The Blog

Mój artykuł w „Polityce” (niestety, bez podania źródła)

Tygodnik „Polityka” nr 14 z 8 kwietnia (dopiero dziś miałem czas, żeby przejrzeć go w wannie) ma ciekawy artykuł na temat Web 2.0. W tekście Bogdana Misia pt. „Władza myszki” czytamy m.in. na str. 87:

W ?nowej Sieci? nie ma już ostrego podziału na dostawców informacji i jej konsumentów — pisze jeden z dyskutujących o tym podejściu internautów — użytkownicy sami są w stanie dodać wartość do istniejących informacji ? doskonałym przykładem zastosowania tego mechanizmu jest serwis flickr.com (modelowy egzemplarz zastosowania Web 2.0) ? tam do opublikowanych przez innych zdjęć każdy użytkownik może dodać tzw. ?tagi?, czyli słowa kluczowe, które uważa za pasujące do danego obrazu. Inni użytkownicy mogą wyszukiwać zdjęcia, a tagi mają im w tym pomagać. Im więcej użytkowników ?otaguje? dany obraz jako ?słoń w składzie porcelany?, tym większe prawdopodobieństwo, że ten słoń na tym zdjęciu jest. Żadnych zaawansowanych mechanizmów analizujących zawartość fotki, żadnego zespołu redaktorów dodających tagi ? cała władza w ręce ludu. I to działa!
Specjaliści od marketingu określają zresztą ten trend mianem user empowerment lub consumer empowerment ? czyli właśnie władza w ręce ludu.

Przypomina Wam to coś? Bo mnie — nie wiedzieć czemu — skojarzyło się z tą notką.

Szanowny Panie Bogdanie, ja wiem, że blog jest publikowany na licencji Creative Commons i nie trzeba mnie pytać o zgodę na wykorzystanie materiałów tu zawartych. Jednak licencja zobowiązuje do podania miejsca pochodzenia cytatu. Nie jestem „jednym z dyskutujących o tym podejściu internautów”, mam imię i nazwisko, mam konkretny adres URL. To nie jest forum dyskusyjne, na którym występuję pod pseudonimem, tylko mój blog. Jak czułby się Pan, gdybym przedrukował tu Pański tekst pospisując go „jeden z dziennikarzy popularnego tygodnika”?

Blogi funckjonują dziś w obiegu informacji niemal na takich samych prawach, jak „mainstreamowe” media, a ich autorzy często są ekspertami w swoich dziedzinach. Traktowanie ich jak niewiele wartego anonimowego źródła nie jest najszczęśliwszym pomysłem.

Liczę, że Pańska redakcja znajdzie jakieś rozwiązanie tej sytuacji.

Bądźmy w kontakcie

Zapisz się na powiadomienia o nowych wpisach lub połącz się ze mną w sieciach społecznościowych.

  • opi

    Gratuluję i tak tej niespodzeiwanej publikacji. :-) Najśmieszniejsze jest to, że ten artykuł przeskoczyłem w Polityce. Nie cierpię czytać o technologiach w gazetach „popularnych” bo zwykle są to bzdurne kawałki dla zwykłych zjadaczy chleba. :-P

  • http://bronikowski opi

    Gratuluję i tak tej niespodzeiwanej publikacji. :-) Najśmieszniejsze jest to, że ten artykuł przeskoczyłem w Polityce. Nie cierpię czytać o technologiach w gazetach „popularnych” bo zwykle są to bzdurne kawałki dla zwykłych zjadaczy chleba. :-P

  • http://www.airzound.pl lewin

    Jestem ciekaw jak na to odpowie redakcja..

  • http://www.airzound.pl lewin

    Jestem ciekaw jak na to odpowie redakcja..

  • http://www.fanatyk.eu Fanatyk

    a niby taka poważna gazeta… a tu „jeden z dyskutujących o tym podejściu internautów” nie wiem czy sie śmiać czy płakać ;/

  • http://www.fanatyk.eu Fanatyk

    a niby taka poważna gazeta… a tu „jeden z dyskutujących o tym podejściu internautów” nie wiem czy sie śmiać czy płakać ;/

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    lewin: Napisałem do redakcji, sam jestem ciekaw odpowiedzi :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    lewin: Napisałem do redakcji, sam jestem ciekaw odpowiedzi :)

  • http://www.fanatyk.eu Fanatyk

    to czekamy na odpowiedź – też mnie zastanawia jak zareagują :)

  • http://www.fanatyk.eu Fanatyk

    to czekamy na odpowiedź – też mnie zastanawia jak zareagują :)

