Kominek to jeden z najpopularniejszych polskich blogerów – na należącym do Agory blogowisku Blox.pl jego blogi okupują dwa pierwsze miejsca. Czyli jest kimś, kogo popularne w 2006 roku rankingi blogerów określiłyby mianem „wpływowego”. Kiedy Kominek idzie z kimś na wojnę, warto ją obserwować :)
O Kominku słyszałem przelotnie kilka lat temu, kiedy blogów było jeszcze dużo mniej, niż dziś. Żyłem jednak w przeświadczeniu, że jest blogerem politycznym. Odświeżony kontakt z jego blogiem złapałem, kiedy Kominek wdarł się przebojem na listę najpopularniejszych użytkowników serwisu Blip – w ciągu dwóch tygodni od założenia konta na Blipie stał się jego gwiazdą. Nadal jednak twierdzę, że to blog nie dla mnie…
O „budyniowym konflikcie” dowiedziałem się z maila od samego Kominkaod kogoś, kto podpisywał się „Kominek Kominek”, okazuje się, że to nie był oryginalny Kominek ;-). Dlaczego mnie to zainteresowało? Po pierwsze, jak powiedziałem, na standardy Web 2.0, Kominek jest celebrytą pełną gębą. Ma oddanych fanów (spora część ludzi, którzy wynieśli go na pierwsze miejsce rankingu Blipa zapisała się tam właśnie ze względu na Kominka), więc z jego zdaniem powinno się liczyć. Jest typowym liderem społeczności.
Po drugie: znam ten ból. Sam swego czasu napisałem gniewną notkę na temat biura podróży Neckermann, która (dzięki pomocy Was, Czytelników) wylądowała w Google na drugim miejscu wyników wyszukiwania „Neckermann”, zaraz po oficjalnej stronie centrali firmy, wyżej niż jakikolwiek jej polski oddział. Wiem doskonale, jakie to uczucie dostać „administracyjne pismo” wzywające do usunięcia tekstu napisanego „od serca”.
Po trzecie w końcu: jestem ciekaw. Skończyłem właśnie lekturę dwóch książek opisujących konsumentów jako siłę popychającą dziś rynek do przodu. Obie powołują się na takie same przykłady – np. bunt użytkowników Digg-a z maja 2007 roku. O ile amerykańscy menadżerowie mają już jakieś doświadczenia z aktywnymi konsumentami, o tyle polscy menadżerowie muszą się jeszcze sporo nauczyć.
Komu kibicuję w tej konkretnej sprawie? Kominkowi. Przeczytałem artykuł i nie znalazłem tam nic specjalnie godzącego w dobry image firmy Dr. Oetker. Jest to pełen wulgaryzmów rant (czyli narzekanie) na zbyt rzadką konsystencję budyniu. Nie ma tam kłamliwych informacji – budyń jest „rzadki”, a jego odbiór jest sprawą subiektywną. Każdy może sobie narzekać na konsystencję kisielu. A że Kominek (czy ktokolwiek inny) robi to publicznie? W świecie Web 2.0 to jego prawo.
Kominek we wpisie komentującym całe zamieszanie podał reprezentantom firmy Dr. Oetker bardzo mądre rozwiązanie tego konfliktu: podejdźcie do tego z humorem, jako i ja podszedłem. Kominek w swoim stylu napisał, że „powinni mu przysłać wagon budyniu i kazać żreć, aż go polubi”. Jeśli będzie można z tej wojny wynieść jakąś lekcję, to powinno być właśnie to: nie da się walczyć z blogerami (czy może szerzej: z prosumentami) za pomocą pism od prawników. To do niczego nie prowadzi. Nawet jeśli Kominek usunie wpis (a nic na razie tego nie zapowiada), to jego opinia na temat firmy i jej praktyk „postępowania z konsumentem” pozostanie skażona na zawsze. A Kominek jest typowym konsumentem przyszłości – takim, który głośno mówi, że nie jest zadowolony.
Mówię z własnego doświadczenia. Ja swój wpis o Neckermannie usunąłem na „prośbę” prezesa firmy i jego kancelarii prawniczej. Ale z usług firmy nigdy już nie skorzystam (co głośno oznajmiam przy każdej okazji). Do tego za każdym razem, kiedy mówię o nowej komunikacji z Klientem na wykładzie czy konferencji, używam przykładu Neckermanna jako „tego złego” (a ludzie słuchają i im się to podoba). Właśnie to zwojowali panowie prawnicy.
Lekcja dla marketerów? Przeczytajcie – jeśli jeszcze nie znacie – historię o buncie użytkowników Digg-a z 2007 roku czy o walce Barbary Streisand o usunięcie jej domu ze zdjęć projektu California Coast. W obu przypadkach komuś się wydawało, że nad internetem można zapanować za pomocą regulacji administracyjnych. W obu przypadkach efekty były dokładnie odwrotne do zamierzonych – niszowy temat (jak zabezpieczenia HD DVD) podłapały główne media, a o sprawie dowiedziało się znacznie więcej osób, niż gdyby „zostawić to w spokoju”.
Kominek jest liderem zgromadzonej wokół siebie społeczności (Seth Godin nazywa takie społeczności „plemionami”). Społeczności, której nie można czegoś nakazać. Można jedynie próbować na nią wpływać. Jak? Wpływając na jej lidera. Czynienie z lidera społeczności swojego wroga to bardzo głupi pomysł…




Pingback: Jacek Gadzinowski
Pingback: Wietnam, ale nie dla konsumentów | Jacek Gadzinowski
Pingback: Wietnam, ale nie dla konsumentów | Jacek Gadzinowski