Co po maturze? Co po studiach?
Na zapis tego przemówienia trafiłem przypadkiem. Ale jeśli zastanawiasz się, czy zostać na studiach, czy w ogóle zacząć studia (to w konteście tej notki Riddle’a), warto go wysłuchać.
Dla mnie edukacja jest sprawą podstawową. Zostałem wychowany w taki sposób, że nie wyobrażałem sobie nawet przyszłości bez studiów. Do dziś mam w głowie słowa i poglądy mądrych wykładowców. Bez studiów nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj.
Zgadzam się, że młody człowiek nie zawsze dokładnie wie, co chce zrobić ze swoim życiem, nie zawsze fortunnie wybiera kierunek studiów. Ale można go przecież zmienić, a nie zostawiać, mówiąc, że są nic niewarte.
Jeśli nie jesteś geniuszem wyprzedzającym swoją epokę (a tacy zdarzają się naprawdę niezwykle rzadko), warto uczyć się od mądrzejszych od Ciebie. Nawet jeśli wydaje Ci się, że wiedza, jaką dostajesz jest zupełnie bezsensowna. „Kropki można połączyć patrząc w przeszłość. Nie da się tego zrobić patrząc w przyszłość” — to bardzo mądre słowa.





zgadzam sie! trzeba miec pewną erudycję jeśli chce się stanowić elitę tego kraju. studia są niezbędne do jej zdobycia
100% zgody – studia, nawet jeśli okażą się nieprzydatne zawodowo, dają szeroko pojętą ogładę: otwierają horyzonty, pozwalają zapoznać się z rzeczami, na które nigdy nie zwrócilibyśmy uwagi. Nie chodzi nawet o dyplomik na koniec (chociaż niewątpliwie się przydaje) – chodzi po prostu o parę lat wśród mądrych ludzi, czego przecenić się nie da.
Mnie zawsze uderzało to, że studia najgłośniej krytykują ci, którzy ich sami jeszcze nie zaczeli, albo odpadli po pierwszym roku. :)
Powiedzmy sobie szczerze, studia w Polsce idealne nie są – często i gęsto chodzi tylko o wtłaczanie suchej wiedzy, która mało się przydaje – za mało jest case studies, za mało pracy w grupie i rozwiązywania rzeczywistych problemów.
Jednak na studiach wcale nie jest najważniejszy system, ale ludzie, z którymi się tam stykamy. To są kontakty i wiedza, które będą procentować w przyszłości. To właśnie od tych ludzi (zarówno prowadzących, jak też kolegów możemy dowiedzieć się najciekawszych rzeczy. Zdobywanie wiedzy z Wikipedi to nie jest najlepszy sposób rozwoju.
Studia jak to studia, w życiu się przydają i sam także mam zamiar podjąć się studiowania. Studiować będę informatykę i mam nadzieję, że w ten sposób poszerze swoje horyzonty, poznam wiele ciekawych zagadnień i oczywiście uzyskam wyższe wykształcenie :) Jednakże najwięcej chyba jednak sam się naucze, z racji mojej pasji i zainteresowań.
Wiedziałam, że coś w wypowiedzi Riddle?a mi zgrzyta. Teraz już wiem co…
Piękna przemowa.
Statsiarskie walisz te posty ostatnio Paweł :P
Steve powiedział także ?Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go na życie cudzym życiem. Nie dajcie się schwytać w pułapkę dogmatu, która oznacza życie według wskazówek innych ludzi. Nie pozwólcie, by szum opinii innych zagłuszył wasz wewnętrzny głos. I co najważniejsze, miejcie odwagę iść za głosem swojego serca i intuicji. Wszystko inne jest mniej ważne.” Ja uważam, że najgorsze jest przeświadczenie, że sam fakt, że chodzimy do szkoły, mnóstwo zakuwamy, mamy dobre stopnie i piękne świadectwo gwarantuje nam w życiu sukces. Zderzenie z rzeczywistością przychodzi jednak kiedy szkołę opuścimy i nie wiemy co napisać w rubryce CV „zainteresowania”. Ja w swojej firmie zastąpię tą rubrykę słowem „pasja”. I to będzie dla mnie najważniejsze. „Sukces zapewnia zaangażownie, nie dobre stopnie” – Tom Peters. Pisałem o tym wielokrotnie na swoim blogu.
