Komentarz do komentarzy
Cechą charakterystyczną bloga jest możliwość bezpośredniej interakcji z czytelnikiem. Czytając moje wpisy możesz od razu zostawić komentarz — wypowiedzieć się głośno na temat tego, co napisałem. To jednocześnie błogosławieństwo i klątwa — popularne zagraniczne blogi trawione są plagą tzw. komentarzowego spamu. Wykorzystując fakt, że można dopisać praktycznie cokolwiek, wielu spamerów umieszcza w komentarzach linki do porno stron czy inne śmieci. Wszystko przez Googla i jego strategię pozycjonowania — im więcej stron zawiera linki do twojej, tym wyższa pozycja w wyszukiwarkach.
Twórcy blogowych silników (jak choćby mój WordPress) próbują się przed tym bronić — jeśli komentarz u mnie zawiera więcej niż dwa linki, automatycznie ląduje w kolejce do moderacji, mogę zdecydować nie dopuszczać go do publicznego wglądu. Na szczęście taka sytuacja jeszcze mi się nie przytrafiła. Mogę też w ogóle odciąć komentarze bądź wymagać zalogowania przed ich zamieszczeniem. Póki co, jest wolna amerykanka :)
Choć przyznam, że i mnie blogowa plaga zaczyna dopadać. Ostatnie komentarze typu „siema ziom” trochę osłabiły moją wiarę w czytelnika. Ale jest światełko w tunelu — dzięki takim wpisom wiem, że czasem warto przysiąść i naskrobać parę słów. Zatem — tak trzymać! :)




