The Blog

Radzenie sobie z kryzysem: jak ratować markę (lub blog)?

Radzenie sobie z kryzysem (ang. crisis management) to dziedzina public relations zajmująca się jak najefektywniejszym redukowaniem negatywnych skutków prawdziwej (bądź wyimaginowanej, o tym za chwilę) katastrofy. Zarządzanie sytuacją kryzysową nie jest jednak zarezerwowane dla wielkich koncernów. Również małe firmy — zwłaszcza w czasach wszechobecnego internetu — są w stanie skorzystać z tej wiedzy.

Do popełnienia tego wpisu zainspirowała mnie wczorajsza „awanturka” z niepodaniem źródła na witrynie Polski Blogger. Jest to nic innego jak klasyczna sytuacja kryzysowa, więc postaram się odnieść do niej przy opisywaniu metod jej rozwiązania. Oczywiście proszę nie traktować moich odniesień do Polskiego Bloggera jako definitywnego sądu: jest to moje (konsumenta) subiektywne postrzeganie wydarzeń, które mają miejsce wokół jakiegoś producenta (w tym przypadku, blogu).

Podstawową zasadą w radzeniu sobie z kryzysem jest lepiej zapobiegać, niż leczyć. Katastrofa (nawet na małą skalę) kosztuje firmę całkiem spore pieniądze — od strat w sprzedaży, przez wynagrodzenia i czas ludzi zajmujących się rozwiązywaniem kryzysu, na „niezmierzalnym” uszczerbku na reputacji kończąc. Lepiej zatem zawczasu wprowadzić procedury uniemożliwiające wystąpienie kryzysu (jak choćby twarde postanowienie linkowania do źródeł), niż potem go zażegnywać.

Nie żyjemy jednak w idealnym świecie i nie wszystko jesteśmy w stanie kontrolować. W dzisiejszej epoce consumer empowerment jeden niezadowolony konsument (który wie, jak głośno i wyraźnie o sobie opowiedzieć) może narazić firmę na całkiem spore straty. Puszczona do mediów plotka o znalezieniu żyletek w słoikach z żywnością dla dzieci (tzw. urban myth, który wziął się z przekręcania doniesień prasowych) czy ludzkiego palca w kanapce (typowy czarny PR niezadowolonej klientki) mogą narazić firmę na straty, których odrabianie będzie trwało miesiącami, jeśli nie latami. Pół biedy, jeśli jest to rzeczywiście nieprawda — te same media, które nagłośniły sprawę, mogą się teraz przyczynić do naprawienia swojego błędu. Ale jeśli wina firmy jest prawdziwa? Media nie będą się czuły zobowiązane do prostowania nie swoich pomyłek…

Kolejna zasada to działaj szybko i mów prawdę. Jest to bodaj najtrudniejsza część z całej kampanii walki z kryzysem — podświadomie dużo łatwiej nam zacząć „mylić tropy”, niż przyznać się do błędu. A kłamstwo ma bardzo krótkie nogi i ktoś na pewno zechce sprawdzić nasz blef (zwłaszcza, jeśli znajdujemy się w centrum uwagi).

Wracając zatem do naszego „plagiatu”: zamiast bagatelizować sprawę (w Sieci jest tysiąc poradników na ten temat, przepisanie jednego to nic wielkiego), kluczyć (autor nie miał nic przeciwko temu, żebym przetłumaczył tekst, nawet nie podając źródła), kasować komentarze krytyczne (kardynalny błąd, jednoznaczny z przyznaniem się do działania świadomego i z niskich pobudek), lepiej powiedzieć głośno i wyraźnie: tak, korzystałem głównie z jednego źródła, nie dopełniłem obowiązków związanych z powiadomieniem autora (tego akurat nie wiem na pewno) i prawidłowym podpisaniem źródła. Nie wdawaj się w puste pyskówki. Napraw błąd (lub przynajmniej rozpocznij procedurę naprawy), zanim zaczniesz się bronić. Naprawienie błędu to argument na Twoją obronę. Bez tego możesz się co najwyżej tłumaczyć z motywów działania (a to prowadzi do nikąd).

Zagranie w otwarte karty wytrąca jakiekolwiek argumenty Twoim przeciwnikom i oskarżycielom: nie mogą powiedzieć niczego, do czego już się sam nie przyznałeś. A jeśli poniesie ich (a zdarza się) i zaczną rzucać fałszywe oskarżenia, tym lepiej dla Ciebie. Teraz Ty możesz spokojnie udowodnić, że ich słowa to nieprawda, podważając tym samym ich wiarygodność na całej linii (a więc także w części dotyczącej prawdziwych oskarżeń wobec Ciebie).

