Czy Twoje stanowisko mówi coś o Twojej marce?
To, że wizytówka jest jednym z podstawowych punktów styczności z Twoją marką, nie podlega większej dyskusji. Czy jednak zastanawiałeś się kiedyś, co na tej wizytówce można zrobić lepiej? Można ją oczywiście zaprojektować w taki sposób, by zwracała uwagę i nie można jej było po prostu wrzucić do szuflady (tak, większość wizytówek, które dostaję, kończy w szufladzie i nigdy z niej nie wychodzą). Czy jednak to wszystko? Jest sporo elementów, których na wizytówce nie da się zmienić – imię, nazwisko, adres czy telefon firmy służą odnalezieniu Ciebie, więc modyfikować ich nie można. Jest jednak mały klejnot, który pozwoli Ci wyrazić osobowość Twojej marki jeszcze lepiej. To… stanowisko.Prezes, czyli kto?
Kiedy założyłem firmę w 2000 roku, była to – z różnych względów – od razu spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Miała osobowość prawną oraz obowiązkową – też prawną – strukturę stanowisk. Był w niej zarząd (czyli ja) i prezes zarządu (też ja). Na początku w ogóle byłem tylko ja. Zrobiłem wizytówkę z napisem „Paweł Tkaczyk, prezes zarządu” i – choć wcale się prezesem nie czułem – zacząłem rozdawać ją Klientom. Pewnego dnia, na samym początku mojej „kariery” jechałem pociągiem do Jeleniej Góry, spotkać się z potencjalnymi Klientami z tamtejszej Polfy. W przedziale ze mną jechał też chłopak, prawdopodobnie w moim wieku. Kiedy zobaczył moją wizytówkę (leżała na wierzchu teczki z portfolio) powiedział „Taki młody, a już prezes zarządu?”. Ja wtedy pomyślałem sobie „Rety, przecież to tak naprawdę nic nie oznacza! Jestem jednoosobową firemką, a wyobrażenie związane z tym stanowiskiem jest kłamliwe, przynajmniej w moim przypadku. Nie tym powinienem być dla moich Klientów.”
Od tej pory w mojej firmie nie ma już nikogo z oficjalnym stanowiskiem na wizytówce. Moje oficjalne stanowisko dziś (zmienia się, razem z kolejnymi dodrukami wizytówek) to „+10 do świadomości marki”. Kto gra w gry RPG, ten nie będzie miał problemu z rozszyfrowaniem znaczenia tej karty. Dla innych jest to ciekawy wstęp do dyskusji czy przełamania lodów – chcąc wyjaśnić zagadkę stanowiska, Klienci sami pytają mnie o wartości mojej firmy. Potraficie sobie wyobrazić lepszą reklamę? A na przestrzeni 10 lat w firmie pracował m.in. „flamaster” (specjalista od Flasha) czy copywriter ze stanowiskiem „słów cięcie i gięcie”.
Koncept nie jest nowy i nie jest mój, ale ciągle dziwi mnie, jak wiele wizytówek od – zdawałoby się – firm z charakterem ma stanowiska typu „key account manager”. Dla Klienta spoza branży brzmi to tak samo enigmatycznie, jak moje „+10 do świadomości marki”, a jaką ciekawą historię możesz opowiedzieć o key account managerze?
Wiele firm zdaje sobie sprawę z „magii”, jaka stoi za odpowiednio nazwanym stanowiskiem. Kilka ulubionych w mojej wizytówkowej kolekcji to „key imagination officer” w firmie produkującej gry komputerowe czy „sandwich artist” w Subwayu. Magia ta może uwieść Klienta, ale nie zastąpi realnego rozwiązywania jego realnych problemów. Dlatego wymyślanie nazw stanowisk nie zastąpi prawdziwej pracy.
Niepotrzebne stanowiska
Czy wiesz, kto jest oficjalnie „bóstwem obronnym naszej planety”? To jedno z ok. 1.200 oficjalnych tytułów Kim Dzong Ila, dyktatora Korei Północnej. W artykule dotyczącym absurdalnych nazw stanowisk, który czytałem w „The Economist” znalazłem jeszcze kilka tytułów z tej długiej listy. Kim jest też „najwspanialszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył” oraz „zawsze zwycięskim wodzem na froncie walki z imperializmem i USA”. Jak napisał w podobnym artykule w HBR Bill Taylor, łatka prezydenta Obamy, „lider wolnego świata”, brzmi przy tym bardzo skromnie.