  • http://www.ooops.pl makowski

    z całym szacunkiem, ale:

    …? pisze jeden z dyskutujących o tym podejściu internautów ?

    załatwia (-łoby) sprawę; gdyby redakcja wstawiła (-by) przy twoich słowach kursywę; a najlepiej adres strony.
    a autor textu zachował się OK (w mojej opinii); sąd jest niegłupi, prawdziwy — ale jakieś Wielkie Odkrycie to ów pogląd (przepraszam, ale tak sądzę)
    – nie jest; tego typu zdania są w Sieci POWSZECHNE; i „niejako” wszyscy jesteśmy ich Autorami…
    common sense, prawda?;-)
    ale fakt, (tradycyjne) Medium Papierowe — powinno popracować lepiej nad adiustacją textu.
    ale kto ma dziś Czas…
    albo zasady…;-)

  • http://www.ooops.pl makowski

    z całym szacunkiem, ale:

    …? pisze jeden z dyskutujących o tym podejściu internautów ?

    załatwia (-łoby) sprawę; gdyby redakcja wstawiła (-by) przy twoich słowach kursywę; a najlepiej adres strony.
    a autor textu zachował się OK (w mojej opinii); sąd jest niegłupi, prawdziwy — ale jakieś Wielkie Odkrycie to ów pogląd (przepraszam, ale tak sądzę)
    – nie jest; tego typu zdania są w Sieci POWSZECHNE; i „niejako” wszyscy jesteśmy ich Autorami…
    common sense, prawda?;-)
    ale fakt, (tradycyjne) Medium Papierowe — powinno popracować lepiej nad adiustacją textu.
    ale kto ma dziś Czas…
    albo zasady…;-)

  • http://dev.vis-maior.net Michał `seaquest` Płachta

    Akurat dziś przeczytałem ten artykuł i też miałem wrażenie, że gdzieś już czytałem podobny tekst. Teraz już wiem gdzie.
    Też nie spodziewałem się, że tak poważne czasopismo może dopuścić do czegoś takiego. Ciekaw jestem odpowiedzi „Polityki”.

  • http://dev.vis-maior.net Michał `seaquest` Płachta

    Akurat dziś przeczytałem ten artykuł i też miałem wrażenie, że gdzieś już czytałem podobny tekst. Teraz już wiem gdzie.
    Też nie spodziewałem się, że tak poważne czasopismo może dopuścić do czegoś takiego. Ciekaw jestem odpowiedzi „Polityki”.

  • http://komarnicki.blogspot.com Paweł Komarnicki

    Heh, chciałem z miejsca napisać, że jesteś przewrażliwiony, ale oni zerżnęli słowo w słowo ;)

    W sumie to straszne, że jakieś „poważny” dziennikarz posuwa się do takich działań, ale z drugiej strony nie musi podawać chyba żródła, prawda?

  • http://komarnicki.blogspot.com Paweł Komarnicki

    Heh, chciałem z miejsca napisać, że jesteś przewrażliwiony, ale oni zerżnęli słowo w słowo ;)

    W sumie to straszne, że jakieś „poważny” dziennikarz posuwa się do takich działań, ale z drugiej strony nie musi podawać chyba żródła, prawda?

  • http://dziennikarski.jogger.pl/ Adam

    Autor nie musiał podać Twojego imienia i nazwiska. Choć owszem — dziennikarska etyka, przy cytowaniu tak dużego fragmentu, wymagałaby tego (albo choć adresu bloga). Niemniej, na żadne sprostowanie czy erratę nie licz.

    Pozdrawiam serdecznie i wesołych świąt życzę! :)

  • http://dziennikarski.jogger.pl/ Adam

    Autor nie musiał podać Twojego imienia i nazwiska. Choć owszem — dziennikarska etyka, przy cytowaniu tak dużego fragmentu, wymagałaby tego (albo choć adresu bloga). Niemniej, na żadne sprostowanie czy erratę nie licz.