Zasada trzecia: okaż skruchę i przekuj niepowodzenie na swoją korzyść. Kiedy kontrola mięs firmy Constar wykazała mnóstwo nieprawidłowości (włącznie ze sprzedawaniem „odnawianych” mięs jako świeżych), firma przeczekała medialną burzę, by następnie wystartować z kampanią „Najlepiej kontrolowany zakład w Polsce”. Dała sygnał swoim konsumentom, że wyciągnęła wnioski z niepowodzeń i teraz żadna nieprawidłowość nie ma prawa wystąpić — na potwierdzenie mają protokoły z dziesiątek kontroli. Firma nie zaprzecza, że nieprawidłowości były. Ale teraz nie ma ich już na pewno.

Wracamy do blogów. „Problematyczny” wpis powinien pojawić się (pod warunkiem rzeczywistej uzyskania zgody autora) wraz z opisem na wstępie: tak, były z nim problemy; tak, przetłumaczyłem i nie podpisałem; teraz wszystko jest OK (i mam upubliczniony mail od oryginalnego autora, który mi wybacza i zezwala na przedruk). Ale to nie wszystko! Dzięki tej lekcji nauczyłem się, jak łatwo zagarnia się własność intelektualną w Internecie i: po pierwsze, na moim blogu nigdy już tego nie zobaczycie, publicznie podejmuję takie zobowiązanie plus wprowadzam procedury mające to zapewnić; po drugie, aktywnie włączam się w walkę z plagiatami, tworząc nową sekcję na blogu, poświęconą propagowaniu tej tematyki.

Nie licz, że ludzie uwierzą Ci (Twojej firmie, marce) od razu. Ale jeśli aktywnie będziesz świadczyć (czyny, nie słowa), że rzeczywiście jest już inaczej, wybaczą Ci i zapomną szybciej, niż Ci się wydaje.

Pozostaje mi życzyć, abyście — poza zasadą o zapobieganiu — nie byli zmuszeni do wdrażania tego w praktyce. :)

Tags: , ,

  • http://carstein.jogger.pl carstein

    Ja naprawdę bardzo proszę, żeby nie upraszczać i nie mówić, że zarządzanie kryzysami to dziedzina PR. Równie dobrze można by powiedzieć, że wytwarzanie samochodów to dziedzina marketingu.

    PR to tylko jeden z elementów zarządzania kryzysami.

  • http://carstein.jogger.pl carstein

    Ja naprawdę bardzo proszę, żeby nie upraszczać i nie mówić, że zarządzanie kryzysami to dziedzina PR. Równie dobrze można by powiedzieć, że wytwarzanie samochodów to dziedzina marketingu.

    PR to tylko jeden z elementów zarządzania kryzysami.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    carstein: Przepraszam za uproszczenie. Zarządzanie kryzysem to rzeczywiście bardzo szeroka dziedzina wiedzy, ale przyznasz, że z PR się wywodzi. A w powyższym artykule zajmowałem się typowo „komunikacyjno-marketingową” stroną zarządzania kryzysem, stąd uproszczenie. Co oczywiście w żadnym razie nie wyczerpuje tematu, masz rację :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    carstein: Przepraszam za uproszczenie. Zarządzanie kryzysem to rzeczywiście bardzo szeroka dziedzina wiedzy, ale przyznasz, że z PR się wywodzi. A w powyższym artykule zajmowałem się typowo „komunikacyjno-marketingową” stroną zarządzania kryzysem, stąd uproszczenie. Co oczywiście w żadnym razie nie wyczerpuje tematu, masz rację :)

  • http://carstein.jogger.pl carstein

    Nie ma sprawy, może trochę zbyt emocjonalnie do tego podszedłem. Masz całkowitą rację mówiąc, że z tego się to wywodzi.

    A swoją drogą bardzo fajny artykuł. U siebie kilka razy napisałem o działaniach w momencie kryzysu, z tym, że nie z punktu widzenia PR. Teraz przymierzam się do Phd. z zarządzania kryzysowego :P

  • http://carstein.jogger.pl carstein

    Nie ma sprawy, może trochę zbyt emocjonalnie do tego podszedłem. Masz całkowitą rację mówiąc, że z tego się to wywodzi.

    A swoją drogą bardzo fajny artykuł. U siebie kilka razy napisałem o działaniach w momencie kryzysu, z tym, że nie z punktu widzenia PR. Teraz przymierzam się do Phd. z zarządzania kryzysowego :P

  • http://costa.kofeina.net/ CoSTa

    łojezu, tyle pisania a można przecież prościej: „bądź uczciwy a jeśli ci to nie wychodzi, to przynajmniej staraj się być w porządku”. tyle że tu problem jest jeden: trzeba znać znaczenie słowa „uczciwość” i mniej więcej kojarzyć co rozumie się przez pojęcie „bycia w porządku” wobec kogoś/czegoś.

    za mądre to dla mnie :)

  • http://costa.kofeina.net/ CoSTa

    łojezu, tyle pisania a można przecież prościej: „bądź uczciwy a jeśli ci to nie wychodzi, to przynajmniej staraj się być w porządku”. tyle że tu problem jest jeden: trzeba znać znaczenie słowa „uczciwość” i mniej więcej kojarzyć co rozumie się przez pojęcie „bycia w porządku” wobec kogoś/czegoś.

    za mądre to dla mnie :)

  • http://acogitosis.krop.pl gshegosh

    Wiem że to walka z wiatrakami, ale crisis management oznacza _radzenie_ sobie z kryzysem, a nie zarządzanie nim.

