Przeskocz do zawartości

27 listopada 2009

Takie rzeczy tylko w Erze, czyli memetyka dla opornych

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego tylu ludzi nosi kolczyki? Skąd biorą się mody na tatuaże albo mówienie „takie rzeczy tylko w Erze”? Dlaczego w niektórych subkulturach „cool” jest noszenie czapki daszkiem do tyłu? Za wszystkie te dziwactwa, a także za sporo pożytecznych rzeczy, jakie dzieją się w naszej kulturze odpowiadają… memy. A nauka o memach nazywa się memetyką. O niej w dzisiejszym artykule.

Koncept memów swój początek bierze w pracy „Origin of Species” Darwina. Słynny uczony przedstawił tam ideę doboru naturalnego, która w wielkim skrócie wygląda następująco: jeśli mamy w przyrodzie zmienność (jak np. różne gatunki żółwi na świecie), mamy selekcję (nie wszystkie żółwie przetrwają tak długo, by się rozmnożyć – Darwin wyliczał to na populacji słoni) oraz mamy dziedziczenie (pewne cechy danego osobnika przechodzą na jego potomstwo), to musimy mieć do czynienia z doborem naturalnym (czyli: każde następne pokolenie, które przetrwało, będzie lepiej dostosowane do swojego otoczenia od pozostałych). Ewolucja to porządek tworzący się samoistnie z chaosu, bez udziału żadnych zewnętrznych sił, szczególnie wyższych.

A gdyby tak koncept ewolucji przenieść także na inne, nie-genetyczne podłoże? Czy idee potrafią się replikować w taki sam sposób? I czy z tej replikacji powstaje coś dobrego? Pod koniec lat 70-tych Richard Dawkins (tak, ten słynny ateista) rozszerzył koncept doboru naturalnego na kulturę. W książce „Samolubny gen” opisał, jak mechanizmy ewolucyjne można zastosować do opisania naszego rozwoju kulturalnego, naszego rozwoju jako ludzi.

Aby uniknąć ciągłego mylenia z genetyką, Dawkins ukuł termin „mem” (od greckiego słowa „mimesis”, czyli „naśladownictwo”). Mem to właśnie koncept, pomysł, idea, która się rozprzestrzenia (jest kopiowana, naśladowana, odgapiana).

Mem to informacja, którą przenosimy za pomocą naszych zmysłów. Od najprostszych umiejętności, takich jak rozpalanie ognia, po umiejętności bardziej skomplikowane, jak język, którym się posługujemy, memy towarzyszyły ludzkości od zarania dziejów, czyniąc ją tym, czym jest dzisiaj.

Gdzie w tym dobór naturalny? Dobre pytanie. Memy konkurują o naszą ograniczoną uwagę i pamięć – nasze mózgi nie są fizycznie w stanie pomieścić wszystkich konceptów, które krążą wokół nas. Dlatego memy wymierają. Umierają zarówno te małe (jak melodia, którą 20 lat temu nucił każdy, a dziś nikt jej nie pamięta), jak i te duże (jak języki czy nawet całe kultury – gdzie dziś jest kultura Azteków, poza katastroficznymi filmami o końcu świata?).

Skoro mamy replikację, mamy selekcję i mamy zmienność (niektóre memy są ulepszane), musi nastąpić ewolucja. I memy ewoluują. Spójrz choćby na język, którym się posługujemy – rozpoczął swój memowy żywot jako seria któtkich sapnięć i warknięć, a po kilku tysiącach lat był w stanie wyprodukować monolog Hamleta. Ewolucja w czystej postaci.

Ewolucja memów stoi jakby w opozycji do ewolucji genetycznej. Genetyka każe nam dostosować się do ograniczonych zasobów – przetrwają ci, którzy są w stanie najbardziej efektywnie gospodarować energią z jednego upolowanego zwierzęcia, najsilniejszy na pustyni jest ten, kto dalej zajdzie bez uzupełniania zapasu wody itp. Memy z kolei, aby się skuteczniej rozwijać, potrzebują coraz bardziej rozwiniętych mózgów. I dostają je. Mózg jest mało efektywnym organem – zajmując ok. 2% masy ciała, konsumuje ok. 20% energii, którą to ciało dysponuje. Duży mózg to także śmiertelne niebezpieczeństwo dla ludzi – przez wieki najczęstszą przyczyną zgonów kobiet był… poród właśnie. Urodzenie homo sapiens z wielkim mózgiem to o wiele większe przedsięwzięcie, niż urodzenie pieska czy świnki morskiej…

Dlaczego potrzebujemy tak dużych mózgów? Dlaczego nie możemy po prostu nauczyć się zapamiętywać pożytecznych rzeczy? To proste – nie mamy pojęcia, co jest pożyteczne. Ewolucja genetyczna to losowe mutacje, z których „do następnej rundy” przechodzą te najlepsze, ale w momencie ich powstawania, nikt nie wie, która jest tą najlepszą. Tak samo jest z ideami. O naszą uwagę konkurują zarówno te oczywiste, jak umiejętność zdobycia pożywienia, jak i te mniej oczywiste, a czasem zupełnie głupie. Do oceny ich „potencjału rozprzestrzeniania” stosuje się różne modele matematyczne, angażuje się także teorię gier. Jednak ostatecznie jest tylko jeden sposób sprawdzenia idei – wypuszczenie jej na wolność.

