Nareszcie porządna książka. Po beznadziejnej Generacji Z i trochę nudnym Historyku znalazłem w EMPiK-u najnowszą powieść Neila Gaimana. To jeden z moich ulubionych pisarzy (nie tylko książek, także komiksów i opowieści graficznych, o tym kiedy indziej), a ostatnią książkę typowo dla dorosłych (Amerykańscy bogowie) napisał parę ładnych lat temu. Z tym większą ochotą i nadzieją sięgnąłem po Chłopaków Anansiego.
W przypadku książek Gaimana bardzo ciężko jest napisać, o czym tak naprawdę opowiada fabuła. Bo jeśli powiem, że o dwóch braciach, którzy kiedyś byli jednym (a przy tym jeden z nich jest pająkiem) — zabrzmi to bardzo… nietypowo? Niewiarygodnie? Fenomen Gaimana polega jednak na tym, że potrafi pisać o takich rzeczach w sposób zupełnie naturalny — wplata we współczesny świat najstarsze mity i legendy pochodzące z różnych kultur i tworzy z nich niesamowitą fabułę.
Pod tym względem Chłopaki Anansiego to bardzo „gaimanowska” książka. Akcja (no, większość akcji) — podobnie jak w Sandmanie czy Amerykańskich bogach — dzieje się współcześnie w Anglii i na karaibskiej wyspie Saint Andrews. Jednak rzeczywistość nie do końca jest taka, jaką znamy. Tak jak Tolkien stworzył świat Śródziemia zamieszkały przez orków i hobbitów, jak C.S. Lewis stworzył świat po drugiej stronie lustra zamieszkały przez… no, różne stwory, tak Neil Gaiman stworzył współczesny świat, w którym po ziemi chodzą bogowie. Nie tak potężni, jak w czasach, kiedy mieli tysiące wyznawców, musieli dostosować się do zmieniającego się świata, jednak nie odeszli. Są wśród nas, być może mieszkają w domu obok. Nie tylko ci wielcy, także pomniejsze bóstwa z każdej możliwej mitologii, z każdej legendy. W takim świecie rozgrywa się akcja Sandmana (władcy snów), taki świat przemierza Cień w powieści Amerykańscy bogowie, taką też rzeczywistość mamy w Chłopakach Anansiego.
Ta wtórność wcale nie jest wadą — wprost przeciwnie. Kiedy przestajemy się dziwić takiej wizji świata, łatwiej nam skupić się na misternie skonstruowanej intrydze. Przy tym Gaiman jest świetnym narratorem — książka jest miejscami zabawna, ma sugestywne i straszne momenty, a przy tym jest doskonałą obserwacją współczesnego społeczeństwa. To wszystko składa się na doskonałą powieść fantastyczną, przy której naprawdę nie da się nudzić. I wciąga, diabelnie wciąga — książkę kupioną wczoraj skończyłem — korzystając z wyjazdu Pawełka — dziś po południu :)
Jeśli zatem podobali Ci się Amerykańscy bogowie lub jeśli lubisz powieści z zagadką (które nie są bezmyślną sensacyjną papką, ale nad którymi można się zastanowić i uśmiechnąć), spodobją Ci się Chłopaki Anansiego :)



