„Gra Anioła” nie jest „Cieniem Wiatru”. Kropka. Trzeba to sobie powiedzieć na początku.
Do tej lektury przystąpiłem z niepokojem. Czemu? Bo „Cień wiatru” to tytuł, który z czystym sumieniem mógłbym umieścić na liście dziesięciu najlepszych książek, jakie czytałem w życiu. Stała się punktem odniesienia, do którego porównywałem sporo kolejnych moich lektur. Jak mógłbym nie porówywać do niej kolejnego dzieła Zafona?
Nie. I kropka.
„Gra Anioła” jest inna. Co prawda akcja nadal dzieje się w Barcelonie (choć pokolenie wcześniej, niż wydarzenia opisane w „Cieniu wiatru”), tu także mamy Cmentarz Zapomnianych Książek oraz księgarnię Sempere. Ale to właściwie wszystko, co oba tytuły mają ze sobą wspólnego. Poza autorem, oczywiście.
David Martin jest młodym pisarzem, który swoją pozycję zbudował na pisaniu krwawych i mrocznych opowieści dla „ciemnego ludu”. Nie był to jednak szczyt jego marzeń. Dlatego, kiedy otrzymał propozycję napisania nietypowej opowieści od tajemniczego wydawcy z Paryża (propozycję wspartą bajeczną sumą pieniędzy), nie wahał się długo, choć wątpliwości od początku dawały o sobie znać…
David pisze, jednak im dłużej pracuje nad nowym dziełem, tym bardziej interesuje go nie tylko sama powieść, ale także osoba wydawcy. Tym bardziej, że za sprawą wydawcy właśnie, wokół Davida zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Rozwiązanie tej zagadki będzie go kosztować więcej, niż jest w stanie sobie wyobrazić.
„Gra Anioła” jest mroczna. Jest mrugnięciem Zafona w stronę stylu powieści Davida Martina. Nie ma tam momentów, w których można śmiać się w głos, nie ma tak wyrazistych postaci, jak Fermin z „Cienia wiatru”. Co jest? Szybkie, ostre i cięte riposty, przoduje w nich Isabela, niechciana asystentka Davida. Jest szybka i wciągająca akcja, a przede wszystkim jest tajemnica. Książka ma 600 stron, a po przeczytaniu 500 z nich nadal nie miałem pojęcia, jak to wszystko się skończy.
Jest jedna rzecz w zakończeniu, która mi się nie podobała, ale żeby ją opisać, musiałbym zdradzić za dużo. Oceńcie sami.
Jak mogę „Grę Anioła” podsumować jednym zdaniem? To nie jest „Cień wiatru”. Mroczna zagadka i klimat przywodzi na myśl powieści Edgara Allana Poe. Akcja wciąga, książkę się dosłownie pochłania (odstawiłem dla niej „Lód” Dukaja, niech mi będzie wybaczone). Jeśli zatem szukasz ciekawej zagadki na długie zimowe wieczory, „Grę Anioła” polecam z czystym sumieniem.



