Lubię sobie poczytać do kolacji. Na dziś zaplanowałem sobie nadrobienie zaległości z Visual Communication, numer 12/2008. Niemal cały numer poświęcony jest reklamie świetlnej i outdoorowi, ale znalazłem jeden artykuł z „mojej” działki. Tekst nazywa się „Zmiany są zawsze dobre” i traktuje o rebrandingu. Napisała go Aleksandra Iżycka.
Czytam więc… i oczom nie wierzę. Niemal akapit po akapicie bezczelnie przepisany z mojego tekstu „Rebranding: po co i komu”, który napisałem w ramach gościnnych występów na blogu Maćka Budzicha. Autorka nawet nie zająknęła się na temat źródła swojej „wiedzy”.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że… sam ją tam skierowałem. Pani Aleksandra zadzwoniła do mnie w czasie pisania artykułu z prośbą o komentarz na temat rebrandingu. Byłem wtedy trochę zajęty, ale chciałem pomóc. Powiedziałem jej więc, gdzie znajdzie mój artykuł na dokładnie ten sam temat. Do głowy mi nie przyszło, że można przepisać duże fragmenty tekstu słowo w słowo, nie podając źródła. Gdzie jest jakaś zawodowa przyzwoitość?
Pani Aleksandro, „może Pani skorzystać” to zupełnie co innego, niż „przepisać bez podania źródła”. Dziennikarz powinien wiedzieć takie rzeczy.
EDIT 27 stycznia 2008: Redakcja „Visual Communication” zareagowała na temat w sposób wzorowy. Redaktor prowadzący Łukasz Mikołajczak wyjaśnił sprawę dokładnie w komentarzu poniżej, napisał mi także maila. Autorka, która nie jest pracownikiem VC, została poproszona o wyjaśnienia. Gratulacje za szybką i naprawdę wzorową reakcję.