Ping-pong:
http://mroq.jogger.pl/2006/05/04/knot-polskiej-edukacji/
Manualny trackback bo coś automatycznemu się nie chce:
http://enbewu.net/blog/2006/05/04/co-dalej-dokad-isc-gdzie-sie-zwrocic/
Ja z kolei każdemu będę odradzał studia informatyczne. Wysłuchałem to, co powiedział założyciel Apple’a, ale nie przekonuje mnie to mimo wszysto w 100%. To był przecież przypadek, że znalazł się na tym kursie, a 10 lat później pomogło mu to w stworzeniu Mac’a. Zamiast iść na kurs, mógł równie dobrze zająć się czymś innym, co jeszcze bardziej mogło mu pomóc – przypadek. Jestem w trakcie studiów informatycznych i dla mnie nie mają one sensu. Gdybym wiedział, że tak to będzie wyglądało wybrałbym filozofię, albo inny tego typu kierunek. Przynajmniej wiedziałbym, że będę uczył się „pierdół” nieprzydatnych w zawodzie. Idąc na informatykę, myślałem że się czegoś nauczę. Bardzo się przeliczyłem. Skończę je tylko dla papieru. Studia może i mają sens, ale zależy jakie mamy nastawienie idąc na nie. Ja szedłem z myślą nauczenia się czegoś przydatnego w zawodzie informatyka. Tymczasem uczą mnie prawie wszystkiego, tylko nie informatyki. Idąc na przykład na filozofię, nie miałbym potem do nikogo pretensji, że nie nauczyli mnie „czegoś tam”. Tymczasem widzę, że nauka informatyki nie ma sensu na Win95, Pascalu, gdzie profesor kłóci się ze mną, jak zrobić bazę danych do sklepu internetowego (zajmuję się m.in. tym od 2 lat). Ale podkreślam – to dotyczy tylko studiów informatycznych i na prawdę moim zdaniem zamiast iść to „studiować”, lepiej jest się uczyć samemu (przynajmniej będą to rzeczy na 100% przydatne).
Nic dodać nic ująć. Tylko warto pamiętać, że studia są dla ludzi, a nie odwrotnie.
co to za uniwersytet Krzysiek? nie wyglada to najlepiej. moj brat na wroclawskim na infie ma calkiem inne spostrzeżenia.
Etam Steve chciał tylko wjechać w ambicje Billowi
Carstein ma rację, najgłośniej o nieprzydatności szkoły / studiów krzyczą małolaty (często grubo przed maturą) lub osobnicy wyrzuceni ze studiów.
Owszem, w szkole czy na studiach można mieć sporo bezsensownych zajęć, ale po latach nawet te rzeczy do czegoś się przydają. Przede wszystkim uczą odporności na bezsensowne sytuacje w życiu, jakich wszędzie pełno.
Po drugie — często okazuje się, że dzięki tym „bezsensownym” zajęciom nie wychodzimy na idiotów podczas spotkania towarzyskiego czy biznesowego. Informacje zapamiętane przypadkiem z jakiegoś proseminarium czy „odchamiacza” potrafią się przydać w najmniej oczekiwanych sytuacjach.
Po trzecie — rzecz najważniejsza na studiach, czyli znajomości. To właśnie kontakty zdobyte na studiach procentują najbardziej w późniejszym życiu. Nasi znajomi lądują po studiach w bardzo różnych miejscach, podobnie zresztą jak my. Kumple od libacji stają się z czasem redaktorami, prezesami, naczelnikami czy ministrami. Dzięki temu łatwiej czasem o kontrakt dla firmy, ciekawe informacje czy pomysły / wspólnika na kolejny biznes. Tego się nie zyska czytając w domu książki, grzebiąc w Wikipedii, oglądając Discovery czy nawet prowadząc bloga.
