Przeskocz do zawartości

11 stycznia 2007

Internet potężny i groźny

Dwie krótkie historie, pokazujące potęgę Internetu. Pokazujące też, że potęga ta działa jak miecz obosieczny — kto mieczem wojuje, od miecza ginie…

Historia pierwsza.
Na DeviantArt pewien użytkownik umieścił fan-art, bohaterów kreskówki The Simpsons narysowanych w stylu manga. Ktoś to zauważył, umieścił na Digg-u. Kilka dni później autor dostał propozycje pracy od samego Matta Groeringa, rozmowy z nim prowadzi także wytwórnia 20th Century Fox. Digg użyty do promocji zdziałał więcej, niż miesiące tradycyjnego „wydeptywania ścieżek” w agencjach itp.

Historia druga.
Argentyńska reklama Coca Coli przygotowana przez tamtejszy oddział międzynarodowej agencji sieciowej niebezpiecznie przypomina teledysk londyńskiej grupy ska 7 Seconds of Love. Cała sprawa nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie YouTube i Digg, na których można znaleźć dziś dosłownie wszystko. Od inspiracji przez źródła wiedzy, po dowody plagiatów. Co prawda podobieństwo jest „mocno niepokojące”, ale na pewno Coca Cola podejmie odpowiednie środki — zarówno w stosunku do pokrzywdzonego zespołu, jak i „zainspirowanego grafika”.

Historia trzecia, z naszego podwórka (przeczytana u Mikołaja)
Paweł Lipiec, znany ze swojego serwisu Polski Blogger (organizator konkursu na Blog Roku, do którego zostałem zaproszony w charakterze jurora) opublikował dziś na swoim blogu tekst będący niemal dokładnym tłumaczeniem innego, cudzego tekstu z 2002 roku. Na początku nie było w ogóle źródła. Kiedy — po lekturze postu Mikołaja — zwróciłem mu uwagę, jako źródło na samym dole pojawił się… Google.

Z firmowania konkursu się wycofałem (być może nie tylko ja). Odrobinę przypomina to moje boje z redakcją „Polityki” jakiś czas temu. Czas być może powtórzyć: Internet nie jest już źródłem bezkarnego zagarniania twórczości, nie siedzi już w nim garstka zapaleńców. Plagiaty wyjdą, prędzej czy później. Raczej prędzej :)

Przeczytaj więcej o 05. Moje najmojsze, Social media
  • http://piotr.mikolajski.net Mikołaj

    Kiedy ? po lekturze postu Mikołaja ? zwróciłem mu uwagę, jako źródło na samym dole pojawił się… Google.

    Na początku źródło wyglądało inaczej, był to podlinkowany adres oryginalnego tekstu, co zaznaczyłem w komentarzu do swojego wpisu. Najwyraźniej jednak Pan Złodziej (przepraszam, ale w tej sytuacji nie ma sensu nazywać tego człowieka inaczej) postanowił iść w zaparte i udawać, że to żaden plagiat, a kompilacja na postawie wielu materiałów.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Sprawa plagiatu chyba się już skończyła, wpis zniknął z serwisu. Gorzka lekcja dla Polskiego Bloggera i czas wziąć się za reperowanie nadszarpniętego PR (reputacji?)…
    Update: Wpis jest nadal, zmienił się tylko URL. Do tego Byte na swoim blogu pisze (i ma screenshoty na dowód), że plagiator skasował jego komentarz, w którym po raz pierwszy wymienił oryginalne źródło wpisu. Nieładnie…

  • http://byte.livenet.pl byte

    Wpis nie zniknął, jest pod innym adresem. Rzućcie okiem na główną stronę.

  • http://piotr.mikolajski.net Mikołaj

    Obawiam się, że to dla tego osobnika nie jest żadna lekcja, a własną reputacją to on się nie przejmuje. Ciekawe podejście, tylko trochę nieopłacalne na dłuższą metę, bo Google (jak widać na załączonym obrazku) ma bardzo długą pamięć.

  • http://polskiblogger.pl Fanatyk

    W sumie to nie ważne co ma do powiedzenia autor tegoż art’a ani jego zgoda na swobodne wykorzystywanie zawartych tam treści.
    Tego oczywiście nikt nie sprawdził bo o ileż to „poczytniej” jest wywołać małą wojenkę?

    ps. Nie, nie chce mi się już tłumaczyć z kolejnych chorych oskarżeń tylko dlatego, że ktoś miał gorszy dzień!