    Pozdrawiam serdecznie i wesołych świąt życzę! :)

  • http://fantasyforever.prox-net.pl/yarpen-wp/ Yarpen_Abbil

    Ojć Paweł – możesz się z nimi sądzić… ;)

    Ostatnio na polskiej stronie Creative Commons czytałem, że już gdzieś był proces o licencję CC… ;)

    W końcu to licencja „Uznanie Autorstwa”… :)

  • http://fantasyforever.prox-net.pl/yarpen-wp/ Yarpen_Abbil

    Ojć Paweł – możesz się z nimi sądzić… ;)

    Ostatnio na polskiej stronie Creative Commons czytałem, że już gdzieś był proces o licencję CC… ;)

    W końcu to licencja „Uznanie Autorstwa”… :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    makowski: Nie było kursywy, cudzysłowu ani niczego innego. A tekst o „consumer empowerment” wylądował na dole (w oryginale był na górze). I konia z rzędem temu, kto zorientuje się, gdzie jest cytat :)
    Yarpen: Sądzić się nie zamierzam. Tu bardziej chodzi — jak napisał makowski — o zasady. Blogerzy już dawno przestali być „piszącymi nastolatkami” i nie powinni być tak traktowani :)
    Adam: Jeśli nie musiał podawać imienia i nazwiska ani adresu, to w jaki sposób określił źródło cytatu? Nie jestem dziennikarzem i chętnie bym się dowiedział…

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    makowski: Nie było kursywy, cudzysłowu ani niczego innego. A tekst o „consumer empowerment” wylądował na dole (w oryginale był na górze). I konia z rzędem temu, kto zorientuje się, gdzie jest cytat :)
    Yarpen: Sądzić się nie zamierzam. Tu bardziej chodzi — jak napisał makowski — o zasady. Blogerzy już dawno przestali być „piszącymi nastolatkami” i nie powinni być tak traktowani :)
    Adam: Jeśli nie musiał podawać imienia i nazwiska ani adresu, to w jaki sposób określił źródło cytatu? Nie jestem dziennikarzem i chętnie bym się dowiedział…

  • http://www.alexba.com Alex Barszczewski

    Jak czytałem „Polityke” to ten tekst też zdawał mi się dość znajomym :-)
    No cóż, oddaje to stopień profesjonalności sporej części „pracowników mediów” (bo trudno nazwać taką osobę dziennikarzem. Rzeczywiście w Holanii zapadł ostatnio wyrok w sprawie nieautoryzowanego użycia zdjęć opublikowanych na licencji Creative Commons. Link do angielskojęzycznego tłumaczenia istotnych części wyroku jest tutaj http://creativecommons.ca/blog/?p=165

  • http://www.alexba.com Alex Barszczewski

    Jak czytałem „Polityke” to ten tekst też zdawał mi się dość znajomym :-)
    No cóż, oddaje to stopień profesjonalności sporej części „pracowników mediów” (bo trudno nazwać taką osobę dziennikarzem. Rzeczywiście w Holanii zapadł ostatnio wyrok w sprawie nieautoryzowanego użycia zdjęć opublikowanych na licencji Creative Commons. Link do angielskojęzycznego tłumaczenia istotnych części wyroku jest tutaj http://creativecommons.ca/blog/?p=165

  • http://dziennikarski.jogger.pl/ Adam

    Pawle, już spieszę z wyjaśnieniami.

    Zgodnie z Prawem prasowym i ustawą o prawie autorskim, dziennikarz ma prawo użyć fragmentu każdej publikacji. To raz. Nigdzie w obu ustawach nie jest napisane, w jaki sposób ma odbywać się zaznaczenie źródła. Przyjęło się (nie wiem, czy na zasadzie tradycji, czy prawnego precedensu), że podaje się zawsze imię i nazwisko autora przytaczanych słów.

    Niemniej jednak, w dziennikarstwie występuje „bohater anonimowy”, który – choć określa się jego funkcje i rodzaj – jest bezimienny. Najczęściej występuje on wtedy w liczbie mnogiej, choć nie jest to reguła. Np. „- To skandal. Nie zgodzimy się na 30-proc. podwyżki dopiero od października – mówią pracownicy służby zdrowia” i „- Nigdy nie widziałem tego człowieka – mówi lokator kamienicy, którą zamieszkiwał morderca”, itd.

    I tak zrobił dziennikarz w tym przypadku. Jak pewnie zauważyłeś, takie „anonimowe cytowanie” dotyczy jednak raczej króciutkich wypowiedzi i jest zasadniczo uzasadnione (niechęć podawania danych osobowych, ochrona informatora, itp.). W tym wypadku jednak autor zacytował całkiem pokaźny fragment Twojego wpisu. Trudno zaakceptować więc tę anonimowość, jednak nie można jej zupełnie zanegować.

    Etyka dziennikarska nakazuje być rzetelnym, a zapis „jeden z (…) internautów” raczej nie może pretendować do tego miana. Dziennikarz więc albo się bardzo spieszył, albo jest początkujący, albo popełnił zwykłe niedbalstwo.

