Marek Futrega na swoim blogu umieścił bardzo ciekawą korespondencję z wydawnictwem IDG. Zapraszam do zapoznania się z artykułem, ja podaję tylko krótkie streszczenie i moje własne przemyślenia (komentowanie u Marka jest wyłączone).
O co chodzi? Pośród wielu serwisów oferowanych przez IDG, jest także Fider. Fider zbiera treści z różnych blogów (via RSS właśnie) i umieszcza je na publicznie dostępnych stronach, hostowanych przez IDG (i sponsorowanych przez ich reklamodawców).
Podkreślam — Fider nie działa jak webowy czytnik RSS, użytkownik nie dostaje spersonalizowanego zestawu blogów, który sam sobie skomponował. Do Fidera dodawane są (bez zawiadomienia autorów) pełne treści wpisów z poszczególnych blogów i są udostępniane publicznie. W swojej korespondencji z IDG Marek Futrega twierdzi (całkowicie słusznie zresztą), że IDG nie ma prawa przedrukowywać na swoich stronach całości artykułów bez zgody ich twórców. Odpowiedzi IDG są tyleż zaskakujące, co bezczelne — na początku twierdzili, że to nic złego „bo wszyscy tak robią”, potem stwierdzili, że usuną wpisy, jeśli użytkownicy sobie tego nie życzą (łaskawie zrezygnują z łamania praw autorskich na wyraźne życzenie autora — inaczej tego nie można nazwać). No i mój ulubiony argument: „chyba, że coś [swoje wpisy -- przyp. mój] opatentują, bo to najsilniejsza ochrona”.
Tak więc, drogi blogerze, na Fiderze tradycyjne prawo autorskie (z jego automatyczną ochroną autora i wszystkimi udogodnieniami) nie obowiązuje. Jeśli naprawdę chcesz być chroniony, po każdym wpisie do bloga wypełnij natychmiast stos formularzy do urzędu patentowego, inaczej IDG uznaje, że może sobie robić z Twoim wpisem co im się żywnie podoba.
Zrozumiałbym takie karkołomne opinie na temat prawa autorskiego padające z ust kogoś, kto z prawem tym nigdy nie miał do czynienia i nie rozumie jego mechanizmów. Ale międzynarodowy koncern wydawniczy? Miejcie litość…
Fidera zauważyłem kilka miesięcy temu w statystykach. Ze zdziwieniem odkryłem, że mój blog również jest tam przedrukowywany (choć nikt mnie o tym nie zawiadomił). Tylko, że moje wpisy są publikowane na dość liberalnej licencji Creative Commons, więc tak naprawdę nikt nie musiał mi nic mówić (choć dobrą praktyką byłoby zawiadomienie mnie lub choćby trackback — do tej pory wszyscy tak robili). Zastanawiałem się, jak wygląda sytuacja w przypadku „zwykłych” blogów (chronionych przez tradycyjne prawo autorskie, nie wymagające dodatkowych zastrzeżeń). Teraz wiem :)
Nie jestem — tak samo jak Marek — prawnikiem. Być może spece od kruczków prawnych z IDG znaleźli jakiś paragraf, który pozwala na przedruk całości Twojego bloga na ich stronie. Osobiście uważam jednak, że — w przypadku blogów bez licencji CC — jest to naruszenie prawa i możnaby z tym walczyć.
Mam nadzieję, że w IDG ktoś w końcu złapie się za głowę i wszystko naprawi. Bo sama idea publicznego agregatora blogów nie jest ani nowa, ani zła (wystarczy spojrzeć choćby na 9rules.com i nasze rodzime 10przykazań.com). Tylko sposób, w jaki IDG dodaje treści do Fidera pozostawia wiele do życzenia — zarówno od strony tzw. „blogowej kultury” (czyli szeroko rozumianej współpracy z autorami), jak i od strony samego prawa autorskiego.



