O dzieleniu się wiedzą (za darmo i za pieniądze)
Dziś będzie refleksyjnie. Podobno blogi mają być bardziej osobiste, więc proszę bardzo ;-)
Lubię dzielić się wiedzą. Jednak dzielenie się nią za darmo i za pieniądze to dwa różne światy. Uczestniczę w obu: prowadzę blog, nagrywam podcast i rozdaję je każdemu za darmo. Z drugiej strony uczę też za pieniądze: prowadzę szkolenia z budowania marki i tworzenia identyfikacji wizualnej.
Bardzo nie lubię, kiedy ktoś myli te dwa światy. A doświadczam tego ostatnio stosunkowo często. Może pomożecie mi wyjaśnić przyczynę ;-)
Przykład 1: Dostałem zaproszenie do wygłoszenia prelekcji na konferencji. Podałem organizatorom temat itp. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w następnym mailu dostałem… prośbę o uiszczenie opłaty za wystąpienie! Zadziwiony wysłałem maila z pytaniem, czy to aby nie pomyłka. Otóż nie. Dowiedziałem się, że opłata jest za catering. Czyli wiedza się nie liczy, a za kanapki płacą wszyscy, zarówno prelegenci, jak i uczestnicy. Zrezygnowałem…
Nota bene słyszałem kiedyś o konferencji, w której to prelegenci płacili za możliwość wystąpienia. Oczywiście było to jedno wielkie pasmo reklamowe, szczerze współczuję uczestnikom. Co ciekawe, publiczność się zbuntowała – bo reklamować się trzeba umieć, a ci, którzy zapłacili za możliwość wystąpienia, nie posiadali tej umiejętności. Skończyło się na tym, że organizatorzy awaryjnie ściągnęli kogoś, kto uratował konferencję. Tak kończy się branie prelegentów „jak leci”.
Przykład 2: Duża konferencja, opłata za wstęp grubo ponad 1.000 PLN od uczestnika. Dostałem zaproszenie do wygłoszenia prelekcji, temat był mi bliski, więc zgodziłem się. Kiedy jednak sprawa doszła do finansów, usłyszałem „większość prelegentów występuje za darmo”. Znowu: współczuję uczestnikom konferencji. Wartość takiej wiedzy jest mocno dyskusyjna, a prezentacja może przerodzić się w bajdurzenie o niebieskich migdałach (widziałem niedawno taką prezentację ;-))
Nie mam nic przeciwko darmowym wystąpieniom, jeśli konferencja jest rzeczywiście za darmo dla wszystkich. Nie przyszło mi do głowy pytać o pieniądze za wystąpienie na Barcampie (mało tego, MIDEA sponsoruje tę imprezę), na takich samych zasadach pojawię się na Bridgecampie w Poznaniu 16 kwietnia. Bo lubię to robić. Ale nie mieszajmy tych dwóch światów…





Ależ co tu wyjaśniać, magiczne słowo „cwaniactwo” wyjaśnia wszystko :)
Bezczelność różnorakich organizatorów żerujących na uczestnikach jest czasami doprawdy przeogromna. Na szczęście są to zazwyczaj jednorazowe imprezy, bo nikt poważny nie będzie się w takie coś bawił że o złym PR nie wspomnę (i dotyczy to wielu dziedzin):)
Człowieku, widziałem nagranie Twojego wystąpienia na Kreoauli. Żenujące i amatorskie. Na pewno jednak wiele się zmieniło?