    Dobrze, że wysłałeś maila (autor napewno dostanie parę „wskazówek” od przełożonych :>), ale – tak jak wspomniałem – nie licz, że redakcja jakkolwiek Ci to wynagrodzi. Podobnie żaden sąd. Smutne, ale prawdziwe.

    pzdr.

  • http://dziennikarski.jogger.pl/ Adam

    Pawle, już spieszę z wyjaśnieniami.

    Zgodnie z Prawem prasowym i ustawą o prawie autorskim, dziennikarz ma prawo użyć fragmentu każdej publikacji. To raz. Nigdzie w obu ustawach nie jest napisane, w jaki sposób ma odbywać się zaznaczenie źródła. Przyjęło się (nie wiem, czy na zasadzie tradycji, czy prawnego precedensu), że podaje się zawsze imię i nazwisko autora przytaczanych słów.

    Niemniej jednak, w dziennikarstwie występuje „bohater anonimowy”, który – choć określa się jego funkcje i rodzaj – jest bezimienny. Najczęściej występuje on wtedy w liczbie mnogiej, choć nie jest to reguła. Np. „- To skandal. Nie zgodzimy się na 30-proc. podwyżki dopiero od października – mówią pracownicy służby zdrowia” i „- Nigdy nie widziałem tego człowieka – mówi lokator kamienicy, którą zamieszkiwał morderca”, itd.

    I tak zrobił dziennikarz w tym przypadku. Jak pewnie zauważyłeś, takie „anonimowe cytowanie” dotyczy jednak raczej króciutkich wypowiedzi i jest zasadniczo uzasadnione (niechęć podawania danych osobowych, ochrona informatora, itp.). W tym wypadku jednak autor zacytował całkiem pokaźny fragment Twojego wpisu. Trudno zaakceptować więc tę anonimowość, jednak nie można jej zupełnie zanegować.

    Etyka dziennikarska nakazuje być rzetelnym, a zapis „jeden z (…) internautów” raczej nie może pretendować do tego miana. Dziennikarz więc albo się bardzo spieszył, albo jest początkujący, albo popełnił zwykłe niedbalstwo.

    Dobrze, że wysłałeś maila (autor napewno dostanie parę „wskazówek” od przełożonych :>), ale – tak jak wspomniałem – nie licz, że redakcja jakkolwiek Ci to wynagrodzi. Podobnie żaden sąd. Smutne, ale prawdziwe.

    pzdr.

  • kosmar

    Rozbawił mnie ten wpis. Zwłaszcza buńczuczne „Liczę, że Pańska redakcja znajdzie jakieś rozwiązanie tej sytuacji.”. Bądź co bądź dziennikarz nie przypisał sobie tych słów sobie tylko zaznaczył, że jest to cytat jednego z internautów. Jednego z tysięcy internautów – dodajmy – wypowiadających się na temat Web2.0. I z całym szacunkiem dla autora blogu, nie ma się chyba co nadymać… Jak napisał wyżej makowski ani ten wpis był specjalnie odkrywczy ani rewolucyjny. Gdyby dziennikarz chciał skrupulatnie odnotować wszystkie cytaty zbierane podczas gromadzenia materiałów do artykułu (wypowiedzi internautów, przechodniów, pasażerów, mieszkańców – zależnie od tematyki) połowę tekstu musiałoby zająć staranna lista cytowanych osób. Czy dziwią nas na przykład sformułowania: „jak twierdzą mieszkańcy Ursynowa”? Albo „skarżą się pracownicy firmy”?
    Dla redaktora piszącego artykuł o Web2.0 autor bloga jest „jednym z dyskutujących internautów” – na blogu, na forum, w komentarzach. I nie ma się co puszyć i obrażać, naprawdę :)
    Ze świątecznymi życzeniami odrobiny więcej dystansu :-)