    Kryzys ma to do siebie, że nie można nim zarządzać. Można z nim sobie tylko radzić.

    W języku angielskim to manage też jest używane w znaczeniu „radzić sobie”, choćby jak sprzedawca w sklepie zapyta „Can I help you with these packages?”, możesz odpowiedzieć „No thanks, I’ll MANAGE”.

    Dlatego od zawsze dziwi mnie buta poniektórych menadżerów, niby to kadra zarządzająca, ale ledwo sobie RADZI ;)

  • http://acogitosis.krop.pl gshegosh

    Wiem że to walka z wiatrakami, ale crisis management oznacza _radzenie_ sobie z kryzysem, a nie zarządzanie nim.

    Kryzys ma to do siebie, że nie można nim zarządzać. Można z nim sobie tylko radzić.

    W języku angielskim to manage też jest używane w znaczeniu „radzić sobie”, choćby jak sprzedawca w sklepie zapyta „Can I help you with these packages?”, możesz odpowiedzieć „No thanks, I’ll MANAGE”.

    Dlatego od zawsze dziwi mnie buta poniektórych menadżerów, niby to kadra zarządzająca, ale ledwo sobie RADZI ;)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    gshegosh: Dzięki za zwrócenie uwagi. Sam prowadzę taką „walkę z wiatrakami” w kwestii terminologii typograficznej (skrobnę kiedyś o tym całą notkę), więc wiem, jakie to uczucie. Już poprawiam.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    gshegosh: Dzięki za zwrócenie uwagi. Sam prowadzę taką „walkę z wiatrakami” w kwestii terminologii typograficznej (skrobnę kiedyś o tym całą notkę), więc wiem, jakie to uczucie. Już poprawiam.

  • http://netto.blox.pl/ Marcin Jagodziński

    wiesz, tak to sobie można pisać. firma kogoś z mojej rodziny, bardziej może nawet zakład rzemieślniczy niż firma, została oskarżona o produkcję niebezpiecznego dla życia sprzętu. wiadomość najprawdopodobniej „weszła w obieg” przez rmf fm, które trąbiło o sprawie 48h/dobę. informacja ukazała się w wiadomościach, wszystkich dziennikach ogólnopolskich itd. i co on ma z tym zrobić? (zwłaszcza, ze to był najprawdopodbniej „czarny pr” sterowany przez konkurencję) jak „zarządzać”? takimi poradnikami, to może sobie… wiadomo co. są kryzysiki i są prawdziwe kryzysy. równie dobrze można zarządzać wybuchem wulkanu.

  • http://netto.blox.pl/ Marcin Jagodziński

    wiesz, tak to sobie można pisać. firma kogoś z mojej rodziny, bardziej może nawet zakład rzemieślniczy niż firma, została oskarżona o produkcję niebezpiecznego dla życia sprzętu. wiadomość najprawdopodobniej „weszła w obieg” przez rmf fm, które trąbiło o sprawie 48h/dobę. informacja ukazała się w wiadomościach, wszystkich dziennikach ogólnopolskich itd. i co on ma z tym zrobić? (zwłaszcza, ze to był najprawdopodbniej „czarny pr” sterowany przez konkurencję) jak „zarządzać”? takimi poradnikami, to może sobie… wiadomo co. są kryzysiki i są prawdziwe kryzysy. równie dobrze można zarządzać wybuchem wulkanu.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Marcin Jagodziński: Wierz mi, można próbować sobie z tym radzić. Prawo prasowe wymaga na mediach publikowanie sprostowań w przypadku, kiedy informacje są nieprawdziwe. Za pomocą „networkingu” możesz spróbować złapać kontakt z dziennikarzami i próbować „wyprostować” historię. Możesz ruszyć z kampanią marketingową… Wierz mi, największe kryzysy można zażegnać…

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Marcin Jagodziński: Wierz mi, można próbować sobie z tym radzić. Prawo prasowe wymaga na mediach publikowanie sprostowań w przypadku, kiedy informacje są nieprawdziwe. Za pomocą „networkingu” możesz spróbować złapać kontakt z dziennikarzami i próbować „wyprostować” historię. Możesz ruszyć z kampanią marketingową… Wierz mi, największe kryzysy można zażegnać…