Tygodnik „Polityka” nr 14 z 8 kwietnia (dopiero dziś miałem czas, żeby przejrzeć go w wannie) ma ciekawy artykuł na temat Web 2.0. W tekście Bogdana Misia pt. „Władza myszki” czytamy m.in. na str. 87:
W ?nowej Sieci? nie ma już ostrego podziału na dostawców informacji i jej konsumentów — pisze jeden z dyskutujących o tym podejściu internautów — użytkownicy sami są w stanie dodać wartość do istniejących informacji ? doskonałym przykładem zastosowania tego mechanizmu jest serwis flickr.com (modelowy egzemplarz zastosowania Web 2.0) ? tam do opublikowanych przez innych zdjęć każdy użytkownik może dodać tzw. ?tagi?, czyli słowa kluczowe, które uważa za pasujące do danego obrazu. Inni użytkownicy mogą wyszukiwać zdjęcia, a tagi mają im w tym pomagać. Im więcej użytkowników ?otaguje? dany obraz jako ?słoń w składzie porcelany?, tym większe prawdopodobieństwo, że ten słoń na tym zdjęciu jest. Żadnych zaawansowanych mechanizmów analizujących zawartość fotki, żadnego zespołu redaktorów dodających tagi ? cała władza w ręce ludu. I to działa!
Specjaliści od marketingu określają zresztą ten trend mianem user empowerment lub consumer empowerment ? czyli właśnie władza w ręce ludu.
Przypomina Wam to coś? Bo mnie — nie wiedzieć czemu — skojarzyło się z tą notką.
Szanowny Panie Bogdanie, ja wiem, że blog jest publikowany na licencji Creative Commons i nie trzeba mnie pytać o zgodę na wykorzystanie materiałów tu zawartych. Jednak licencja zobowiązuje do podania miejsca pochodzenia cytatu. Nie jestem „jednym z dyskutujących o tym podejściu internautów”, mam imię i nazwisko, mam konkretny adres URL. To nie jest forum dyskusyjne, na którym występuję pod pseudonimem, tylko mój blog. Jak czułby się Pan, gdybym przedrukował tu Pański tekst pospisując go „jeden z dziennikarzy popularnego tygodnika”?
Blogi funckjonują dziś w obiegu informacji niemal na takich samych prawach, jak „mainstreamowe” media, a ich autorzy często są ekspertami w swoich dziedzinach. Traktowanie ich jak niewiele wartego anonimowego źródła nie jest najszczęśliwszym pomysłem.
Liczę, że Pańska redakcja znajdzie jakieś rozwiązanie tej sytuacji.