  • kosmar

    Rozbawił mnie ten wpis. Zwłaszcza buńczuczne „Liczę, że Pańska redakcja znajdzie jakieś rozwiązanie tej sytuacji.”. Bądź co bądź dziennikarz nie przypisał sobie tych słów sobie tylko zaznaczył, że jest to cytat jednego z internautów. Jednego z tysięcy internautów – dodajmy – wypowiadających się na temat Web2.0. I z całym szacunkiem dla autora blogu, nie ma się chyba co nadymać… Jak napisał wyżej makowski ani ten wpis był specjalnie odkrywczy ani rewolucyjny. Gdyby dziennikarz chciał skrupulatnie odnotować wszystkie cytaty zbierane podczas gromadzenia materiałów do artykułu (wypowiedzi internautów, przechodniów, pasażerów, mieszkańców – zależnie od tematyki) połowę tekstu musiałoby zająć staranna lista cytowanych osób. Czy dziwią nas na przykład sformułowania: „jak twierdzą mieszkańcy Ursynowa”? Albo „skarżą się pracownicy firmy”?
    Dla redaktora piszącego artykuł o Web2.0 autor bloga jest „jednym z dyskutujących internautów” – na blogu, na forum, w komentarzach. I nie ma się co puszyć i obrażać, naprawdę :)
    Ze świątecznymi życzeniami odrobiny więcej dystansu :-)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Adam: Dzięki za wyjaśnienia :) Upieram się jednak, że cytat był spory, a w całym tekście nie było tych cytatów za wiele (albo ich nie zauważyłem — mój był nieźle zamaskowany), więc niepodawaie źródła jest tu raczej — moim zdaniem — zaniedbaniem autora (bo o złą wolę go nie podejrzewam).
    kosmar: Ja wiem czy takie buńczuczne? Autor artykułu wykorzystał mój (odkrywczy lub nie) tekst niemal w całości, więc jakiś „credit” mi się należy, prawda? ;) Zwłaszcza, że nie występuję jako „zajefajny Eryk” czy inny „Fantomas”, tylko podpisuję się imieniem i nazwiskiem ;)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Adam: Dzięki za wyjaśnienia :) Upieram się jednak, że cytat był spory, a w całym tekście nie było tych cytatów za wiele (albo ich nie zauważyłem — mój był nieźle zamaskowany), więc niepodawaie źródła jest tu raczej — moim zdaniem — zaniedbaniem autora (bo o złą wolę go nie podejrzewam).
    kosmar: Ja wiem czy takie buńczuczne? Autor artykułu wykorzystał mój (odkrywczy lub nie) tekst niemal w całości, więc jakiś „credit” mi się należy, prawda? ;) Zwłaszcza, że nie występuję jako „zajefajny Eryk” czy inny „Fantomas”, tylko podpisuję się imieniem i nazwiskiem ;)

  • http://dziennikarski.jogger.pl/ Adam

    A tak zupełnie z innej beczki, drzwi obok moich mieszka rodzina Tkaczyków. :)

  • http://dziennikarski.jogger.pl/ Adam

    A tak zupełnie z innej beczki, drzwi obok moich mieszka rodzina Tkaczyków. :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Adam: W Wałbrzychu chyba nie mam rodziny ;)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Adam: W Wałbrzychu chyba nie mam rodziny ;)

  • kosmar

    Moim zdaniem zabrzmiało buńczucznie. Jakby Pan był o krok od skierowania sprawy do sądu :) Ale mniejsza…
    Myślę, że najlepiej opisał sprawę Adam w komentarzu o „bohaterze anonimowym”. Owszem, redaktor mógł napisać „(…) – pisze Paweł Tkaczyk na swoim internetowym blogu”. Tylko proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz: co mi, jako niezorientowanemu w temacie czytelnikowi artykułu, daje taki zapis? Co wnosi on istotnego do treści? Jako czytelnik myślę sobie – a kto to, do diabła, jest jakiś Paweł Tkaczyk? Czy jest on powszechnie znanym ekspertem od Web2.0? Czy z jego opinią powinienem się liczyć w tej sprawie? A może prowadzi on wyspecjalizowany blog właśnie w tej dziedzinie? Jeśli tak, to owszem, powinna się znaleźć wzmianka o tym, kim ów komentator jest i dlaczego akurat jego poproszono o opinię. Jeśli jest to osoba blisko związana z tematyką artykułu np. „jak mówi pani Marek Kowalski, mieszkaniec Ursynowa” lub „jak twierdzi Anna Nowak, wieloletni pracownik firmy XYZ”, ich zdanie jest dla mnie w jakiejś mierze wiążące. Wiem, że nie zostali wymienieni w tym artykule przez przypadek, tylko z racji poruszanego tematu mają w tej sprawie coś istotnego do powiedzenia.
    Taka sytuacja jednak, moim zdaniem, nie ma miejsca w przypadku Pana blogu i opisywanego artykułu. O ile się zorientowałem, nie prowadzi Pan wyspecjalizowanego w dziedzinie Web2.0 bloga, jest tu po trosze wszystkiego; o Macach, Google, telefonach komórkowych, grafice, Linuksie oraz w końcu – Web2.0 :) Na ile poznałem już Pana dzięki wpisom tutaj, nie pretenduje także Pan do roli eksperta w powyższej dziedzinie. Więc chyba jednak… „bohater anonimowy”, prawda? Jak napisałem wcześniej – ot, jeden z setek czy też raczej tysięcy zapisów o tym zjawisku.
    Nie wiem, skoro tak Pana rozgniewało zacytowanie własnego wpisu (z bloga publikowanego na licencji Creative Common (sic!)) bez należytego uwzględnienia „praw autorskich”, może lepszym rozwiązaniem byłoby zamienienie tesktu w stopne na „Wszystkie prawa zastrzeżone”? Wtedy nie byłoby wątpliwości :) Pytanie, czy w takim przypadku znalazłby się Pan w artykule „Polityki”? :)