Regularnie widzę nastolatków, którzy patrzą na kariery Gatesa, Jobsa i im podobnych. Zapominają, że ci ludzie żyją w kompletnie innym kraju, mają kompletnie inny „background” oraz osiągnęli swoje po wielu latach ciężkiej pracy. Nastolatki widzą jedynie „założył firmę i ma miliony dolarów”, a cały środek gdzieś wyparowuje. Niestety, od nawet najbardziej genialnego pomysłu i założenia firmy do milionów na koncie i drinków z palemką droga długa, wyboista i mocno zakurzona…
Piotr Chmolowski: O swoim życiu możesz — moim zdaniem — decydować całe życie. Uczyć się najlepiej wtedy, kiedy Twój umysł chłonie najlepiej.
@mikołaj:
Dziękuje za trafne spostrzeżenie – nie chciałem tego napisać wprost, bo w polsce wyrażenie ‘kontakty nieformalne’ nadal ma wydźwięk mocno pejoratywny, ale takie są fakty; na zachodzie połowa interesów dochodzi do skutku, ponieważ prezesi należeli do tego samego klubu (na studiach), razem grali w drużynie uniwersyteckiej czy tam inne rzeczy razem robili. Szkoda rzucać studia i pozbawiać się przyszłych kolegów-dyrektorów :)
Mikolaj, carstein
Macie całkowitą rację pisząc o kontaktach jako ważnym czynniku w życiu. Sęk w tym, iż większość ludzi ma je z ludzmi bardzo podobnymi do siebie (np. wspomniani przez Ciebie Mikołaj kumple ze studiów) i czekanie aż się one wystarczająco zróżnicują może trwać dość długo :-)
Więcej na ten temat napisałem tutaj http://alexba.com/2006-03-25/rozwoj-kariera-praca/twoje-kontakty-oaza-monokultura-czy-zroznicowanie/ nie chcę w tym komentarzu powtarzać tego dość długiego postu. Warto tam też przeczytać ten podlinkowany post o naszej wartości rynkowej, wiąże się z tematem głównym.
Wielu ludzi, nie tylko nastolatków patrzy na takie figury jak Gates, czy Jobs i jak słusznie zauważyłeś nie widzi tego środka, jak też ceny, którą płacą te znane osoby. Z drugiej strony i w naszych, europejskich, czy nawet polskich warunkach możliwe jest znalezienie takiej niszy, aby całkiem dobrze i wygodnie funkcjonować (z drinkami z palemką wypijanymi pod palmą włącznie :-) ). I nie trzeba do tego od razu milionów dolarów (kolejny popularny bład w myśleniu).
Piotr Chmolowski
Tutaj zgodzę się z Pawłem – możesz prawie zawsze decydować o dalszej części Twojego życia (choć niektóre decyzje moga być w zaawansowanym wieku niezbyt racjonalne). Warunkiem jest, abyś (co niestety robi wielu ludzi) nie podejmował latami takich działań, których rezultaty w poważny sposób ograniczają Twoją możliwość wyboru w przyszłości.
Szkoda, ze mlodzi ludzie nie biora odpowiedzialnosci za to co wypisuja na swoich blogach. Szkoda, ze wirtualni domorosli filozofowie staja sie autorytetami. Szkoda, ze mlodzi ludzie wytykajac starszym podejscie do zycia i sztampowe postepowanie sa tak samo aroganccy, pewni siebie, przekonani o swojej racji i maja tak samo waskie horyzonty. Wreszcie szkoda mi Riddle?a i ludzi ktorzy sie z nim zgadzaja. Pieniadze to nie wszystko. Problem w tym, ze ludziom porkoju Riddle?a tylko srebrnikow brakuje bo przeciez bez szkoly, bez wiekszego wysilku, moze troche z przypadku stali sie autorytetami maja blogi i stalych czytelnikow maja takze przeswiadczenie, ze to od nich nalezy sie uczyc a nie oni od innych. Zaraz sprostuje zebym nie musial robic tego pozniej. Absolutnie nie mam nic przeciwko Twojej postawy Riddle, i przepraszam jezeli posluzylem sie Twoja ksywka w sposob niewlasciwy. Chodzilo mi o pewne zjawisko a nie konkretnie o Ciebie. Mam tez uwage do Krzyska ktory odradza studiowanie informatyki. Mysle kolego, ze powinienes rzucic studia, kupic ksiazke z helionu i na koniec zalozyc bloga, a pozniej powiedz tym chlopakom ktorzy reprezentuja Polske na mistrzostwach swiata w programowaniu, ze zmarnowali czas i mogli zglebiac tajemna wiedze w domu nie tracac czasu na glupie studia. Zeby zostac profesorem trzeba zdobyc uznanie nie tylko w kraju, uznanie wielu gruntownie wyksztalconych osob rozumiem, ze Ty w przeciagu dwoch lat zrobiles sklep internetowy i na bazie tego rozwiazania uzywajac najpopularniejszej w intormatyce kombinacji klawiszy – ctrl+c ctrl+v – uruchomiles powiedzmy 5 kolejnych dlatego masz pelne prawo doedukowania nieswiadomego psora. Ja po swoich studiach bylem i jestem zadowolony.
