The Blog

Klub Dantego

Przeczytałem już jakiś czas temu, ale ciągle nie mogłem się zabrać do recenzji. To znaczy raz się zabrałem, ale efekt mi się nie spodobał i recenzja wylądowała w koszu. A książka jest naprawdę warta opisania.

Autor, Matthew Pearl, to stosunkowo młody człowiek (ur. w 1975), absolwent Harvardu i Yale. Klub Dantego to jego pierwsza powieść i mam szczerą nadzieję, że nie bedzie ostatnią.

Klub DantegoAkcja dzieje się w Bostonie, niedługo po zakończeniu wojny secesyjnej, a osnuta jest wokół autentycznego wydarzenia – przygotowań do wydania pierwszego amerykańskiego tłumaczenia Boskiej komedii Dantego. Tytułowy „klub Dantego” to osoby zaangażowane w tłumaczenie, sama śmietanka towarzyska Bostonu i położonego nieopodal Harvardu. Nasi bohaterowie, wraz z całym miastem, są świadkami bardzo okrutnych i – jeśli można tak powiedzieć – dość oryginalnych morderstw. Policja miota się nie mogąc znaleźć nawet punktu zaczepienia, a członkowie klubu (poeci i ich wydawca) z przerażeniem odkrywają, że kluczem do rozwiązania zagadki jest właśnie Boska komedia!

Doskonale zaplanowana intryga idzie w parze z głębokimi rysami charakterologicznymi postaci. Nie są one płaskie jak u Dana Browna (który, nota bene, zachęca na okładce do przeczytania książki Pearla). Autor skutecznie zwodzi nas, podsuwając pod nos kolejnych podejrzanych. Finał jednak nie jest „wydumany”, co jest wadą niektórych kryminałów. Nie dostajemy nowego podejrzanego, który pojawia się na ostatnich stronach książki jak królik z kapelusza. Po skończeniu można powiedzieć sobie: „Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem?”. I takie kryminały właśnie lubię.

Klubu Dantego nie można jednak rozpatrywać tylko w kategoriach rozrywkowych. To świetnie i z dużą znajomością tematu (Boston był tematem pracy magisterskiej Pearla) naszkicowany portret miasta w kilka miesięcy po wojnie secesyjnej – z jego problemami, bolączkami i prawdziwymi (bądź mającymi prawdziwe pierwowzory) postaciami. Książkę bardzo często porównuje się z Imieniem Róży Umberto Eco. Poniekąd słusznie – podobnie jak u Eco fabuła jest solidna, misternie zbudowana i rozbudowana. Podobnie też rozwija się akcja: na początku powoli, wprowadzając czytelnika w świat powieści, aby potem gwałtownie go wciągnąć i nabrać tempa. Boston opisany przez Pearla jest żywy, a postacie barwne. Nie brak też sporej dawki historii, choć oczywiście nie tak wiele, jak u Eco.

Na końcu chciałem jeszcze zwrócić uwagę na oprawę graficzną (choć pewnie jestem jednym z niewielu czytelników, którzy – niejako z „zawodowego zboczenia” – zwracają na to uwagę). Okładka (wypukły lakier w kolorze krwi na osiemnastowiecznej rycinie Bostonu) naprawdę robi wrażenie. Środek nie jest tak dopracowany jak Jonathan Strange i Pan Norrell, ale nie ma też rażących błędów. Książka jest sporej objętości, ale papier jest dość dobrej klasy, a oprawa solidna – nie rozpadła się po długotrwałym czytaniu w wannie, co też należy jej przyznać jako plus ;-) Wrażenie ogólne: bardzo pozytywne.

Co jeszcze można napisać o tej książce? O tej już pewnie nic, ale mam szczerą nadzieję, że Matthew Pearl popełni jeszcze niejedno podobnej klasy (bądź lepsze) dzieło. Naprawdę żałowałem, że Klub Dantego się skończył.

