Książki z przygodami młodego czarodzieja nie są może najwyższą formą literatury, ale lubię je. To niezła rozrywka na moje coraz częstsze podróże pociągiem… No i ostatni wydany tom — Harry Potter i Książę Półkrwi — okazał się nieco lepszy od swojego poprzednika.
Poprzednia część — Harry Potter i Zakon Feniksa — była moim zdaniem najmniej udana z całego cyklu. Wszystkie poprzednie opisywały jakąś przygodę, zamnkniętą całość, doprawioną do tego humorystycznymi relacjami ze świata czarodziejów. Zakon Feniksa to właściwie żadna przygoda — szczerze mówiąc poza śmiercią Syriusza ciężko mi przypomnieć sobie cokolwiek wartego uwagi (nastolatki na pewno podniecały się pierwszym pocałunkiem Harry’ego, ale mnie jakoś to nie kręciło).
Pod tym względem Książę Półkrwi jest krokiem w stronę lepszych, pierwszych części. Fabuła jest mroczna (świat czarodziejów jest w stanie otwartej wojny ze zwolennikami Voldemorta i nim samym), ale pani Rowling chyba poważnie konsultowała się ze specami od public relations. Po premierach poprzednich książek pojawiały się oskarżenia, że Harry Potter nie niesie ze sobą żadnych wartości dydaktycznych. Wprost przeciwnie — młody czarodziej wymigiwał się karom pomimo tego, że otwarcie łamał reguły obowiązujące innych. Nastoletni fani oczywiście nie przejmowali się tym zbytnio, ale rodziców dużo ciężej było namówić na wydanie prawie 50 PLN na książkę „moralnie niejednoznaczną”.
Więc w tej części Harry jest już bardziej poprawny, a dydaktyka przecieka między wierszami dużo częściej, niż poprzednio. Również większy nacisk położony został na podkreślenie przyjaźni i miłości. Dzięki tym zabiegom „pod publiczkę” wydawca mógł umieścić na wewnętrznej stronie okładki recenzje zachwalające wspomnianą wyżej dydaktykę i afirmację przyjaźni. Chyba podziałało ;)
Co mi się podobało? Splatanie fabuły w dwuznaczności, które znajdą — mam nadzieję — rozwiązanie w siódmej, ostatniej części przygód młodego czarodzieja. Nic, co wydarzyło się w Księciu Półkrwi nie jest już jednoznaczne i definitywne. Czy Snape jest śmierciożercą, czy tylko udaje? Czy ten, kto zginął, zginął naprawdę, czy to tylko mistyfikacja? Czy przepowiednia (usłyszana jeszcze w Zakonie Feniksa) odnosi się do Harry’ego, czy Neville’a? Te wątpliwości, niby wyjaśnione, choć nie do końca, pozwalają z niecierpliwością czekać na ciąg dalszy.
Co mi się nie podobało? Cóż, obawiam się, że jest to już w większej części książka nie dla mnie. Opisy młodzieńczych miłości zajmujące większość fabuły z pewnością wywołują rumieńce na policzkach nastoletnich czytelników, ja jednak szukam innej rozrywki. W poprzednich częściach urzekająca była nowość samego świata czarodziejów, potem zaś ciekawe przygody (Więzień Azkabanu czy Turniej Trójmagiczny). W tej chwili fabuła powoli się „przejada”, a w ostatnich częściach przygody schodzą jakby na dalszy plan. Wszystko prowadzi do nieuchronnego finału i cała nadzieja w tym, że nie zawiedzie oczekiwań.
Podsumowując — ostatnią część Pottera czytałem przez czysty sentyment, starając się nie zrażać niskim (moim zdaniem) poziomem Zakonu Feniksa. Nie bawiłem się tak dobrze jak przy Czarze Ognia i nie była to najlepsza książka, jaką ostatnio czytałem. Ale nie stawiałem jej wysokich oczekiwań — te rezerwuję dla finału.
Zatem — fani będą zachwyceni. Nowicjusze niewiele zrozumieją. Moja recenzja niewiele zmieni ;-)



