innym filmie, który widział, kolejny dorzuci coś o Scarlet Johanson… Dyskusja trwa w najlepsze.
W jaki sposób taką społeczną interakcję przenieść do Internetu? Są co prawda komunikatory, ale ciężko w nich zestawić porządną konferencję. A mówienie tego samego do kilku okienek Twoich znajomych nie ma wielkiego sensu. Jeśli zatem chcesz coś powiedzieć wszystkim swoim znajomym, ustawiasz sobie „status”. Twoi znajomi dostają powiadomienie, ale każdy z nich odpowiada na niego osobno. Nie ma interakcji…
Te niedogodności starał się naprawić serwis Twitter — i odniósł spektakularny sukces (miarą sukcesu był „syndrom naszej-klasy” czyli regularne blokowanie się serwerów). Idea była prosta: zakładasz konto, a znajomi dodają Cię do „obserwowanych”. Za każdym razem, kiedy coś napiszesz (a pisać można przez stronę www, komunikator czy wtyczkę do przeglądarki), wszyscy Twoi znajomi otrzymują Twoją wiadomość. Pojawia się ona też na Twojej „twitterowej” stronie, tworząc coś w rodzaju „mikroblogu”. Możesz też pisać wiadomości do konkretnych użytkowników, wtedy nie pojawią się one na „mikroblogu”, ale będą widoczne (dla wszystkich) na „kokpicie” danego użytkownika.
Polskim odpowiednikiem Twittera jest Blip, należący do Gadu-Gadu, stworzony przez Marcina Jagodzińskiego. Koncepcja działania jest ta sama, ale w serwisie tego typu liczy się przede wszystkim społeczność — a ta na blipie jest dość spora i polska.
Społeczność ad hoc
Blipa używam od grudnia zeszłego roku i muszę przyznać, że… wciąga. W swojej podstawowej funkcjonalności pozwala na prowadzenie mikroblogu — jest miejscem, w które „na szybko” wklejam ciekawe webowe znaleziska, którymi chcę się podzielić, kiedy nie mam czasu poświęcać im osobnego wpisu na „pełnym” blogu. Mikroblog jest dostępny w bocznym panelu tej strony i… sprawdza się doskonale.
Ale potęga Blipa to jego dynamika. Tworząc zawartość nie jestem zdany tylko na wiedzę moich znajomych. Każdemu wpisowi mogę nadać „tagi”, a inni użytkownicy mogą te tagi dodać do „listy obserwowanych”. Dzięki temu, kiedy ktokolwiek na Blipie pisze coś o #wroclaw (znak # to sposób na dodawanie tagów do wpisów), widzą to wszyscy zainteresowani Wrocławiem, nie tylko jego znajomi.
W taki właśnie sposób, wspólnymi siłami, stworzyliśmy na początku maja zestawienie filmów Typografia w ruchu. Crowdsourcing w czystej formie.
Tag #wroclaw przydał mi się bardzo kilka dni temu, kiedy po odkręceniu kranu, stwierdziłem, że nie leci woda. Użytkownicy Blipa wiedzieli o awarii wodociągu na długo przed tym, zanim podały to jakiekolwiek serwisy informacyjne. Zwróćcie uwagę, że do takich rzeczy (wyszukiwanie informacji na temat aktualnych właściwie zdarzeń) Google jest nieprzydatny.
Narzędzie do pytania tłumów
Potencjał tkwiący w dynamicznej społeczności ad hoc dostrzegli już użytkownicy Twittera — magazyn Read Write Web publikuje ciekawy artykuł o mechanizmie zadawania pytań i obserwowania odpowiedzi, który zaczął funkcjonować na Twitterze. Na Blipie podobną funkcjonalność pełni na razie tag #drogiblipie, ale twórcy serwisu dostrzegli już potrzebę (Jagodziński pisał, że mieli podobny pomysł na funkcjonalność w Blipie), więc pewnie coś tam knują ;)
Zresztą, jeśli nie sami twórcy, to zewnętrzni programiści przejmą pałeczkę. Blip udostępnia API, które pozwala na tworzenie niezależnych aplikacji, a gdzie jest chęć, znajdzie się i wola.
Jeśli zatem koncepcja Blipa to dla Ciebie nowość, Czytelniku, szczerze polecam spróbować. Blip (a właściwie zgromadzona w nim społeczność) może pożerać straszne ilości czasu, ale może się też okazać bardzo przydatnym narzędziem. O swoim uzależnieniu od Blipa pisała też ostatnio Marta Klimowicz, autorka blogu Socjologia Internetu.
Dla marketera możliwość sprawdzenia reakcji „w miarę przypadkowego tłumu” na dany pomysł jest rzeczą bardzo cenną. Możliwość łatwego zapytania ludzi o jakiś palący problem — również. Dlatego społeczności zorganizowane wokół serwisów takich jak Blip będą — moim zdaniem — rosnąć.
Zapisując się do Blipa pamiętaj tylko, że wszystko, co piszesz jest publicznie dostępne — nie tylko dla Twoich „obserwatorów”, ale dla każdego, kto wejdzie na Twój kokpit a także dla zewnętrznych aplikacji opartych o blipowe API. Pisał o tym ostatnio VaGla — jeśli zatem paranoicznie boisz się o swoją prywatność, nie zakładaj konta na Blipie. Osobiście jednak uważam, że korzyści znacznie przewyższają ewentualne niedogodności — w końcu tylko najbardziej naiwni wierzą w jakąś anonimowość w sieci…




Pingback: Pracowicie « Nie ma tak dobrze