Stanowisko ma przekazywać esencję Twojej marki, a nie poprawiać samopoczucie Twoich pracowników. Pompatyczne „mail delivery manager” nie przekona nikogo, że jesteś czymś więcej, niż listonosz, „front office assistant” to przecież sekretarka. Ale… Magia słowa może sprawić, że Twoi pracownicy będą zachowywać się inaczej, lepiej, bardziej zgodnie z ideami przekazywanymi przez Twoją markę. Pomyśl, co się stanie, kiedy recepcjonistka czy „front office assistant” zostanie przemianowana na „zarządzającego pierwszym wrażeniem” (first impression manager)? Ja bym się dwa razy zastanowił, co należy wtedy do moich obowiązków :)
Kiedy poznać, że stanowisko jest niepotrzebnie „napompowane”? To proste. Zastanów się, kogo łatwiej będzie zwolnić w Twojej firmie. W mojej firmie, gdzie wartościami głównymi jest kreatywność i zadowolenie Klientów, prezes key account manager nie mają żadnych szans z „szamanem wyobraźni”. Z drugiej strony wolę zostawić w firmie sprzątaczkę, niż „konsultanta podłóg”. Znajdź równowagę między oczywistością i charakterem. A potem umieść to na wizytówce.





@napoleonbryl: http://ow.ly/2gN8l W sam raz na dzis. – dla mnie to też temat na czasie,polecam artykuł!
This comment was originally posted on Twitter
Miałem coś podobnego. Mój szef uparł się żeby przedstawiać mnie jako Technology Manager (jakkolwiek beznajdziejnie to brzmi i do tego nic nie znaczy), ja z kolei przedstawiałem się jako Alpha Developer (alegoria do samca alfa). W końcu stanęło na standardzie korporacyjnym, czyli CTO (Cokolwiek To Znaczy w moim mniemaniu).
Moim osobistym marzeniem jest stanowisko „wow effect specialist” :)
NIe „Konsultant Podlog” tylko „Konserwator Powierzchni Plaskich” :)
http://www.wprost.pl/ar/2770/Dyktatura-tutulow/...
Również ciekawy artykuł.
Dzięki :)
„vertical surface manager”? :)
Ale czy „flamaster” będzie cokolwiek znaczyć za dwa lata, jak klient weźmie wizytówkę do ręki? Nie musi wcale pamiętać, że to ten koleś od Flasha.
Chyba „horizontal” ;)
Wiesz, to zależy, do czego ta wizytówka ma służyć. Niektóre stanowiska (jak flamaster właśnie) nie wymagają wizytówki, bo kontaktu z Klientem praktycznie nie mają. Nazwa stanowiska jest tylko wewnętrznym firmowym dowcipem.
Świetne! I bardzo na czasie, bo właśnie projektuję sobie wizytówkę. I wiem już, że nie będzie na niej wyrażenia w stylu „Redaktor naczelna” albo „Właścicielka”, tylko jakaś Pozytywnie Zakręcona albo coś w ten deseń :).
Ale taki freelance koder HTML i CSS raczej sobie żarcików nie może robić, co?
Wizytówka w tym wypadku może być zabawna i kreatywna, ale też musi informować. ;)
Krotko i ciekawie. Akurat dzis mam trudnego klienta do wizytowek, mnie ;)
Tak, jeśli kontaktujesz się z klientem, powinieneś być w stanie wyjaśnić, co tam jest napisane.
Cieszę się, że mogłem pomóc :)
+ 20 do językowego flow, świetnie napisany wpis.
Świetna racja.
Found in reader: Czy Twoje stanowisko mówi coś o Twojej marce?:
To, że wizytówka jest jednym z podstawowych pun… http://bit.ly/9B9BNg
This comment was originally posted on Twitter
Od pewnego czasu w niektórych firmach funkcjonują też wizytówki z imieniem i nazwiskiem, ale bez stanowiska.
Cieszę się, że mogłem pomóc
http://j.mp/ayU5hV – Czy Twoje stanowisko mówi coś o Twojej marce?
This comment was originally posted on Twitter