W pelni zgadzam sie z Krzyskiem – po niecalych 3 latach studiow doszedlem do tego samego wniosku [w sumie do wniosku doszedlem wczesniej - teraz mam pewnosc].
Szedlem na studia zadowolony – dostalem sie na uczelnie na jaka chcialem [prywatna - bylo latwiej, ale bez przesady]. Wybralem uczelnie prywatna poniewaz chcialem nauczyc sie praktycznej informatyki [nie lubie tego stwierdzenia], a nie matematyki, ktora przesadnie utozsamiana jest z informatyka [z reszta w wiekszosci przypadkow blednie]. I co?
I to, ze owszem – matematyki mniej, ale i ta ktora jest sensu wiekszego nie ma. Poza tym kadra rozumuje nastepujaco – z programowania damy im minimum – nie kazdy moze byc programista. Tylko czy do cholery kazdy musi byc matematykiem/statystykiem? Z tego co mnie interesowalo dostawalem minimum [wiedzy] lub zero [bo umialem i to i znacznie wiecej]. Matematyki nie lubie, jezeli nie widze jej realnego zastosowania. I tak ci ktorzy kuli matematyke przeslizgiwali sie z przedmiotow nie-matematycznych, ja natomiast z nie-matematycznych mialem max, a z matematyka problemy.
I tak dowiedzialem sie, ze idac na informatyke moge zostac matematykiem z umiejetnoscia uruchomienia komputera, placac dobre ponad 5000 rocznie.
Od ponad roku pracuje – przez ten czas nauczylem sie, zdobylem doswiadczenia nieporownywalnie wiecej niz przez 3 lata studiow znacznie bardziej skierowanych na informatyke, niz na matematyke niz studia panstwowe. Jezeli skoncze uczelnie – to tylko dla papierka, jak najszybciej – zeby miec z glowy wojsko.
Swoja droga – bywaja ludzie, ktorzy potrafia inspirowac – mnie zainspirowal asystent od Laboratorium Eksperymentow Matematycznych – myslalem o studiach doktoranckich. Tyle, ze studia doktoranckie na wydziale informatyki, tak sie dziwnie sklada, ze sa studiami z nauk scisle matematycznych..
@shw no wnioski masz przednie. Na mojej politechnice studia nic nie kosztowaly, matematyka byla na 2 lub 3 semestrach a studia maja 10 nie smialbym twierdzic, ze jestem po nich matematykiem. Druga sprawa to potrzeba silnych hasel i loginow ogolnie to widze, ze myslenie w tej kwestii masz tak samo krotkie jak w przypadku studiow. Koniecznosc silnego hasla ma sie nijak do tego, ze ktos Cie okradnie lub nie, tutaj chodzi o bezpieczenstwo calego systemu o to, ze dostep do niego jest dobrze zabezpieczony, ze leniwy user nie bedzie logowal sie „root” z haslem „aa”. Bo takie sytuacje to furtki w zabezpieczeniach. Mimo wszystko zycze powodzenia w pracy. Przy okazji, ze tyle osob z doswiadczeniem i wiedza sie tutaj wypowiada potrzebowalbym podyskutowac o tworzeniu serwerow OPC DA.