  • kosmar

    Moim zdaniem zabrzmiało buńczucznie. Jakby Pan był o krok od skierowania sprawy do sądu :) Ale mniejsza…
    Myślę, że najlepiej opisał sprawę Adam w komentarzu o „bohaterze anonimowym”. Owszem, redaktor mógł napisać „(…) – pisze Paweł Tkaczyk na swoim internetowym blogu”. Tylko proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz: co mi, jako niezorientowanemu w temacie czytelnikowi artykułu, daje taki zapis? Co wnosi on istotnego do treści? Jako czytelnik myślę sobie – a kto to, do diabła, jest jakiś Paweł Tkaczyk? Czy jest on powszechnie znanym ekspertem od Web2.0? Czy z jego opinią powinienem się liczyć w tej sprawie? A może prowadzi on wyspecjalizowany blog właśnie w tej dziedzinie? Jeśli tak, to owszem, powinna się znaleźć wzmianka o tym, kim ów komentator jest i dlaczego akurat jego poproszono o opinię. Jeśli jest to osoba blisko związana z tematyką artykułu np. „jak mówi pani Marek Kowalski, mieszkaniec Ursynowa” lub „jak twierdzi Anna Nowak, wieloletni pracownik firmy XYZ”, ich zdanie jest dla mnie w jakiejś mierze wiążące. Wiem, że nie zostali wymienieni w tym artykule przez przypadek, tylko z racji poruszanego tematu mają w tej sprawie coś istotnego do powiedzenia.
    Taka sytuacja jednak, moim zdaniem, nie ma miejsca w przypadku Pana blogu i opisywanego artykułu. O ile się zorientowałem, nie prowadzi Pan wyspecjalizowanego w dziedzinie Web2.0 bloga, jest tu po trosze wszystkiego; o Macach, Google, telefonach komórkowych, grafice, Linuksie oraz w końcu – Web2.0 :) Na ile poznałem już Pana dzięki wpisom tutaj, nie pretenduje także Pan do roli eksperta w powyższej dziedzinie. Więc chyba jednak… „bohater anonimowy”, prawda? Jak napisałem wcześniej – ot, jeden z setek czy też raczej tysięcy zapisów o tym zjawisku.
    Nie wiem, skoro tak Pana rozgniewało zacytowanie własnego wpisu (z bloga publikowanego na licencji Creative Common (sic!)) bez należytego uwzględnienia „praw autorskich”, może lepszym rozwiązaniem byłoby zamienienie tesktu w stopne na „Wszystkie prawa zastrzeżone”? Wtedy nie byłoby wątpliwości :) Pytanie, czy w takim przypadku znalazłby się Pan w artykule „Polityki”? :)

  • http://www.webaudit.pl/blog/ r.d.

    Różnie z tym bywa, kiedyś zauważyłem bodajże w Przeglądzie fragment z pewnej mojej strony bez podania autora, wysłałem uprzejmego maila do dziennikarki, nawet bez prośby o sprostowanie, a dostałem i przeprosiny w mailu i w jednym z kolejnych numerów pisma.

  • http://www.webaudit.pl/blog/ r.d.

    Różnie z tym bywa, kiedyś zauważyłem bodajże w Przeglądzie fragment z pewnej mojej strony bez podania autora, wysłałem uprzejmego maila do dziennikarki, nawet bez prośby o sprostowanie, a dostałem i przeprosiny w mailu i w jednym z kolejnych numerów pisma.

  • http://ekhil.net ekhil

    Dorzucam: http://mediacafepl.blogspot.com/2005/12/blogi-s-chronione-prawem-autorskim.html

    A od siebie dodam, że moim zdaniem co innego jest powoływanie się na czyjąś opinię, a co innego wykonanie operacji „kopiuj – wklej”.
    Z tego co widzę, dziennikarz nie wypełnił wymogów stawianych mu przez Licencję CC, której używa autor niniejszego bloga, a rygorystyczna ona nie jest. Wystarczyło trochę dobrej woli ze strony Polityki.