  • http://riddle.jogger.pl Riddle

    Blooogosfera.

  • http://piotr.mikolajski.net Mikołaj

    W sumie to nie ważne co ma do powiedzenia autor tegoż art?a

    Autorka. Ale to przecież bez znaczenia…

    ani jego zgoda na swobodne wykorzystywanie zawartych tam treści.

    Hmmm… spójrzmy zatem:
    Licencja Creative Commons / GNU?
    Nie widać żadnej.
    Jakiś disclaimer czy choćby wzmianka w FAQ?
    Brak.
    Jakiekolwiek wskazówki dotyczące praw autorskich?
    Oczywiście — ? 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2006 All Rights Reserved

    Nawet bez znaczka ? ten tekst jest chroniony prawem autorskim i można go wykorzystywać jedynie w zakresie dozwolonego użytku do własnych celów, co oznacza możliwość przeczytania oraz zapisania na dysku własnego komputera.
    Znaczek ? powinien być jasny nawet dla największego kretyna.

    Tego oczywiście nikt nie sprawdził bo o ileż to „poczytniej” jest wywołać małą wojenkę?

    W przeciwieństwie do ciebie niektórym się chciało i to sprawdzili.

    Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r.
    Art. 2.
    1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
    2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.
    5. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego.

    Podpisując się pod cudzym tekstem złamałeś nie tylko dobre obyczaje, ale przede wszystkim prawo.
    Zwrócono ci na to uwagę, ale postanowiłeś komentarze olewać i iść w zaparte, udając że nie wiesz, o czym mowa.
    W tej chwili ciężko mówić o przypadkowym złamaniu prawa, wynikającym z niewiedzy. Łamiesz je świadomie i z pełną premedytacją, co oznacza że jesteś zwykłym złodziejem.

  • http://olgierd.bblog.pl Olgierd

    To jest w sumie jakaś norma, że takie rzeczy się dzieją. Oszustwo, plagiatowanie i zrzynanie (vide Blogbank.pl) to na dziś niestety codzienność.

  • http://salonik.internetstandard.pl Piotrek Zalewski

    Szczególnie ciekawa pierwsza historia.

    A propos plagiatowania:

    http://salonik.internetstandard.pl/news/105015.html

    Pozdrawiam

  • http://piotr.mikolajski.net Mikołaj

    Olgierd, masz rację, to dziś codzienność. Dlatego IMHO należy każdy taki przypadek opisywać i puszczać w eter. Może po fafnastym czy fafdziesiątym przypadku do ludzi zacznie docierać, że to jest takie same złodziejstwo, jak zabranie dziecku lizaka czy małolatowi komórki.

  • http://olgierd.wordpress.com Olgierd

    Mikołaj, wiesz dobrze, że niestety większość takich „ekspertów” wie o tym, że tak robić nie wolno, ale ma nadzieję, że dzięki medialnemu szumowi i ilości informacji nikomu nie da się ogarnąć całego obrazu.
    Twoja zasługa, że gościa trafiłeś – rispekt! ;-)

    Natomiast – także niestety – częściowo odpowiadają za to działający chyba w dobrej wierze „wolnościowcy”, którzy wychodząc od hasła „prawo autorskie to przestarzała instytucja” na własną rękę wdrażają koncepcję „uwalniania utworów”.

    Gość się po prostu skompromitował i rację ma Paweł w kolejnym wpisie, że zamiast brnąć w tym bagnie powinien był zadziałać sensowniej.
    Proponuję aby Polski Blagier sam wziął udział w swoim własnym konkursie i przyznał sobie „złotą malinę”.

  • http://piotr.mikolajski.net Mikołaj

    Mikołaj, wiesz dobrze, że niestety większość takich „ekspertów” wie o tym, że tak robić nie wolno, ale ma nadzieję, że dzięki medialnemu szumowi i ilości informacji nikomu nie da się ogarnąć całego obrazu.