Informacje na wolności replikują się niemal samoistnie – jedna osoba widzi u drugiej np. fajny sposób trzymania papierosa, adaptuje mem na swoje potrzeby, przy wystarczająco dużej liczbie tworzy się moda. Rozprzestrzenianie się pomysłów jak epidemii opisywał też Malcolm Gladwell w The Tipping Point (Punkt przełomowy, recenzowany na blogu).

Jednym z przełomowych sposobów „zwolnienia” naszych mózgów od przechowywania informacji, bez straty dla nich samych (dla informacji, nie dla mózgów) było wynalezienie pisma (a potem innych sposobów trwałego przechowywania memów). Dzięki zapisywaniu, nawet najmniej ważne informacje, które nie znalazły na stałe miejsca w naszych umysłach, mogą zacząć ponownie swój żywot po latach. Tak wracamy do zapomnianych pisarzy (a dzięki multimediom: do piosenkarzy)… Z kolei internet pozwolił memom na przełamanie barier terytorialnych – kiedyś zbieraliśmy się wokół ogniska, by posłuchać opowieści, dziś jedna historia może okrążyć świat w mgnieniu oka.

Komputery zapisujące i przetwarzające dane przybliżyły nas także do koncepcji tzw. „trzeciego replikatora”. Pierwszym replikatorem są geny (przetwarzane przez samą naturę), drugim memy (przetwarzane przez nas, twór natury). Trzecim replikatorem będą maszyny zdolne do stworzenia własnego systemu memów i replikujące te memy zupełnie niezależnie od nas. Ale… to na razie pieśń przyszłości :)

Memetycy badają tzw. wirusowy potencjał idei i jeśli interesujesz się tym z zawodowego punktu widzenia, jest to jedna ze ścieżek wartych zbadania. Bo przecież każdy marketer chciałby być autorem następnego „kopytka” czy „takie rzeczy tylko w Erze”. A to nic innego jak bardzo potężne memy.

View Comments Napisz komentarz
  1. lis 28 2009

    Ciekawy artykuł, najważniejsze to rozpoznać że mem jest tylko memem i nie dać się „zmodować” ;)

  2. wroclawiankajedna
    lis 30 2009

    Owszem, w systemie wtórnych replikatorów, przenosimy – przykładowo – ideę koła.
    Ale zauważcie, że owo koło przenosi też samo w sobie swoją ideę. Nie trzeba papierów, komputerów, specyfikacji technicznych, by drugi człowiek, widząc jego ruch – złapał pomysł.

    Teraz tak – w jaki sposób będzie działał temem? Jeśli wziąć przykład – ligi humanoidów grającej w piłkę nożną, czy też – japońskich robotów grających w teatrze – to widać, że bez człowieka techniczny mem nie powstanie. I pytanie – skąd nazwa trzeciego replikatora, skoro to będzie zwykły (lub niezwykły) soft stworzony przez człowieka (a więc drugi replikator, kultura). Czy wirus komputerowy można nazwać memem trzeciej generacji?
    Wytwór człowieka oddziałuje na inną maszynę, ta rozsyła mema do innych, zaraża następne, ale znów pytanie – jeśli człowiek stworzy antywirusa, czy on też będzie memem?
    Drugiej generacji – owszem, ale trzeciej?
    Niech mi ktoś naświetli jak będzie wyglądała komunikacja maszyny z maszyną, jeśli padnie serwer, powstanie drugi – OK, ale kto ich tego „nauczy”? Człowiek, prawda?
    Jeśli sztuczna inteligencja będzie do nas przemawiać z desek teatru, to kto jej włoży tekst w odtwarzacz mowy, kto wytyczy szlaki na scenie. Człowiek, nie mylę się?
    Więc, o co chodzi z tą trzecią generacja memów?

    Odnośnie kopytka.
    Myśli, odruchy – podlegają programowi – właśnie całemu memowisku. Nauczono nas, że dziewczynkom wypada płakać, chłopcom nie, nauczono gdzie jest granica, a tak naprawdę jej nie ma tam w polu czy w górach, to tylko wytwór naszej kultury.