  • http://ekhil.net ekhil

    Dorzucam: http://mediacafepl.blogspot.com/2005/12/blogi-s-chronione-prawem-autorskim.html

    A od siebie dodam, że moim zdaniem co innego jest powoływanie się na czyjąś opinię, a co innego wykonanie operacji „kopiuj – wklej”.
    Z tego co widzę, dziennikarz nie wypełnił wymogów stawianych mu przez Licencję CC, której używa autor niniejszego bloga, a rygorystyczna ona nie jest. Wystarczyło trochę dobrej woli ze strony Polityki.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    kosmar: Bohater zbiorowy jest pytany o zdanie. W przypadku cytowania — jak napisał ekhil — metodą copy/paste (i kiedy nikt mnie nie pytał o zdanie) należy wypełnić postanowienia licencji. Zezwala ona na kopiowanie, korzystanie i przerabianie, ale z podaniem źródła. Napisanie o „jednym z (…) internautów” moim zdaniem nie spełnia tego wymogu. I tyle :)
    ekhil: To ja jeszcze dorzucę ten wpis :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    kosmar: Bohater zbiorowy jest pytany o zdanie. W przypadku cytowania — jak napisał ekhil — metodą copy/paste (i kiedy nikt mnie nie pytał o zdanie) należy wypełnić postanowienia licencji. Zezwala ona na kopiowanie, korzystanie i przerabianie, ale z podaniem źródła. Napisanie o „jednym z (…) internautów” moim zdaniem nie spełnia tego wymogu. I tyle :)
    ekhil: To ja jeszcze dorzucę ten wpis :)

  • http://www.alexba.com Alex Barszczewski

    Szanowny Panie/Pani (?) kosmar

    Prawo, czyli w tym przypadku prawo o wlasności intelektualnej obowiązuje niezależnie od tego:

    - czy przeciętny czytelnik jest zorientowany w temacie, czy też nie
    - co Pan/Pani pomyślałaby sobie czytając iż jest to cytat z wypowiedzi p. Tkaczyka
    - czy p. Tkaczyk jest ekspertem od Web 2.0
    - czy p. Tkaczyk prowadzi wyspecjalizowany blog, czy też luźne zapiski na różne tematy
    - jaka jest Pana/Pani osobisty punkt widzenia na ten temat

    O ile też mogłem to wyczytać z dotychczasowych wypowiedzi p. Tkaczyk nie tyle sie rozgniewał o ile (podobnie jak zapewne kilkoro z nas) zdziwił, bo w sumie nie jesteśmy w jakimś Bantustanie tylko w centrum Europy a wspomniany tygodnik to dość liczące się pismo, więc można oczekiwać od niego cywilizowanego podejścia do praw o własności intelektiualnej.

    Każdy z nas może udostępniać własne utwory na dowolnej licencji i nie musi to być „Wszelkie prawa zastrzeżone”. Nieznajomość zasad licencji Creative Commons przez kopiującego artykuł „pracownika mediów” nie zwalnia go od odpowiedzialności za naruszenie prawa (rzymska zasada „nieznajomość prawa szkodzi”)

    Pozdrawiam i życzę Wesołych Swiąt :-)

  • http://www.alexba.com Alex Barszczewski

    Szanowny Panie/Pani (?) kosmar

    Prawo, czyli w tym przypadku prawo o wlasności intelektualnej obowiązuje niezależnie od tego:

    - czy przeciętny czytelnik jest zorientowany w temacie, czy też nie
    - co Pan/Pani pomyślałaby sobie czytając iż jest to cytat z wypowiedzi p. Tkaczyka
    - czy p. Tkaczyk jest ekspertem od Web 2.0
    - czy p. Tkaczyk prowadzi wyspecjalizowany blog, czy też luźne zapiski na różne tematy
    - jaka jest Pana/Pani osobisty punkt widzenia na ten temat

    O ile też mogłem to wyczytać z dotychczasowych wypowiedzi p. Tkaczyk nie tyle sie rozgniewał o ile (podobnie jak zapewne kilkoro z nas) zdziwił, bo w sumie nie jesteśmy w jakimś Bantustanie tylko w centrum Europy a wspomniany tygodnik to dość liczące się pismo, więc można oczekiwać od niego cywilizowanego podejścia do praw o własności intelektiualnej.