@ Alex:
w swoim poście napisałeś to, o co mniej więcej mi chodziło :)
Studia są cholernie ważnym etapem rozwoju człowieka, bo m.in. uczą nawiązywania kontaktów z bardzo różnymi ludźmi z uczelni. To właśnie tam mamy okazję poćwiczyć swoje umiejętności interpersonalne, bez których się nie przeżyje. Jeśli ktoś umie nawiązać dobre kontakty z ludźmi z roku / kierunku / akademika, to będzie też potrafił nawiązywać dobre kontakty w pracy.
Studia są też czasem, gdy można działać w organizacjach okołouczelnianych (koła naukowe, spółdzielnie / fundacje studenckie, AIESEC etc.), czy nawet pozauczelnianych, na co często nie ma czasu po studiach. Dzięki tym działaniom można np. na strzelnicy czy w aeroklubie poznać posłów, dyrektorów, prezesów etc.
Jasiu, z którym po ostrym strzelaniu z Glocka idzie się na piwo, może być szanowanym Janem X., prezesem spółki giełdowej. Jurek, z którym się razem laszowało, może być szanowanym Jerzym Y., naczelnikiem wydziału Z. w urzędzie miasta. Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność i to nie tylko z teorii, ale również z życia.
@ shw: Niestety, Asmodeus ma rację. Silne podbudowanie teoretyczne pozwoli Ci na zmaganie się z różnymi rzeczami w praktyce — to jest rzecz przyszłościowa. Silne podbudowanie praktyczne daje Ci przewagę na krótkim dystansie, ale w przypadku zmiany technologii cała Twoja wiedza pójdzie do kosza.
Mikołaj jednak nie każdy teoretyk będzie dobrym praktykiem, a na odwrót jednak to zadziała.
W zawodzie informatyka, powiadasz? A cóż to za zawód, „informatyk” – umiesz wyjaśnić, tak jednym zdaniem, ciut dokładniej niż „ktoś pracujący z komputerami”?
RAFi: A dlaczego zakładasz, że praktyk będzie dobrym teoretykiem? Czasem ludzie z talentem robią rzeczy „na wyczucie”, ale nie potrafią tego wytłumaczyć… Więc moim zdaniem nie zadziała zawsze.
To wyczucie o którym wspomina Paweł to jedna rzecz, dochodzą do tego takie czynniki sukcesu jak obraz świata, postawa wobec samego siebie i innych, wiara w siebie i tym podobne. One w przełomowych sytuacjach mogą nas blokować, albo dodawać skrzydel co w ogromnym stopniu wpływa na rezultat końcowy naszych działań. Tego większość teoretyków nie uczy się na studiach i potem narzekają, jakie to życie jest niesprawiedliwe.
@ RAFi
Niestety, to w ten sposób nie działa i nie jest jakoś wymienne. Są świetni teoretycy wkładający wiele w rozwój róznych dziedzin, ale praktycy z nich są kiepscy. Jest również wielu praktyków, którzy warsztat mają opanowany perfekcyjnie, ale nie są w stanie ani tej wiedzy przekazać, ani uzasadnić, ani rozwinąć teoretycznie.
Weźmy za przykład naukę języka obcego. Jeżeli poznałeś go od strony praktycznej, to doskonale radzisz sobie na ulicy, załatwiasz różne rzeczy w swojej dziedzinie etc. Zaczynasz mieć jednak problemy przy opisywaniu rzeczy abstrakcyjnych, bo tego nie przerabiałeś. Ba, kolejne języki też poznajesz wolniej, bo bez podbudowy gramatycznej nie będziesz widział podobieństw, zapożyczeń etc.
Całkiem niezłym dowodem są czasowniki nieregularne w języku angielskim. Bez ich znajomości rozmówca brzmi jak koleś ze slumsów. Ich nauczenie się na własną rękę trwa trochę i nie musi być łatwe. Jeżeli jednak ktoś miał zajęcia z dobrym lektorem, to ten pokaże mu cechy wspólne czasowników i one nagle staną się dość regularne.
Tak z innej beczki – nie mogę odtworzyć filmiku. Możesz podać namiar na konkretne miejsce bezpośrednio na youtube?
