Dziś mogę się już podzielić z Wami moimi wrażeniami z pracy z Leopardem. Ogólna konkluzja: dobrze, ale bez rewelacji. Zwłaszcza na polskim laptopie…
Najnowszy system Apple zainstalowałem na testowej maszynie — biały MacBook pierwszej generacji z procesorem Core Duo 1,8 GHz i 512 MB RAM. Stwierdziłem, że jeśli sprawdzi się tam, przeniosę go na moją „podstawową” maszynę. Póki co — zostaję przy Tigerze.
Pierwsze wrażenia
Apple już jakiś czas temu odkryło wszystkie karty jeśli chodzi o system operacyjny — na ich stronie internetowej poza zrzutami ekranowymi można było oglądać prezentację wideo opisującą funkcje nowego systemu. Dla ludzi zainteresowanych tematem nie mogło zatem być mowy o żadnym „wow” po pierwszym odpaleniu komputera — wszystko już widzieli.
Nowy Dock poza „świecidełkami” nie zapewnia żadnej praktycznie nowej funkcjonalności. Jasna kropka oznaczająca uruchomiony program jest — moim zdaniem — mniej czytelna od czarnego trójkąta znanego z Tigera. Sam Dock za to jest bardziej czytelny.
Stosy (stacks) to nowy sposób dostępu do plików czy aplikacji. Wymaga pewnego przyzwyczajenia i jest adresowany raczej do tych, którzy dużo machają myszą. Ja swoje dokumenty wolę wyszukiwać za pomocą Spotlight, choć pomysł ze specjalnym stosem na rzeczy pobrane z netu akurat uważam za dobry.
Skoro już o Spotlight zahaczyliśmy — w Leopardzie umożliwia przeszukiwanie więcej niż jednego komputera. To bardzo przydatna funkcja. W domu mam olbrzymi dysk podpięty do Maca Mini, trzymam na nim wszystko to, co nie mieści się na laptopie. Przeszukanie tego dysku za pomocą Spotlight zajmuje tylko chwilę i nie widać różnicy pomiędzy lokalnymi a zdalnymi plikami. Kolejnym miłym dodatkiem jest to, że teraz po wpisaniu w Spotlight jakiegoś słowa, dostajemy jego definicję słownikową. Niestety, tylko po angielsku. W okienko Spotlighta można też wpisywać działania matematyczne — jestem pewien, że oszczędzi mi to odpalania kalkulatora z Dashboardu.
Nowy Finder sprawuje się rewelacyjnie. Jest bardziej przejrzysty i przemyślany od swojego poprzednika w Tigerze, jest też zauważalnie szybszy. Na starym już dość MacBooku zachowywał się bardzo żwawo. Na pierwszy rzut oka zwracają uwagę duże (dla niektórych za duże) ikony. Ich cel staje się jasny, kiedy mamy więcej dokumentów — ikona prezentacji pokazuje jej pierwszy slajd, ikona PDF-a jego pierwszą stronę. Wbrew pozorom to naprawdę wygodne. A gdyby ktoś chciał zobaczyć więcej detali, może przełączyć się z widoku ikon do Cover Flow, znanego z iTunes.
Jest jednak coś o wiele lepszego, niż Cover Flow. Quick Look (szybki podgląd) to funkcja, która — moim zdaniem — jest warta ceny całego systemu. Wystarczy nacisnąć spację, aby dowolny dokument otworzył się natychmiast (i akcentuję tu — natychmiast) w specjalnym oknie, prezentując całą zawartość. W oknie Quick Look możemy przechodzić pomiędzy stronami PDF-a, przełączać slajdy prezentacji, dokumentu MS Word, oglądać filmy… Wiele razy przeszukiwałem folder zawierający kilka wersji tej samej reklamy, ikony niemal nie różniły się od siebie. Teraz nie będę miał z tym problemów.
Time Machine to kolejna funkcja, którą uznaję za bardzo pożyteczną. Sam staram się robić regularne backupy, ale kilka razy zdarzyło mi się, że skasowałem sobie plik bez kopii zapasowej. Po podłączeniu zewnętrznego dysku, Leopard zadba o to, żebym nie musiał się o to martwić.