    Ależ oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę i staram się publikować swoje komentarze na temat tego typu wydarzeń.
    Tak na marginesie — żałuję wielce, że nie miałem czasu na dokładne zebranie zrzutów ekranowych przy okazji afery z WWW „Dziennika”. Głosy oburzenia na Wirtualne Media mocno mnie wówczas rozbawiły, bo ich główny oponent też nie raczył podać źródła zrzutów ekranowych (nie sprawdzałem, czy później to nadrobił), a IDG miało za pazurami sprawę z Fidlerem (czy jak się ichni serwis publikujący wpisy z zewnętrznych blogów zwał). Szkoda, bo wpis byłby niezły…

    Twoja zasługa, że gościa trafiłeś – rispekt! ;-)

    A to nie było akurat takie ciężkie, przypominało raczej typowanie tego, kto napadł na bank. Tak jak tam nagłe wzbogacenie się pracownika hipermarketu budzi podejrzenia, tak w przypadku Fanatyka ten tekst mocno wyróżniał się na tle pozostałych — był o wiele dłuższy, lepiej napisany i bardzo dobry merytorycznie. Takie różnice się rzucają w oczy od razu i wystarczyło tylko dokonać tłumaczenia w drugą stronę ;)

    Natomiast — także niestety — częściowo odpowiadają za to działający chyba w dobrej wierze „wolnościowcy”, którzy wychodząc od hasła „prawo autorskie to przestarzała instytucja” na własną rękę wdrażają koncepcję „uwalniania utworów”.

    Częściowo masz rację. Z pewnego punktu widzenia zgadzam się z nimi — prawo autorskie jest w dużej mierze przestarzałe, a jego zwiększana rygorystyczność przestaje przystawać do naszej rzeczywistości. Co oczywiście nie może być rozumiane jako głos za zlikwidowaniem prawa autorskiego w ogóle — twórca musi być w rozsądny sposób chroniony przed takimi złodziejami.

    Myślę, że problemem jest również słaba edukacja Internautów, wynikająca po części ze skomplikowania prawa (choć akurat autorskie generalnie aż tak bardzo zawiłe nie jest), po części z nawyku do czytania opracowań a nie materiałów źródłowych (czyli ustawy), po części też z powszechnego braku umiejętności czytania ze zrozumieniem.
    Jestem w stanie zrozumieć, że 12-13 latek robi stronę o II wojnie światowej i skanuje zdjęcia z książek, nie podając źródła — może sobie nie zdawać sprawy z istnienia praw autorskich, albo może nie umieć czytać jej zapisów. Nie pociesza mnie to, ale jeszcze mogę to zaakceptować. Jeśli jednak ustawy nie potrafi czytać ktoś, kto ma swoje lata i jest studentem administracji, to…

    Gość się po prostu skompromitował i rację ma Paweł w kolejnym wpisie, że zamiast brnąć w tym bagnie powinien był zadziałać sensowniej.

    Ależ oczywiście, z tego dałoby się wyjść względnie obronną ręką. Względnie, bo swojego wpisu bym nie usunął, ale mógłbym dodać do niego jakiś komentarz łagodzący jego wymowę. W obecnej sytuacji nie widzę sensu w jakichkolwiek zmianach…

    Proponuję aby Polski Blagier sam wziął udział w swoim własnym konkursie i przyznał sobie „złotą malinę”.

    Wpis został zlikwidowany, więc wieczorkiem wrzucę do siebie zapisane strony, aby każdy mógł pobrać i przejrzeć je na własną rękę. Jestem też bardzo ciekaw, co zrobią pozostali członkowie Jury…

  • http://netto.blox.pl/ Marcin Jagodziński

    jakoś mnie to nie dziwi.

    http://polskiblogger.pl/czego-nauczylem-sie-o-blogowaniu-w-2006-roku.html

    gość o „bądź oryginalny” dowiedział się dopiero w 2006 roku, to jeszcze nie przyswoił.

  • http://pattern.walth.hostdmk.net/ walth
  • http://piotr.mikolajski.net Mikołaj

    A jednak tekst nie zniknął…

    http://www.wordpress.org.pl/index.php?showtopic=1521

    1. Nadal nie ma informacji o autorze.
    2. Nadal nie ma informacji o źródle pochodzenia.
    3. W automagiczny sposób autor, który miał ponoć udzielić zgody na tłumaczenie, stał się autorką.

    Czyli nie dość, że złodziej, to jeszcze bezczelny.

blog comments powered by Disqus