U Rafiego i w Mediacafe przeczytałem o artykule z Wprost opisującym polską blogosferę. Nie czytam Wprost od jakiegoś czasu — osobiście uważam, że bardzo zaniżają poziom, jak na tygodnik opiniotwórczy. Tym artykułem (na nieszczęście dla nich dostępnym także online) tylko utwierdzili mnie w tym przekonaniu.
Wiesław Kot, autor artykułu, twierdzi, że „zapuścił sondę w polską blogosferę”. Niestety, nie w moją. Pan Kot nie podaje żadnych nazw blogów, żadnych linków (plaga jakaś, czy co?), ale obraz internetowych dzienników, który wyłania się z jego tekstu jest… obcy.
Kwestionowałbym samo założenie artykułu. Autor twierdzi, że wybrał losowe wpisy opisujące jeden dzień i na ich podstawie wyrobił sobie pogląd na całą blogosferę. Sam jednak przyznaje, że 90% wpisów to „bełkot i banał” (śmiem twierdzić, że nawet sporo więcej, niż 90%). Dlaczego zatem traktować je jako miarodajny obraz? To tak, jakby komentatorami życia politycznego w Wiadomościach byli — zamiast autorytetów — losowo wybrani ludzie, w tym żule spod budki z piwem. Nie wiem jak Wy, ale ja bym takich Wiadomości nie oglądał, mam lepsze rzeczy do roboty.
Tak samo jest z blogosferą. Na pewno są tam takie śmieci, o których pisze autor. Jednak tak jak Wiadomości — aby być użyteczne — nie posiłkują się komentarzami pana Kazia spod budki z piwem, tak o wartości blogosfery nie świadczą pamiętniki „sZalOnYcH nAsToLatKooF”, tylko ludzi, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach. Blogi piszą dziennikarze, specjaliści od marketingu, zawodowi architekci i inni. Nie są „rentierami na browarku”, tylko świadomymi użytkownikami i wartościowymi twórcami, dokładającymi się do ogólnej oceny polskiej blogosfery.
Sam jestem aktywnym blogerem, sam mnóstwo czytam. Sądzę, że przeczytałem w tym miesiącu więcej blogów, niż autor do przygotowania całego swojego artykułu. A w „mojej” blogosferze nie ma ludzi, którzy „urodzili się i wystarczy”. Nie ma takich, którzy piszą „ktoś, gdzieś coś zrobił”. Autorzy są rzeczowymi, wartościowymi ludźmi, od których sporo się można nauczyć. Obraz przedstawiony w artykule wydaje mi się po prostu bzdurny.
Być może jest to zasługą zjawiska „blogowych wysp” (pisałem o tym przy okazji opisywania „blogowych gwiazd i długiego ogona„) — wędrując po linkach z jednego bloga na drugi poruszamy się w sumie po bardzo wąskim wycinku blogosfery, bardziej hermetycznym, niż mogłoby się nam wydawać. Oczywiście „przygodny czytelnik” może sobie na to pozwolić, rzetelny autor artykułu powinien zadać sobie trud wyjścia z jednego (bezwartościowego, jak pokazuje artykuł) grajdołka i przeskoczenia na „inną wyspę”. Jak? Są serwisy promujące wartościowe blogi, jest wyszukiwarka. Wystarczyło z nich skorzystać, a nie zadowolić się przeskoczeniem po linkach od jednego nastolatkowego bloga do kilku innych.
Znam paru blogerów, którzy nie są zawodowymi dziennikarzami, ale ten artykuł napisaliby o niebo lepiej. Wstyd, panie Kot!




Pingback: Tako rzecze Shrew… » Cieżkie czasy dla blogów
Pingback: SprawnyMarketing » Zarabianie na blogach, finansowanie Web2.0 ? opinie
Pingback: slajd.net » Blog Archive » Blog okiem dziennikarza