    Efekt „kopytka” jest dziełem instynktu, to jeden błysk przeświadczenia. Nikt się tego nie nauczy, nawet studiując całą światową bibliotekę memów.
    Natomiast efekt ‘takie rzeczy tylko w erze’, to owszem silny mem, ale gdy się przyjrzeć, to tylko zlepek podrasowanych memowin ;)

  3. sebastian
    gru 1 2009

    Na temat polskich memów – encyklopedia starająca się opisać te zjawiska – http://wiki.vichan.net/

  4. gru 1 2009

    @wroclawiankajedna: Ciekawy dylemat, też się nad tym zastanawiałem. Ale wydaje mi się, że „trzeci replikator” – jeśli powstanie – będzie się porozumiewał na zupełnie innym poziomie, niż potrafimy to sobie wyobrazić. Porównaj pierwszy (geny) i drugi (memy). Pierwszy to sekwencje aminokwasów, stosunkowo proste, drugi to koło, 9. symfonia czy „Hamlet”. Pod względem skomplikowania drugi ma się nijak do pierwszego. I tak samo – moim zdaniem – będzie się miał trzeci do drugiego. Wirusy, programy – to jesteśmy w stanie ogarnąć. Komunikacji trzecich replikatorów już niekoniecznie. Ale to wszystko na razie rozważania rodem wprost z science-fiction :) Niemniej czasem warto sobie umysł pogimnastykować…

  5. wroclawiankajedna
    gru 1 2009

    @Paweł Tkaczyk, rzeczywiście temat jest złożony, ale przez to niezmiernie interesujący. Jednak, czy rzeczywiście pierwszy replikator ma się nijak do drugiego pod względem skomplikowania? Wytwory kultury mają ścisły związek z biochemią mózgu, z batalią neuronów. Wspomniałeś o aminokwasach – a to właśnie serotonina ma wpływ na zachowania – jeśli mamy obniżony jej poziom, wpadamy w depresję. Romantycy wtedy tworzą, nieszczęście daje im wenę, objawia się geniusz – ale inni strzelają sobie w skroń. Testosteron zmusza do działania, dopamina odpowiedzialna jest za tzw. wyścig szczurów, za coś osiągnięcie czegoś co chcemy osiągnąć.
    Sztuczna zmiana biochemi mózgu – mówię o używkach – też przynosi efekty, prawda?

    Nie ma przepaści między pierwszym i drugim replikatorem, faktem jest, że przetwarzanie informacji nie musi zachodzić w białkowych mózgach. Prawdą jest, że dzieje się to już w naszych maszynach podręcznych, ale wszystko jest wytworem ludzkiego umysłu. Drugi replikator jest sterowany pierwszym i nierozerwalny z nim, wobec tego trzeci replikator też musi być sterowany poprzednim i również zależny. Umysł bez mózgu nie zadziała, tak jak i nie powstanie idea bez umysłu.

  6. Qwerty
    gru 1 2009

    „Pierwszy to sekwencje aminokwasów, stosunkowo proste”

    Stosunkowo proste sekwencje aminokwasów w białku, które ma cztery podjednostki po trzysta aminokwasów może nie są szczególnie skomplikowane, ale ta prostota powoduje, że fałdują się w konkretny sposób (drugo i trzeciorzędowa struktura białek), przez co mogą działać tak, jak działają (enzymy przyspieszają reakcje, które katalizują w rzędach milionów razy).

    Sam zapis jest prosty, ale to, jak działają jednak cholernie skomplikowane, więc poziomowanie memów wydaje mi się nietrafionym pomysłem.

    Tak czy inaczej, ciekawy i dobry tekst :)

  7. Arathi
    gru 1 2009

    Tekst ujdzie… znam memetykę od 8 lat, czytywałem większość polskich i zagranicznych publikacji na ten temat i ten tekst jest dobry dla noobów… i proszę: nie memowisko, a pula memowa ;)

    Tutaj warto zaznaczyć, że wraz ze wzrostem poznania mózgu wyznaczymy ośrodki odpowiedzialne za przekształcanie (czyli mutację)memów i tym samym opracujemy wzory matematyczne pozwalające inżynierom memetycznym (np. poetom, marketingowcom) automatycznie tak opracowywać mempleksy lub nawet pojedyncze memy, że żaden mózg nie będzie mógł ich odrzucić.

    Dobrym przykładem mempleksu jest religia (większość z nich): opierając swe założenia na wytwarzaniu zagrożenia dla nosiciela jeśli nie dostosuje się do poleceń wynikających z mempleksu -> znaczy jeśli nie będziesz postępował wg nakazów religii czeka cię wieczne potępienie, brak dziewic w raju czy odrodzisz się jako karaluch.

    Polecam postudiować sobie teksty memetyczne, zmienia się wtedy trochę pogląd na np. reklamy typu „kopytko”.

  8. gru 16 2009

    „Pssssst!…Memy nie istnieją! Podajcie dalej!!”

    :)

  9. gru 25 2009

    Co jest zatem determinantem bycia lepszym przez jeden mem od drugiego?

Trackbacki i pingbacki

  1. paweltkaczyk.midea.pl: Takie rzeczy tylko w Erze, czyli memetyka dla opornych | | flaker.pl
  2. popularne-strony: Takie rzeczy tylko w Erze, czyli memetyka dla opornych | | flaker.pl
  3. Lookin’ like a fool with your pants on the ground – o kolejnym hicie zza oceanu — ExploreExplain

Powiedz, co myślisz, wpisz komentarz.

(required)
(required)

Uwaga:Znaczniki HTML są dozwolone. Twój adres nigdy nie będzie udostępniony.

Zapisz się na powiadomienia o komentarzach

blog comments powered by Disqus