Na koniec jeszcze blogowe statystyki Klubu Dantego z ostatnich 6 miesięcy. Nie tylko ja o nim piszę :)

  • robodog

    szacun ziom! recenzja spox :)
    fajnie piszesz – może jednak byś pomyślał o tym życiu z trawnikiem…? ;p

  • robodog

    szacun ziom! recenzja spox :)
    fajnie piszesz – może jednak byś pomyślał o tym życiu z trawnikiem…? ;p

  • elman

    Na stronie 41 ksiązki jest błąd rzeczowy. Jest tam napisane o krytycznyn
    nastawieniu niektórych profesorów Harvardu wobec języków nowożytnych. Pojwia
    się tam stwierdzenie, że twierdzą oni iż języki te reprezentują „dekadencką
    Europę”. Nie mogili oni tak twierdzić, ponieważ słowo „dekadentyzm” pocjodzi od
    nazwy francuskiej gazety „Decadent” wydawanej w latach 1886-89, a akcja książki
    ma miejsce 20 lat wcześniej.

  • elman

    Na stronie 41 ksiązki jest błąd rzeczowy. Jest tam napisane o krytycznyn
    nastawieniu niektórych profesorów Harvardu wobec języków nowożytnych. Pojwia
    się tam stwierdzenie, że twierdzą oni iż języki te reprezentują „dekadencką
    Europę”. Nie mogili oni tak twierdzić, ponieważ słowo „dekadentyzm” pocjodzi od
    nazwy francuskiej gazety „Decadent” wydawanej w latach 1886-89, a akcja książki
    ma miejsce 20 lat wcześniej.

  • Jan Krzemieniecki

    Ta książka nie jest dobrze napisana, choć pomysł interesujący. Bardzo lapidarne opisy postaci, zupełny brak opisów obieków, przedmiotów, pomieszczeń. I nie chodzi mi o jakieśś nad wyraz rozwinięte opsiy, jak w Imię Róży, tylko przynajmniej takie, by wyrobić sobie wyobrażenie o wyglądzie postaci czy pomieszczenia, budynku, umeblownia, czy choćby wyglądu uliczek Bostonu. Mało tego, w książce jest za dużo przeziwnych zbiegów okoliczności. Sądzę że w XIX-wiecznym Bostnie mieszkało więcej ludzi niż obecnie w małym polskim miasteczku. To drażni. Ale drażnią jeszcze te dialogi, prawie jak w Portecie Doriana Greya. Poza tym są nieudolnie napisane. Może tłumacz zawinił. Przecież nawet wybitni erudyci tak nie rozmawiają i wątpię, aby tak sto lat temu się wyrażano. A przedmowa do tej książki, nie pamiętam kogo teraz, jest chyba napisana do ćwierćinteligentów.

  • Jan Krzemieniecki

    Ta książka nie jest dobrze napisana, choć pomysł interesujący. Bardzo lapidarne opisy postaci, zupełny brak opisów obieków, przedmiotów, pomieszczeń. I nie chodzi mi o jakieśś nad wyraz rozwinięte opsiy, jak w Imię Róży, tylko przynajmniej takie, by wyrobić sobie wyobrażenie o wyglądzie postaci czy pomieszczenia, budynku, umeblownia, czy choćby wyglądu uliczek Bostonu. Mało tego, w książce jest za dużo przeziwnych zbiegów okoliczności. Sądzę że w XIX-wiecznym Bostnie mieszkało więcej ludzi niż obecnie w małym polskim miasteczku. To drażni. Ale drażnią jeszcze te dialogi, prawie jak w Portecie Doriana Greya. Poza tym są nieudolnie napisane. Może tłumacz zawinił. Przecież nawet wybitni erudyci tak nie rozmawiają i wątpię, aby tak sto lat temu się wyrażano. A przedmowa do tej książki, nie pamiętam kogo teraz, jest chyba napisana do ćwierćinteligentów.

  • paweł

    A mi ksiazka sie bardzo podoba…moze jeszce całosci nieprzeczytałem..ale duzo tam prawdziwych informacji o „Boskiej Komedii”. W koncu Autor ksiazki pisasze o Dantym..o tym jak profesorowie Hagvardu tłumaczyli te wielkie dzieło…wiec mogło mu sie troszke pomieszac ;P
    POZDRAWIAM WSZYTSKICH!

