Skończyłem. Rycerz Jedi dwudziestego poziomu, całkowicie oddany jasnej stronie :-) Ostatni pojedynek z mrocznym lordem Malakiem tłukłem całe piątkowe popołudnie. Trzeba było schować dumę rycerza Jedi do kieszeni (razem z mieczem świetlnym) i dokonać egzekucji granatami odłamkowymi. Inaczej się nie dało ;-)
Z gry ogólnie jestem zadowolony, nawet bardzo. Grafika na niezłym poziomie, doskonałe sceny pojedynków na miecze świetlne. Grywalność też niczego sobie — spędziłem bardzo miłe 30 godzin :-) Porównuję ją z „Neverwinter Nights” (ostatnia RPG, w jaką grałem przed nią). KotOR ma w porównaniu z tą ostatnią dużo uproszczeń — ograniczenie rozwoju postaci do 20 poziomów, nieograniczona pojemność ekwipunku, tylko trzy klasy postaci i trzy klasy Jedi… Jest za to dużo ładniejsza graficznie i bardziej dynamiczna w rozgrywce.
Również fabuła stoi na dość wysokim poziomie — nagły zwrot akcji w 2/3 gry całkowicie mnie zaskoczył. Niewątpliwie został przygotowany dla kogoś takiego jak ja — kto rozpoczął grę z mocnym postanowieniem bycia „dobrym”. Muszę przyznać, że dwa razy się zastanowiłem, zanim po „zwrocie” pozostałem przy jasnej stronie :-) Punkt dla twórców gry :-)
Zastanawia mnie liniowość fabuły. Duża jej część opiera się na tym, że moja postać jest mężczyzną i nawiązuje romans z jedną z głównych bohaterek. Co by było, gdybym na początku wybrał kobietę? Chyba to sprawdzę ;-)
Ogólnie — dwa kciuki w górę. Czekam niecierpliwie na kontynuację. A tymczasem muszę się zaopatrzyć w nową grę. Może tym razem porządna strategia? Dawno nic nie przykuło mojej uwagi…



