Jakiś czas temu pisałem o dywersyfikacji usług salonu fryzjerskiego — strzyżenie wykonane przez „praktykanta” kosztowało mniej niż połowę tego, co strzyżenie wykonane przez „prawdziwego fryzjera”. Mnie ten sposób różnicowania jakości śmieszy. Ale może się mylę?
Dziś szukałem dobrego fotografa żywności (i stylizatora — znacie jakichś?). Jedna z firm odpowiadając na moje zapytanie o wycenę napisała m.in.:
Cena jest uzależniona (…) od pozycji firmy na rynku.
Chwileczkę… Czy to znaczy, że to samo zdjęcie będzie kosztować różnie w zależności od tego, czy robimy je dla firmy pana Kazia z sąsiedztwa, czy dla międzynarodowej korporacji? A najwięcej, jeśli to będzie firma państwowa, prawda? A potem się dziwimy, że korupcja i dziura budżetowa…
Ech, może ja naiwny jestem, ale staram się liczyć wszystkich tak samo. Rozumiem możliwość wynegocjowania zniżki — ale mają ją zarówno duże, jak i małe firmy.
Oczywiście we wszystkich prośbach o wycenę piszę teraz, że firma jest malutka i nikomu nieznana ;-)