  • paweł

    A mi ksiazka sie bardzo podoba…moze jeszce całosci nieprzeczytałem..ale duzo tam prawdziwych informacji o „Boskiej Komedii”. W koncu Autor ksiazki pisasze o Dantym..o tym jak profesorowie Hagvardu tłumaczyli te wielkie dzieło…wiec mogło mu sie troszke pomieszac ;P
    POZDRAWIAM WSZYTSKICH!

  • Judyta

    Powieść Pearl’a jest bardzo pasjonująca i niesłychanie nasiąknięta dynamiką i akcją,która z czasem nabiera bardzo szybkiego tempa,namawiając czytelnika do zostania członkiem „Klubu Dantego”.Godna czytania-polecam.

  • Judyta

    Powieść Pearl’a jest bardzo pasjonująca i niesłychanie nasiąknięta dynamiką i akcją,która z czasem nabiera bardzo szybkiego tempa,namawiając czytelnika do zostania członkiem „Klubu Dantego”.Godna czytania-polecam.

  • szisu

    co moge powiedzieć o ” klubie dantego” ?
    zpewnością jest to ksiazka ktora robi wielkie wrazenie na odbiorcy a zarazem inspiruje
    jednak to co w tej ksiazce jesz najleprze to to to ze cięzko się od niej oderwac a chyba to jest najwazniejsze w kazdej powieści i to zadanie jest 100% wypełnione

  • szisu

    co moge powiedzieć o ” klubie dantego” ?
    zpewnością jest to ksiazka ktora robi wielkie wrazenie na odbiorcy a zarazem inspiruje
    jednak to co w tej ksiazce jesz najleprze to to to ze cięzko się od niej oderwac a chyba to jest najwazniejsze w kazdej powieści i to zadanie jest 100% wypełnione

  • isis

    Ta książka w oryginale smakuje lepiej, dużo lepiej…

  • isis

    Ta książka w oryginale smakuje lepiej, dużo lepiej…

  • MG

    Książka zdecydowanie przereklamowana. Narracja , być może stylizowana na wiek 19(choć spierałbym się) czy dialogi – zniechęcają do lektury, a książka – mimo dobrych chęci czytelnika- męczy. Wątek kryminalny ginie w niuansach obyczajowych i historycznych, a sam Dante pasuje do tego bukietu jak zasmażka w skeczu kabaretu Ot-to. Gdyby jeszcze służyło to wszystko namalowaniu jakiejś intrygującej atmosfery Bostonu, klimatu miejsca jak u Krajewskiego czy Reverte. Jeśli to ma być coś na miarę Kodu czy Cienia wiatru to chyba przesada… No a Imienia Róży nie profanujmy, bez przesady! Wymieniłem przy okazji książki przeczytane jednym tchem. Przy lekturze tej omal nie wydałem ostatniego tchnienia. Polecam jedynie po to, by wyrobić sobie własne zdanie…

  • MG

    Książka zdecydowanie przereklamowana. Narracja , być może stylizowana na wiek 19(choć spierałbym się) czy dialogi – zniechęcają do lektury, a książka – mimo dobrych chęci czytelnika- męczy. Wątek kryminalny ginie w niuansach obyczajowych i historycznych, a sam Dante pasuje do tego bukietu jak zasmażka w skeczu kabaretu Ot-to. Gdyby jeszcze służyło to wszystko namalowaniu jakiejś intrygującej atmosfery Bostonu, klimatu miejsca jak u Krajewskiego czy Reverte. Jeśli to ma być coś na miarę Kodu czy Cienia wiatru to chyba przesada… No a Imienia Róży nie profanujmy, bez przesady! Wymieniłem przy okazji książki przeczytane jednym tchem. Przy lekturze tej omal nie wydałem ostatniego tchnienia. Polecam jedynie po to, by wyrobić sobie własne zdanie…