Świetną rzeczą (która umknęła mi gdzieś w dokumentacji) jest możliwość otwierania plików .odt (format OpenDocument, używany m.in. przez pakiet OpenOffice) przez systemowy Text Edit. Odkąd Apple wypuścił pakiet iWork, używam go jako podstawowego oprogramowania biurowego. Niestety, iWork nie otwierał dokuentów ODT, więc musiałem „w zapasie” trzymać także NeoOffice. W tej chwili NeoOffice można wyeiliminować…
Sprawa polska
Leopard jest firmowo wyposażony w obsługę języka polskiego, od pierwszego okienka przy instalacji możemy wybrać go jako preferowany. Poprzednie wersje Mac OS X były polonizowane „półoficjalnie” za pomocą osobnego polonizatora dostarczanego przez SAD.
Oficjalna polonizacja stawia na „standaryzację”, czyli jak najmniej różnic przy przesiadce z innych systemów operacyjnych. Objawia się to zarówno w warstwie komunikacji (słynne makowe „poniechaj” zostało zastąpione standardowym „anuluj”) jak i w obsłudze (polskie ź i ż są na klawiaturze w tych miejscach, co w innych systemach). Niestety, polonizacja nie jest przeprowadzona do końca. W systemie nie ma m.in. polskiego sprawdzania pisowni (a używany w Tigerze cocoAspell nie jest na razie kompatybilny z Leopardem), o obsłudze języka polskiego w aplikacji słownika (podającej definicje słów) też można tylko pomarzyć.
Sposób wpisywania polskich znaków również — wbrew ogólnej tendencji — nie został ustandaryzowany. O ile w komputerach stacjonarnych, wyposażonych w dwa klawisze Alt nie ma żadnego problemu, o tyle laptopy (stanowiące — co pokazują badania rynku — motor napędowy sprzedaży komputerów z jabłkiem) są pokrzywdzone. Polskie znaki w Leopardzie wpisujemy wciskając lewy Alt, podczas gdy w laptopach z Windows i Linuksem wpisuję polskie znaki klikając w Alt z prawej strony spacji. W Makach nie ma prawego Alt, na jego miejscu jest zbędny — moim zdaniem — drugi klawisz Enter. W Tigerze można było go zmapować jako dodatkowy Alt za pomocą narzędzia o nazwie DoubleCommand. Niestety, w Leopardzie ten trick nie działa. Poza tym, skoro już polonizacja jest oficjalna, nie powinniśmy się do takich tricków odwoływać. Czy nikt inżynierom w Cupertino (czy też w Irlandii, gdzie system był polonizowany) nie powiedział, jak się wpisuje polskie znaki?
Ten problem jest jeszcze bardziej palący w… Windows. Od czasu przestawienia Maków na procesory Intela, można na nich bez problemu zainstalować system z Redmond. Apple wspiera to, oferując razem z Leopardem oprogramowanie Boot Camp, zapewniające sterowniki do makowego sprzętu w Windows. O ile zatem nie ma żadnego problemu z obsługą wbudowanej kamery, podświetlaniem klawiatury czy emulowaniem prawego klawisza myszy, o tyle polskie znaki znowu stanowią problem. Tym większy, że w Windows prawy Alt to coś innego niż „zwykły” Alt — trick z wciskaniem lewego Alt do uzyskania polskich znaków w Windows już nie działa… Niecierpliwie czekam na rozwiązanie tego problemu — najchętniej przez Apple, ale wezmę każde rozwiązanie…
Podsumowanie
Jeśli spodziewasz się „efektu WOW” po instalacji nowego systemu, możesz się zawieść. Mac OS X rozwija się podobnie jak Ubuntu — ewolucyjne wersje w krótszych odstępach czasu, zamiast wielkiej rewolucji raz na sześć lat (tak, to przytyk do Windows). Nowe funkcje są bardzo użyteczne, ale Tiger jest na tyle dobrym systemem, że nie mam potrzeby natychmiastowej zmiany go. Najważniejsze aplikacje (Adobe Creative Suite 3, Skype) pracują pod Leopardem bez zarzutu, ale brakuje mi tych ważnych drobiazgów (jak sprawdzanie pisowni, czy bezproblemowe wpisywanie polskich znaków), abym przesiadł się bez zgrzytania zębami.
Póki co Leopard zostaje na mojej testowej maszynie, a Tiger wykonuje „codzienną ciężką pracę”. Na pewno się przesiądę — nowe funkcje są naprawdę warte tego — ale może nie w ciągu pierwszych dni po premierze.