Merlin -> Na http://bartekrycharski.idl.pl/?p=247 znajdziesz linki do tego przemówienia na YouTube (niska jakość) i na stronie Stanford (wysoka jakość)
Oh Mikołaj, Ty przykłady typowo naukowe, gdzie praktyka ciągle z teorią się przewija i granice są zatarte.
Weźmy chociażby sport. Nie każdy trener będzie/był dobry piłkarzem. Natomiast dobry piłkarz, może być dobrym trenerem. I w rzeczywistości to do mnie przemawia niż przykład z czasownikami, który jest kulawy.
Paweł, nie mieszajmy CHODZĄCYCH TALENTÓW, którzy robią większość rzeczy, bo już tak mają, nie zastanawiając się nad tym. This is a gift.
@RAFi: nie sadzisz chyba ze Ronaldinho nauczylby Rasiaka grac w pilke ;) W ogole to fajnie, ze poruszyles temat sportu tylko Twoj przyklad potwierdza teze Mikolaja. Trenuje siatkowke i mialem przyjemnosc grac z roznymi ludzi w roznym wieku czasami powiedzmy gra sie gdzies tak zwana zbieranina i blyskaja tam gwiazdy w stylu: mam wyskok i silna lape to laduje tak ze dziewczyny na widowni piszcza. Ogolnie w ocenie widzow jest wszystko ladine pieknie. Problem pojawia sie, gdy taka powiedzmy podworkowa gwiazda, przypadkowo trafia do rozgrywek w ktorych wystepuja zawodnicy w tym samym wieku, ktorzy zaczeli od bajtla i nie zaczynali od silnych atakow tylko uczyli sie techniki, taktyki, ustawien itd. Na tle tak przygotowanych ludzi czy to beda pilkarze czy siatkarze obnaza sie wszystkie braki gwiazdy ktora uwazala, ze zawsze sobie da rade bo ma dobry wyskok i silna reke. Mam nadzieje, ze sie ze mna zgodzisz, ze aby zostac dobrym pilkarzem nie wystarczy kopac pilke o sciane lub grac z kolegami na boisku szkolnym.
Ups, gdzieś zapomniałem zamknąć stronga ;)
RAFi, IMO sport potwierdza moją tezę, o czym dobrze napisał Asmodeus. Efekty olewania ciężkiej pracy (i talentu) widać po Rasiakach biegających po polskich boiskach…
@all: W zwiazku z tym, ze to nie pierwszy raz… Panowie AsmodeMus – prawie robi roznice ;)
Kojarzy się jednak jednoznacznie ;)
@Mikołaj nie wiem czy dobrze zrozumiałem Twoją wypowiedź, ale może dlatego że Rasiak musiał zdać mature (tak myśle że ją ma) nie miał czasu biegać cały dzień po boisku. Szkoła nie koniecznie jest najlepszym rozwiązaniem. Zgoda szkoła rozwija, ale nie zawsze każdego.
Ktoś wspomniał, że na studenckiej popijawie poznaje się przyszłych prezesów. Studiuje informatyke, jakoś ani razu nie byłem w na takiej popiajwie więcej niż 3 osoby ze szkoły. Dlaczego? Każdy pędzi do pracy, bo jaki jest sens nauki jak tego nie wykorzystujesz. Każdy z nas może Ci odrazu powiedzieć, co się przydaje a co nie. Student z popijawy powie mi to za 3-4 lata, ale co z tego jak nikt nie będzie tego używał. Przyszłych prezesów poznajesz w pracy bo tylko wtedy widzisz ich prawdziwą wartość, a nie znad kieliszka.
Świat się przekręcił do góry nogami,odkąd to techników z politechnik zalicza się do inteligencji
MAM NADZIEJE ŻE TE STUDIA ZAPROCENTUJĄ W PRZYSZŁOŚCO,BO GDYBYM NA NIE NIE POSZEDŁ TO PEWNIE KOŃCZYŁ BYM BUDOWE DOMKU, A TAK JAK NARAZIE TO PATRZAC NA TO GDZIE LUDZIE PRACUJA TO PEWNIE ANGLIA MNIE CZEKA.POZDRO