    Każdy z nas może udostępniać własne utwory na dowolnej licencji i nie musi to być „Wszelkie prawa zastrzeżone”. Nieznajomość zasad licencji Creative Commons przez kopiującego artykuł „pracownika mediów” nie zwalnia go od odpowiedzialności za naruszenie prawa (rzymska zasada „nieznajomość prawa szkodzi”)

    Pozdrawiam i życzę Wesołych Swiąt :-)

  • http://komarnicki.blogspot.com Paweł Komarnicki

    ludzie :) Przestańcie proszę :) ktoś zacytował brzydko Pawła, Pawł mu wysłał przemiłego mejla, to już więcej nikt z rzeczpospolitej pewnie nie będzie tu zaglądał ;)

    My Pawle mieliśmy też kiedyś przemiłą pogawędkę na temat prawa autorskiego :) I nie wiem czemu od razu za każdym razem na hasło „prawa autorskie” uderzasz w jakieś wysokie tony, jakby od tego zależało czyjeś życie :) Przecież odnośnie tego bloga, to możesz się spodziewać, że ktoś albo Ciebie podlinkuje, albo zacytuje. Ja tam uważam, że „jeden z internautów” doskonale wyraża właściciela tekstu ;)

    PS: Może się obrazisz, ale podlinkowali Cię z MyApple ;) nie dzwoń do prawnika, powinieneś się raczej cieszyć :)

  • http://komarnicki.blogspot.com Paweł Komarnicki

    ludzie :) Przestańcie proszę :) ktoś zacytował brzydko Pawła, Pawł mu wysłał przemiłego mejla, to już więcej nikt z rzeczpospolitej pewnie nie będzie tu zaglądał ;)

    My Pawle mieliśmy też kiedyś przemiłą pogawędkę na temat prawa autorskiego :) I nie wiem czemu od razu za każdym razem na hasło „prawa autorskie” uderzasz w jakieś wysokie tony, jakby od tego zależało czyjeś życie :) Przecież odnośnie tego bloga, to możesz się spodziewać, że ktoś albo Ciebie podlinkuje, albo zacytuje. Ja tam uważam, że „jeden z internautów” doskonale wyraża właściciela tekstu ;)

    PS: Może się obrazisz, ale podlinkowali Cię z MyApple ;) nie dzwoń do prawnika, powinieneś się raczej cieszyć :)

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Paweł Komarnicki: Uderzam „w wysokie tony” bo na prawach autorskich po prostu zarabiam. I „wolna amerykanka” w tej dziedzinie mnie nie uszczęśliwia. A że trzeba ludzi na to uczulać, widać ostatnio coraz częściej — nawet w szanowanym PWN na okładce książki o scrabble znalazła się „podkradziona” ilustracja. Jeśli my nie będziemy tego pilnować, to kto będzie?

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Paweł Komarnicki: Uderzam „w wysokie tony” bo na prawach autorskich po prostu zarabiam. I „wolna amerykanka” w tej dziedzinie mnie nie uszczęśliwia. A że trzeba ludzi na to uczulać, widać ostatnio coraz częściej — nawet w szanowanym PWN na okładce książki o scrabble znalazła się „podkradziona” ilustracja. Jeśli my nie będziemy tego pilnować, to kto będzie?

  • http://komarnicki.blogspot.com Paweł Komarnicki

    O, ciekawe :) (z tą okładką) – ale nie dajmy się Pawle zwariować :)
    Ja rozumiem, jakbyś zauważył, że ktoś twoją grafikę ukradł, którą zrobiłeś w całości sam i wrzuciłeś (c) – ale CC to jednak coś innego ;)
    ja rozumiem, że trochę Cię podgotowało, bo to nie ty zarobiłeś na artykule, ale przecież po coś piszesz tego bloga ;)
    Jakbyś pisał o sobie Pawle (tzn. o sprawach dnia codziennego, a nie marketingu itp.), to nie miałbyś tego problemu :)

  • http://komarnicki.blogspot.com Paweł Komarnicki

    O, ciekawe :) (z tą okładką) – ale nie dajmy się Pawle zwariować :)
    Ja rozumiem, jakbyś zauważył, że ktoś twoją grafikę ukradł, którą zrobiłeś w całości sam i wrzuciłeś (c) – ale CC to jednak coś innego ;)
    ja rozumiem, że trochę Cię podgotowało, bo to nie ty zarobiłeś na artykule, ale przecież po coś piszesz tego bloga ;)
    Jakbyś pisał o sobie Pawle (tzn. o sprawach dnia codziennego, a nie marketingu itp.), to nie miałbyś tego problemu :)