Powyższy łaciński cytat po naszemu oznacza „Pieniądz nie śmierdzi”. Zacząłem się nad tym poważnie zastanawiać w zeszły poniedziałek, po otrzymaniu maila z działu medialnego LPR (tak tak! Ligi Polskich Rodzin).
Miły pan w mailu proponował nam zrobienie logotypu dla Ligi — za dwa dni zaczynają się badania focusowe w związku ze zmianą wizerunku i potrzebny jest… no właśnie ten wizerunek ;) Pan nakreślił w mailu kierunek, w którym powinniśmy iść i zapytał, czy się podejmiemy. Jeśli tak, to do (zeszłej) środy proszę przysłać logo w takim a takim formacie na e-mail.
Odpisałem grzecznie, że projekt logotypu kosztuje tyle, zaś ekspresowe tempo dodatkowo tyle. Jeśli pan zgadza się na nasze warunki, proszę o odesłanie podpisanego zamówienia, bierzemy się do pracy natychmiast, bo czas nagli.
Ci, którzy mnie znają (lub czytają bloga) wiedzą, że nie przepadam za Ligą i poglądami, które reprezentuje. Ale firma jest tolerancyjna i traktuje wszystkich równo — jeśli płacą, oczywiście.
Pan nie odpisał. Jestem pewien, że znalazło się przynajmniej kilku „jeleni”, którzy posłali tam logo (robione po nocy, w super-szybkim tempie) za darmo. Ech…
Wbrew pozorom, firma też może być wyborcą. Albo przynajmniej wpływać na wyborców. Partia polityczna dostaje dotację z moich podatków, rozdaje budżetowe pieniądze na chybione — moim zdaniem — projekty typu „becikowe” czy „senioralne” a nie ma zamiaru płacić mi za uczciwie wykonaną pracę? Po człowieku, który „szuka jelenia” nie spodziewam się niczego dobrego, ale to jego prawo. Partia polityczna — moim zdaniem — powinna te standardy utrzymywać na trochę wyższym poziomie.
Może ja za dużo wymagam? Ale mi naprawdę zależy na tym, żeby w tym państwie było kiedyś „normalniej”. Tylko że do tego musimy zmienić nie polityków, ale ludzi („lud ciemny”, jak mówi poseł Kurski). Dlatego walczę z wiatrakami. I wierzę, że kiedyś — przynajmniej na moim poletku — da to jakiś rezultat i będzie lepiej :)



